_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Niezwykłe świadectwo Ojca Konstantyna i jego żony 2014-05-13

W ostatniej Artumie (5:2014) pojawiło się niezwykły wywiad. Zachęcony słowami o. Konstantyna by dzielić się tym świadectwem, jeśli mogłoby to komukolwiek pomóc postanowiłem udostępnić go wam. Tłumaczenie może dość toporne, ale starałem się jak najwierniej oddać ten tekst. Niezwykli bohaterowie, wielka miłość, muzyka i Bóg, który jest najlepszym autorem scenariuszy życia... Zachęcam by poświęcić chwilę na wysłuchanie tej historii.





Cud - narodzić się, powołanie - kochać.


To jeszcze jedna niezwykła i niewiarygodna historia miłości Boga i ludzi. Czytając ją doświadczycie jak sam Bóg przytula was przez braci prawosławnych. Swoją historią podzieli się diakon z kowieńskiego soboru Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny o. Konstantyn Pankraszov i jego żona diakonisa Tatiana Solomonik-Pankraszova, profesor w katedrze filologii niemieckiej ,  Uniwersytetu Kowieńskiego. Opowiedzą o sobie – uczniu i nauczycielce, o swoim poznaniu, przyjaźni, założeniu rodziny, o planach bycia solistą operowym i na końcu o swoim cudownym narodzeniu […].


Jak Kościół Prawosławny rozumie powołanie?


O. Konstantyn – Powołanie w prawosławiu to przede wszystkim to, że jesteś powołany  do życia. Powołany by żyć w tym konkretnym czasie, w tym konkretnym miejscu, w tej konkretnej rodzinie, bo tak postanowił Bóg. Po drugie, powołanie - to jak człowiek szuka i jak Bóg go prowadzi. Mówiąc o powołaniu duchownym  i o wyborze drogi duchowej – nie ty wybierasz służbę, lecz to ciebie wybiera Bóg i zaprasza, byś mu służył.


Ojcze Konstantynie, Jak ty rozpoznałeś swoje powołanie?


O. Konstantyn – Nie ja rozpoznałem, ale On mnie rozpoznał. Wyrosłem w wierzącej rodzinie i całe moje życie od dzieciństwa związane było z Cerkwią i służbą w niej. Dlatego mogę śmiało powiedzieć że Cerkiew to całe moje życie, ja jestem w Niej , a Ona we mnie. Innej drogi nie znam i o innym wyborze nawet nie myślałem. W dzieciństwie posługiwałem do Mszy św., później śpiewałem, ale o kapłaństwie nie myślałem. Nie czułem się godnym.  Nie wiedziałem kim będę w Kościele, ale nie wątpiłem że będę mu służył.  Jeśli człowiek choć raz, choć w ułamku sekundy poczuje w swoim sercu bliskość Boga, to nigdy nie jest w stanie tego zapomnieć i bez Boga żyć.


Tatiana – Powołanie to nieskończona miłość do Boga. I wydaje mi się, że Ojciec Konstantyn taką nieskończoną miłość do Boga ma. Jego dusza odpowiada na zaproszenie bożej miłości, dlatego jest w Kościele.  Myśmy także spotkali się Kościele.


Opowiedzcie,  jak się poznaliście.


O. Konstantyn. To było niezwykłe wydarzenie, które miało miejsce bardzo dawno. Miałem wtedy 14 lat i uczyłem się w 9 klasie. A Tatiana w tej szkole pracowała jako nauczycielka j. angielskiego. Między nami jest dziewięć lat różnicy.  Kiedy ja - czternastolatek, pierwszy raz zobaczyłem Tatianę, w moim sercu coś się obudziło i powiedziałem sobie, ta kobieta będzie kiedyś moja!


Tatiana. Upłynęło wiele czasu, ale to się spełniło… On był wyjątkowym uczniem. Nie powiem, żeby uczył się bardzo dobrze, ale był uroczy, charyzmatyczny. Widziałam, że bardzo chce spędzać czas razem i że ma wspaniały dar – umie słuchać. Jednym słowem – był młodym, miłym człowiekiem, umiejącym zauroczyć.


Ale czy pomyślałaś o tym, że pewnego pięknego dnia ten młodzieniec może stać się twoim mężem?


Tatiana. Naprawdę nie. Byliśmy razem tylko jako przyjaciele. Choć widziałam, że ten dzieciak lgnie do mnie. Mnie najbardziej „kupiła” jego wrażliwość na piękno: muzykę, sztukę, literaturę. Nie pamiętam kto to powiedział, ale podoba mi się takie zdanie: „Dusza szczególnie wrażliwa na piękno przypomina o swoim życiu w Królestwie Niebieskim”. I te piękno Królestwa Niebieskiego, odbijające się tu na ziemi, mnie najbardziej zachwyciło, gdy patrzyłam na Ojca Konstantyna. No i niewątpliwie jego piękny głos. On już wtedy, jako czternastolatek śpiewał i grał na akordeonie. A mnie namawiał by przyjść w gości mówiąc, że ma ciekawą książkę.


O. Konstantyn. Na początku nie chciała przyjść, ale powiedziałem, że mam bardzo dobrą, religijną książkę. Nie kłamałem. Goszcząc ją w domu pokazałem tę książkę. Wtedy uczyłem się także w szkole muzycznej, dobrze grałem na akordeonie,  więc jeszcze jej i pograłem. Nas bardzo zbliżyło to, że Tatiana śpiewała w chórze, a ja służyłem w cerkwi.  Jednego razu nauczycielka mnie zapytała w czasie lekcji: Czy to ty służysz w cerkwi? Tak, ja. A czy wy śpiewacie w chórze?  Tak, śpiewam… I tak to się zaczęło nasze wspólne życie,  które trwało także pod kopułą Cerkwi. Tatiana uczyła mnie nie tylko angielskiego, ale i śpiewu. Później oboje, wraz z jeszcze jedną dziewczyną założyliśmy trio i śpiewaliśmy na Mszach. Razem jeździliśmy po Litwie i śpiewaliśmy w cerkwiach w czasie modlitw. Te bycie, śpiewanie razem oczarowało mnie, w młodym sercu oszalały uczucia i wszystko to skończyło się … ślubem. I tak już znamy się 22 lata, a żyjemy w małżeństwie 11 lat.


Wzięliście ślub, kiedy jeszcze nie uczyłeś się w Warszawskim Prawosławnym Seminarium Duchownym?


O. Konstantyn. Nie. Wtedy studiowałem w Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru, na Wydziale Muzyki, Katedra Śpiewu.


Tatiana, Wychodząc za Konstantyna nie spodziewałaś się, co on będzie robił w przyszłości?


Tatiana. Nie, myślałam, że wychodzę za solistę operowego.


Solista operowy postanowił zostać księdzem. Jak ci powiedział, że szykuje ci nową odpowiedzialność, stanie się żoną duchownego (rus. Matuszka)?


Tatiana. To było można przewidzieć, bo całe weekendy spędzaliśmy w cerkwi. Widziałam, że jest mu to bliskie. Jego decyzja mnie nie zaskoczyła, ale wiadomo, musiałem przygotować się na nowe życie. Tak naprawdę, to przeżyłam wielką radość. Niepokój budziła tylko odpowiedzialność. Kiedy w dniu święceń diakonatu męża Arcybiskup Innocenty zapytał, czy jestem gotowa stać się matuszką, odpowiedziałam, że chyba nigdy nie będę tak przygotowaną, jak chciałabym być. Lecz niewątpliwie to było wielkie szczęście i radość.


Jeszcze jesteś diakonisą, ale gdy twój mąż przyjmie święcenia kapłańskie staniesz się matuszką. Diakonisa i matuszka -  w Kościele Prawosławnym żonom duchownych nadaje się tytuły. Czy odczuwasz różnicę po święceniach męża?


Tatiana. Czuję wielką odpowiedzialność. Wszystko rozpoczęło się w czasie święceń. Kiedy mój mąż, o. Konstantyn został wyświęcony na diakona, czułam się tak, jakby i we mnie się coś zmieniło. To był wstrząs dla nas oboje. Chociaż mnie nie przy ołtarzu nie było. Stałam w cerkwi razem z innymi ludźmi. Wszystko to, co przeżywał mój mąż, czułam i ja. Myśmy Boga poznali na tyle, na ile On dał nam się poznać. Tak myślę, że przez te wydarzenie, przez święcenia, Pan Bóg dał się jeszcze trochę bardziej poznać. Dlatego mogę Go jeszcze bardziej kochać.


Razem z tytułem otrzymałaś obowiązki…


Tatiana. Myślę że największy mój obowiązek, to zapewnić mojemu mężowi wracającemu do domu pokój i dobro.  Musi odpocząć, bo czeka go posługa, ludzie.


O. Konstantyn. Dobrze też przypomnieć,  że żona diakona, kapłana to dobre i silne zaplecze oraz  wsparcie modlitwą.


Czy rodziny w których dorastaliście były wierzące?


Tatiana. Moja rodzina nie bardzo była wierząca. Byłam uczona czego innego. Zostać pionierką i komsomołką (komunistycznie organizacje młodzieżowe – przyp. SB). Ucząc się w szkole chciałam chodzić do cerkwi, pociągała mnie wiara, ale rodzice mi nie pozwalali, ponieważ zajmowali ważne stanowiska. Ale ja i tak chodziłam. W czasie pewnej Mszy św. doświadczyłam silnego przeżycia i już więcej nie mogłabym opuścić Cerkwi. O rozwój mojej wiary dbała tylko babcia. Mówiła mi: Dziecko, gdy będziesz w szkole, i będą ci mówić – Nie ma Boga. Nie wierz im!. I mnie to wystarczyło.


O. Konstantyn. U mnie było prościej, bo moja rodzina była wierząca. I ja urodziłem się przez cud. Historię tę opowiedziała mi mama, gdy miałem 16 lat.


Przyszedłem na ten świat w czasach, gdy aborcja była traktowana nie jako grzech, ale jako zwykła procedura medyczna. Moja mama poczęła, ale zdecydowała się nie rodzić. Poddała się aborcji. Po zabiegu dalej żyła swoim życiem i robiła to, czego kobiety w ciąży po prostu nie robią. Czas leciał. Zaniepokoiła się dopiero,  gdy niedoczekana się miesiączkowania. Udała się do lekarza, a ten jej powiedział: Jak możesz miesiączkować, skoro jesteś w ciąży? Mama przeżyła szok. Później się wyjaśniło, że spodziewała się bliźniaków. Jednego usunięto, a mnie nie zauważono. Byłem jak tajemnica i zostałem w mamy brzuchu.


Po wizycie u lekarza moja mama pobiegła do swojej siostry, opowiedzieć całą historię. Siostra powiedziała jej tylko to: Zostaw go w spokoju, bo Bóg chce, by się urodził. Przez całą ciążę mama żyła w strachu, że dziecko może urodzić się niepełnosprawne – bez nóg czy bez rąk. Ale gdy minęło dziewięć miesięcy narodziłem się całkowicie zdrowy i normalny. Oto taka historia. Potem mama, widząc, że Kościół stał się dla mnie drugim domem, powiedziała: Zobacz, dlatego ty chcesz być w Cerkwi, bo Bóg pozostawił cię żywego.


Niewiarygodna historia. Ojcze Konstantynie, czy możemy tym świadectwem podzielić się z innymi?


O. Konstantyn. Zobacz, taka Boża wola. Opowiedziałem, wy róbcie co chcecie.  Jeśli to pomoże choć jednemu człowiekowi, jeśli będzie ocalone choć jedno życie, warto o tym mówić. My bardzo komplikujemy szukanie Boga i bożej woli. A trzeba po prostu… „Auu” i już On sam odpowiada. Im trudniejsza nasza mowa do Niego, tym trudniej nam Go zrozumieć. I wtedy otrzymujemy „pszzz”. Wszystko jest proste. Nasz Bój jest Panem rzeczy niemożliwych.


Rozmawiała: Diana Adomaitienė
Tekst wydrukowany w miesięczniku Artuma, nr 5:2014, s. 26-27 przygotowano na podstawie audycji „Powołał Mnie” w litewskim Radio Maryja.


Tłumaczenie (robocze): ks. Sławomir Brewczyński


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]