_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Podsumowanie roku... 2014-01-03

Jaki był ten rok? Te pytania wiele osób stawia sobie w okolicach Sylwestra. Stawia pytania i patrzy w przeszłość szukając tych wydarzeń, miejsc i twarzy, które najbardziej wyryły się w nas i naszej pamięci...


Styczeń to pierwsze kolędy na Litwie. Proboszcz się zastanawiał, pytał? Chcesz iść? Dasz radę? Chcę, oczywiście… To było coś niezwykłego, nowego… Chyba od tego momentu zaczął się mój przełom w mówieniu po litewsku… każde spotkanie, każda rozmowa, otwierały na ludzi, kraj, ich problemy, nasze problemy… W św. Wincentym w Mariampolu, ale i w św. Jerzym w Dauksziai coraz większa odpowiedzialność, już nie tylko ksiądz co odczyta kazanie, odprawi Mszę i standardowo rozgrzeszy… Zwłaszcza Dauksziai staje się moim „podwórkiem”, gdzie przygotowuję dzieci do I komunii i robię co mogę, by dotrzeć do nich, by w Kościele dobrze się czuli.



W Wielkim Poście rekolekcje w Kętrzynie… Powrót do mojej parafii. Czas trudny, bo rekolekcje zakrojone na dużą skalę. 4 dni, 24 nauki. Wieczorem dodatkowo Apel Jasnogórski. Z okazji Roku Wiary staramy się jak możemy dobrze wykorzystać ten czas. Radość spotkań z ludźmi, wśród których żyłem przez moje dwa pierwsze lata kapłaństwa, ale jednocześnie to już nie powrót do tego co było. Ja już jestem inny, oni są inni. Czas nas zmienia, ale dobro pozostaje…



Wielkanoc w dwóch parafiach: Mariampol i Dauksziai. Ale w pierwszy dzień korzystam z wolnego popołudnia i jadę do Wilna. Do hospicjum sióstr Jezusa Miłosiernego . Często tu jestem, bo jest tu naprawdę niezwykła atmosfera. To naprawdę miejsce Bożej Łaski.



Jestem na Litwie, jestem w Polsce, ale przez pierwsze pół roku jestem też jedną nogą w Zambii. Gdy moja druga parafia (Bisztynek) posyłała na roczne misję Agatę, naszą parafiankę to i ja zobowiązałem się  wspierać ją jak potrafię. To nasz obowiązek ale i łaska. Sam zresztą wiem, jak mi na Litwie potrzeba było pomocy, zwłaszcza w tym pierwszym okresie. Wraz z bliskimi i przyjaciółmi organizujemy więc się na tyle na ile potrafimy, w zbiórki rzeczy, pieniędzy, ubrań. Do czerwca poszło tego w 20 kg paczkach ponad 700kg.  Śledzimy w Internecie poczynania całej 8 salezjańskich wolontariuszy w Zambii, i z czasem ich podopieczni przestają być anonimowi – poznajemy ich historię, życie, problemy…  Afryka przestaje być obcym, dalekim krajem…



Wiosną wracam do pomysłu oazy dla Litwinów. Rozmawiam o tym z biskupem. Znajdujemy miejsce, czas, dostaję wsparcie z diecezjalnego duszpasterstwa młodzieży. Jest tylko jeden problem… Nie znajdują się chętni… Ciężko, ale zmuszony jestem rekolekcje odwołać… Tłumaczę sobie, że za rok wypali… ale nie wiem, czy będę znów chciał tyle sił w to włożyć… W czerwcu mam za to okazję uczestniczyć w innym wydarzeniu – Litewskie Dni Młodzieży w Kownie. I na to ciężko zebrać grupę w parafii. Ale jadę tam, by widzieć te 6-8 tyś. Młodzieży katolickiej zebrane na 3 dniowych ogólnonarodowych „rekolekcjach”. Robi to na mnie duże wrażenie.



W czerwcu przypadają moje 32 urodziny. Świętujemy je w towarzystwie Domowego Kościoła z Suwałk. Przyjechali na trzy samochody. To niedaleko. 50 min. Jest okazja pogrillować, pośmiać się, pozwiedzać miasto. Mimo że tak niedaleko, niektórzy są tu pierwszy raz.



W wakacje mam 3 tyg. urlopu. Po odwołaniu oazy zrobił się naprawdę wolny czas. Chcę jechać na Łotwę, ale kilkanaście godzin wcześniej dostaję zaproszenie w Tatry. Jadę więc zmęczyć się i odpocząć jednocześnie.



Koniec wakacji to drugie Litewskie Dni Młodzieży. Tym razem młodzieży polskiej. Zapraszają mnie do Szumska. Jedziemy tam z ks. Karolem. Tu bardziej kameralnie niż w Kownie, 300 osób. Ale również jestem pod wielkim wrażeniem. Jest czas na wszystko. Na modlitwę, tańce i paintball. Widać, że większość organizatorów to polscy harcerze. Wiedzą co tygryski lubią najbardziej .



W tym roku mało gości odwiedza mnie w Mariampolu. Na brystolu na drzwiach przybyło tylko kilka wpisów… Wśród nich mojego kuzyna Michała, Oli (jego żony) i Dorotki (jego córki). Ostatnie kilka dni urlopu pozostałe po odwołanej oazie spędzamy razem włócząc się po całej Litwie. Kowno, Wilno, Troki – wiadomo. Ale trafiamy też do Kiejdan. I naprawdę się nimi zachwycam.


Na październik zostawiłem sobie jeszcze 10 dni urlopu. Wraz z mamą i ciocią razem jedziemy do Ziemi Świętej. Ta pielgrzymka też na pewno należy do najważniejszych wydarzeń tego roku. A może i nie tylko roku. Będąc tam stwierdzam, że każdy z nas powinien choć raz odwiedzić te miejsca. Wiem. Koszty nie są małe… ale bycie w tych miejscach, zobaczenie, doświadczenie tego wszystkiego naprawdę wiele zmienia w patrzeniu na Ewangelię. Odkrywam na własnej, zlanej potem skórze dlaczego schronieniem Maryi i Józefa była grota, a nie stajenka, odkrywam, że Jezus był góralem, bo i Betlejem i Nazaret położone w górach, ba nawet pustynia judzka to góry… Bezcenne jest to, by być tam, gdzie kluczem do zrozumienia Biblii jest słowo „tutaj”. 



Adwent to rekolekcje w Drozdowie pod Łomżą, ale chyba przede wszystkim kolęda w Dauksziai i pozostałych wioskach tej parafii. To jeszcze więcej radości z pękania barier w rozmowach po litewsku, oraz problem z olbrzymią gościnnością i poczęstunkami graniczącymi z grzechem obżarstwa.  Ale  jak tu odmawiać, gdy ludzie wyciągają najcięższy argument: Ja specjalnie wczoraj dla księdza piekłam te ciasto…, albo: Proszę księdza, ale my pierwszy raz księdza przyjmujemy w naszym nowym domu…


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]