_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Izrael - Dzień VII - Pustych Grobów ciąg dalszy... 2013-10-19

W sumie to dziś ostatni dzień zwiedzania. Jutro powrót.  Od rana ruszamy więc dokończyć  nawiedzanie świętych miejsc w Jerozolimie.  Zaczynamy od Góry Oliwnej. Z czym nam się ona kojarzy? Przede wszystkim z Ogrójcem. Ale to przecież także Góra Wniebowzięcia. Kościół pod tym wezwaniem zaskakuje. Mała rotunda,  żadnych ołtarzy, ozdób.  Własność muzułmanów.  Nie dbają o  nią zupełnie. W środku brud i gołębie. Kiedyś nie miała sklepienia. Ze środka widziano niebo.  Muzułmanie zbudowali jednak kopułę. Kamień w posadzce miał wyciśnięte dwie stopy Chrystusa. Jedną wycieli  i przenieśli  do meczetu  w Jerozolimie. Ta, która została, zupełnie zatarła się.  Opieka nad świątynią ogranicza się dziś do zbierania dolarów za wejście.


Potem idziemy do kościoła Pater Noster i do jaskini „Niewypowiedzianych Tajemnic”, zwanej także „Credo”. To jedna z grot,  gdzie Jezus często z uczniami zatrzymywał się,  wyjaśniał im przypowieści, przekazywał prawy wiary, na razie przeznaczone tylko dla apostołów. Tu także odbywał się Sobór Jerozolimski, na którym ułożyli apostołowie pierwsze wyznanie wiary – Skład Apostolski.



U podnóża góry znajduje się Ogród Getsemani. W nim drzewa oliwne. Osiem jest bardzo starych. Ile mają lat, nie wiadomo. Wiadomo, że w 70 roku po Chrystusie wycięto wszystkie. Tyle że oliwki gorsze niż chwasty.  Odbijają ze spróchniałych pni, z karp i resztek korzeni. Potrafią owocować nawet po 3 tyś. lat. W ogrodzie znajduje się kościół. Przed ołtarzem kamień przy którym modlił się Chrystus. Tam przewodniczę Mszy św.  Mówię o tym, że nasz Ogród Oliwny nadal trwa. Że my nadal czekamy na naszą śmierć i zmartwychwstanie. Że tak jak Chrystus doświadczamy samotności, zdrady Judasza, lęku. Że On stał się podobnym do nas we wszystkim. Oprócz grzechu. On do nas, a my do Niego.  Zwracam też szczególną uwagę na potrzebę osobistej relacji z Bogiem. Że rodzina, czy przyjaciele są ważni, pomagają, wspierają, jak chociażby apostołowie w ogrójcu, ale że jest taka sfera, gdzie jestem tylko ja i Bóg. Inni mogą pomóc, wspierać, ale jeśli ja sam nie będę chciał, „nie zbawią mnie” – tylko Bóg Zbawia i tylko ode mnie zależy, czy ja się na to Zbawienie otworzę, czy przyjmę je. Czy będę potrafił przyjąć to wszystko, co chce dać mi Bóg. Także wtedy gdy wydaje mi się to zbyt trudne. Ojcze, jeśli możliwe… Ale nie moja, lecz Twoja wola… Niech się stanie…



Po Mszy św. udajemy się do Pałacu Kajfasza. Wiemy że tam zaprowadzono Jezusa po aresztowaniu . Schodzimy do wyschniętej cysterny, gdzie był więziony, jesteśmy na dziedzińcu, gdzie Piotr wyparł się Go trzykrotnie.  Miejsce piękne, niedaleko Miasta Dawidowego – Syjonu. Niedaleko też Ściany Zachodniej – Ściany Płaczu. 


Wejście na plac przy Ścianie Zachodniej pilnie strzeżone. Wykrywacze metalu, bramki, Wojsko, policja.  Dziś jest szabat. To sprawia, że na placu jeszcze więcej ortodoksyjnych Żydów. Pejsy, Tory, Tałesy. Nie można robić dziś zdjęć. Szabat zabrania. Szanuję więc ich wierzenia i odkładam aparat. Biorę za to brewiarz, arafatkę zamieniam na piuskę i 20  min wolnego czasu poświęcam na modlitwę południową pod Ścianą Zachodnią. Siadam i odmawiam te starotestamentalne psalmy dziś w intencji pokoju w Ziemi Świętej.


Do autobusu decydujemy się wracać pieszo. Został na górze Oliwnej. Droga prowadzi przez Dolinę Cedronu. Schodząc w dół dostrzegamy muzułmańskich chłopców znęcających się nad wychudzonym koniem.  Krzyczą na niego, biją, poganiają. Koń nie chce iść. Ledwo stoi. Przychodzi do nich policjant, bierze konia na lasso, chce go odprowadzić…  koń po 100 metrach,  na schodach którymi idziemy pada… Po chwili do nich dochodzą także trzej żołnierze i  jeszcze jeden policjant.  Wszyscy z długą bronią. Zwierze trzeba będzie najpewniej dobić. Odchodzimy by nie być tego świadkami.


Nasza droga wiedzie znów pod Górę Oliwną, gdzie mieści się Pusty Grób Matki Bożej.  Według tradycji wschodniej, to tu, nie w Efezie Maryja została wzięta do nieba. Ale zanim to się stało, zasnęła i złożono ją w grobie. Obok są też Groby Józefa oraz jej rodziców: Joachima i Anny. Miejscem opiekują się Koptowie, Ormianie i Prawosławni. To co szczególnie rzuca się w oczy, to wielkie emocje przybywających tam prawosławnych. Widzę wiele łez, czuję wielką modlitwę przybywających tu kobiet. Takiej atmosfery modlitwy nie doświadczałem nawet w Grobie Pańskim.


Ostatnim punktem dnia jest Betania. I jeszcze jeden grób – Łazarza. Także Pusty. Postawiony nad nim Meczet zagrodził wejście. Ale w końcu wybito drugie wejście. I dziś kasują po dolarze za wstęp.  Muzułmanie robią się postępowi. Ostatnie zakupy, ostatnia okazja wydać dolary, ale przede wszystkim  targować się, co sprawia mi dużo radości. W tych stargowaniach łączę siły z Hanią i wychodzi całkiem dobrze. Ceny zbijamy nawet o połowę.


Izrael VI dzień - Jeruzalem 2013-10-18

Jerozolima. Piątek. Dzień zaczynamy od najważniejszego miejsca – Pustego Grobu w Bazylice.  Świątynia, podobnie jak ta w Betlejem podzielona między różne wyznania. Są Grecy, Ormianie, Franciszkanie. A godzą ich muzułmanie,  dokładnie dwie rodziny, dwa rody, w których ręku są klucze do bazyliki. I co dziennie o 4:30 otwierają, a o 19:30 zamykają świątynię wraz z kapłanami tych różnych obrządków w środku. Bazylika Grobu Pańskiego i Kalwaria to jedno  miejsce. Jedna świątynia. Grób był wykuty w skale pod Golgotą.  Dziś to mała świątynia.


Mszę mamy w Kaplicy Krzyżowców. Prosta, surowa, kamienna. Dziś Mszę odprawiam za kl. Łukasza z Tarnowa. Syna poznanego na Litwie p. Stanisława. Niech rozeznaje swoje powołanie, a jeśli to jego droga, niech będzie dobrym księdzem. Po Mszy ciąg dalszy nawiedzania Bazyliki. Tu można by chodzić i chodzić. To wyjątkowe miejsce.


Koło południa idziemy dalej. Przez bazar muzułmański przechodzimy na dachy. I drogą po dachach domów idziemy w stronę ściany zachodniej świątyni – tzw. Ściany Płaczu.  Nie dochodzimy tam jednak, lecz skręcamy w dzielnicę żydowską. To co różni od muzułmańskiej to cisza, porządek a także tłumy kotów.  Widzimy także  dwie grupy żołnierzy, w tym dziewcząt w oliwkowych mundurach i uzbrojonych w długą broń.  O. Tomasz mówi, że to z jednostek specjalnych – tu pod Ścianą Płaczu będą mieć przysięgę , kończącą pierwszy etap służby wojskowej.


Za Bramą Syjonu zaczyna się Syjon Chrześcijański – Tam Opactwo Benedyktyńskie Zaśnięcia Matki Bożej, a potem jeszcze nawiedzenie Wieczernika. Zaskoczenie dla mnie, że tam dość spokojnie. Niewielu turystów.  Daje nam to okazję pomodlić się i wspominać nie tylko Ostatnią Wieczerzę, ale także Zesłanie Ducha Świętego.  W podwórku poniżej wieczernika trafiamy przypadkiem na ciekawą uroczystość. Zauważam grupę Żydów z małym, trzyletnim chłopczykiem. Atmosfera śmiechu, radości, tańce i obcinanie włosów.  To jego postrzyżyny. Zachęcają nas do wspólnego świętowania. Jako że mamy chwilę przerwy, czekając aż zbierze się grupa, dołączamy, razem z nimi cieszymy się, klaszczemy w rytm śpiewów. Na koniec okazją chwilę porozmawiać z ojcem chłopca, pogratulować i wręczyć małemu bohaterowi garść polskich mlecznych cukierków. Wiemy że właśnie obsypaniem słodyczami malucha kończy się te święto trzylatków.



Przejazd autobusem  wzdłuż murów na drugą stronę starego miasta. Tam zaczynamy Drogę Krzyżową, ale najpierw jeszcze idziemy do leżącego przy Bramie św. Sebastiana i nieistniejącej już  Bramie Owczej kościoła św. Anny. Tu narodziła się Maryja. Dziś kościołem opiekują się Ojcowie Biali. Spotkaliśmy jednego misjonarza w gandurze.  Ten ojciec biały, akurat był czarny. – o. Ferdynand z Kenii. Rozmawiamy chwilę, pytam o znajomych misjonarzy – Hulka i Perfika nie zna, ale za to zna dobrze o. Salivana. Wspominam rekolekcje, robię sobie nawet z nim zdjęcie.  Obok kościoła wykopaliska odkryły niezwykłą rzecz – oto przed zaledwie kilkoma laty światło dzienne ujrzała biblijna sadzawka owcza. Robi wrażenie. Jednocześnie pokazuje, jak bardzo głęboko w ziemi zostały te ulice, domy i place, po których chodził Jezus…


Droga Krzyżowa przebiega ulicami starego miasta. Między straganami, jadącymi autami i arabskimi dziećmi rzucającymi w nas kamieniami i strzelającymi z plastikowych kulek. Skupić się ciężko.  Ale pocieszam się że Jezusowi też nie łatwo było iść i robić jakieś głębokie rozważania. Idziemy za Nim. Ostatnie stacje odprawiamy w bazylice pod schodami, w tzw. Grocie Adama. Tam dyskretnie zamykamy sobie drzwi i możemy w miarę spokojnie dokończyć rozważań, bo na  piętrze, przy kaplicy krzyża tłumy straszne. Podobnie przy kamieniu namaszczenia. Na ostatnią stację udajemy się jednak pod sam Grób Pański. Tam błogosławię na zakończenie drogi krzyżowej.



Dzień dziś męczący. Pełen wrażeń i trudu. Ale taki chyba powinien być ten nasz Wielki Piątek.


Dzień V - Tabor, Jerycho i Morze Martwe 2013-10-18

Rano ciężko wstać, zwłaszcza że pobudka przewidziana dziś na 5:30. A to dlatego, że najpierw z Tyberiady jedziemy na Górę Tabor. O 8:00 mamy tam Mszę. Góra Tabor leży niedaleko Nazaretu. Jest to Góra samotna, wznosi się nad Dolinę Ezdrelon, gdzie wg Apokalipsy ma mieć miejsce Armagedon. Na Górze dwa Klasztory, Prawosławny i Katolicki (Franciszkański). Nasz, piękny bo dość nowy, nie ma jeszcze 100 lat. Podobnie jak w Nazarecie zachwyca prostotą i jasnością. Kamień, drewno, alabaster. Niegdyś cały dach był przykryty alabastrem. Dawało to niezwykły efekt - Kościół Przemienienia wręcz tonął w złotym świetle. Było to jednak zbyt męczące dla oczu, więc z tego zrezygnowano.




Z góry Tabor  ruszamy dalej. Tym razem przejazd ponad 100 km wzdłuż Jordanu. Jedziemy do Jerycha. Tu już jest pustynia. Nawet skały przypominają wielkie wydmy. Tu miało miejsce kuszenie Chrystusa. Dziś zaś kuszenie turystów. Przejażdżka na wielbłądzie 4 dolars, daktyle 5 dolars, 3 za 10 dolars, torebki, mydła, powidła itd. Jeszcze 7 lat temu było to miasto zamknięte przez władze i wojska izraelskie. Bo tak jak Betlejem, jest to miasto zawsze pierwsze do wszelkich rozrób. Teraz otwarte,  otwiera się także na turystów. Z przedmieść ruszamy do centrum. Tu także oglądamy sykomorę Zacheusza, tego małego celnika, co wspinał się, by z niej zobaczyć Pana Jezusa. Czy to ta sama? Nie, na pewno nie. Ale największa i najstarsza w mieście, więc świetnie się nadaje, by tamte drzewo biblijne uobecniać.




Z Jerycha jedziemy do Qumran - na wysokim brzegu Morza Martwego znajdowało się osiedle esseńczyków - sekty żydowskiej z czasów bliskich Chrystusowi. Wypędzono ich, może wybito... I słuch by o nich zaginał, gdyby nie to, że po 1900 latach przez przypadek jeden z pasterzy rzucając kamieniami do jaskiń stłukł atrapę ściany i dzban, a gdy usłyszał hałas, wszedł do środka i znalazł w grocie papirusy przez nich ukryte. Prawie kompletny tekst Biblii hebrajskiej. Potwierdziło to autentyczność przekazów biblijnych i pozwoliło bardzo opracować jak najwierniejsze przekłady Biblii.  Stamtąd ruszamy kilka kilometrów dalej. nad Morze Martwe. Okazja na trochę odpoczynku na plaży Kalya. Na 2,5 h z pielgrzymów zamieniamy się w turystów korzystających z niezwykłego klimatu - 32 stopnie w powietrzu. Woda podobnie. Zasolenie 10-15 razy mocniejsze niż zwykle. Okłady z błota i pływanie na plecach w niecodziennym towarzystwie. Są tu ludzie różnych narodów, religii i kultur. Brakuje tylko ortodoksyjnych hasydów.




Dzień IV - Jezioro Galilejskie 2013-10-16

To co się rzuca w  oczy w Galilei, to spokój.  Betlejem, leżało (i jak myślę dalej leży) 8km od Jerozolimy Czyli centrum, Stolica, Szum, Zgiełk, Pośpiech, Tłum, Napięcie.  Tu spokój. Można nawet powiedzieć, że "święty spokój". Od czasów Jezusa nic się tak naprawdę nie zmieniło. Galilea to „prowincja”.  Tę prowincjonalność dziś odbieram jako błogosławieństwo.


Wieczorem dojechaliśmy do Tyberiady – tu nocujemy.  Po kolacji i wieczorku towarzyskim nareszcie można było iść nocą w miasto, na zakupy, na spacer. W dziesiątkę korzystamy z tego,  że pobudka przewidziana dopiero na 7:00.


Środa w Galilei to okazja objechać j. Galilejskie, czyli Genezareth, czyli Morze Tyberiadzkie. Te ostatnie może trochę na wyrost, bo rozmiar jeziora nie imponuje. 21 km długości na 12km szerokości.  Jadąc autobusem widzimy po drodze nazwy  znane nam z Biblii: Magdalia, Kafarnaum, tam dalej Korozain. 


Najpierw jedziemy na Mszę. Odprawiamy ją pod jednym z drzew na Górze Błogosławieństw. Znów mam okazję przewodniczyć: „Tam nie ma mikrofonu, a ty masz donośny głos.” Szkoda tylko że znów kazanie trzeba improwizować. Mogli powiedzieć wcześniej. Dobrze że Ewangelia znana – ruszam więc temat przykazań i błogosławieństw. Przykazania to nie wszystko. Nie trzeba być katolikiem, by nie zabijać, nie cudzołożyć, nie kraść, by szanować rodziców, czy by zgodzić się, że człowiek potrzebuje w ten czy inny sposób świętować niedzielę, potrzebuje dnia odpoczynku, refleksjjęi, dnia dla siebie, czy rodziny.  Ewangelia zaczyna się na górze Błogosławieństw.  Być dobrym, dla tych, co dla nas dobrzy to żaden wyczyn. Zło dobrem zwyciężać, być miłosiernym, być pokornym, cichym i czystym, nawet gdy świat podpowiada by korzystać z okazji, by walczyć o swoje.  Myśli Boga nie są myślami naszymi, i drogi Boga drogami naszymi. I chociaż po ludzku nie raz tracę, to zyskuję jeszcze więcej. Naśladowanie Chrystusa.


Z góry Błogosławieństw  zjeżdżamy w dół nad jezioro do Tabghi,  czyli na miejsce, gdzie Jezus pierwszy raz rozmnożył Chleb i Ryby. Mieści się tam klasztor – filia opactwa niemieckich benedyktynów. 


11:00 mamy już umówiony rejs statkiem. Odpływamy z przystani w okolicy Kafarnaum.  Piękna stara, drewniana łódź, wzorowana na tej,  z czasów św. Piotra. Wyposażona jednak już w silnik spalinowy.  Niezwykłe jest za to to, że po odbiciu od brzegu jeden z marynarzy puścił  Mazurka Dąbrowskiego, a kapitan osobiście wciągnął na maszt polską flagę. To już drugi raz witają nas na tej ziemi naszym hymnem narodowym.  (wcześniej na górze Karmel grał nam na trąbce Mazurka  Dąbrowskiego pewien Żyd, emigrant z Białorusi).


Z łodzi znów przesiadka w autobus i powrót do Tabghi, tym razem na miejsce upamiętnienia prymatu św. Piotra. Kościół postawiony na plaży, na której niegdyś Pan Jezus po zmartwychwstaniu przygotował dla uczniów śniadanie.  Pierwsza świątynia postawiona w tym miejscu nosiła wezwanie „Żarzących Węgli”.


Potem jeszcze wizyta w samym Kafarnaum. Kafar Nahum [miasto Nahuma] – nareszcie wiem skąd wzięła się ta nazwa, postrach wszystkich lektorów.  Dziś wita nas w bramie angielski napis: Kafarnaum – miasto Jezusa. To miejsce zamieszkania św. Piotra,  Jaira, Setnika, który prosił o uzdrowienie sługi. Tu, u św. Piotra Jezus zamieszkał, uzdrawiał. Dom Piotra, którego resztki znajdują się pod świątynią stał się domem i dla Jezusa. A Piotra miasto, Jezusa miastem.  Obok znajduje się też odtworzona ruina synagogi.


Za Kafarnaum mamy obiad. Ryba św. Piotra. Jako że ryb nie jadam,  mam troszkę więcej czasu. A że przy restauracji jest kamienista plaża to idę z niej skorzystać. Chodzić po jeziorze może nie potrafię, ale jest okazja popływać.  Plaża kamienista, dno także mało przyjemne, ale za to woda wspaniała. I bardzo ciepła. Nawet latem takiej nie mieliśmy w mazurskich czy litewskich jeziorach, a co dopiero w październiku.


Ostatnim punktem dzisiejszego dnia jest Jordanit. Miejsce, gdzie rzeka Jordan wypływa z Jeziora Galilejskiego. Tu zatrzymujemy się jak większość grup, by w specjalnie przygotowanych miejscach jak większość pielgrzymów odnowić sakrament Chrztu świętego.


Izrael IIId - Cezarea i Galilea 2013-10-16

Opuszczamy na dwa dni Betlejem.  Nasze drogi wiodą nas najpierw do Cezarei Nadmorskiej. Po stolicy rzymskiej prowincji – Judei, w której swoją siedzibę miał Poncjusz Piłat i inni Prokuratorzy i Namiestnicy pozostały jedynie ruiny na plażach nad Morzem Śródziemnym.  Jest to już tylko cień dawnego miasta.  Amfiteatr co prawda odbudowano i  od czasu do czasu służy organizacji różnych imprez, ale po Hipodromie, łaźniach, czy pałacu Heroda pozostało naprawdę niewiele.  To co dla mnie ważne, to fakt, że właśnie w tym miejscu Św. Piotr ochrzcił Setnika Korneliusza i jego rodzinę.  Zdanie z kazania św. Piotra w domu Korneliusza,  opisane w Dziejach Apostolskich przez długie lata było jednym z moich ulubionych cytatów. „[Jezus Chrystus] Przeszedł przez życie dobrze czyniąc.” W zestawieniu z wołaniem Chrystusa – „Kto chce iść za mną, […] niech mnie naśladuje” to chyba najkrótsza Ewangelia. 


Z Cezarei wzdłuż brzegów morza dojechaliśmy do Hajfy. Jedno z piękniejszych miast, kolejne rozłożone malowniczo na górach. U podnóża zatoka i wspaniały port.  A te góry,  –to Karmel. Ten „Eliaszowy” Karmel.  Pod ołtarzem grota Eliasza, gdzie mieszkał on i jego duchowi synowie.  Dziś ja, przez szkaplerz włączony w tę rodzinę mogę tu być i modlić się o tego Ducha, jaki działał w Największym z Proroków (by nie kwestionować słów Chrystusa dodam, że poza Janem Chrzcicielem) .  W modlitwie pamiętam też o ks. Grzegorzu, moim kursowym… Dla niego Eliasz i Karmel to też ważny element w duchowości.


Potem jedziemy do Galilei, do Miasta Świętej Rodziny – Nazaret.  Bazylika tam postawiona chyba najbardziej Europejska. Może dlatego, że to już piąta w tym miejscu. Postawiono ją w 1963 roku. Z zewnątrz zachwyca czystością stylu, jasnością, porządkiem. Wewnątrz kryje zaś  w półmroku Grotę Matki Bożej. Tam mieszkała św. Rodzina.  Półmrok zaprasza do modlitwy. Nawet rozkrzyczane grupy młodzieży ulegają mocy tego miejsca.  Dzisiejszą Mszę św. Sprawujemy w sąsiednim kościele – u św. Józefa.  Odprawiam ją w intencji  moich rodziców i rodzeństwo, prosząc św. Rodzinę o opiekę i błogosławieństwo.  Nazaretem, jak prawie wszędzie, opiekują się Franciszkanie.  Ale na górze jest jeszcze jedna świątynia katolicka – kościół księży Salezjanów. Tu schronienie w czasie wojny i krótko po znalazły polskie dzieci z Armii Andersa.  Wraz z armią udało im się wyrwać  z ZSRR. Tu w Nazarecie mieszkały pod opieką sióstr i księży franciszkanów i salezjanów aż do 1948 roku. Wymowna jest „ich Matka Boża” umieszczona na murze przed bazyliką i tablica im poświęcona wmurowana w kościół św. Józefa.


Z Nazaretu jedziemy do Kany.  Przez głowę przechodzą dwie myśli: 1) jak tu wszędzie blisko. Już wiem, czemu ludzi z Nazaretu zapraszano do Kany na wesela.  Przecież  to sąsiedzi. 2) „Matka Boża była góralką”. Nie mylą się stare ludowe zakopiańskie powiedzenia. Nie tylko Betlejem, ale i Nazaret położone jest w górach.  Wszędzie góry.


W Kanie ciasno. Malutkie podwórze przed kościołem nie mieści wszystkich grup, które pragną wejść. My przeciskamy się do kaplicy, gdzie mamy zamówione nabożeństwo. 10 małżeństw z naszej grupy odnawia tu przysięgę małżeńską.  Potem zakupy wina z Kany, nieudane targowania i wyjazd do Tyberiady. Tu nad j. Galilejskim mamy dziś i jutro nocleg. W drodze towarzyszy nam muzyka biesiadna.


Izrael - II dzień 2013-10-14

Wieczór przyniósł chłód, a noc ciszę.  Noc krótka, bo już na 6 :00 zapowiedziana pobudka.  Muezin  z pobliskiego minaretu zadbał bym nie zaspał, co najmniej trzy razy przez sen słyszę jego nawoływanie do modlitwy…  Rano śniadanie a potem wyjazd na Pole Pasterzy. Jesteśmy jako jedni z pierwszych, jeszcze przed otwarciem bramy. Nie ma jeszcze 8:00. Tu odprawiamy Mszę św. W niewielkiej grocie jest nas 4 księży i 40 osób.  Pytam, kto będzie przewodniczył, bo  mam na dziś intencję, chcę się modlić tu w Betlejem za nowonarodzoną Olę, córkę Wojtka i Bogusi. To ty przewodnicz. Ok. Razem z kazaniem. 


Mówię o ciekawości – To jeszcze nie wiara, to ciekawość wiedzie pasterzy. „Chodźcie zobaczmy, co się tam wydarzyło”.  Co nas wiedzie tu, czego szukamy? To tak naprawdę nie jest istotne. Ważne jest to, że Bóg jest tym którego znajdujemy. Albo inaczej. Bo tak naprawdę, to  i On, jest ten pasterz, który nas tu szuka. Bóg wykorzystuje wszelkie okazje.  My musimy się otworzyć i dać się znaleźć.


Bazylika Bożego Narodzenia – jak całe Betlejem wybudowana z piaskowego kamienia.  Słynne  drzwi uczą pokory. Trzeba schylić się prawie w pół,  przynajmniej mi.  Zamurowane, by każdy, chcąc nie chcąc, oddał pokłon przed tajemnicą wcielenia. Świątynia ta jest prawosławna, choć franciszkanie mają w niej swój ołtarz , podobnie jak Ormianie. Do groty narodzenia czekamy ponad godzinę w kolejce. Niektórzy się niecierpliwią, a to też niezwykły dar.  Nie musimy pędzić, gnać zwiedzać na zaliczenie.  Jest czas na jutrznie, godzinę czytań i przedpołudniową.


Potem wyjazd na zakupy. Co prawda dewocjonalia można kupić na każdej ulicy. Setki arabów pokrzykują na nas po polsku oferując swoje towary. O. Tomasz prosi jednak, by kupować u naszych, u betlejemskich chrześcijan. Jeszcze 30 lat temu było ich tu ponad 60 proc. Dziś jest tylko trzydzieści… choć to i tak największe skupisko w całym Izraelu, to jednak jest im ciężko. W konflikcie żydowsko-palestyńskim oni cierpią podwójnie, obrywają z dwóch stron.  Ale się nie poddają i trwają tu, są opiekunami tych miejsc. Trzeba ich wspierać. Przejeżdżając przez miasto zwracamy uwagę na domy. Na każdym chrześcijańskim jest umieszczony rzeźbiony w kamieniu krzyż lub  płaskorzeźba św. Jerzego.  Są tu i trwają . Bez względu na wszystko.


Pod sklepem jest jednak okazja i na zakupy od miejscowych chłopaków.  Mają m.in. arafatki  - 20 $ wraz z pomocą jednej pątniczki – Anki, targujemy. Ona rzuca 5 $. Staje na 10$. Połowa ceny zbita. Ok. Biorę.


Chwile potem Pan przychodzi jednak do nas do autokaru. Może jeszcze coś komuś sprzeda. Anka  targuje dalej, tym razem dla swojego wujka. Tym razem dochodzi już do 7 $. Ja pokrzykuję na niego, hola, hola, a mnie to za 10 sprzedałeś. Ok. Dostaję jeszcze więc bonus  - flet za darmo. ( chciał wcześniej za niego 3 $). Już umówiliśmy się z Anką, że na zakupy w Jeruzalem idziemy razem J.


Po szybkim arabskim obiedzie –ja skusiłem się na pitę z wegetariańskimi kotletami z pietruszki – tzw. Falafel, jedziemy do Jerozolimy. Dziś jednak czasu na latanie za zakupami już nie będzie.


Najpierw wizyta w  Yad Vashem – instytucie Pamięci o Holokauście.  Tam jest okazja zobaczyć te słynne drzewa sprawiedliwych wśród narodów świata. Pierwsze i największe – Ireny Sendlerowej. Na 22 tyś. nazwisk 6 tyś. to Polacy.  Widzimy pomnik Korczaka i plac Getta Warszawskiego. Niezwykły kurhan pomordowanych dzieci i wagon oświęcimski – dar od Prezydenta Polski – L. Wałęsy.


Potem wizyta w Ain Karim i odwiedzenie dwóch świątyń związanych ze św. Elżbietą, Zachariaszem i Janem Chrzcicielem. Na koniec zaś wizyta pod Knesetem i stojącą tam 5 metrową Menorą. Zmęczeni ale i niezwykle przejęci tym pierwszym dniem wracamy do hotelu. Z Jeruzalem do Betlejem jest tylko 8 km. My musimy jechać ok. 30km. Żydzi dziś i jutro zamknęli główne przejście w tzw. Murze hańby. Nie chcą by im się arabowie kręcili w okolicy, bo będą mieć tam niedaleko święto przy grobie Racheli. Ich mur, ich brama, ich prawo… Ich hańba.


Izrael - pielgrzymka wiary. 2013-10-14

Pozdrawiam was serdecznie z Betlejem. Lot z Warszawy do Tel Awiwu minął spokojnie. Gdy dotarliśmy zaskoczyła nas ciepło wieczoru. A na przystanku przed lotniskiem im. Ben Guriona czekające, biało-czerwone autobusy z orłem w koronie. Specjalnie dla turystów z Polski, choć wynajęte w Jeruzalem T&T.
Sam przejazd z Tel Awiwu do Betlejem już po ciemku. Tu szybko robi się ciemno. Co się rzucało w oczy, to spalona, sucha ziemia i skały. Zresztą okolice Betlejem górzyste. Na drodze widać też dużo policji. Co chwile jakiś radiowóz na poboczu stał i kontrolował zatrzymane auto. Co chwile inne radiowozy nas wyprzedzały. Przez samą granicę Izraela i Autonomii Palestyńskiej przejechaliśmy bez problemu. Strażnik nawet nie wchodził do środka. O. Tomasz, nasz przewodnik zwraca jednak uwagę, że nie zawsze tak jest. Jeruzalem nie jest dziś miastem pokoju.
Hotel ładny, mieszkam na 10 piętrze. To co zaskakuje, to polskie napisy w niektórych miejscach i duża ilość Polaków. Oprócz dwóch grup od nas (biuro Patron-Franciszkanie), są jeszcze pielgrzymi od pallotynów, i jakieś wycieczki z Polski. Pozdrawiam was i modlę się za was. Szalom.




Jedziemy na Syjon 2013-10-13

Troszkę zwolniłem tempo z pisaniem na blogu. Ale tak jakoś wychodzi, Nawet kilka razy się zabierałem i kasowałem, to co już powstało.


Byli u mnie goście, były moje przeprawy z mieszkaniem we Fromborku, były odpusty w parafiach... Teraz zobaczę... Może uda się pisać coś więcej i znacznie częściej. A to za sprawą Wyjazdu do Ziemi Świętej. Jestem już w Warszawie. U przyjaciół. Dziękuję za pyszną kolację, pomoc w prasowaniu, co bym tam w Izraelu wyglądał jak człowiek, Dziękuję za wspólne oglądanie filmu... I ogólnie, za to że są...


A wylatujemy do Izraela już za kilkanaście godzin. Pielgrzymka z okazji Roku Wiary. Mam nadzieje że będzie to niezwykła droga. Czytanie piątej Ewangelii - Życia Boga wśród nas zapisanych w miejscach, chodzenie za nim po Jego śladach...


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]