_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Bierzmowanie 2013-05-29

W poniedziałek było u nas bierzmowanie. Do tego sakramentu nazbierało się około 120 osób, połowa od nas, połowa z parafii ks. Mariusza. Podobnie jak w zeszłym roku, tak i teraz zaprosiliśmy dwóch biskupów, podobnie jak przed rokiem kościół "pękał w szwach". Przyszła taka refleksja że może za rok trzeba by jednak rozdzielić to na dwie grupy....


Sama liturgia piękna. Dominykas pięknie przeczytał, Karoline pięknie śpiewała - procesja z darami (świeca, Biblia, kwiaty, wino i woda, hostia), komentarz - wszystko bez zarzutu. Ale pozostaje niedosyt. Coś jednak nie tak...


We mnie toczył się spór... Spór o to, czym jest ten sakrament.... Czy Sakramentem Dojrzałości Chrześcijańskiej? Czy Sakramentem Umocnienia Wiary...? Czy ma To być nagroda dla najlepszych, czy dary Ducha dla tych, którzy ewidentnie ich potrzebują....


Przypominają troszkę tych chrześcijan z Efezu, których spotkał św. Paweł. Kiedy "Paweł przybył do Efezu. Tam spotkał jakichś uczniów i zapytał: Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy uwierzyliście? A oni mu na to: Nawet nie słyszeliśmy, że jest Duch Święty (Dz19,1-2)"  A Paweł gdy to usłyszał, ani się na nich nie obruszył, ani ich nie potępił, tylko udzielił chrztu (byli bowiem do tej pory ochrzczeni tylko z wody -> Chrzest Janowy) i nałożył na nich ręce udzielając Ducha Świętego wszystkim. I zaczęli prorokować...


Zeszła grupa, ta przed rokiem jakoś bardziej zapadła mi w serce. Prawie nie mówiłem wtedy jeszcze po litewsku, ale jakoś znaleźliśmy wspólny język... z tymi było pod górkę... Ale to może nie tylko ich wina... Wyciągając nad nimi ręce modlę się za nich... Niech Duch wyjaśnia, ożywia, prostuje to, co my, oni, może ich rodzice i społeczeństwo krzywimy, komplikujemy, utrudniamy, a może zabijamy... Niech prowadzi do żywej wiary...


Nie potępiam... Wspominam swoje bierzmowanie. Byłem w ich wieku... I też wtedy jeszcze nie wiele rozumiałem... Moje nawrócenie i otwarcie na wiarę tak naprawdę dokonało się dwa lata później... Może i dla kogoś z nich przyjdzie jeszcze ten czas...


Wyrzuty sumienia uspokaja jedna z ostatnich homilii papieża - ta o wprowadzeniu ósmego sakramentu - Sakramentu kontroli duszpasterskiej


Prymicje z przygodą... 2013-05-27

W niedzielę na Warmii prymicje. Jestem zaproszony na dwie: w Kętrzynie i w Braniewie. W Kętrzynie w mojej pierwszej parafii ma ks. Adam. Byłem tam wikariuszem, gdy wstępował do seminarium i gdy był na pierwszym roku. I choć na pewno większy wpływ na jego dorastanie w powołaniu miał ksiądz Paweł, drugi z wikarych, to w jakiś sposób też po części czułem się trochę za niego odpowiedzialny... Drugie prymicje, te w Braniewie ma o. Tomasz. Tu znów inna historia. Razem przed 13 laty wstępowaliśmy do Hosianum. Potem, na trzecim roku on odszedł. Potem trafił do Białych Sercanów u których tydzień temu przyjął święcenia. My mamy już siedem lat kapłaństwa - on dopiero zaczyna. Taka była jego droga. Z naszego roku zaprosił mnie, jako że byliśmy "ziomkami" - on z Braniewa ja z Fromborka. Czułem się więc podwójnie zobowiązany by być tam i reprezentować nasz rok.


Tyle że zabieganie straszne. Dalej trwają komunie, dzień później ma być bierzmowanie, we wtorek uroczystości w Patilczai na 30 księży. Wrócił już ks. Virgis, ale dalej nie ma dwóch naszych emerytów. Jak to zrobić, jak to wszystko pogodzić... Rozmawiam z proboszczem. Mówię, że u nas będą prymicje, że myślałem by jechać, ale nie damy rady, i nawet nie chcę prosić... On się tylko spojrzał? "Co nie damy rady? Ja tu jestem proboszczem. Jedzie ksiądz." I kropka. 


Ale najpierw trzeba obsłużyć nasze trzy parafie. 8:30 Msza św. w Mariampolu. Razem z Proboszczem. Kazanie mówię króciutkie o wierze w Trójce świętą. Później mi się dostało, że za krótkie i w niedzielę to tak niemożna :) Potem chwila w kancelarii wypisywania kartek do bierzmowania i pędem do Dauksziai. Tam troszkę się zeszło, bo dużo spraw parafialnych do załatwiania w związku z I komunią (za dwa tyg) i chrztem trójki dorosłych (w przyszłą niedzielę). Potem powrót do Mariampola, dalsze wypisywanie kartek i jazda na drugą wiejską parafię - Patilczai. O 13:00 (polskiej 12:00) jestem już wolny. Tylko wrócić do Mariampola, przebrać się, zabrać rzeczy i jechać... 14:40 (polska) jestem już w Kętrzynie. Msza prymicyjna trwa od 13:00. Czy już skończyli, czy nie? Jechać na salę, czy do kościoła? Podjeżdżam pod kościół. W głośnikach słyszę: Za chwilę ks. Neoprezbiter udzieli błogosławieństwa prymicyjnego: najpierw podejdą kapłani, potem siostry zakonne, potem klerycy, następnie...." szybko parkuję, biegnę w drodze zakładając sutannę. W zakrystii zapinam guziki gdy już zaczyna się modlitwa nad kapłanami... Na prezbiterium wchodzę na same nałożenie rąk, poprawiając koloratkę i wzbudzając uśmiechy i zdziwienie kolegów księży... To jest wejście...


Potem obiad prymicyjny... Plan był taki, że posiedzę chwilę i dalej pojadę do Braniewa - niestety auto odmawia posłuszeństwa. O jeździe dalej nie ma co mówić... o powrocie autem też. Niedziela, a tu potrzeba mechanika... Nasze plany i nadzieje coś niweczy raz po raz... Mondeo po raz kolejny zawodzi... ma już 10 lat, pomału kończy się żywotność poszczególnych części, tylko dlaczego w najbardziej nieodpowiednich momentach. Dzięki pomocy znajomych i przyjaciół auto trafia na warsztat, ale zrobią je dopiero za dwa trzy dni... Jeden ze znajomych przypilnuje remontu. Jak tylko wrócić do siebie jutro na bierzmowanie? Ks. Karol mówi: jadę do Lublina. Mogę pojechać przez Litwę.


o skakaniu przez przeszkody 2013-05-25

Są rzeczy, których się nie przeskoczy. Czasem jest złość, gniew, żal, bo chciałoby się... ale to nas przerasta, nadal nie ma bilokacji...   U mnie ostatnio spiętrzenie spraw. Po świętach pod tym względem naprawdę gorąco. Ale jest też spokój i trudna konieczność wyborów, rezygnacji, odmawiania.


Ostatnio dotyczyło to chociażby I komunii mojego olsztyńskiego siostrzeńca - Jakuba. Nijak pojechać na komunię. Nawet to, że w sobotę o 11 nie pomogło. U nas sobota zabiegana jeszcze bardziej niż niedziela. Do tego dwóch naszych emerytów nieobecnych, obaj w Kownie czekają na operacje. Nie ma też ks. Virginiusa - pojechał na ślub na Sycylię. Zostaję na parafii tylko z Proboszczem i Mariuszem i sami nie jesteśmy w stanie obsłużyć zamówionych Mszy, do pomocy  musimy poprosić jeszcze dwóch księży z okolicy. do tego pogrzeb, Msza na wiosce i spowiedź dzieci komunijnych na wieczór. W niedzielę kolejne 70 dzieciaków ma u nas komunię. I tu muszę być w pierwszym rzędzie. Tak jest i to akceptuję.  "Bądź wola Twoja".


Ale Pan Bóg zawsze takie rzeczy wynagradza. Nie raz już o tym się przekonałem. Teraz podobnie. Do czwartku u Kuby trwa biały tydzień. Ja czwartek mam wolne. Nie mogłem być na komunii, ale  jestem w stanie być na Mszy na zakończenie. Może jeszcze ciekawiej, bo na komunii tłumy gości, emocje... teraz już spokojniej. Na Mszy tylko dwie "atrakcje" - pamiątki komunii i ksiądz "z dalekiej Litwy" - co co chwile powtarzał proboszcz, nie pamiętając mojego imienia. :)


Potem, kolacja u siostry, taka powtórka z komunii, i troszkę czasu porozmawiać... I ruszam w dalszą drogę, by przed 21:00 być w Gietrzwałdzie. Szukając prezentu dla Kuby natrafiłem w Wydawnictwie Diecezjalnym na ks. Krzysztofa. Zaprasza do siebie: "Odwiedź jak będziesz kiedyś w okolicy...". Myślałem o tym nawet teraz, ale diakoni mają tam rekolekcje przed święceniami, nie chcę im przeszkadzać... "Diakoni już skończyli, przed dwoma godzinami wrócili do Olsztyna." "To może dziś się uda, znajdzie się jakieś miejsce do spania?"


Znalazło się. Dom pielgrzyma tej nocy pusty. Chyba tylko ja. Troszkę osób w drugim, u ojców. Spotykamy się wszyscy o 21:00 na Apelu Jasnogórskim. Rano zapowiadam się na Mszę na 7:00. Myślami wracam do czasu sprzed siedmiu i ośmiu lat, gdy tu z kolegami odprawialiśmy nasze rekolekcje przed diakonatem i prezbiteratem. Lubię to miejsce. I cieszę się, że mogłem tu być.


Rano najpierw zaskoczenie - na zegarku 7:24. Dopiero po chwili dociera do mnie, że to czas litewski. Nie przestawiałem tego zegarka. Nie zaspałem na Mszę. Potem drugie zaskoczenie - Dziś święto Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych. Jak miło, że akurat tak wypadło. Ten tytuł nie jest mi obcy :) A po Mszy jeszcze dwa śniadania. Jedno u kanoników, gdzie zaprosili zgodnie z pięknym zwyczajem o jedności stołów. Drugie, o 8:30 już wczoraj zapowiedziane przez ks. Krzysia. Damy radę. Zwłaszcza, że nie będzie czasu na obiad :)


Siedem 2013-05-19

Wielu z was oglądało pewnie film "Drogówka". Warto wspomnieć, że film miał się początkowo nazywać "siedem"  i miało to być nawiązanie do siedmiu grzechów głównych. To zresztą widać... Każdy bohater-policjant grzech ma wpisany w życiorys, grzech go popycha do przodu - gna przeciw innym, ale i przeciwko sobie... Scenariusz, przerysowanie, film to nie życie... Prawda. Ale prawdą jest także, że te grzechy są. I nie przypadek, że właśnie te "siedem" trafiło do katalogu grzechów głównych, śmiertelnych... Zacząłem się im przyglądać i widzę że one chyba najbardziej bolą innych. Także w życiu księdza.


Pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew, lenistwo...


Kolejność też nieprzypadkowa. Gdy patrzymy na to, co ludzi boli najbardziej, co najczęściej w różnych wypowiedziach mniej i bardziej anonimowych z siebie wyrzucają to właśnie to, gdy księża uważają się za lepszych od innych, ponad prawem, ponad moralnością... ponad wiernymi... a przecież Chrystus mówi coś zupełnie przeciwnego... "Nie przyszedłem aby mi służono, lecz aby służyć" /Mt 20,28/


Chciwość, pazerność, wołanie o pieniądze, często nawet nie dla siebie, na Kościół, dla innych... i kolejne, kolejne... Tu nie ma przypadków...


"Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł" - przypomina nam św. Paweł.../1Kor 10,12/


 


Boże interakcje 2013-05-12

Ilekroć głoszę rekolekcje ewangelizacyjne, tylekroć zaczynam od Pierwszej i Podstawowej Prawdy: Bóg Cię Kocha i ma względem Ciebie wspaniały Plan. Przykłady, historie, świadectwa... słowa, gesty, emocje... Ale wciąż u wielu znak zapytania "?" A czego Bóg ode mnie chce? Co mam robić? Jak rozpoznać co jest Jego, a co moje w mojej głowie, w mojej duszy, w moim sercu...?


"Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was.." "Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze - Ducha Prawdy"... "Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje." "Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem". /por. J 14,15-26/


Jeśli sam Bóg to do nas mówi, to nie musimy się bać. Duch Święty jest w nas i pomaga nam podejmować decyzje, prowadzi nas, wspiera, oświeca... Roztropność, mądrość, rada, rozum, sumienie właśnie po to nam zostały dane, by nas prowadzić, uczulać na to, co jest prawdziwym dobrem.


Życie to nieustanne wybory. I naszym zadaniem jest wybierać dobrze. Nie wolno nam dwóch rzeczy: wybierać świadomie zła, oraz działać bezmyślnie, bez postawienia sobie pytań, co dobre, co lepsze. Jeśli wprowadzimy tę zasadę w życie, zobaczymy jak wiele ona daje radości. Prosta, a jak skuteczna. Dlatego najpierw stawiam sobie pytanie: czy to co chcę zrobić jest dobre? Jeśli tak, to czy jest możliwe, realne? Jeśli jest, to czemu nie? I działam. Niektórzy się dziwią, inni pukają w głowę, a ja robię swoje i nie raz przecieram oczy ze zdumienia, czym nas Bóg potrafi zaskoczyć.


Jest jednak w tym mały haczyk? Nie jesteśmy idealni... Nie jesteśmy nieomylni... A co, jeśli wybiorę źle, niespecjalnie, ot tak, jeśli najnormalniej w świecie się pomylę, jeśli nie mam pełnej wiedzy, jestem w błędzie... Jeśli serce mi źle podpowiedziało?


"Bóg jest większy od naszego serca" /1J 3,20/. Boży plan to nie martwy zapis, boży plan jest żywy, bo miłość jest żywa, a "Bóg jest miłością". Gdy wybieram źle, to nie jest tak, jak w starych grach: "Error, błąd krytyczny", "Game over". Jeśli współcześni programiści potrafią już przewidzieć różne, nawet nieracjonalne zachowania gracza, to tym bardziej Wszechmogący Bóg - Wielki Programista i Scenarzysta naszego życia.  Uwierz mi, może go nie jeden nasz wybór zasmuci, ale na pewno nie zaskoczy. "Gdy zamykają się drzwi, to otwiera się okno" - pisał ks. Twardowski, a jak te okno przeoczę, to jest jeszcze kolejne okno, i kolejne drzwi... Plan interakcyjny... złym wyborem jest tylko wybór wbrew sumieniu... Na złość sobie i Bogu. Znacie pewnie powiedzenie, że Bóg potrafi pisać prosto po krzywych liniach.  Aż miło patrzeć jak w niezwykły sposób Bóg prostuje nasze zagmatwania.


Na koniec może przykład papieski z rekolekcji w Suwałkach... Bł. Jan Paweł II i Benedykt XVI. Dwóch papieży, dwie choroby, dwa zmagania ze słabością, dwa różne wybory... Oba świadome, oba przemodlone, oba trudne... Jan Paweł II wybiera trwanie do końca i Bóg daje nam za jego pośrednictwem niezwykłą lekcję odchodzenia, pokory, wiary do końca... Benedykt wybiera odejście i Bóg daje nam Franciszka i nowy, niezwykły pontyfikat. Bóg Wszechmogący czuwa i jeśli SPECJALNIE I NA ZŁOŚĆ NIE PRÓBUJĘ IŚĆ POD PRĄD, TO Z JEGO POMOCĄ KAŻDA DROGA MOŻE PROWADZIĆ DO RZYMU...


śp. Piotr Gruszczyński 2013-05-08

30 kwietnia, 1 maja... w polskich mediach pojawia się wiadomość z Olsztyna. Kobieta w ciąży, matka piątki dzieci, zleca kochankowi i jego koledze zabicie swojego niepełnosprawnego męża. Piotr ją przygarnął, opiekował się nią, traktował jej dzieci jak swoje. Za dobro czekała go śmierć. Uduszony, rozebrany do naga i porzucony w krzakach... Szok dla większości widzów i czytelników. Forum Gazety Olsztyńskiej staje się miejscem dyskusji wielu ludzi: znajomych, sąsiadów, obcych. Często wspominają, że znają go z widzenia, bo trudno nie kojarzyć sympatycznego i zawsze życzliwego sąsiada na wózku.


Znam Piotra. Znałem go. Już kilkanaście lat. Najpierw ze spotkań oazowych, rekolekcji, potem z wydziału teologii, gdzie studiował na niższym roku niż ja. Przed oczami mam wiele wspomnień. Widzę jego Mamę pchającą wózek pod "Odkupicielem". Pamiętam rozmowy o pionizacji i nadzieję na to, że może uda mu się znów chodzić. Pamiętam, jak opowiadał o operacji, w czasie której uszkodzili mu kręgosłup. Niechcący... Błąd lekarski. Pamiętam jak pokłóciliśmy się, gdy nie mógł zrozumieć, dlaczego nie chcą przyjąć go do Seminarium. Kilka razy próbował się dostać i za każdym razem odpowiedź ta sama. Trzeba być pełnosprawnym. Pamiętam moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się o jego ślubie i zdjęcie ślubne na nk, które było dziwne...


On był szczęśliwy, ona zaś wyglądała na nim troszkę jak duch, zjawa: biała jak papier, kamienna twarz... Nie jak panna młoda przeżywająca swój wymarzony dzień... Wielu mu odradzało ten ślub... Ale on chciał... chciał normalności, nie przeszkadzało mu że bierze kogoś po przejściach... wierzył że poświęcając się żonie, rodzinie , innym dając z siebie jak najwięcej, dając dobro, dobro będzie wracać i owocować... Wierzył...


Zastanawiałem się czego ona chciała, w co ona wierzyła...?


Po wiadomości o jego śmierci wracam do naszych ostatnich rozmów z Piotrem. Półtora miesiąca wcześniej... Mam wyrzuty sumienia, męczyły mnie mocno te rozmowy... Wiedziałem że nie jest dobrze. O przemocy, o wyrzuceniu go z domu, z własnego mieszkania i jego zgodzie na to, bo przecież on nie ma serca wyrzucić jej z dziećmi na ulicę... O kącie, znalezionym u maltańczyków i wielkiej samotności, bo od śmierci mamy nie ma praktycznie nikogo...     Przegadaliśmy kilka godzin, kilka razy w tym roku. Nie wiele moglem pomóc, nie wiele podpowiedzieć... Teraz już tydzień  nie żyje... 


Dziś czytałem nekrolog


Rodzina napisała: "Z żalem zawiadamiamy, że 30 kwietnia 2013 r. zmarł tragicznie ś+p Piotr Paweł Gruszczyński. Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się 9 maja 2013 r. o godz. 11.15 w kaplicy miejskiej przy ul. Mariańskiej, skąd o godz. 11.45 wyruszymy do kościoła p.w. Miłosierdzia Bożego przy ul. Barcza na mszę świętą żałobną. Pochowanie Zmarłego na cmentarzu komunalnym w Dywitach.


Będę.


Dzieci z Dauksziai 2013-05-07

Niedziela - Msza w Daukszai. Troszkę zamieszania, więcej niż zwykle, nawet ciężko wyjść z Mszą na czas... Ale radość z tego wypełnia serce. A to wszystko dzięki moim "komunistom" (tym I-komunijnym) Jest ich czternastka. Początkowo nie mogłem się ich doprosić... Leżało mi to na sercu, że na Mszy nie ma dzieci, młodzieży. Dorosłych - (nie licząc tych mocno dorosłych) też zresztą nie... Dopiero jakoś w styczniu, w najgorsze mrozy zaczęły się pojawiać pierwsze dzieciaczki... I przychodzą, jedne bardziej, drugie mniej regularnie, ale są... Tydzień temu osiem z nich miało swoją pierwszą spowiedź. W tę niedzielę miało ją pozostała czwórka, ta, która troszkę słabiej chodzi i tydzień temu jeszcze nie do końca była przygotowana. Tu spowiedź jest troszkę wcześniej. Nie tak jak w Polsce, dzień przed... komunia u nas będzie w połowie czerwca. Do tego czasu dobrze by było by byli już po dwóch, trzech spowiedziach... Dlaczego? Praktyka pastoralna podpowiada, że po I komunii wielu ich rodziców starci motywację do prowadzenia dzieci do kościoła... Może być więc tak, że długo po tym nie będą u spowiedzi... Trzeba więc wcześniej by przez te dwie trzy (w niektórych parafiach nawet sześć, czy dziewięć) spowiedzi przełamali po części strach, wstyd i przyzwyczaili się do tego sakramentu.


A skąd ta radość, którą wspomniałem na początku? A no właśnie z tego, że już wszystkie "moje dzieciaczki" są jak aniołki, bez grzechu, święte. Tydzień temu po Mszy zaproponowałem, że mogą teraz służyć przy ołtarzu, kto chce. Przed samą Mszą, jak już wracałem z konfesjonału do zakrystii zatrzymałem się przy nich i pytam: Czy chcą? Kto chce? I wielkie zaskoczenie. Chcą wszyscy. Trzech chłopców ubieramy w komże. Dziś pierwszy raz służą. Ja, kościelny i Przemek - student z Warszawy, który był u mnie gościnnie pomału, spokojnie uczymy ich pierwszych posług. Dziewczynki też chcą. Dziś jest ich pięć. Dobrze. Wraz z mamą kościelnego ubieramy je w pelerynki dla "bielinek" - u nas nazywanych "adoratorkami". W procesjach sypią kwiatki, noszą wstążki i inne "gadżety". A na Mszach siedzą w prezbiterium, modlą się, adorują Pana Jezusa i pięknie "wyglądają". Też ważna funkcja.


Cieszę się z tych moich dzieciaczków. Jolanta, Auszra, Auszrine, Otylia i Vajda oraz Rokas, Edvinas i Rosvaldas - nasze aniołki.


może ktoś jest w stanie pomóc...? 2013-05-06


ruch, życie, radość 2013-05-06

Narzekałem troszkę, że coś w tym roku gości mało... Tak sam do siebie, może czasem z kimś ze znajomych... W porównaniu z tłumami które się przewijały w pierwszym roku, to teraz pustki... Nawet na fb czy maila, tak od siebie to pisze do mnie mniej... Aż tu przyszedł majowy weekend i znów ruch na Wschód. Środa-czwartek wpadła siostra, szwagier i trójka dzieci. 5 osób plus ja to już problem, jedna za dużo do auta. A że chcieliśmy pojechać do Wilna, to pożyczyłem parafialnego busa. Dwa miejsca zapasu pozwoliły zgarnąć studentów autostopowiczów, (znajomi znajomych) którzy nie mieli gdzie nocować. A gdy w piątek  jedni i drudzy goście pojechali, w sobotę pojawiły się dwie kolejne osoby (znajomi oazowicze) wracające z Białorusi z rekolekcji ewangelizacyjnych. I byli do niedzieli. Jest ruch. Jest życie. jest radość. I o to chodzi.



4 dni w Suwałkach 2013-05-06

Któregoś dnia po rekolekcjach ewangelizacyjnych w Sejnach, Grażynka i Marian - małżeństwo z Suwałk zapytało mnie, czy nie zgodziłbym się poprowadzić takich rekolekcji w ich parafii? "Chętnie, ale..." Na brak zajęć nie narzekam. To cztery dni... Trudno wygospodarować taki czas, aby rekolekcje nie odbywały się kosztem moich obowiązków w parafii. "Może znajdziecie kogoś innego? Pomyślę... Dam znać..." Nie odzywałem się, ale oni nie odpuścili :). Do pomysłu rekolekcji przekonali proboszcza, radę parafialną i wspólnoty ze swojej parafii. Duże wsparcie dał Domowy Kościół, do którego należą. "To jak proszę księdza? - Koniec kwietnia może być? Damy radę?" Przyjechali nawet ze swoim proboszczem, ks. Kazimierzem tu do mnie, na Litwę. Na kolację i ustalenia techniczne. Potem na miejscu powołanie zespołu ewangelizacyjnego, spotkania organizacyjne i modlitewne. Wszystko po to, by 25-28.04.2013 w św. Aleksandrze w Suwałkach dać ludziom szansę spotkać Zmartwychwstałego Chrystusa.


Rekolekcje dla chętnych. To nie masówka. Że każdy musi... Gromadzimy się wieczorami, po pracy, po Mszy... Zapraszali wielu indywidualnie. Ilu przyjdzie? W szacunkach niepewnie pojawia się liczba 70 osób... Będzie tyle, będzie dobrze... Na tyle szykujemy się ze spotkaniami w grupach. W czwartek jest 130 osób...  prawie dwa razy więcej niż planowaliśmy... Spotkanie trwa długo... prawie 2 godziny. Ciężko mi mówić, bo dzień wcześniej przeziębiłem się... Zmiany w gardle, brakuje głosu... Jeszcze dostałem jakiś słaby (cichy) mikrofon, ale działamy... Scenka, filmik, konferencja, świadectwa, spotkania, modlitwa... Dużo optymizmu i radości. - Temat Boża Miłość.


Drugi dzień głosu jeszcze mniej. Jeszcze tak nie miałem - żeby akurat na same rekolekcje pochorować... Ludzi dziś mniej. Ok. 100. Zastanawiam się, może wczoraj za długo? Uspokajają. Dziś mamy konkurencję. Z kościoła bł. Anieli do św. Piotra i Pawła dziś idzie droga światła. Część pewnie tam poszła... Podkręcony mikrofon niweluje problemy z głosem... Chrypa może jeszcze bardziej wpisuje się w temat - "Grzech człowieka. Odrzucenie Boga. Szatan"...


Czwartek i Piątek to moje wolne dni. Odprawiam msze rano i dojeżdżam do Suwałk. W sobotę i niedzielę jest już ciężej... Od rana mam msze na dwóch parafiach: Mariampol i Dauksziai. Pogrzeb, chrzest, w niedzielę spowiedź dzieci I komunijnych... Umówiliśmy się z księżmi, że po obiedzie będę wolny, ale do obiadu jest ciężko... I jeszcze dalej te problemy z głosem...


Sobota zaskakuje. Dziś jeszcze mniej osób... Zakładane 70-80... Może coś nie tak z mojej strony... Może ludzie stwierdzili, że im starczy dwa dni... Może nauka o szatanie za mocna? Dziś planowana spowiedź... Księża usiedli od razu w konfesjonałach i się troszkę zniecierpliwili... Godzina minęła, a tu jeszcze do spowiedzi nie doszliśmy... Scenki, świadectwa, konferencja... Dopiero koło 20:00 zaczynamy adoracje i spowiedź... Także siadam. Spowiedzi trudne. Pokazują że rekolekcje przynoszą owoc. Że nie są na darmo. Schodzi się jeszcze godzinę. Kończymy apelem. Potem jeszcze kolacja u Ewy i Mietka - Domowy Kościół, kolejni znajomi z rekolekcji w Sejnach. Ksiądz proboszcz dopytuje, o tamte rekolekcje. "Ksiądz wtedy zbierał na misje w Afryce... Jutro też chcemy tacę na ten cel przeznaczyć. Przyda się?" Zaskoczenie. Oczywiście że się przydadzą.


W niedzielę Msza dla nas jest o 14:30. To dodatkowa Msza, godzina dostosowana,  by jak najmniej utrudniała moją pracę w Dauksiai i Mariampolu. Rano dowiaduję się, że po obiedzie mam jeszcze pogrzeb. 13:30... Damy radę. Jeden z panów z firmy pogrzebowej podstawi mi samochód bym prosto z cmentarza mógł jechać do Suwałk. Dobrze, że jest jeszcze różnica jednej godziny... Ilu ludzi będzie na Mszy? Czy tendencja spadkowa się utrzyma? Nie. Przyszło dużo więcej. Liczę ukradkiem - 150 osób jest...  Więcej niż w pierwszym dniu. Kazanie ostatnie dość długie, ale  wydaje mi się że dobrze wyszło. Po kazaniu przyjęcie Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Po Mszy - Agape. Spotkanie przy bigosie i ciastach. Tańce, śpiewy, prezentacja wspólnot parafialnych... Wielu ludzi mi znanych. Wiele nowych "znajomych". Mama śp. ks. Przemka, który zginął w Gruzji mówi o ludziach, którzy nieustannie przychodzą modlić się przy jego grobie, zachęca by też odwiedzić... Przecież my obaj misjonarze na wschodzie... Ewa z Mietkiem zapraszają na ślub córki, z Grażynką i Marianem planujemy majówkę i grillowanie na działce, proboszcz zachęca, by będąc w Suwałkach odwiedzać.


Spotkanie przy stole trwa ponad dwie godziny... Pomału wyglądam końca. W czwartek w czasie pierwszej nauki dostałem sms. Mój lektor z Bisztynka miał wypadek - śmigłowiec zabrał go do szpitala. Prosił by mi powiedzieć.  Jestem w kontakcie z nim i jego rodziną. Ale z powodu obowiązków w parafii i rekolekcji nie miałem jak pojechać. Ale dziś jest kilka godzin jeszcze... Decyduję się odwiedzić go. 3 godziny później jestem w Olsztynie - 21:00 ale pielęgniarki nie robią problemu, że właśnie kończą się godziny odwiedzin. z Dawidem już lepiej. Pogadaliśmy, pożartowaliśmy, powspominaliśmy. Lecę na chwile jeszcze do siostry i szwagra, który obchodził 4 dni wcześniej imieniny i przed północą ruszam do siebie... Rano mam Mszę... Na sen zostały dwie godziny, ale nie żałuję. Zastanawiałem się, jechać, nie jechać... Zmęczony, rekolekcje, niedziela... powodów by się usprawiedliwić wiele. Ale pytanie  zasadnicze: "Czy dam radę?" "Tak" "I nie mam więcej pytań".


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]