_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Nawiedzenie Kościołów 2013-03-31

Dużo już napisałem o Triduum...  By jednak relacja była w miarę pełna trzeba jeszcze wspomnieć o jednej naszej tradycji - nawiedzanie Grobów Pańskich... Ci, którzy śledzą blog już dłużej, pamiętają może relację z kwietnia 2012 roku. Wraz z proboszczem i ks. Vitaliusem odwiedziliśmy wtedy 14 kościołów naszej diecezji  oraz  diecezji kowieńskiej. Tym razem pogoda zupełnie nie sprzyjała wyjazdowi... Jechać, nie jechać... pyta proboszcz...  Jak nie, jak tak... nam śniegi nie straszne. Wiemy, że ks. Biskup też w tym roku nie zrezygnował z odwiedzania Grobów Pańskich - pojechał na północ diecezji (Rejon Szakiai). My planujemy tym razem południe... Za to dużo spokojniej niż w zeszłym roku - tylko siedem parafii... Za to trzy w Polsce.


Ruszamy najpierw do Puńska - stolica polskich Litwinów... 80 proc. mieszkańców. Kościół pełen ludzi. Poświęcenie pokarmów. Grób ładny. Podobnie dekoracje z wielkiego czwartku. W Kościele zwracają uwagę chorągwie - z jednej strony stoją litewskie, z drugiej same polskie. Liczba ich podobna. Ale nabożeństw już przewaga litewskich - nawet poświęceń pokarmów (4 litewskie, 1 polskie). W parafii proboszczem jest Polak, ks. Czesław. Ciekawie mówi po litewsku, zaskoczył mnie jego akcent... Uczył się litewskiego tu, w Puńsku, gdy był jeszcze wikarym i opanował ten stary, dzukijski dialekt. Wikariusz w tej parafii to Litwin, on znów uczy się tu polskiego... Przyjechał z Litwy na kontrakt - na trzy lata. Podobnie jak ja, na Litwę. Celem naszym jest jednak nie odwiedzanie księży, lecz kościołów. Tu w Puńsku wejście na kawę miało być wyjątkiem.



Następny przystanek Smolany. Droga z Puńska krótka - 8 km... ale troszkę boczna i powiem szczerze, że bałem się by nie była gdzieś zawiana... w niektórych miejscach widać prawie metrowe ściany śniegu. Ale droga jednak przetarta i dojechaliśmy chwilę po poświęceniu. Modlitwa przy grobie, i ruszamy dalej.



Zanim dojechaliśmy do Sejn chwila na odwiedziny rodziny ks. Proboszcza. Mieszkają w Romanowcach. Kiedyś byli tam sami Litwini, dziś już troszkę się miesza społeczność. Zamknięto tu już litewską szkołę. Ale i tak młodzież przynajmniej rozumie język litewski. Zjedliśmy tu obiad, a ja wykorzystałem okazję i zacząłem wysłać świąteczne smsy z życzeniami. 


W Sejnach problem z dojechaniem do kościoła... Korek spowodowany wyjazdem i wjazdem na parking oraz tłumem ludzi z koszykami idącymi do i z kościoła... Tu poświęcenia co 30 min. I cały czas kościół pełen. Na proboszczu zrobiło to olbrzymie wrażenie. Mówił o tym nawet po rezurekcji. Bardzo dobre wrażenie też zrobił ks. Michał, który święcił pokarmy. Poznałem go wcześniej i rzeczywiście to bardzo sympatyczny ksiądz. Grób pański chyba najładniejszy, jaki w czasie wyjazdu obejrzeliśmy. W oczy rzuca się zwłaszcza napis związany z tematem roku "Wierzę"... Oraz pies, który być może zwabiony zapachem święconki też przyszedł nawiedzić sejneńską bazylikę:)



Z Sejn jedziemy do Lazdijai. Tam najpierw straszne dziury na mini-obwodnicy... W Kościele pustka. Trzy osoby. Rzuca się to zwłaszcza, gdy porównamy z Sejnami czy Puńskiem. Grób zrobiony w bocznym ołtarzu. Uwagę zwracają pięknie ułożone kwiaty - widać ręce tutejszej kwiaciarni.



Gdy wyjeżdżamy z Lazdijai czuję że coś jest nie tak z kołem... Myślałem, że to plastik uszkodziłem wjeżdżając na krawężnik, ale jak się zatrzymałem to widzę, że to koło... felga... Oglądam zapas - nie ma powietrza... Ot... Telefon do proboszcza z Lazdijai. Za chwilę ks. Nerijus się pojawia i jedzie z kołem zapasowym na Stację Benzynową. Chcę jechać z nim, ale mówi że nie trzeba. Za chwile pojawi się jego znajomy i przywiezie klucz (nie mogę znaleźć swojego). I rzeczywiście... 2 min i  jest p. Żukauskas, a po kolejnych 5 ksiądz Nerijus... Przerwa choć denerwująca, jednak nie trwała dłużej jak 20 min. Ruszamy więc dalej...


Kolejny kościół na naszej trasie to Rudamina. Tu  leży pochowany ks. Biskup Maciejowski. Kościół potężny, czysty. Wrażenie zwłaszcza robi odnowiona drewniana posadzka. Obok kościoła góra zamkowa. Jedno z domniemanych miejsc chrztu króla Mindoga. Grób pański zaskoczył nas pięknymi trzema brzozowymi krzyżami i palmami zrobionymi z choinek. pierwszy raz widzę taką kompozycję.



Ostatnim punktem trasy jest Kalwaria. Grób podobny jak w Lazdijai. Figura wysoko, prowadzą do niej długie schody. Na nich ustawione świece, które w czasie nabożeństw świeciły się. Ks. Wikary zdradza, że świece to pomysł, który się zrodził po drodze krzyżowej... mieli je przy wszystkich stacjach...



Po nawiedzeniu kościoła, chwila też na rozmowę z księżmi przy kawie. Do domu 17 km i jakieś 45 min do wyjazdu do Daukszai.  Mieliśmy jeszcze odwiedzić jedną parafię, Liudvinavas, ale z niej zrezygnowaliśmy. Sześć starczy - trzy w Polsce, trzy na Litwie.


Droga Krzyżowa - fotorelacja 2013-03-31

W Wielki Czwartek w rozmowach za stołem ks. Biskup zwracał uwagę na duże podobieństwa między pobożnością i tradycjami w Polsce i na Litwie. Tak jest - nasze kraje są sobie naprawdę bliskie. A jednocześnie mocno się różnią od innych krajów, nawet nie tak odległych... I tu nie chodzi tylko o wspólną historię... Ale także o dziś... Dzięki obecności na Litwie kilkunastu księży z Polski, dzięki kończeniu polskich seminariów przez kilkunastu Litwinów, dzięki docierającym tu polskim książkom, katolickiej prasie "branżowej" (Ateneum, Współczesna Ambona), dzięki temu, że co drugi litewski ksiądz rozumie język polski, a co trzeci mówi po polsku, nadal trwa ta ożywcza symbioza wiary w Polsce i Litwie...  I tak jak w Polsce tak i na Litwie przyjęły się ostatnio publiczne, miejskie drogi krzyżowe. Nasza, mariampolska wyszła na ulice i opłotki już po raz piąty. Zainicjowała ją kiedyś młodzież z tzw. białego kościoła i pomógł im to zorganizować ks. Piotr, marianin pochodzący z Bydgoszczy, wikariusz z bazyliki. Włączyły się różne szkoły, wszystkie trzy parafie, siostry, skauci, maltańczycy, nawet domy starców... I choć w tym roku z powodu śniegu i mrozu może mniej licznie i nieco krótszą trasą, ale już tradycyjnie, w Wielki Piątek o 15:00 uczciliśmy godzinę Męki Pana Jezusa. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć fotorelacji...













Prawa do zdjęć posiada portal www.marijampolietis.balsas.lt i tam są te i wiele innych umieszczone (tu podaję tylko linki, choć tak, by je przeglądarka wyświetliła ;)


Ukrzyżowanie i Zmartwychpowstanie 2013-03-31

Chrystus dziś Zmartwychwstawał trzy razy - Najpierw o 7:00 Mieliśmy Rezurekcję w Naszej głównej parafii - w św. Wincencie w Mariampolu, a potem jeszcze Wirgiliusz jechał na 9 do siebie do Patilczai, a ja na 10:00 do Daukszai. Ale radość Zmartwychwstania zawitała już wczoraj... Dla mnie właśnie tam, w Daukszach, w czasie Wigilii Paschalnej. Taka prawdziwa, niezwykła, dziecięca i niespodziewana... Nawet nie myślałem, że będę się tak cieszył... Przecież nic nowego... Jezus już jakieś 2000 lat temu Zmartwychwstał... i co roku zmartwychwstaje. Parafrazując słowa papieża Franciszka można by się zastanawiać, że Bogu się to jeszcze nie znudziło...? Otóż nie, bo jemu zależy na nas!!!


Wspominałem już na blogu o Wielkim Czwartku w Daukszai. Tłumów nie było - 20 osób, ale Msza była wyjątkowa. Całe Triduum wyjątkowe, bo w tym roku mogę już codziennie tej liturgii przewodniczyć w moim kościółku. W Wielki Piątek było troszkę więcej osób... może ze trzydzieści, może nawet czterdzieści... Dalej bez organisty, który poważnie choruje. Liturgia przepełniona ciszą, modlitwą, spokojem. Kościelny przygotował mi piękny, bardzo stary, czerwony ornat... W takim ornacie jeszcze wymowniej jest leżeć krzyżem za grzechy swoje, ale i tych, co dziś przychodzą z krzyża czerpać siłę... Mękę czytamy we dwóch - Ja i Grażvydas (Zakrystianin). Liczyłem, że może jeszcze Stasys do nas dołączy, ale nie ma go dziś... Adoracja krzyża, komunia... W głowie rozbrzmiewa mi hymn o krzyżu... Skłoń gałązki, drzewo święte... Tylko tyś jest godne przyjąć... Krzyżu święty... Mam przed oczami także litewski tekst... też w duszy go śpiewam... ale nie mam odwagi śpiewać  go w czasie liturgii. Tu, dziś, w Daukszai głośniej niech przemawia cisza...


Wróćmy jeszcze do Wielkiej Soboty, a raczej już do Wigilii Paschalnej. W Mariampolu chcemy sprawować ją o zmroku i rzeczywiście o 20:00 robi się już ciemno. W Daukszai liturgię mieliśmy zaplanowaną dwie godziny wcześniej. Tym razem do naszej oddalonej o 20 km od Mariampola parafii jadę z ks. Proboszczem. Jako że mu ciężko chodzić, ja udaję się prze kościół dokonać poświęcenia ognia i paschału. Mam także  potem Ewangelię i kazanie. Ksiądz proboszcz śpiewa za to z wielką mocą Egzultet, litanię do wszystkich świętych i w ogóle przewodniczy Mszy św. - Oczywiście znów bierzemy Kanon Rzymski.


Liturgia Wigilii Paschalnej jest chyba najpiękniejszą w całym roku liturgicznym. Zastanawiałem się jak wyjdzie tu, na naszej małej wioseczce... Ludzi przyszło już znacznie więcej - myślę że koło 80 osób... dwa razy więcej niż w Wielki Piątek i cztery razy więcej niż dzień wcześniej. To już jest radość... Jest z nami też silna grupa z Mariampola. Na dziś udało się ściągnąć do pomocy Irenę, naszą organistkę. A ona nie przyjechała sama... Zgarnęła córkę Lucję, naszą muzykalną dentystkę Agnię, Siostrę, siostrzeńca i wraz z dwoma paniami z Daukszai stworzyli już piękną muzyczną oprawę. Brakowało mi co prawda "naszych" warmińskich melodii - kantyku Mojżesza na głosy, czy  hebraiki w mistrzowskim wykonaniu Kasieńki K., ale je mogę posłuchać nagrane w domu... Dziś cieszyłem się tym, co litewskie, co tu, co płynęło z ich serc... Bo serca w to naprawdę wiele włożono.


Podobnie dwie godziny później, w Mariampolu. Agne i Irena są także na drugiej Wigilii. Choć za oprawę śpiewów odpowiada Chór Suvalkija (jeden z lepszych na Litwie, a co niedziela śpiewający u nas w parafii), to i Agne i Irena, ale także siostry i kilka innych osób włączyły się w śpiewanie psalmów i czytanie czytać mszalnych. Ogólnie trzeba przyznać, że ciężko poznać w tych dniach naszą parafię... W obu zakrystiach uwija się kilkunastu ministrantów, dziewczęta z grupy adoracyjnej, wielu świeckich... Zakrystianin - Petras i dwóch Antanasów (ministranci nie tylko od święta) uwijają się jako mistrzowie ceremonii... Żyją liturgią... Przynajmniej zewnętrznie widać, że mocno im zależy, by było pięknie. Nam księżom jest dużo łatwiej niż w Polsce. Tak naprawdę tu za wszystko, od dekoracji po zorganizowanie służby, to świeccy odpowiadają.


Na koniec muszę jeszcze wrócić do rezurekcji... W Mariampolu mnie nie zaskoczyła... Podobnie jak rok temu, tyle że z powodu śniegu i zimna ludzi mniej... dużo mniej... Kościół pełny, stoją także na zewnątrz, ale w zeszłym roku na zewnątrz było jakieś dwa, trzy razy tyle co dziś...


Za to w Daukszai przeżywam wielkie zaskoczenie... Gdy wychodzę z zakrystii widzę pełny kościół... Nie 40, 80... jakieś 180-200 osób... tego naprawdę się nie spodziewałem... A gdy ruszamy z procesją drugie tyle na zewnątrz... Procesja też okazała... z 15 chłopów i chłopców w komżach, baldachim, latarnie, chorągwie. Dziewczyny przy wstążkach... Oczy mi się śmieją, dusza raduje... Nie tylko Chrystus Zmartwychwstał, także parafia... ona żyje... Przynajmniej w ten dzień... Mówię to ludziom... Śmiejemy się... Wiedzą o co chodzi... Ale czy wiedza wystarczy...


 


uwierzyć poezji... 2013-03-29

Wróciłem dziś do starych wierszy... sprzed 8 lat... jeszcze z seminarium... akurat na pierwsze dni triduum


[pierwszy - CHLEB Z PROMOCJI]


Od wieczernika
Do dziś
Trwa wiekuista promocja
Wypiekany
Na uczcie miłości
Chleb z niespodzianką
Niebiańskim piekarzem
W środku
W jaki sposób
Nie wiem


Wierzę
I klękam


 


[i drugi - KLUCZ]


Spotkanie
Nieba
I ziemi
Tego co wieczne
Z tym co śmiertelne
Cierpienia
Z wieczną radością
Śmierci
Z życiem

Krzyż
Strumienie krwi
Obmywają z grzechu
Poniżenie
Daje początek chwale
Grzech
Zostaje odpuszczony
Wina
Ginie w bożym miłosierdziu

Krzyż
Narzędzie zbrodni
Staje się
Kluczem do nieba


stół z biskupem, stół z Chrystusem 2013-03-29


Wielki Czwartek. Msza w katedrze zgromadziła 75 kapłanów. To 2/3 wszystkich księży z diecezji Vilkaviskis.Choć rozglądając się po kościele zdaje mi się, że jest mniej niż w zeszłym roku - sprawdzam wpis na blogu z kwietnia 2012, tak... W zeszłym roku było o 7 więcej... Po Mszy obiad - Myślałem, że siądę z Polakami, Mirkiem i Piotrem, ale zeszło mi się z nalewaniem olejów na ten rok. Gdy wchodzę na salę większość już siedzi... Zanim wypatrzyłem naszych chłopaków, dostrzegł mnie ks. Gustaitis - proboszcz i ceremoniarz, także "liturgii obiadu"- i sadza mnie przy naszych biskupach. Gdy inne miejsca zajęte, przy ich stole nadal pusto - aż dziwne. Naprzeciwko dwaj biskupi i rektor z Rzymu, obok ks. Armin (Litwin, co skończył seminarium w Olsztynie), przy mnie ks. z Sasnawy i jednego z Altarystów (emerytów). Jest okazja troszkę porozmawiać, choć po litewsku. O rekolekcjach, o parafiach, o papieżu, o zwyczajach świątecznych... Z biskupem widzieć się będziemy jeszcze wieczorem. O 18:00 ma u nas Mszę Wieczerzy Pańskiej. Ja w tym czasie jadę do Daukszai, na naszą drugą parafię, ale po wszystkim spotkamy się znów przy stole.


W Daukszai nie ma tłumów. Na Mszy 20 osób. Nie ma też organisty - chory. Nie ma pani, co czasem śpiewa... Chcę by było uroczyście - to przecież Pamiątka Pierwszej Mszy. Przyjdzie więc mi samemu śpiewać - po litewsku i po łacinie. Mszę odprawiam w pięknym starym ornacie. Wygrzebaliśmy go z  samego spodu szuflady. Kazanie krótkie. Ze zbioru ks. Broniusa Bulki. Lubię te jego kazania i często do nich sięgam. Moja dyżurna pomoc duszpasterska. Dziś pierwszy raz na Litwie sam odmawiam kanon rzymski. Przecież jest Wielki Czwartek. Czytam powoli, pilnuję wszystkich "didaskaliów". Kanon po polsku odprawiać dobrze to pewne wyzwanie, co dopiero po litewsku... Ale chcę... Nie ma sensu iść na skróty - towarzyszą mi w myślach słowa lektora z Kętrzyna - Adama: "To Triduum Paschalne (w oryginale było Wigilia Paschalna), a nie konsekracja bułek na straganie. Komunia św. pod dwiema postaciami - Krew i Ciało.  Potem procesja do Miejsca Przechowania Najświętszego Sakramentu.  Dekoracje proste. Zanim wyruszam intonuję śpiew "Sław Języku". Uwielbiam te hymny z triduum. Tyle że ciężko samemu je wykonać po litewsku. Nawet ostatnie dwie zwrotki znane wszystkim idą ciężko, gdy ja z Najświętszym Sakramentem odchodzę już poza zasięg Mszału z tekstem...


Ale i tak z czwartkowej liturgii jestem zadowolony. W końcu to powrót do Wieczernika, to stół przy którym mogę siedzieć nie tylko z biskupem, ale z samym Chrystusem...


o kapłaństwie... 2013-03-28

Wielki Czwartek sprzyja zastanowieniu się nad kapłaństwem... A że mi się najlepiej myśli w aucie, to już wczoraj wieczorem jadąc do Suwałk na pocztę zaczęły mi się przed oczami i w głowie pojawiać różne obrazy, wspomnienia, słowa... Jakie jest moje kapłaństwo? To już prawie siedem lat... Jakim jestem księdzem? Co przez ten czas było dla mnie ważne? Czym żyłem, czym żyję? Co mogłem zrobić lepiej? Widzę wiele twarzy - kapłanów od których uczyłem się wiele... O. Sławka R. który był zawsze wzorem spokoju i wyrozumiałości, Tomasza P. - wzór silnej wiary, konkretności, wymagania od siebie, Wojciecha i Adriana, których podziwiałem za niezwykłą energię i burzę pomysłów... O. Franciszka znanego tylko z książek, a jednak tak bliskiego sercu, podobnie ks. Jana - poety, chodzącego w podartej sutannie i dziurawych butach, bo się jeszcze trzymają nogi, bo nowe nie tak ważne, jak potrzeby naprawdę biednych, ks. Stanisława, z mądrością, wysoką kulturą i szacunkiem dla wszystkich... Te siedem lat to uczenie się kapłaństwa - uczenie nie z książek, lecz od żywych ludzi, księży... Od każdego z nich czerpię po trochu, na ile potrafię, to co Boże, co dobre, co warte naśladowania... wcielania w życie... Wypadkowa wyszła dziwna... Bo jestem dziwny - wiem... Może za mocno emocjonalny, może za wiele mówiący, może zbyt wiele pragnący... Ale taki chcę służyć. Na ile tylko mogę, potrafię. Daję z siebie ile mogę... Ale dostaję jeszcze więcej... Choć często brak czasu, niezrozumienie, zmęczenie, pomówienie... Choć czasem niektórzy żartują, czy pukają się w głowę, pytając o co mu chodzi... Ja robię swoje... Bo szkoda czasu, by go marnować... na głupoty, na sen... Kiedyś Dianka po spotkaniu oazy stwierdziła - ksiądz to ma fajne życie... Nie przeczę... moje życie mi się naprawdę podoba. Lubię to co robię... I to chyba widać... A o to przecież chodzi szukając swego powołania...


7 lat kapłaństwa... dziękuję tym, którzy się za mnie modlą... Moim Aniołom stróżom z Margaretki... a także Beacie, Pawłowi, Gosi, Kasi, Augustynowi, Agacie, Asi, Ali, Darwinie i Jackowi, Joli, Dianie, Milenie, Ani, Iwonce, Marianowi i Grażynce za życzenia dziś przesłane... Dziękuję tym, dzięki którym jestem kapłanem, księżom, rodzinie, Bisztyniakom i przyjaciołom, których nieustannie daje mi Bóg... Dzięki że mogę na was liczyć... I jakby co... Ja też jestem do waszej dyspozycji... zawsze.


Dla dobra dzieci... normalność po norwesku. 2013-03-23

Wraz z ks. Virgilusem przy obiedzie oglądaliśmy litewską telewizję. W sumie bardziej on oglądał... ja raczej się nie wsłuchiwałem, bardziej myślałem o rzeczach, które mam dziś jeszcze zrobić... Wtem Virgis zwraca moją uwagę. Słuchaj, zobacz...


Właśnie w telewizji leciał reportaż o Litwince, której w Norwegii zabrali dzieci. Wyjechała za pracą. Jak wielu. Norwegia jako, że nie jest w UE i nie płaci wielu haraczy na brukselskich urzędników, a także dzięki złożom gazu i ropy jest chyba dziś najbogatszym krajem Europy. Wyjazd tam wydaje się więc drogą do raju. Otóż przynajmniej nie dla niej. Nie znam dokładnie okoliczności, nie mogę tego znaleźć jeszcze w necie, a zacząłem oglądać w trakcie... Ale z tego co się zorientowałem były jakieś problemy, chyba rozwód z mężem... I państwo norweskie zdecydowało, że jej dzieci (chyba dwójka, jedno ma litewskie, drugie już norweskie obywatelstwo) nie zostaną ani z matką, ani z ojcem, ale dla ich dobra trafią do normalnej, pełnej norweskiej rodziny - i trafiły... po czym sąd skierował je do dwóch lesbijek!!! W programie mowa była o bezsilności rodziców, bezsilności litewskiego państwa, które nie jest w stanie zrobić nic. Proponowano, że dziećmi zajmie się babcia. Wypowiadała się w programie. Nie starowinka, młoda, jakieś pięćdziesiąt kilka lat - oczywiście władze norweskie się nie zgadzają. Dla dobra dzieci.


Norweski raj... i bezsilność... a miało być tak pięknie...


P.S. jak znajdę więcej informacji to przetłumaczę i podeślę... Piszę na gorąco, bo mocno to nas zbulwersowało...


Piątek u św. Benedykta 2013-03-22

"Czy wygłosiłbyś rekolekcje wielkopostne u nas w szkole?" Tym pytaniem zdziwił mnie już jakiś rok temu ks. Mirosław - vicedyrektor szkoły katolickiej w Alytusie, jeden z 5 księży-Polaków z naszej diecezji Vilkaviskis. Oczywiście odpowiedź wtedy była negatywna. "Nie, no jak. Nie dam rady. Przecież ja ledwie czytam po litewsku..." "Do Wielkiego Postu jest jeszcze dużo czasu..." Mimo to zdecydowanie stałem na swoim... Przecież to bez sensu...
Jakieś dwa miesiące temu wróciliśmy do tamtej rozmowy... Miałem już znów się wykręcać... Nie, żebym nie chciał... ale naprawdę nie czułem, by to było mądre i dobre... Na wszystko przyjdzie czas. Ale jednak się zgodziłem. Zdecydowała chyba myśl o litewskich rekolekcjach ozowych w wakacje. Jeśli teraz nie chcę podjąć się poprowadzenia przez kilka godzin spotkań i nauk dla młodzieży, to jak sobie wyobrażam 15 dni na oazie.


Rekolekcje już za nami... Gimnazjum św. Benedykta to piękna szkoła. Nowy budynek, sala gimnastyczna, basen, kaplica. W szkole uczy się 700 osób. Ma swoją renomę w mieście, co sprawia, że nie odbił się na niej niż demograficzny. Jest komplet uczniów. Bardzo dobre wyniki i rankingi mają też skutek uboczny - do szkoły się garną wszyscy, nie tylko mocno i szczerze wierzący.


Rekolekcje proste, jednodniowe. Rano o 8:00 uczniowie z nauczycielami w klasach czytali i rozważali list papieski na Wielki Post. O 9:00 starsi mieli ze mną Drogę krzyżową i konferencję, a młodsi z drugim rekolekcjonistą - ks. Mariusem z Gerlavy - spowiedź i Mszę św. Potem przerwa na obiad i odwrotnie. My mamy Mszę i spowiedź, a młodsi drogę krzyżową i swoją konferencję.


Czy wiedzą, co to droga krzyżowa? Pytam. Tak, oczywiście. Odpowiadają. Ilu z nich było w tym roku w swoich kościołach na drodze krzyżowej? Ręce podniosło pięć albo sześć osób na 180 obecnych. Dobrze, że ks. Mirek pomyślał o tym, by w szkole, pomimo takich czy innych warunków te nabożeństwo odprawić.


Po drodze krzyżowej wyzwanie największe - konferencja... Bałem się tego, bo jak mówię po polsku, to nie potrzebuję tekstu... To mogę skupić się na włożeniu mocy i serca w słowa. Tu muszę trzymać się kartki... Treść rekolekcji znam - moja, sam pisałem... Ale już tłumaczenie mniej... Robił ja dla mnie Augustyn i google translator, co sam przyznał, a jeszcze wczoraj wieczorem poprawiałem je wraz z ks. Vitalijem, bo nie wszystko było tak jak chciałem. Gdy skończyłem konferencję została jeszcze chwila. Czy są jakieś pytania? Najpierw cisza, potem zaś się posypały... Może nie tyle o konferencję, lecz o mnie... Dlaczego jestem na Litwie, czy mi się podoba? Nie jest trudno na nie odpowiedzieć... W końcu tematy dyżurne z kolędy...


Po obiedzie Msza św. Tu z kazaniem ciężej. Wczoraj nie udało nam się z Vitalijem przepracować tego tekstu, tak jakbym chciał... Tak by oddawał dosłownie to, co chcę wyrazić... Decyduję się, że odejdę troszkę od tekstu...Zwłaszcza, gdy nagle w tekście przykładu o spowiedzi widzę, że zamiast "eik ramybeje [idź w pokoju]" jak wół stoją słowa: "eini i kambari [iść do pokoju]" - przy czym po litewsku to dwa różne słowa... Mam bezprzewodowy mikrofon więc zostawiam kartki i idę do młodzieży... Pewnie błędów będzie więcej, może słów już nie odmieniam, tak jak trzeba, ale niedoskonałości tłumaczenia pokazały mi dobitnie, że i czytając z kartki mogę się na niezłą minę wpakować... Więc co mi tam. Damy radę.  Widzę pewne ożywienie, uśmiechy. zwłaszcza gdy sięgam po telefon i związaną z nim paralelę. Tuż przy mnie siedzi s. Emanuela, Polka z Wileńszczyzny, jak brakuje słów to pytam ją i podpowiada. I jakoś idzie. Atmosfera miła, serdeczna. Łatwiej mówić z serca, niż czytać z kartki. Przecież ja tak naprawdę mam tu być tym co głosi, świadkiem, przewodnikiem... Nie retorem błyszczącym krasomówstwem.


Rekolekcje kończy adoracja. Uczniowie idą do domu, zostajemy my - księża i nauczyciele. To dla nas spotkanie z żywym Bogiem. Koronka, pieśni i cisza: święta cisza, błoga cisza. Taka jak z pieśni "W tobie tonie dusza moja" - tego osobiście doświadczam. Rekolekcje to nie tylko słowa, nie można ich "utopić" potokiem słów. Potrzeba ciszy w której On przyjdzie dotykać, uzdrawiać, przytulać... Przyjdzie by z nami być. Adoracja nie długa - chwila, 30 min. Ale te minuty "gumowe". W ciągu nich tak wiele się działo....


A potem jeszcze dobra afrykańska herbata w gabinecie dyrektora i polsko-litewska radość ze spotkania. I żarty, przekomarzania, plany i wspomnienia... czas pracy i modlitwy...  Ora et labora...  na twoim poletku Ojcze Benedykcie. 


Dlaczego 2013-03-20

To było bodajże w piątej czy szóstej klasie. Dzięki mojemu nauczycielowi historii nagle zrozumiałem bardzo ważną rzecz: że w historii wcale nie chodzi o to,  by wiedzieć kto?, co?, i przede wszystkim kiedy?... Że najważniejsze pytanie dla historyka, to pytanie Dlaczego? Daty, bitwy, nazwiska są ważne i potrzebne, by historię poznać i zaliczyć... Ale w historii idzie tak naprawdę o to, by ją zrozumieć... by poprzez nieustanne Dlaczego brnąć w nią głębiej i głębiej, wgryzać się w jej związki przyczynowo-skutkowe, by z suchych faktów odtworzyć żywy i barwny świat...


Historia jest nauczycielką życia... Stąd i w życiu wciąż wraca pytanie dlaczego? pytanie o powód, przyczynę i cel...  Jan Paweł II w Tryptyku Rzymskim pisał właśnie o tym... człowiek stworzony jest by się zdumiewać i pytać o sens. Po co i dlaczego...


Co mi mówisz górski strumieniu?
w którym miejscu ze mną się spotykasz?
ze mną, który także przemijam —
podobnie jak ty...
Czy podobnie jak ty?
(Pozwól mi się tutaj zatrzymać —
pozwól mi się zatrzymać na progu,
oto jedno z tych najprostszych zdumień.)
Potok się nie zdumiewa, gdy spada w dół
i lasy milcząco zstępują w rytmie potoku
— lecz zdumiewa się człowiek!
Próg, który świat w nim przekracza,
jest progiem zdumienia.
(Kiedyś temu właśnie zdumieniu nadano imię «Adam».)

Był samotny z tym swoim zdumieniem
pośród istot, które się nie zdumiewały
— wystarczyło im istnieć i przemijać.
Człowiek przemijał wraz z nimi
na fali zdumień.
Zdumiewając się, wciąż się wyłaniał
z tej fali, która go unosiła,
jakby mówiąc wszystkiemu wokoło:
«zatrzymaj się! — masz we mnie przystań»
«we mnie jest miejsce spotkania
z Przedwiecznym Słowem» —
«zatrzymaj się, to przemijanie ma sens»
«ma sens... ma sens... ma sens!»


i mamy papieża... 2013-03-16

Kończymy rekolekcje - środa, jest godzina 19:00. Kilka minut temu pojawił się biały dym, o czym telefonicznie poinformowała nas, obecnych w zakrystii pani Basia. To trzeba uderzyć w dzwony... Siostra nie bardzo chce nam wierzyć... myśli, ze robimy sobie z niej żarty. Ot - żeby już księżom nie wierzyć... Na plebanii deficyt telewizorów. Schodzimy się u ks. Seniora przy radioodbiorniku. Obraz telewizyjny zastępuje przerywający od nadmiaru widzów i słabości łącza strumień TV TRWAM online  na jednej ze stron internetowych... widzimy i czekamy. Proboszcz najlepiej przygotowany... W ręku obszerny zestaw biografii pewnie z dwudziestu kilku papabile przygotowany przez KAI. Gdy pada wreszcie Jorge Mario Cardinalem Bergoglio zdziwienie... nie ma go w zestawie... kto to jest? Ale i radość... Franciszek... Zaraz pojawia się więcej informacji... Amerykanin (tzn z Ameryki Południowej), Argentyńczyk. Na balkonie wygląda na spiętego. Ale tym większą wzbudza sympatię i radość. I to powszechnie.


Wraz z ks. Seniorem i ks. Diakonem jeszcze przez dwie godziny siedzimy i utrwalamy nazwisko nowego papieża :) Miałem jechać do Bisztynka, Łęgajn... Myślałem by odwiedzić p. Wiesia i p. Krysię na Obr. Westerplatte... ale wybór papieża troszkę pozmieniał mi plany... Ale to przecież nic, w porównaniu z planami kard. Bergoglio. Szacunek dla niego. I jeszcze większa zwyczajna, franciszkańska radość...Nasza ale i jego...


https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=GWJmpRGwxfU


 


Kętrzyn 2013-03-15

Kilka miesięcy temu przejeżdżając przez Kętrzyn wszedłem na chwilę do kościoła św. Katarzyny. Ukląkłem w ławce, pomodliłem się... Patrząc na ołtarz, ambonę, czułem się dość obco. Podszedłem bliżej. Dalej to samo. Nie potrafiłem sobie przypomnieć siebie za tym ołtarzem. Miejsce, które przecież dobrze znam wydawało się obce. Minęło już 5 lat, od kiedy odszedłem na następną parafię.
W niedzielę byłem tam znów. Ja i nie ja. Nie ks. Sławek - wikary, lecz o. Sławek - misjonarz, rekolekcjonista. Ten sam i nie ten sam. Pierwsza Msza, pierwsze kazania i pamięć wróciła. Nie wszyscy poznają, nie wszystkich poznaję, ale czuję te miejsce. Nie jest mi obce.
Proboszcz, siostra Rufina, Pan Jerzy. Szafarze, wierni, nauczyciele... z ministrantami gorzej... powyrastali... ale jeszcze nie jeden, jak Maciej zaskoczył mnie. To ty? niemożliwe... pamiętam cię, ale nijak imię i nazwisko nie pasuje mi do tej twarzy... 5 lat w ich wypadku to dużo...


26 nauk. Dużo... oprócz tradycyjnych kazań do dzieci i młodzieży oraz nauk ogólnych doszły jeszcze rozważania na Apelu Jasnogórskim. W niedzielę po wieczornej Mszy zaczyna śnieżyć. Pogoda paskudna. Czy ktoś na Apel przyjdzie? Przyszli... Mówimy o modlitwie... Cisza totalna. Te wieczorne spotkania, choć jest to dodatkowe obciążenie dla mnie, diakona czy może jeszcze bardziej dla siostry zakrystianki i pana organisty, którzy od 6 rano są  w kościele, to jednak były potrzebne. Powrót do źródeł - modlitwa, spowiedź, dobro i wyrozumiałość.


Dziękuję wszystkim za potkania. Za radość. Za trud włożony, by było nie tylko pięknie, ale i skutecznie. Przepraszam, że wielu nie udało się odwiedzić przy okazji... Choć zapraszaliście, choć ja także chciałem... Następnym razem... Teraz cel był inny. Dwa momenty szczególnie zapadły mi w pamięć... Gdy po mszy dla młodzieży jedna z dziewczyn przyszła podziękować za poniedziałkowe kazanie, po którym jej tata poszedł do spowiedzi... I gdy p. Ala, katechetka już po wszystkim, po ostatniej Mszy, po błogosławieństwie, jeszcze 5 dzieci przyprowadziła... Czy mógłby jeszcze je ksiądz wyspowiadać... Mogę... Po to jestem...


Dziś zmęczenie. Podobnie wczoraj, w czasie powrotu. Boli krzyż od stania.., pieką stopy od ciężkich butów nie zdejmowanych przez cały dzień... troszkę też gardło i głos są zmęczone... ale to normalne... kilka dni spokoju i dalej do przodu... kolejne rekolekcje przed nami...


Veni, vidi, Deus Vicit 2013-03-08

Nie staram się myśleć do przodu... Mało rzeczy planuję. Każdy dzień i tak przynosi tak wiele niezwykłych zdarzeń, że sam bym ich sobie nie wymyślił... Dzień kobiet przywitałem w żeńskim klasztorze ;) Oczywiście w Wilnie. Na Rosie. O tym że to 8 marca przypomniał mi przy śniadaniu jeden z pracowników, który wpadł do sióstr z naręczem tulipanów. Ani tak... Od razu załapałem...
Do sióstr przyjechałem w czwartek popołudniu. Znalazłem chwilę na swój dzień skupienia...  Dzień i noc...
Nie śpieszę się ze śniadaniem... Stół sióstr słynie z tego, że przewija się tu wiele osób... Gdy przechodzę do kawy pojawia się także ks. Józef, dziekan mejszagolski... Wspomina o rekolekcjach w Duksztach. Ksiądz z Polski, który miał głosić nie przyjedzie... Proboszcz chory, ma już dłuższy czas problemy z głosem, ledwo mówi... Ale co ma zrobić... Zdecydował że sam wygłosi u siebie rekolekcje...
- A może ksiądz by chciał?
- Nie, nie - nie mam jak - odparłem... Nie dam rady... O 16:30 muszę być już u siebie na drodze krzyżowej...
- Trudno
Ks. Józef odpuścił namawianie... ale włączyła się w to siostra Michaela...
- A może jednak... o której tam Msza... - O 13:00... Może się ksiądz wyrobi... Chociaż na tę, dla dzieci szkolnych?
- Nie, bez sensu... może nie... no dobra... Zobaczymy... Siostrze Michaeli nie sposób odmówić, zwłaszcza w dzień kobiet...


Telefon idzie w ruch... już za chwilę ks. Dziekan informuje, że na Mszę szkolną znalazł rekolekcjonistę...


Jak zamknąć całe rekolekcje w jedną naukę? Co ruszyć? Co opuścić... Czego najbardziej potrzebują? Dzieci szkolne? Jakie, jaki wiek... nie wiem... Najpierw w kaplicy, potem w samochodzie powstają dwie, trzy wersje... W głowie... na papier nie trzeba... to szkoła polska...


Kościół w Duksztach widziałem już kiedyś z zewnątrz... Ładny. W środku także. I ciepły. To też ważne... Szkoła mała... Liczy 48 uczniów w klasach 1-10. Najmłodszych nie brali... Większość obecnych to już nie dzieci... - lecz dorodna młodzież... Proboszcz troszkę na nich narzeka... Nie słuchają, nie modlą się, nie chcą się angażować...


Patrzą na mnie, zastanawiając się co to za zarośnięty ksiądz, skąd on się tu wziął... Ja patrzę na nich i widzę dobro wypisane na ich twarzach... Naprawdę... To nie są twarze złych... Widzę światło i dobro...


Zamiast ganić zachęcam, żartuję, pytam... Słuchają, myślą, śmieją się... znowu myślą... Coś nowego... A to tak naprawdę nic nowego... To św. Paweł... Dużo to jego słowa...  Czy komuś to pomoże? Jedna nauka nie starczy... mam świadomość... I to im mówię... To oni sami muszą dokończyć sobie w domu te rekolekcje... to oni sami muszą postawić sobie dalsze pytania i znaleźć na nie odpowiedzi. Jeśli chcą... Jeśli mają odwagę być uczciwi wobec Boga i swojej wiary...


Przyjechałem, powiedziałem co miałem i odjechałem...  I to szybko, bo nie wiele czasu zostało... Zdążę na drogę krzyżową czy nie? Co prawda dziś pewnie Mariusz ma poprowadzić, jego dyżur to piątek, ale moi bierzmowani mieli się coś udzielać... trzeba być więc wcześniej... i jestem... 16:27 :)


śmierć goni śmierć... 2013-03-06

Pogrzeb goni pogrzeb... Przyszła wiosna... Często tak jest... Wraz z roztopami, zmianą pogody,  ociepleniem bardzo dużo ludzi umiera.. W niedzielę chowałem dwie osoby... w poniedziałek, kolejną, we wtorek znów dwie... dziś podobnie... a już na piątek następna - tę ostatnią znam - p. Domicela... starowinka z Putriszek... Poznałem ją rok temu przy okazji spowiedzi wielkanocnej... Mieszkała z też już wiekową córką... Bardzo pobożna, dobra, spokojna. Tydzień temu jej wnuczka przyjechała po mnie, by namaścić babcię... Drewniany żółty domek, prosta izba za kuchnią... w oknie płonie gromnica... babcia spała... nie kontaktuje, nie budzi się... Na twarzy widać spokój... Dziś w księdze zmarłych zapisałem: Domicele Bieliuniene - żyła 104 lata...



życie i śmierć... co gorsze... 2013-03-03


Apie Evangelija (Lk 13,1-5)


Ejo żmonės, pasakoję apie galilėjiečių mirtį, tikėjosi, kad Jėzus atsakys į klausimą, kodėl nelaimė krito ant nekaltų žmonių. Bet Jėzus tik tepasako, kad kiekvieno gali tykoti dar didesnė nelaimė.
- Kas yra blogiau nei mirtis? Ar kas yra blogiau nei mirtis?
- Taip. Tušcias gyvenimas. Be Dievo. Be maile. Be malone. Beprasmiškas...


Wracając do dzisiejszej Ewangelii (Łk 13,1-5):



Przyszli do Jezusa by podzielić się tragiczną wiadomością... O wymordowanych przez Piłata Galilejczykach... Co o nich powie? Jak ich oceni... A Jezus nie odpowiada wprost... Zamiast tego pyta: Czyż myślicie, że byli oni większymi grzesznikami, że to ucierpieli? Przestrzega przed ocenianiem, ale i ostrzega, że jeśli się nie nawrócimy, to może nam się coś gorszego przytrafić...
- Co może być gorszego niż śmierć? Czy może być coś gorszego  niż śmierć?
- Tak... Życie... Życie puste, zmarnowane. Życie bez Boga. Bez miłości. Bez łaski...Bez sensu...


 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]