_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Ojciec Święty... 2013-02-27

Do zakończenia pontyfikatu Benedykta XVI zostało nieco ponad 30 godzin... Właśnie trwa ostatnia audiencja generalna, na której jest biskup Rimantas i 22 księży z naszej diecezji... Zapraszali i mnie, by z nimi pojechać, zapraszał biskup... Jednak zostałem... Modlę się tu za papieża. I za Kościół. I za jego następcę.


Wiadomość o decyzji papieża była zaskoczeniem. Siedziałem w kancelarii i przeglądałem internet w oczekiwaniu kolejnych wiernych-interesantów. Wtem pojawia się wiadomość. Dziwna. Podana nie przez Watykan, lecz przez nieznaną mi włoską agencję informacyjną... Chwilę później zjawia się człowiek w kancelarii, który przy okazji zamawiania Mszy, pyta czy już wiemy o abdykacji? Prosi o komentarz... Z komentarzami się wstrzymuję.


Dziś także. Zamiast tego sięgam pamięcią do początków pontyfikatu... Do konklawe i wyboru dziekana kolegium. Mówili - "pancerny" - twardy, stanowczy... Pamiętam deklarację Dominus Jesus, w której jeszcze jako kardynał jasno opowiedział się za "Prawdą" - w imię ekumenizmu i dialogu z innymi religiami nie można nam zapominać, w co i w kogo wierzymy. Pamiętam wypowiedzi o tandemie z Janem Pawłem II, dwóch różnych osobowościach, które się wzajemnie uzupełniały i siebie potrzebowały.


Wracam pamięcią do wizyty papieża w Polsce. To było 5 dni po moich święceniach.... Uczestniczyłem w Mszy Papieskiej na Placu Piłsudskiego. Wtedy pierwszy raz w życiu spowiadałem. Dzień wcześniej, na Placu Zamkowym w drodze do katedry przejechał z metr obok mnie... A potem w katedrze padły szczególne słowa o kapłaństwie...


"Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego. Dlatego, gdy młody kapłan stawia swoje pierwsze kroki, potrzebuje u swego boku poważnego mistrza, który mu pomoże, by nie zagubił się pośród propozycji kultury chwili. Aby przeciwstawić się pokusom relatywizmu i permisywizmu nie jest wcale konieczne, aby kapłan był zorientowany we wszystkich aktualnych, zmiennych trendach; wierni oczekują od niego, że będzie raczej świadkiem odwiecznej mądrości, płynącej z objawionego Słowa."


/cały tekst/


Pamiętam też inne momenty -  burzę wywołały jego słowa w Ratyzbonie o różnicach między chrześcijaństwem a islamem. Mam przed oczami także kolejną burzę wywołaną uwagą, że niemożna się łudzić, że rozdawanie prezerwatyw w Afryce rozwiąże problem AIDS, czy protesty dziesiątek tysięcy brytyjskich ateistów i homoseksualistów przed wizytą papieża na Wyspach, oraz stawienie im czoła przez papieża i ostatecznie zaskakujące przyjęcie go i owoce tej pielgrzymki...


Przed oczami mam jego spotkania z młodzieżą w Kolonii i Madrycie, zwłaszcza w czasie tej wielkiej pamiętnej burzy... jego wysiłki, by przełamać swoją nieśmiałość urzędnika - kurialisty, jego troszkę nieporadne "ręce pianisty' i inne gesty pozdrowienia, do których ciężko było się mu przełamać, a jednak czynił to, uczył się tego, wiedząc, jak bardzo ludzie tego oczekują... 


Pamiętam spekulacje, czy papież będzie uczył się obcych języków, pozdrawiał po polsku, litewsku, chorwacku, chińsku... i z przyjemnością słucham jak pięknie mu to wychodzi... chociażby dziś... na ostatniej audiencji...


Gdy wybierali go papieżem - myślałem - wybór na rok, trzy, pięć - wyszło osiem... Mówili papież przejściowy... jak Jan XXIII, o nim też tak mówili...


Dziś podkreślają jego wielkość, odwagę... On sam mówi o tym, że wśród wielkich papieży potrzeba tych małych...


Ja widzę te wszystkie słowa i gesty... Jeszcze raz do nich wracam i widzę Chrystusa... Który wybacza Judaszowi, stawia czoła faryzeuszom, który napomina apostołów i uczy ich modlić się, który nim czyni cuda, wpierw pyta o wiarę... Widzę Chrystusa, który ucieka na pustynię, który szuka swojego Getsemani i tam chce czekać krzyża i nadziei zjednoczenia z Ojcem... Czy brakuje odwagi? Sił? Wiary? Bóg wie...


Głową Kościoła nie jest Papież... Głową Kościoła jest Chrystus. Papież, biskupi, kapłani, wierni... jesteśmy narzędziami w bożych rękach. Narzędziami, które można zastąpić... Po nas przychodzą następni... by brać na siebie, to, na co nam nie starcza już zdrowia sił i odwagi... Kościół to wspólnota... to wspólna walka o świętość i o przekaz wiary... By żywą jako depozyt zostawić kolejnym pokoleniom.


Myśląc o papieżu - brzmi mi w uszach jedna piosenka... Może to nadinterpretacja... Może, na pewno nie o tym myśleli chłopcy z Perfektu... ale... dziś w tym teledysku widzę papieskie pytania....







zamieniony azymut... 2013-02-24

Ostatnio rzadko gdzieś jeździłem - do tego stopnia, że po tygodniu "stania" auto nie chciało nawet odpalić... To było w zeszłym tygodniu. Poniedziałek przyniósł więc już małą moją poprawę...Najpierw latanie od rana po aptekach i skupywanie pewnych tabletek potrzebnych  na kurację dla pięciolatka z Suwałk (lek nie jest dostępny w Polsce). Wieczorem zaś z 16 opakowaniami jakie udało mi się znaleźć w 15-20 mariampolskich aptekach udałem się do ks. Szymona do Suwałk. To on prosił o tę przysługę. Przy okazji zobaczyłem też w kinie "Tajemnice Westerplatte" i wpadłem na ciasto urodzinowe do jednej znajomej.


W czwartek i piątek przyszło mi znów ruszyć się troszkę dalej... Planowałem pojechać do Fromborka, ale w środę wieczorem zmieniłem zdanie - dawno nie byłem w Ostródzie. Widziałem, że tamtejsza młodzież szykuje Czuwanie modlitewne. Kilka razy z Asią J. ostatnio rozmawialiśmy o koncercie ewangelizacyjnym, który także pomału przygotowują. Chciałem się więc spotkać, pogadać, pomodlić z nimi. Wiedziałem, że nie da się połączyć Ostródy z Fromborkiem. Zwłaszcza w zimę. Nowy kurs - odchylony o 100 km na południe oprócz Ostródy pomału obrósł w inne, bardziej bliskie cele. I tak udało się zjeść obiad w Kętrzynie na pierwszej mojej parafii, wypić kawę urodzinową w Irish pubie w Olsztynie z Anią, do której nie udało mi się rok temu dotrzeć na jej 18 stkę. W Ostródzie też załapałem się na urodziny - tym razem 27 Pawła. A potem - w Tomaszkowie - nieznacznie zaległe 18 ur. Daniela. Mam świadomość że nie dam rady być wszędzie, zawsze... Ale jak ktoś zaprasza, to cieszę się jak uda się w ten czy inny sposób okazać wdzięczność i pamięć. Zwłaszcza, że mam świadomość, że to radość obopólna.


Wracając jeszcze do Ostródy - dla wielu moja obecność była zaskoczeniem. Zwłaszcza że w tym kościele ostatnio byłem jakoś 7 lat temu i też w podobnych okolicznościach - w ostatniej chwili pędząc jako diakon przywitać relikwie św. Tereski przybywające na Warmię. Wtedy wpadłem, pomodliłem się i poleciałem dalej... Teraz podobnie... Uśmiechając się do znajomych twarzy Olgi, Kamila, Sławka, Marleny... zamieniając dosłownie trzy słowa z chłopakami w zakrystii a potem znikając..Bo w Tomaszkowie czekają...


Rodzice Daniela i Weronki zaproponowali też nocleg. Miło. Zwłaszcza, że była 21:00 kiedy przyjechałem i nic wcześniej nie załatwiałem... Myślałem co prawda by "zaszczytem" przenocowania mnie obarczyć kogoś ze znajomych księży - Adrian, Paweł, może Grzesiek? Ale jakoś nie miałem czasu z nikim na ten temat rozmawiać... Rano ruszyłem do siebie... Z jedną przerwą - w Ramsowie... Dawno tam nie byłem. Jakoś ostatnio nie po drodze... Ale chciałem już tam zajechać. Warto było, chociażby po to, by zobaczyć radość Agaty, Anety czy ks. Zbyszka.


A popołudniu - o 15:30 miałem już drogę krzyżową z moimi litewskimi dzieciakami. Spisali się dobrze... Dziewczyny czytały rozważania, chłopcy chodzili z krzyżem i świecami udając ministrantów. Nawet nieźle... Dla ludzi z zewnątrz ciężko byłoby domyślić się, że pierwszy raz mają na sobie komże... Choć wiele nas jeszcze czeka pracy, by wiara ich wzrastała, dojrzewała i wydawała takie owoce, jak chociażby tych wszystkich moich polskich "dzieci", które mogłem ostatnio odwiedzić...


po tygodniu niepisania... 2013-02-15

Tydzień się zeszło bez wpisu... Kilka razy się zbierałem... Chciałem pisać o dziwnym autostopie, o spotkaniu Unii Kapłanów Chrystusa Sługi w Suwałkach, o abdykacji papieża, czy o kolędzie z Leninem... Ale w końcu posty nie powstały... Było minęło... Tak jak cały tydzień. Jak choroba w Afryce czy spędzone w domu walentynki. Choć miałem wolne i mogłem gdzieś jechać, to jednak nie chciałem znajomym zawracać głowy w tym czasie... Odpocząłem, odespałem... Zaoszczędziłem też troszkę grosza... A raczej nie tyle zaoszczędziłem, co nie musiałem pożyczać... Bo stan konta 5 zł... plus 50 na karcie kred.


Przyzwyczaiłem się do pożyczania. Jest kilka osób, dzięki Bogu, do których w razie potrzeby mogę napisać, zadzwonić, za esemesować i bez problemu pożyczą te 200, 400, 500 zł... zależnie od potrzeby. Nie raz ratowali skórę. Jak mogę, to staram się to szybko oddać i nie ma problemu. Sam jak mam, też pożyczam, czy nawet  dam, jak trzeba. Ale cieszyłem się ostatnio, że udało się wyjść ze wszystkich długów. Więc może i dlatego, nigdzie się teraz nie ruszałem, niczego nie kupowałem... Dopiero jutro spodziewam się mojej dwutygodniówki... Czasem się może ktoś zastanawiać ile dostaję tu na Litwie? Nie robię z tego tajemnicy. Jest trochę mniej niż w Polsce.  Teraz wychodzi to jakieś 800 lt. czyli 950 zł... razy dwa.  Jedna w miesiącu idzie na raty za samochód, druga zostaje na życie, paliwo inne opłaty. Ale cieszę się, że już tylko cztery raty zostały (z 48) i samochód będzie spłacony. Wtedy będzie jeszcze łatwiej.


Boży czas... 2013-02-08

Czas to nasz skarb. Cenimy swój czas. Jednym poświęcamy go chętniej, innym skrzętnie dozujemy. Tyle musi im starczyć... Denerwujesz się, gdy musisz czekać... gdy coś się spóźnia... Spoglądasz na zegarek... Nie ma go, a już minuta po... Spoglądasz drugi raz... już trzy po... sześć po... Denerwujesz się... 


Przypomina mi się pewna sentencja, którą kiedyś czytałem...

Żeby docenić wartość jednego roku, zapytaj studenta, który oblał egzaminy.
Żeby docenić wartość miesiąca, spytaj matkę, której dziecko przyszło na świat za wcześnie.
Żeby docenić wartość godziny, zapytaj zakochanych czekających na to, żeby się zobaczyć.
Żeby docenić wartość minuty, zapytaj kogoś, kto przegapił autobus lub samolot.
Żeby docenić wartość sekundy, zapytaj kogoś, kto przeżył wypadek.
Żeby docenić wartość setnej sekundy, zapytaj sportowca, który na olimpiadzie zdobył srebrny medal.


Co ciekawe, jak już troszkę czasu oszczędzimy, skąpiąc go innym, kradnąc godziny snu, podróży, rozmów z innymi, siadamy na internet, włączamy muzykę, grę i w jednej chwili trwonimy cały ten nagromadzony kapitał... Ot taka nasza ludzka logika...


Wczorajszy dzień to czas dla Boga. Biskupi Litwy dali dla każdej parafii 24 godziny... dzień i noc adoracji... od 8:00 do 8:00. Nieustająca adoracja z okazji roku wiary. Nam, jako że kościół jest ogrzewany przypadła ona już teraz - zimą. Wraz z księżmi podzieliśmy się dyżurem nocnym... Mi przypadły godziny od 23 do 2 w nocy... Ale byłem też wcześniej... Od 17:30 do 19:00 wpisaliśmy młodzież do bierzmowania... Czy przyjdą? Grypa panuje, szkoły pozamykane, katecheci nie mieli jak przypomnieć... Byłem ja, i kilkadziesiąt osób dorosłych, które zostały po Mszy. Młodzieży brak. Proboszcz rzuca w zakrystii - Ksiądz jeszcze młodzież. Nie ma się co przejmować. Daleki jestem od tego. Wykorzystaliśmy ten czas i przygotowane materiały dla młodzieży na wspólną modlitwę z dorosłymi... Były więc modlitwy, była cisza, pod koniec także pieśni, które koniecznie chciał pośpiewać ksiądz kapelan z domu emerytów...


O 19:00 przyszedł Evaldas wraz z dwoma paniami: Albiną i Neringą. Nauczyciel w szkole, wychowanek naszej parafii. Dziewczyny też już dorosłe, taka starsza młodzież, do której i ja już się zaliczam. W poprzednią niedzielę śpiewali na Mszy młodzieżowej i zaprosiliśmy ich do naszego czuwania. Na fb wysłałem też zaproszenia kilku dziewczynom z zeszłorocznych bierzmowanych... Przyszły dwie - Sandra i Milda. Oprócz nas po dziewietnastej jest jeszcze kilkanaście innych osób. Zaczynają się dwie godziny śpiewów... Niezwykłych śpiewów... Tego mi było trzeba. Jak w Bisztynku, jak w Kętrzynie, jak w Pieniężnie, jak na oazie w Kawkowie. Pieśń za pieśnią... Jedne mają znane melodie, ale większość słyszę pierwszy raz... Powtarzamy je kilka razy, więc włączamy się, uczymy i śpiewamy... modlimy się śpiewem... Język litewski ma swój urok, zwłaszcza w pieśniach...


W tzw. "międzyczasie" krótka przerwa na herbatę... Zapraszam do mnie naszą siódemkę młodych. By się zagrzać, pogadać, coś przegryźć. I wracamy dalej czuwać. Do dziewiątej. Po 21:00 robię sobie przerwę. Jest już ks. Mariusz - jego dyżur modlitewny... Wykorzystuję go jeszcze i idę do spowiedzi... Niech to nie tylko będzie czas wspólnego śpiewania i czytania modlitw, lecz czas modlitwy i nawrócenia. Dziś zamiast w Wilnie mój dzień (noc) skupienia odprawiam przecież tu, u siebie.


Wracam o 23:00... Są siostry zakonne i kilkadziesiąt osób. Do północy trwamy w ciszy... Ja decyduję się teraz na lekturę duchową... Rok wiary - więc biorę coś z nauczania papieskiego - Redemptoris Missio. Po północy siostry kończą swoje nawiedzenie... przychodzą kolejne osoby... Nasza najmłodsza organistka - Karolina i jeszcze cztery panie... Na zapleczu czuwa też p. Milda, parząc kawę, herbatę częstując słodyczami i zapraszając by choć troszkę się ogrzać. Jako że już piątek proponuję wspólną litanię do Serca Pana Jezusa. A potem może coś zaśpiewajmy... Karolina przygotowana. Przyniosła gitarę. I tak na zmianę... modlitwa i śpiewy... przez kolejne dwie godzinki... do drugiej w nocy... W modlitwach wybieram takie, przepełnione uwielbieniem i zawierzeniem Bogu... Akty wiary, nadziei i miłości, wyznanie wiary, franciszkańską o pokój, jezuicką Duszę Chrystusową, fragmenty duchowej komunii czy modlitw przed i po komunii. Mają one swoją niezwykłą głębię. Dodatkowo też mam troszkę kserówek z adoracji z Wilna wytargowanych rok temu od s. Mai i Rasy. Wszystko się przydaje...


O 2:00 przychodzi ks. Proboszcz. Ma mnie zmienić... A ja jeszcze chcę troszkę zostać... Młoda godzina... Ile razy siedzi się do 3 czy 4 w nocy na komputerze... dziś ten czas chcę spędzić inaczej... Karolina i Panie idą do domu, przychodzą siostry i kilka innych osób, m.in. Ania (po lit. Ona) córka kościelnego, studentka teologii... Ja biorę encykliki i zaszywam się w konfesjonale. Wracam na kolejną godzinę do lectio divino. O 3:00 siostry zaczynają koronkę. 3 w dzień to godzina miłosierdzia... trzecia w nocy - egzorcyści mówią, że to godzina szatana. Tym bardziej więc potrzebna ta modlitwa. Po koronce modlę się jeszcze chwilę i lecę spać.. Cieszę się z tych godzin modlitwy... godzin nawrócenia.
Rano, ok 9:00 zaczynam dzień hymnem z jutrzni...

Po mrokach nocy nowy dzień nastaje,
Dzień pełen blasku słonecznych promieni;
Niech jego światło wzmocni w nas nadzieję
Życia bez winy.


 Wśród złudy świata wciąż szukamy drogi,
Która prowadzi do Bożej jasności,
Więc Cię prosimy, miłosierny Panie,
Chroń nas od grzechu.


Po chwilach próby, pokus i cierpienia,
Szczerej pokuty i żalu za błędy
Powróci pokój, radość i pociecha
Twojej dobroci.


Ucieczko nasza, Boże wszechmogący:
Ojcze i Synu, i Duchu jedności,
Niech Tobie będzie cześć i uwielbienie
Teraz i zawsze. Amen.




Oczy 2013-02-03

 


Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy.
W oczach smutnych jak u zbitego psa widać ból i strach...
W rozbrykanych widać radość i pulsującą energię.
Gdzie indziej raz ciekawość, podniecenie, innym razem znudzenie i daleko posunięty tumiwisizm.
Oczy zdradzą każdy grzech: pychę i pogardę, zazdrość, chciwość i żądzę, gniew, złość i żal...
Także nieczystość. Wzrok grzeszy... przeszywający... Czasem oczy próżne, rozpalone żarzą się same z siebie, a w nich coś, co poseł Renata nazywała ... no właśnie... wiemy jak...


Niewidzialne kanały łączą niematerialną duszę i nasze realne oczy... zło i dobro wylewa się przez nie. Zło i dobro wlewa się do środka...


Może dlatego wielu chowa wzrok, boi się spojrzeć, najbezpieczniej czują się ukryci za przyciemnionymi szkłami, z nosem w książce, w gazecie, telefonie. Gdy ktoś na ulicy, w tramwaju, w kościele łamie swym wzrokiem  ten niepisany "pakt o nieagresji" zaraz wzbudza oburzenie, zdziwienie: czemu od tak bezczelnie patrzy.... Coś nie tak...


Pamiętam "żywe" oczy Jezusa, z obrazu, który wisiał w moim rodzinnym domu... Pamiętam też Ewangelię, scenę rozmowy Jezusa z Bogatym Młodzieńcem:


Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: "Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie... /Mk 10,21/


Lecz jak nauczyć się "patrzeć z miłością"?


Kiedyś miałem dziwne doświadczenie... Ostatnio też... Coś, co ciężko opisać... Było to chyba w piątek. Rozdaję komunię na wieczornej Mszy. Nie śpieszę się. Biorę Chrystusa do rąk, i zanim podam do spożycia, najpierw podnoszę lekko do góry i wyznaję przed wiernymi swą wiarę, że to Jego Ciało... Wzywam by swoim Amen i oni to wyznali...  Naglę czuję, jak mój wzrok utkwiony w Świętą Hostię przechodzi przez nią i ogrania twarze wiernych... Niezwykłe uczucie... zwłaszcza, że nasz wzrok spotyka się na Chrystusie i przenika głębiej... niesie światło, radość i słodycz...


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]