_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Ot taka refleksja - z okazji białego tygodnia 2012-05-31

Po kilku dniach przerwy w pisaniu czas uzupełnić zaległości... We wtorek byłem w Rutce na Mszy św. Jurek poprosił mnie na wieczór, więc pojechałem. Okazało się że trwa u niego biały tydzień. U komunii św. była gromadka 17 dzieci. Miło było powiedzieć do nich kazanie, zwłaszcza że był tego dnia czytany jeden z mi bliższych fragmentów Ewangelii - O Szymonie co pyta Chrystusa: Co będziemy mieli z tego, że dla ciebie zostawiliśmy wszystko? Posługując się przykładem dziewczynki - Uli, co wymyśliła sobie by za wszystko od rodziców żądać po 5 zł, starałem się ukazać potrzebę bezinteresowności w czynieniu dobra. Nie da się żyć z kalkulatorem w ręku i ze wszystkiego się rozliczać. Rodzice w  przykładzie nie zdenerwowali się a Ulę, lecz przyjęli to dobrotliwie, z uśmiechem, pokazując jak wiele ona od nich otrzymuje, i tłumacząc, że jeśli coś jest jej naprawdę potrzebne to przecież wystarczy powiedzieć :). Podobnie wyobrażam sobie tę scenę z apostołami. Jezus też się nie denerwuje na nich, że znów wymyślili jaką głupotę, lecz z dobrotliwym uśmiechem mówi - Nikt kto dla mnie i Ewangelii rezygnuje z rodziny, żony, dzieci, domu itd, nie straci, bo ja mu dam przecież jeszcze więcej... A jako bonus - życie wieczne... To oczywiście w wolnych tłumaczeniach...


Ja widzę to po sobie... Zamiast żony, mam przyjaciół, którzy dają mi to poczucie bycia kochanym, zamiast własnego m3 w kredycie na 30 lat, już trzecie z kolei mieszkanie na czasowy użytek, oraz kilka przynajmniej mieszkań przyjaciół, gdzie czuję się jak u siebie...  zamiast własnych dzieci, już chyba z setkę innych - równie moich... I do tego takich niezwykłych... Pamiętam jak jedna młoda mama w Gietrzwałdzie, w czasie pielgrzymki z dziećmi komunijnymi widząc przyklejonych do mnie Patrycję i Patryka stwierdziła, że ksiądz to już by mógł mieć takie własne... Ja ze śmiechem wtedy odparłem - Takich nie... Ja bym takich fajnych pewnie nie spłodził :) Ot taki żart, ale mający też dużo w sobie prawdy. Nie mając nic, mam tak naprawdę bardzo dużo...Bóg jest niezwykle hojny dla tych, którzy potrafią dostrzegać jego dary. Dostrzegać i wykorzystać...


Zesłanie Ducha św. 2012-05-27

Chwilowo będziemy bez proboszcza. Nie wiem czy już wspominałem, że idzie na operacje. Jutro. Dziś po pierwszej Mszy św. w szybkim "spotkaniu-pożegnaniu" przekazał na ręce kanclerza testament - tak na wszelki wypadek oraz odczytał dekret księdza biskupa. Na czas jego nieobecności ks. Marius - proboszcz parafii Jana Pawła II w Marijampole został administratorem trzech pozostałych naszych parafii. Było to do przewidzenia, w końcu z nami mieszka, pracuje, tu jest najdłużej - bo przez pięć lat był wikariuszem. Nie raz zastępował proboszcza przy jego dłuższych i krótszych wyjazdach.  Zaskoczyło go tylko, że proboszcz załatwił to tak oficjalnie - dekretem biskupim. Pewnie chodziło o spokój z nami - wikarymi :). Ze mną generalnie problemu by nie było, ale ks. Vitalius czasem ma swoje różne wizje... Ważne by ktoś panował nad ogółem, bo nasze parafie są dość mocno rozwinięte na różne sposoby i to nie takie proste wszystko ogarnąć.


Już jutro Marius wystąpi w nowej roli - w czasie bierzmowania. Jutro ten sakrament przyjmie ok 130 osób z tych naszych czterech parafii. Dziś przy obiedzie oglądaliśmy Mszę z bierzmowaniem w Kalwarii Wileńskiej. Tam wraz z kardynałem bierzmował ks. Rektor, bo było tak dużo osób. U nas będzie jeszcze inaczej - przyjedzie dwóch biskupów, oprócz ordynariusza będzie także biskup senior. Obaj mieszkają u nas w Marijampole - jeden 3 min., drugi 10 min. od naszego kościoła.


Do bierzmowania w tej grupie są też moi ze szkoły średniej im. Piotra Arminasa. To będzie też jakiś sprawdzian dla nich - zobaczymy jak wyszły te nasze przygotowania. Czy bierzmowanie będzie końcem? A może to nowy początek...


Wieczorem mieliśmy próbę która szumnie nazywała się "repetycją". Na Mszy wieczornej byli już prawie wszyscy i większość szła do spowiedzi. Generalnie zdominowali wszystko bierzmowani od Mariusa - jest ich prawie 80. Moi rzucali się mocno w oczy, choć inaczej. Siedzieli troszkę z boku, czuli się chyba troszkę nie pewnie. Tamci latali do spowiedzi na podpisy, moi nie...  Oglądając książeczki (podobne jak w Polsce) tak sobie myślałem, że generalnie Marius bardziej swoich "po polsku" prowadził, niż ja. To co z nimi robiłem, było zaprzeczeniem wszystkiego, co do tej pory nazywałem w Polsce przygotowaniem do bierzmowania. Zero pytań, zero podpisów. Modlitwa i zabawa. I uczenie się siebie.  I cieszę się, że chyba stworzyła się między nami więź, która mam nadzieję przyniesie lepsze efekty...


na Warmię... 2012-05-26

34 godziny "w permanentnej drodze" - tyle wyszło od wyjechania w czwartek po chrzcie i wieczornej Mszy do powrotu dziś nad ranem. Głównym celem wyjazdu były święcenia diakonatu. Szesnastu kleryków z Hosianum w piątek o 12:00 w  Olsztynie przyjęło ten sakrament. Zaproszony byłem przez dwóch - naszego "wychowanka" Adasia - z pierwszej mojej parafii z Kętrzyna, oraz przez Adriana, który był ze mną na rekolekcjach oazowych dwa lata temu. Aby pojechać musiałem znaleźć sobie zastępstwo na poranną Mszę, - zgodził się ks. Żydrunas, kanclerz.


Te 34 godziny to także szereg innych spotkań, odwiedzonych osób, pęd by zdążyć, marszruty, które zmieniały się z godziny na godzinę. Wieczorem w czwartek odwiedziłem jeszcze Karolinkę i Patryka: była okazja na włóczenie się nocą po mieście, jedzenie lodów w restauracji przy pl. Lecha Kaczyńskiego i cieszenie się tym, że udało się troszkę nadłożyć kilometrów i być z nimi w dniu Karoliny urodzin. 


W Olsztynie byłem nad ranem. Przespałem się kilka godzin, ogarnąłem, wypiłem kawę u mojej siostry i pocieszyłem się troszkę moimi siostrzeńcami - Kubą i Filipem. Do katedry ruszyłem z dużym czasowym zapasem, bo dzień wcześniej zaczęto rozkopywać miasto (dwie newralgiczne ulice) i pochłania je teraz chaos komunikacyjny i gigantyczne korki. Rzeczywiście jest nieciekawie.


Msza św. to była okazja spotkać wiele kolejnych osób. Święcenia kapłańskie to święto całej diecezji... Zjechali się księża z różnych stron diecezji, Polski i świata... - był m.in Przemek ze Szwajcarii, był Bartek z Rzymu, z Litwy oprócz mnie przyjechał także ks. Arminas Lukosevicius, który także kończył nasze olsztyńskie seminarium. Wszystkich nas - księży było pewnie koło osiemdziesięciu... Licznie zgromadzili się także wierni. Widać było wiele znajomych twarzy: znajomi z czasów studenckich, z czasu pracy w Kętrzynie, z pielgrzymek...


Biskup Jacek powiedział ciekawe kazanie - nawiązał m.in. do Ruchu Światło-Życie i powiedział, że kapłan ma być wpatrzony nie tylko w ideał Chrystusa Dobrego Pasterza, ale także Chrystusa Sługi.


Po Mszy mieliśmy obiad w seminarium. To także okazja by spotkać się z kolejnymi osobami. Po 16:00 ulotniłem się jeszcze na trochę. Udało mi się spotkać z grupą młodzieży (Sylwia i Marta oraz ich znajomi - Paweł, Basia i jeszcze jeden chłopak). Miejsce spotkania które zaproponowali było dość ciekawe - plaża miejska :)


Potem podjechałem kilka kilometrów pod Olsztyn do Weroniki i jej rodziców. Weronka miała niedawno urodziny. Posiedzieliśmy około godzinki. Chciałoby się więcej, ale coś za coś.... Trzeba ruszać dalej. Planowałem jeszcze odwiedzić  mieszkających w sąsiedniej miejscowości Jarka i Anię, (z Jarkiem znamy się już 18 lat), którzy prosili mnie bym ochrzcił im czwarte dziecko - Juliana. Tam też byłem godzinkę. Na chrzest ciężko będzie przyjechać - ale kto wie.... Koło 20:00 ruszyłem znów do Olsztyna. Wpadłem na chwilę do Seminarium, gdzie właśnie zaczynał się kolejny etap obchodów święceń diakonatu - wieczorne "posiadówy" u nowowyświęconych. Gdy rodziny i starsi księża pojadą, nastaje czas by sobie spokojnie posiedzieć w gronie kleryków i młodych księży. Taka seminaryjna tradycja. Nic się nie zmieniło, od kiedy myśmy kończyli przeszacowne Hosianum.


Ostatnim punktem pobytu w Olsztynie był powrót do mojej siostry. Rano nie zastałem szwagra, był już w pracy. Więc koło 22:00 wpadłem jeszcze na dwie godzinki do nich. siostrzeńcy już spali, a my mogliśmy sobie troszkę posiedzieć i pogadać. I tak upłynął ten obfitujący w spotkania czas... Po czterech godzinach byłem znów u siebie... :) Intensywnie... Ale warto...


Ochrzciłem Aniołka :) 2012-05-24

Ma na imię Brigita i ma cztery lata. Urodziła się w Anglii. Jest piękną małą blondyneczką z loczkami, do tego bardzo odważną. Dzisiaj przyjęła sakrament Chrztu. Był to mój pierwszy samodzielny chrzest, wcześniej modlitwy odmawiał proboszcz, a ja asystowałem, namaszczałem olejami itd.


Uroczystość nie była uroczysta. Było nas tylko sześć osób. Nawet pan kościelny gdzieś zniknął zaraz po tym, jak rozpocząłem liturgię. Oprócz mnie i Brigity byli jej rodzice chrzestni, babcia i prababcia (80 lat)... Smutne, że nie było rodziców... Gdzie rodzice? W Anglii...Eurosierotka...


Nie było uroczyście, lecz było radośnie. Pomimo wszystko. Bo przecież Chrzest to radosna uroczystość... Narodziny dla nieba.


Film dla Karolinki 2012-05-24

Wczorajszy dzień minął dość spokojnie. Miałem co prawda dyżur w kancelarii, ale poza narzeczonymi, do których i tak musiałem prosić ks. Mariusa, oraz kilkoma osobami chcącymi zamówić, Msze nie wiele się działo. Ten czas poświęciłem więc pracy na komputerze. A dokładnie przygotowaniu dwóch niespodzianek dla znajomych. O pierwszej mogę już powiedzieć. To filmik ze zdjęć dla Karoliny, z okazji jej urodzin. Ponieważ udało się zebrać dużo ciekawych zdjęć jako podkład wykorzystałem dwa utwory - Pierwszym był Caroline, nijakiego Lemara, jako drugi zaś zaśpiewał James Blunt - You're beautiful (My life is brilliant). Gotowy filmik wrzuciłem jako prywatny na youtube i o północy dałem jej w prezencie :) Akurat była jeszcze na fb. Druga niespodzianka, również związana jest z grafiką komputerową i podobnymi umiejętnościami. Ale niech jeszcze pozostanie to tajemnicą...


Lubię takie zabawy na komputerze, kiedy można stworzyć coś pięknego. Filmik dla Karolci to już chyba ósmy, jaki zrobiłem. Zaczęło się od teledysku Sacrum w wersji religijnej, potem były kolejne teledyski a z czasem doszły właśnie filmiki urodzinowo-imieninowe. Szukanie zdjęć i podkładanie pod konkretne słowa muzyki to dobra zabawa, po której frajda zostaje za każdym razem, gdy się je potem ogląda. Ten Karolinki filmik uważam za jeden z bardziej udanych (obok filmiku dla Agatki).







Pogoda tylko nad jezioro... 2012-05-22

Ale upał... iść na rower, czy nie... Zastanawiałem się pół dnia... Może po południu będzie troszkę chłodniej. Ruszyłem około 17:30 na trasę, którą przerwałem  z powodu dziury w dętce. Dziś profesjonalnie. W stroju kolarskim i uzbrojony w aparat. Trasa wiodła nad Zalew Gavaltuviańki (od miejscowości Gavaltuva). To takie piękne rozlewisko, jeziorko na Szeszupie. Postanowiłem tam dojechać przez Szumskai a wracać przez las wzdłuż Szeszupy. Trasa wyniosła 35 km. Aż sam się teraz zdziwiłem, nie czułem że to już tyle... Znaczy się że forma pomału wraca... Troszkę teraz czuję nogi, ale to nic. Zobaczymy jak się będę czuć jutro...


 


*wieczorkiem dorzucę zdjęcia :)


zamiast zdjęć - link do galerii...


http://www.photoblog.pl/slawoslaw/123566815/rowerkiem-35-km.html


tak może być łatwiej :)


6 rocznica 2012-05-21

Sześć lat od święceń właśnie wczoraj minęło. Wspominałem o tym już troszkę przy okazji notatki z ostatniego mojego "dnia skupienia". W sumie to rocznica przyszła niezauważenie. Mało kto o niej pamiętał, mnie samemu w ciągu dnia  esemesem z życzeniami przypomniał mój kursowy kolega - ks. Paweł.


Wieczorem pod wpływem chwili, zmotywowany przez ks. Diakona z Kalvarii zdecydowałem się wybrać w sentymentalną podróż przez te sześć lat. Początkowo mieliśmy co prawda jechać tylko na Kręgle do Suwałk, ale nie żałuję że tuż przy granicy zrodził się lepszy pomysł... Dn Vitalij - Polak z Wilna - do tej pory Świętą Warmię znał tylko z moich opowieści. A że mocno się chciał gdzieś wyrwać na wieczór, by aktywnie odpocząć po całej niedzieli pracy, ruszyliśmy najpierw do Kętrzyna (moja pierwsza parafia) - Mazury, a potem do Bisztynka (poprzednia) - Warmia.  Po drodze zajechaliśmy też na chwilkę do Świętej Lipki. Zabrakło tylko czasu by pojechać do Olsztyna - miejsca moich święceń i formacji. Nadrobimy innym razem. Posileni wyśmienitą, choć naprędce szykowaną przez przyjaciół kolacją po północy wyruszyliśmy do siebie... Ale warto było :)




Tydzień Apostazji... 2012-05-20

Ruch Palikota włączył się w organizowany przez Racjonalistów Tydzień Apostazji. Deklaracja o jego osobistej Apostazji wywołała u wielu znanych mi księży radość. Bo dziwne to było, że ktoś kto twierdzi już ze dwa lata, że kompletnie nie odnajduje się w tym naszym Kościele, cały czas formalnie uchodził za katolika. Faktem jest, że nie zrobił tego kompetentnie (zamiast zostawić pismo w swojej parafii czy nawet wysłać do swojej kurii biskupiej, to przykleił pismo do drzwi kościoła franciszkańskiego w Krakowie, gdzie właśnie przejazdem przebywał). Show, jakich wiele już widzieliśmy. Dodać trzeba, że pismo pewnie nigdzie nie trafi, bo padło łupem chłopaków z NOP, co pilnowali drzwi krakowskiej kurii. Ot taka zabawa... Pana Palikota. Jakie będą sukcesy tej całej akcji? Pewnie mizerne... Ja zaś mogę się pochwalić już konkretnymi sukcesami w walce z "Kościołem" w tym tygodniu...


Nawiązując do kultowego filmu - Miś...







Od Niedzieli do dziś Kościołowi katolickiemu za moją sprawą ubyło już ze 4 kg :) ze stanu kapłańskiego... Czas dalszej diety... zobaczymy jak pójdzie w następnym tygodniu... M-Ż i rower robią swoje...


Ach ta młodzież 2012-05-18

Młodzież jest beznadziejna...
Ta dzisiejsza młodzież...
Jak my byliśmy młodsi to było inaczej...
Takie rzeczy były nie do pomyślenia...


Ile razy to słyszałem z ust różnych ludzi, w różnych miejscach, którzy pewnie wcale nie byli tacy święci, za swojej młodości... I za każdym razem powtarzałem i powtarzam... To nie prawda. Młodzież naprawdę jest wspaniała. To my - dorośli jesteśmy często zepsuci, interesowni, materialistyczni, wyrachowani... Młodzi ludzie to niezwykła energia, to ideały, to setki pomysłów.  To chodzące dobro, o które trzeba dbać, by go nie zniszczyć. To jak pisał Mickiewicz w odzie do młodości - Moc która jest wstanie wspólnie ruszyć ziemię z posad świata... Trzeba tylko w nich uwierzyć i dać im narzędzia...


Lubię młodzież, kocham młodzież... Lubię z nimi spędzać czas, i nie żałuję im tego czasu, zwłaszcza że tak wielu innych "dorosłych" na co dzień go im skąpi. A oni chcą tylko być wysłuchani, zauważeni, traktowani poważnie. Jak chyba każdy z nas?


Dobrze, że moje zatłuszczone serce jest tak wielkie, że ma w nim miejsce wielu. Warmińscy oazowicze, młodzież z pielgrzymki (pozdrawiam bliźniaczki, Martę, Elę i Kasię Cichopek i wielu innych) -  moi uczniowie ze starego ogólniaka i z gimnazjum 2 z Kętrzyna,  Szalone Małolaty i To My,  potem wielka moja miłość - Bisztynek... I choć czasami mijają lata, od kiedy z kimś się nie widziałem, nie rozmawiałem, to tak jak w ostatnim czasie - Natalia, Ania czy Radek, gdy piszą, to tak naprawdę widzę, że choć myśmy się mocno zmienili, to w naszej więzi - nic się nie zmieniło...


Teraz właśnie przyszedł mi czas na zachwyt moimi Litwinami :) Właśnie jestem po spotkaniu z nimi - była ich piętnastka (mimo że znów nie ogłaszaliśmy w niedzielę spotkania). Już za 9 dni mają bierzmowanie. Te nasze adoracje i spotkania z nimi były dla mnie niezwykłą radością. Choć jak zaczynaliśmy w styczniu to jeszcze tak ciężko nam się było dogadywać językowo, to właśnie wtedy zaczęła się rodzić ta więź - zrozumienie, szacunek, dobroć. Dziś mówiłem im że czasem Bierzmowanie to uroczyste pożegnanie z Kościołem. Zdziwieni twierdzą, że nie - nie dla nich... że chcą przychodzić dalej na spotkania, chcą się dalej modlić, spotykać na ciastkach i herbacie, gadać, żartować i uczyć siebie.... Zobaczymy jak to wyjdzie...


Jestem za nich wdzięczny... Dziś Ieva przesłała mi zdjęcia z akcji z przed miesiąca, gdy na spotkaniu pisaliśmy na chińskich lampionach nasze modlitwy, a potem je puszczaliśmy... Pozwolę sobie je więc tutaj zamieścić...





Moja przyjaciółka często prawie ze łzami szczęścia zachwyca się tym, że gdzie się nie ruszy otaczają ją niezwykli ludzie... Dziś to samo mogę powiedzieć o sobie... Droga, wspaniała młodzieży :) Jesteście niesamowici...


basen, laba i dziurawa dętka 2012-05-18

Te moje dni wolne spędzam spokojnie... :) Myślałem co prawda wczoraj o kajakach (ale pogody nie było) o skoczeniu gdzieś dalej (pieniędzy troszkę szkoda, bo muszę odkładać na urlop). Gdy tak rano leżałem i myślałem co tu robić zadzwonił telefon... Ks. Jurek szuka kogoś na wieczór do koncelebry. Problem więc sam się rozwiązał. Do obiadu zająłem się więc sobą na parafii, potem zaś ruszyłem do Suwałk. Skoro jadę do Rutki, to najpierw wpadnę na pocztę odebrać korespondencje. Czekały tam mnie dwa zaproszenia - na I komunię do Bisztynka i na święcenia diakonatu do Olsztyna. Niestety najprawdopodobniej w obu przypadkach nie uda mi się pojechać. Chciałbym, ale w parafii będziemy już w okrojonym składzie - Virginius jedzie do Rzymu składać swój doktorat, a proboszcz szykuje się na operację.


Z poczty skoczyłem jeszcze na suwalski basen. Warunki tam są naprawdę niezłe. Jest gdzie pływać, i jest gdzie się popluskać. Za dwie godziny 17 zł. Cena przyzwoita, porównując, że standard podobny do Mikołajek. Polecam. Od niedzieli staram się poprawić kondycje. Dietka i rower. A wczoraj właśnie pływanie. Zrobiłem tradycyjne swoje cztery serie po cztery długości rozdzielone czterema wejściami do sauny. Po basenie odwiedziłem jeszcze rodzinkę znajomych w Suwałkach i tak 40 min przed Mszą ruszyłem do Rutki. To z Suwałk 25 km, także dotarłem akurat.


Dziś rano pozwoliłem sobie pobyczyć się prawie do południa :) Już wczoraj zapowiedziałem, że nie wstaję na śniadanie. Po obiedzie zaś ruszyłem na rower. Plan był ambitny - 25 km, ale niestety już na czwartym kilometrze awaria... z tylnego koła schodzi powietrze... dopompowałem, próbuję dalej, ale przy szpitalu znów mam koło puste... trzeba dopompować i wracać... I tak wracałem na raty. :) ale się nie poddałem... Będę co kilometr dopompowywał, ale roweru prowadzić nie będę...


Po ogarnięciu się ruszyłem do sklepu po łatki. Jak to jest po litewsku? Nawet teraz tego nie wiem. Ale się dogadaliśmy. Cena 3,60 zł.


W czasie obiadu proboszcz poinformował, że wybiera się do nas dyrektor pielgrzymki pieszej do Wilna. Ks. Jarek robi objazd trasy. Wysłałem mu SMSa by się odezwał jak będzie w mieście. Przyjechał z jeszcze jednym księdzem - Romanem. Obgadaliśmy więc szczegóły i obiecałem im troszkę pomóc w organizacji. To nowy dyrektor, pierwszy raz tę pielgrzymkę szykuje. Nie zostało nam za wiele czasu, więc trzeba się sprężyć. Na przyszły tydzień planujemy objechać trasę na Litwie, (wczoraj i dziś robili część polską, tyle że postanowili jeszcze zajechać do nas, bo słyszeli że potem szef idzie na operacje). Mam nadzieję, że uda się tegoroczna pielgrzymka. Ja przejdę się w niej ze dwa lub trzy dni...


filmik z panią Basią zamiast notatki :) 2012-05-17

Dziś mam wolne - to i może na blogu zrobię wolne :)  Zamiast tego więc dam filmik p. Basi :)







zaspanie, rower i tłuste majówki... 2012-05-16

Zaczęło się głupio... Od nieustawienia wczoraj budzika... Co jak można się było domyśleć zakończyło się nie wstaniem na poranną Mszę. Dobrze, że był rano ks. Generał (wikariusz generalny), to odprawił za mnie tę intencję... Byłem troszkę zły na siebie, ale cóż... Najśmieszniejsze, ze wczoraj sobie myślałem o tym, że już pół roku nie zdarzyło mi się zaspać... Na śniadaniu spotkałem tylko ks. Vitaliusa, więc uspokoił mnie że "nera problema" i że "viskas buvo gerai". No nic... Odprawię z proboszczem o 12:00.  O 10:00 mam telefon z Kurii. Ks. Kanclerz. Czy mogę przyjść? Ok. Za chwilę będę. Ciekawe po co. Oczywiście byłem spokojny, bo nic na sumieniu ostatnio nie mam, ale zawsze to tak dziwnie... Wychodząc spotkałem jeszcze w kuchni proboszcza i mu powiedziałem o zaspaniu... Tak spokojnie z żartem... Pośmieliśmy się... Ma dobry humor.


W kurii okazało się że są zaproszenia do przetłumaczenia na polski. Zobowiązałem się już wcześniej, że chętnie będę pomagał w takich sprawach, bo choć i biskup i kanclerz mówią po polsku, to jednak w pisaniu łatwo zrobić jakiś głupi błąd. Że ruch w kancelarii duży, to poprosiłem o przesłanie tekstu na maila i do Mszy św. się z tym uporałem. Mszę odprawialiśmy tak jak wczoraj - we trzech... Ja prowadziłem, kanonik głosił kazanie,  a proboszcz po wszystkim śpiewał litanię do Matki Bożej.


Po obiedzie miałem dziś jeszcze lekcję litewskiego - dziś siedzieliśmy dalej nad odmianą, bo to mi najgorzej idzie... W rozmowie często dalej posługuję się tylko mianownikami, coś w stylu "Może pojedziemy mój samochód?" niby znam przypadki, ale nie zawsze chcą odpowiednie wskoczyć... stąd czeka mnie z tym dużo pracy. Dodatkowo zajęliśmy się też kolejnymi rzeczownikami... Dziś np. części ciała... bo do tej pory znałem tylko te podstawowe: Galva, Ranka, Koja Krutynie, akis, noisis, lupus. (głowa, ręka, noga pierś, oko, nos, usta)... teraz na kartce mam wypisane pozostałe, od włosów, przez pępek, bark i kręgosłup.... Oby jeszcze w głowie one były... albo w małym palcu...


Wieczorem umawiałem się na rower z ks. Vitaliusem, ale że ok 18:00 pogoda była nie za ciekawa to się wystraszył. Zapowiadali "Szkwalas". Ja ponieważ wczoraj nie byłem to jednak się zdecydowałem. Pojechałem tak zachowawczo. Po mieście po parkach nad Szeszupą. Pogoda może nie rewelacyjna, deszcz wisi w powietrzu ale jeszcze nie teraz... To jeszcze kawałek... W sumie wyjechałem aż za Via Balticę... Potem wracałem już przez miasto... Ostatnie dwa kilometry zaczęło już kropić, ale nie zdążyłem jakoś specjalnie zmoknąć. Chwila i byłem na miejscu... Po przeliczeniu km w google map (muszę po dwóch latach zmienić baterię w liczniku na rowerze) wychodzi znów ok 10-12 km. Oby tak dalej.


Muszę troszkę zrzucić kilogramów i poprawić kondycję przed wakacjami. A wakacje zaczynam już za niecałe 3 tyg. Wystraszyłem się jak ostatnio w ciągu pierwszego tygodnia maja przybyło mi 3 kg. Od niedzieli do dziś już je zgubiłem... Ale jeszcze tak z 5-8 bym chciał... Zobaczymy jak wyjdzie.


Liudvinavas 2012-05-15

Sezon rowerowy otwarty. Wczoraj  znalazłem pompkę  (dobrze schowana po przeprowadzce na Litwę) :) i uruchomiłem po roku nieużywania mój rower. Na pierwszy raz wybrałem trasę na Liudvinavas. Było to jakieś 12 km. Nie chciałem za dużo, pomny różnych doświadczeń.  A nuż coś się stanie i trzeba będzie wracać z rowerem pod pachą :) albo szukać kogoś, kto po mnie przyjedzie "wozem technicznym", jak kiedyś Ilonka i Daniel, gdy po zimie wybrałem się pierwszy raz na rower i poszło koło... Przypomniała mi się wczoraj ta akcja... Było ciekawie, tam pod Wozławkami...


Trasa do Liudvinavas okazała się naprawdę przyjemna. Ruszyłem szosą na Krosnę, a dokładniej ładną, równą, wyasfaltowaną alejką rowerową biegnącą jakieś 5 m od jezdni. Ładnie i bezpiecznie. Do Liudvinavas wjechałem przez teren ogródków działkowych położonych w zakolu Szeszupy. Droga wiodła przez stary drewniany most, po którym szczerze powiedziawszy bałbym się jechać autem... Tabliczki jednak pozwalały, zaznaczając jednak, że na moście nie może być więcej niż jedno auto na raz.


Ogródki działkowe stanowią dziś na Litwie pewien problem. Wiele altanek zamieniło się w wille i całoroczne rezydencje. Doprowadzona jest woda, światło, ludzie mieszkają tam, choć przez brak dróg dojazdowych (jedynie wąskie alejki) są poważne problemy z odbiorem śmieci, czy przyjazdem karetki lub straży pożarnej.


Liudvinavas leży pomiędzy drogą z Marijampola na Krosnę i drugą - na Kalwarię. Przebiłem się więc na drugą stronę i tzw. Starą Drogą wróciłem do miasta. rower spisał się nieźle, choć trzeba go jeszcze troszkę naoliwić i zmienić baterię w liczniku. Jutro planuje wybrać się znów, tym razem z drugim wikariuszem.



Zwariowana niedziela... 2012-05-14

Ta niedziela zaczęła się ciekawie... O północy żegnałem się ze znajomymi i wyjeżdżałem z Bisztynka... (po bierzmowaniu). Do domu zajechałem trzy i pół godziny później - o litewskiej 4:30... A jeszcze trzeba napisać kazanie... Napisać to może wielkie słowo... siedząc w aucie chodziło mi po głowie wiele myśli do homilii teraz trzeba to zebrać... Ponad godzinę się męczyłem... Na dworze było już w miarę jasno, gdy zasypiałem. Trzy godziny później byłem już w zakrystii. Kazanie miałem na drugiej naszej Mszy. Poszło nad wyraz dobrze. Z 2o minut ćwiczyliśmy je z ks. Virginiusem i wystarczyło :)


Ale przed mami jeszcze jedno wyzwanie - I komunia. Do "genialnego" pomysłu proboszcza, abym to ja ją poprowadził byłem nastawiony sceptycznie. Przejrzałem teksty Mszy św. - Dość proste oracje. Przygotowałem też nową prefację - V wielkanocną. Tej jeszcze nie czytałem :) Na ołtarzu poukładałem fiszki ze ściągami. Przywitanie, zachęta do zapalenia świec, informacje o komunii św. Oprócz mnie nad całością czuwała jeszcze p. Jurate - katechetka, oraz ks. Marius, który uroczyście wprowadził dzieci do kościoła, przeprowadził obrzęd błogosławieństwa przez rodziców, przeczytał Ewangelię i wygłosił kazanie. To troszkę mnie odciążyło.


Ta grupa dzieci I-komunijnych była mocno kameralna - 12 albo 14 osób. Nie pamiętam teraz dokładnie. Ale wśród niej byli dwaj nasi ministranci i sporo takich znanych mi z kościoła twarzyczek. Starałem się nie spieszyć z modlitwami i generalnie przyniosło to dobry efekt.


Po Mszy św. przyszedł czas na sesję fotograficzną. Dużo uśmiechów, radości ciepła. Fajna atmosfera ze strony rodziców i dzieciaczków. Jak dostanę od Jurate jakieś zdjęcie, to wstawię :) A tym czasem kończę, bo minęła już 2:00. 


Miłość to obecność 2012-05-13

Wczoraj w mojej poprzedniej parafii było bierzmowanie. Do tego sakramentu przystępowało 45 moich uczniów. Wielu z nich to zresztą nie tylko uczniowie, to moje dzieci. Spędziliśmy razem wiele wspaniałych chwil w ciągu poprzednich trzech lat. Mój dom, salka, kościół, ich domy, szkoła - byliśmy, jesteśmy wspólnotą, rodziną... Były chwile trudne, stawianie czoła problemom dojrzewania, były czasem nerwy, (pamiętam jak zakopali mi auto śniegiem), były zakłady o pizzę, wycieczki, pielgrzymki, wypady na rowery, kajaki, ogniska, czuwania, czy nasze adoracje...


To wszystko stanęło mi przed oczami, gdy wczoraj wraz z biskupem Jackiem wyciągaliśmy nad nimi ręce prosząc Ducha Świętego o dary chrześcijańskiej dojrzałości dla nich...


Na początku miałem troszkę wątpliwości czy jechać, ale jak poradziła mi jedna osoba, zamiast się zastanawiać trzeba to przemodlić... Dobrze, że bez większego problemu udało się oddać ks. Virgniusowi wieczorną Mszę św., którą miałem w grafiku wpisaną w koncelebrze z ks. Mariuszem. Po porannych Mszach żałobnych, po spowiedziach, obiedzie i pogrzebie wsiadłem w auto i pojechałem... Choć za granicą, to jednak tylko 230 km.


Zastanawiałem się by coś przygotować dla tych moich Skarbów. Zdecydowałem się, że zrobię dla nich obrazki św. Patronów. Od tygodnia próbowałem więc wywiedzieć się, kto jakie imię obiera na bierzmowanie. Następnie szukałem ciekawych wizerunków tych świętych i przygotowałem ich obrazki do wywołania u fotografa. Część udało mi się wydrukować w Wilnie w piątek, pozostałe w sobotę tuż przed wyjazdem, ponieważ dopiero po powrocie z Wilna, dostałem na maila listę bierzmowanych z imionami (prawie wszystkich) pozostałych. Zwariowane to wszystko było, ale ja lubię takie wariactwa. Pozostało jeszcze tylko oprawić obrazki w ramki. Na to jednak brakuje już czasu... Trzeba jechać, by się nie spóźnić.  Myślałem sobie przez chwilę, że przydałby się jakiś autostopowicz :) Tym razem jak na złość nikogo nie ma...


Z pomocą przyszli znajomi z Bisztynka. Byłem jakąś godzinę przed Mszą, więc zajechałem do jednej rodzinki i jak usiedliśmy do roboty w trzy osoby to po pół godzinie sytuacja była opanowana. W zakrystii byłem piętnaście minut przed czasem :)


Mszę przeżywałem bardzo radośnie. Dołączyłem się do Księdza Biskupa do koncelebry. Liczyłem, że będzie odprawiał razem z kapelanem, ale ks. Rosłan gdzieś znikł. Skoro jednak przejechałem taki kawał drogi to przecież nie po to by gdzieś w komży siedzieć w zakrystii. :) Liturgię przeżywałem bardzo radośnie, i to nie tylko za sprawą okolicznościowych "grzeczności" w stylu - Ekscelencjo Książę Biskupie (powitanie przez rodziców), czy "Ksiądz Proboszcz Kanonik to już ostatni co tak Poloneza wodzi" (to odpowiedź biskupa na niezwykłe w swym doniosłym stylu podziękowania księdza Proboszcza).


Radość była cały czas, bo przecież oni w większości są dla mnie kimś znacznie więcej niż tylko byłymi uczniami...


Po bierzmowaniu była okazja posiedzieć z księżmi i biskupem, a następnie odwiedzić jeszcze dwie rodziny... A potem powrót do domu i pisanie nad ranem kazania. Na sen też się chwila znalazła...  nie za wielka... Jak się przed chwilą okazało, gdy się kładłem, to ks. Virgilius właśnie wstawał...







Okrągła VI rocznica... 2012-05-13

Zbliża się pomału moja okrągła - szósta rocznica święceń... (a siódma od przyjęcia pierwszych święceń - diakonatu). Sześć lat kapłaństwa to takie drugie seminarium, to czas w którym wychodziło, na ile seminarium przygotowało mnie do kapłaństwa... To ponad 4.000 odprawionych Mszy św., to kilkadziesiąt tysięcy spowiedzi ponad 100 chrztów i ślubów i ok 150 pogrzebów. To nauka katechezy w czterech szkołach i praca w 5 parafiach (Kętrzyn - św. Katarzyna, Bisztynek - św. Macieja, a teraz Marijampole - św. Vincenty, Dauksai - św. Jerzy i Patilcai - św. Piotr). To także prawie 200 tyś. kilometrów i sprawowanie sakramentów w pięciu krajach... To dwukrotne otarcie się o śmierć i doświadczanie namacalnych cudów Bożej Obecności i Bożej Opatrzności... To także prowadzone rekolekcje oazowe, pielgrzymki, rekolekcje szkolne, parafialne i zamknięte...


Rocznica już za tydzień... 20 maja... By to nie przeszło ot tak postanowiłem swoje dwa dni wolne - czw. i pt poświęcić na dzień skupienia. Po porannej Mszy pojechałem do Wilna do klasztoru sióstr Jezusa Miłosiernego. Tam dostałem chyba najlepszy do tego celu pokój... za zakrystią klasztornej kaplicy... Mogłem do późnych godzin wieczorem bez przeszkód trwać na modlitwie w tym miejscu, gdzie przed laty malowany był pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego (była pracownia p. Kazimerowskiego to teraz właśnie ta kaplica). Przez dom sióstr przewijało się dość dużo ludzi, ale to nie był aż taki problem... Szczególnie, że jedną z tych osób był ks. Józef, proboszcz z Mejszagoły, spowiednik sióstr. Ja także postanowiłem skorzystać z jego posługi...


Już troszkę wcześniej przygotowywałem się do spowiedzi generalnej - z tych sześciu lat kapłaństwa... starałem się dojrzeć te wszystkie sprawy, dobre i złe które przez sześć lat mnie kształtowały i prowadziły do dnia dzisiejszego... Dużo było rzeczy trudnych, upadków, zaniedbań... Ale jednocześnie dobitnie widzę jak Bóg za każdym razem wyciąga ręce, podnosi, daje konkretne osoby, zadania i łaski, które są lekarstwem na grzech i szansą na duchowy rozwój. "Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze bardziej rozlała się łaska..." Tak postrzegam moje przeprowadzki do Bisztynka czy obecny pobyt na Litwie... Tak postrzegam ludzi, wśród których posługiwałem, mieszkałem, żyłem i do dziś żyję... Był taki czas, gdy niczym syn marnotrawny jakoś w pierwszym, czy drugim roku kapłaństwa rzekłem Bogu - Już nie jestem godzien nazywać się Twoim Synem - uczyń mnie choć jednym z najemników... Bóg tej modlitwy wysłuchał, ale jednocześnie dał poznać, że nie najemników mu potrzeba...  że nie po to mnie zrodził w powołaniu, bym był najemnikiem... Dziś, po tych kilku latach dostrzegam, że właśnie wtedy też zaczęła się ta wielka przygoda, jaką jest życie w Duchu...


Spowiedź, przed klasztorem, w cieniu zrujnowanego kościoła s. Wizytek była kolejną wielką łaską... Łaską by po raz kolejny odrzucić wszelkie zło i wybrać wierność powołaniu. Dziękuję Ci Panie za wszystko...


 


* I zdjęcie - diakonat (z rąk bpa J. Jezierskiego)


** obraz Powrót syna marnotrawnego (Bartolomé Esteban Murillo, ok. 1667-1670)


 







I komunia 2012-05-09

W niedzielę rozpoczęliśmy I komunie święte. Będziemy mieli je przez cały maj, bo jest dużo grup z naszej parafii (św. Vincentego) jak  i z parafii ks. Mariusza (bł. Jana Pawła II). W niedzielę była to 37 osobowa grupa dzieci od ks. Mariusza. Jak wygląda I komunia? Podobnie jak u nas. Wszystkie dzieci ubrane w ładne białe alby ze złotymi ornamentami, kościół ozdobiony kwiatami (nie ma znanych z Polski styropianowych dekoracji), dzieci i rodzice zaangażowani w przebieg liturgii. Co ciekawe, dzieci siedziały nie wszystkie razem, lecz z rodzicami.  Początek liturgii to błogosławieństwo od rodziców, potem zaś wszystko normalnie. Ciekawie było także z komunią świętą. Dzieci wraz z rodzicami podchodziły przed ołtarz i tam wspólnie przyjmowali komunię, a jeśli rodzice nie mogli (np. po rozwodzie itp) to kapłan ich wtedy błogosławił znakiem krzyża, jak zazwyczaj czyni to z dziećmi, które jeszcze nie były u komunii.


Warto też wspomnieć o I spowiedzi. Otóż dzieci jak już wcześniej zauważyłem do I spowiedzi przystępowały już znacznie wcześniej - chyba na początku września i od tamtej pory co miesiąc miały kolejne spowiedzi, choć jeszcze do komunii nie przystępowały. Dopytywałem się o to, to wyjaśniono mi że wiąże się to z nie uczęszczaniem większości w niedzielę na Msze (mamy około 8 proc. "dominicantes" w porównaniu z 30-40 proc. w Polsce). Dla wielu z nich I spowiedź mogłaby być ostatnią na dłuższy czas, a wiadomo że zwłaszcza te pierwsze spowiedzi są dla dzieci trudne, więc aby im pomóc przezwyciężyć stres, strach "przyzwyczaić się i nauczyć się korzystać z tego sakramentu wprowadzono takie rozwiązanie...


W następną niedzielę mamy mieć dwie I komunie. Jedną z nich mam ja sprawować... Też wymyślili...


W siną dal... 2012-05-06

Dziwnie tak jechać w siną dal... Ale z drugiej strony życie samo pisze najlepsze scenariusze. Jak wspominałem we wcześniejszej nocie ok. 18:00 byłem w Suwałkach i byłem już wolny. Jako że do rodziców daleko - 500 km, to odpadało... myślałem przez chwilę o znajomych z Gołdapi i Dubeninek, ale po telefonach okazało się że nie da rady. Ruszyłem więc na Warmię. o 21:00 byłem w Troszkowie. Tam też mieli odpust Matki Bożej Królowej Polski. Trochę serca wkładałem przez trzy lata w to, by miał on radosną i taką festynową formę. W zeszłym roku mocno zaangażowali się w to także sołtys z rodziną. Zawsze można było liczyć na strażaków i nasze "babcie". Ciekaw byłem jak wyszło w tym roku? Posiedzieliśmy z półtorej godzinki przed remizą przy grochówce i ciastach i była okazja posłuchać o występie chóru, Mszy, festynie... To spotkanie choć nieplanowane, było dla nas wszystkich bardzo ważne. Bo przecież ksiądz to ten, który powinien być z ludźmi i w ich radościach i w ich problemach...


Po wszystkim wpadłem jeszcze w Bisztynku na jedną późną kawę i przed północą dojechałem do ks. Pawła do Lidzbarka. Jak dzwoniłem do niego by spytać czy mnie przenocuje to myślał że go wkręcam. Zwłaszcza, że widzieliśmy się dzień wcześniej u mnie na Litwie. :) Rano po śniadaniu przygotowanym przez p. Wandzie księża polecieli do chorych - pierwszy piątek miesiąca - a ja pomału wracałem do siebie... Pomału, bo jeszcze z postojem w Bisztynku. Poprzednio dostało mi się opr przez telefon, że byłem u sąsiadów, a nie odwiedziłem... Ciężko wszystkich odwiedzić. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że szczerze bym chciał, bo większość rodzin z poprzedniej parafii jest mi bardzo bliska, ale nie jest to przecież realne... Nie da się zrobić drugiej, majowej kolędy. Da się jednak zaprosić innych, i już po 9:00 było nas u wspomnianej sąsiadki troszkę... :) Po półtorej godzinie czas ruszać dalej... Chwila w szkole - gimnazjum... Pomysł władz miasta by w pon. śr. i pt. uczniowie szli do szkoły był chory i widać że kompletnie się nie sprawdził. Wielu ludzi w tym czasie specjalnie bierze urlopy by gdzieś pojechać, a  reszta nawet jak może to nie przyjdzie, bo przecież Maj to Maj... W klasach było po dwóch, trzech uczniów... 50 osób. Dużo rzeczy rozumiem, ale tego nie bardzo... Nie ma sensu wymagać rzeczy, których wiadomo że się nie da zrealizować...


Do Marijampola przyjechałem na 1,5 h przed Mszą wieczorną. W tym dniu mieliśmy jak już wspominałem wcześniej drogę światła. Miała być po Mszy św. Tyle że okazało się że jest także występ w ramach festiwalu chórów, jaki od świąt się odbywa w naszej parafii. No i jeszcze litania. Młodzieży dość dużo... około dwudziestki. Fajnie że są. Coraz bardziej się z nimi zżywam i ciekaw jestem jak to będzie z trzy tygodnie (po ich bierzmowaniu). Może ich troszkę zostanie? Mam taką nadzieję.


Ale wracając do Mszy, Drogi Światła i Festiwalu. Pani Virginia już wiedziała o tym że mam mieć nabożeństwo, i przeprosiła że się tak wbili dodatkowo z koncertem, i zapewniła że występ krótki... 15 minut. Mają  śpiewać tylko najmłodsi soliści. No to dobra. My się w takim razie przygotujemy. No niestety okazało się że to "ruskie" piętnaście minut.  Po koncercie, który był piękny, nie można tego nie przyznać, ale trwał z 50 min. nikt poza młodzieżą na drogę światła już nie został... Byliśmy więc sami. Onute, Edyta i p. Irenka - organistka zadbały o śpiew, Vilusa ubraliśmy w komżę i szedł z paschałem po stacjach drogi krzyżowej, kolejny chłopak - uciekło mi teraz jego imię - wyświetlał na ścianie prezbiterium ikony przedstawiające 14 stacji drogi światła, ja od ambonki prowadziłem nabożeństwo, a dziewczyny czytały teksty z Ewangelii opowiadające o każdym ze spotkań Zmartwychwstałego Jezusa.


Podziwiam ich że zostali do końca. Widziałem też że poczuli, przynajmniej część z nich radość ze Zmartwychwstania. Szkoda tylko, że tak wyszło z p. Virginią. Gdyby realnie oceniła czas, to po prostu zabrałbym ich do salki i tam byśmy tę drogę odprawili. Zawsze cenię swój czas i jednocześnie staram się doceniać i szanować czas innych. Ale było, minęło. Będzie to okazja by jeszcze bardziej docenić tę naszą litewską młodzież, a myślę że to im jest także mocno potrzebne :) Zwłaszcza w relacjach z Kościołem.


Jako dodatek zamieszczam ikony wykorzystane w czasie Drogi Światła
















Trzeci Maj :) 2012-05-05

Czas płynie dość dziwacznie... raz przyśpiesza, kiedy indziej znów ciągnie się w nieskończoność... Nie ja pierwszy pewnie to doświadczam. W ogóle jakoś mocno wybity jestem poza czas w tych majowych dniach. Brakuje porządku, harmonii, równowagi... Dzień z nocą się zlewa - sacrum z profanum... Litwa z Polską... Trudno to wszystko ogarnąć.


3 maja na  Litwie nie obchodzą w ogóle, choć konstytucja była przecież naszą wspólną. Ale dlaczego tak jest,  wyjaśnię kiedy indziej. Nie obchodzą tego dnia także jako Święta Maryjne. 


Ale trudno tak 3 maja nie pamiętać o tych dwóch świętach. dobrze że miałem zaproszenie do Rutki na Odpust.  Tyle, że to czwartek - moje wolne... Odpust o 13:00. Jurek prosił, by być, bo ma dodatkowe intencje przyjęte... Dzień wcześniej gościłem u siebie ks. Pawła z Lidzbarka. Pod wieczór wraz z nim, oraz z księdzem diakonem podjechaliśmy do Rutki... Tak obchodzić wigilię odpustu (a Paweł też zaległe Jurkowe imieniny). Okazało się, ze na odpust przyjadą też czterej lubelscy dominikanie. Może więc ja nie jestem potrzebny... To pojechałbym po rannej Mszy gdzieś dalej... Myślałem o rodzicach, zresztą tam też jest parafia pod tytułem Matki Bożej Królowej Polski, więc tam też odpust... tyle że to w dwie strony 1000 km. Sam nie wiem...


Noc słabo przespana... jak kilka ostatnich. Po Mszy i śniadaniu nie bardzo nadaję się na dalekie jazdy - raczej trzeba by dospać. Ja i Vitalius mamy wolne, ale Virginius zostaje dziś na dyżurze z dwoma pogrzebami. Po śniadaniu pytam się więc go, czy nie potrzeba pomocy. Nie, spoko... Dzięki z pamięć... Ale po jakiś 40 minutach pukanie. Jak możesz, to może weźmiesz ten pogrzeb o 12:00?  Do 12:00 jeszcze trochę, akurat by dokończyć przygotowanie materiałów na piątek wieczór na Drogę Światła. Stworzyłem więc Event na FB, rozesłałem zaproszenia, posiedziałem też nad tekstami i multimediami.


Pogrzeb zaskoczył mnie liczą osób... ponad 100 wiernych to tutaj rzadkość. Nadal czuję opory, stres - jak ludzie odbierają jakieś przekręcenia i gafy językowe w tak dla nich obfitym w emocje czasie, jak pogrzeb najbliższych. Pan z rodziny, który wiózł mnie z kaplicy na cmentarz uspokaja. Ksiądz naprawdę jest tu tylko 9 miesięcy? Naprawdę nieźle ksiądz mówił... Samemu nie chce się wierzyć, zwłaszcza, że widzę i słyszę nie jedno swoje przekręcenie... cieszę się z tej wyrozumiałości...


Po pogrzebie - ok 13:00 wsiadam w auto i jadę na odpust. Po 40 minutach - o 12:40 jestem na miejscu... Ta godzina różnicy czasu to dobra sprawa. Mszę odprawialiśmy w siedmiu. Przewodniczył ks. Andrzej z diec. elbląskiej. Kazanie mówił bardzo szybko. Dosłownie zjadał wszystkie kropki i przecinki. Ale mówił niezwykłe. Widać klasę księdza. Jest po studiach rzymskich, były rzecznik kurii, wykładowca teologii fundamentalnej.


Jak już wspomniałem było też czterech dominikanów. Odpoczywają na Wigrach i pięknie opaleni prosto po porannym kajakowaniu wpadli z nami się modlić.  Jeden z nich - Sławek - przez sześć lat był w Wilnie. Pięknie mówi po litewsku.Cieszył się z tego zwłaszcza ks. Linas - proboszcz z Wisztyńca (Litwa), bo po mszy Sławek chętnie przeszedł w rozmowach z nim na j. litewski.  Troszkę ja też się dołączyłem, a oprócz tego j. litewski znało też trochę dwóch innych księży z tego przygranicznego dekanatu. Choć Linas mówi po polsku, to jednak cieszył się bardzo, że to nie on musi się zawsze dostosowywać do innych...


Po obiedzie podjechałem jeszcze do Suwałk, gdzie kończyła się Oaza Modlitwy Animatorów Ewangelizacji prowadzona przez ks. Krulaka z Krościenka. W tym dniu mieli właśnie akcje ewangelizacyjną w dwóch parafiach - taka indywidualna ewangelizacja. Wpadłem akurat na godzinę świadectwa. Była to okazja troszkę pooddychać troszkę "oazowym" powietrzem w najczystszej formie.


Ok. 18:00 byłem wolny... co dalej? Wracać do domu? mam jeszcze dobę wolnego :) Pomyślałem, że jadę przed siebie...


Litewski scenriusz przebiegu nabożeństwa drogi światła 2012-05-04

Šviesos kelias tekstas

I stotis. VIEŠPATS JĖZUS PRISIKĖLĖ IŠ NUMIRUSIŲ.
Kun: JĖZUS PRISIKĖLĖ ALLELUJA - V: TIKRAI PRISIKĖLĖ ALLELUJA

Mt 28,1-7 Po šabo, auštant pirmajai savaitės dienai, Marija Magdalietė ir kita Marija ėjo aplankyti kapo. Staiga smarkiai sudrebėjo žemė: Viešpaties angelas nužengė iš dangaus, nurito šalin akmenį ir atsisėdo ant jo. Jo išvaizda buvo it žaibo, o drabužiai balti kaip sniegas. Išsigandę jo, sargybiniai sudrebėjo ir pastiro lyg negyvi. O angelas tarė moterims: "Jūs nebijokite! Aš žinau, kad ieškote Jėzaus, kuris buvo nukryžiuotas. Jo čia nebėra, jis prisikėlė, kaip buvo sakęs. Įeikite, apžiūrėkite vietą, kur jo gulėta. Ir skubiai duokite žinią jo mokiniams: 'Jis prisikėlė iš numirusių ir eina pirma jūsų į Galilėją; tenai jį ir pamatysite'. Štai aš jums tai paskelbiau".

tarp stotys giedome: ALLELUJA, ALLELUJA, ALLELUJA

II stotis. MOKINIAI RANDA TUŠČIĄ KAPĄ.
Kun: JEZUS.... V: TIKRAI....
Jn 20, 1-9 Pirmąją savaitės dieną, labai anksti, dar neišaušus, Marija Magdalietė atėjo pas kapą ir pamatė, kad akmuo nuverstas nuo rūsio angos. Ji nubėgo pas Simoną Petrą ir kitą mokinį, kurį Jėzus mylėjo, ir pranešė jiems: "Paėmė Viešpatį iš kapo, ir mes nežinome, kur jį padėjo". Petras ir tas kitas mokinys nuskubėjo prie kapo. Bėgo abu kartu, bet tasai kitas mokinys pralenkė Petrą ir pirmas pasiekė kapo rūsį. Pasilenkęs jis mato paliktas drobules, tačiau į vidų nėjo. Netrukus iš paskos atbėgo ir Simonas Petras. Jis įėjo į rūsį ir mato paliktas drobules ir skarą, buvusią ant Jėzaus galvos, ne su drobulėmis paliktą, bet suvyniotą ir atskirai padėtą. Tuomet įėjo ir kitas mokinys, kuris pirmas buvo atbėgęs prie kapo. Jis pamatė ir įtikėjo. Mat jie dar nebuvo supratę Rašto, kad jis turėsiąs prisikelti iš numirusių.
V: ALLALUJA...

III stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS APSIREIŠKIA MARIJAI MAGDALIETEI.
Jn 20, 11-18 Marija stovėjo lauke palei kapą ir verkė. Verkdama ji pasilenkė į kapo vidų ir pamatė du angelus baltais drabužiais, sėdinčius - vieną galvūgalyje, kitą kojų vietoje - ten, kur būta Jėzaus kūno. Jie paklausė ją: "Moterie, ko verki?" Ji atsakė: "Kad paėmė mano Viešpatį ir nežinau, kur jį padėjo". Tai tarusi, ji atsisuko ir pamatė stovintį Jėzų, bet nepažino, kad tai Jėzus. O jis tarė jai: "Moterie, ko verki? Ko ieškai?" Jinai, manydama, jog tai sodininkas, atsakė: "Gerbiamasis! Jei tamsta jį išnešei, pasakyk man, kur padėjai. Aš jį pasiimsiu". Jėzus jai sako: "Marija!" Ji atsigręžė ir sušuko hebrajiškai: "Rabuni!" (Tai reiškia: "Mokytojau"). Jėzus jai tarė: "Nelaikyk manęs! Aš dar neįžengiau pas Tėvą. Verčiau eik pas mano brolius ir pasakyk jiems: 'Aš žengiu pas savo Tėvą ir jūsų Tėvą, pas savo Dievą ir jūsų Dievą'". Marija Magdalietė nuėjo ir pranešė mokiniams, kad mačiusi Viešpatį ir ką jis jai sakęs.

IV stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS PASIRODO KELYJE Į EMAUSĄ.
Lk 24,13-19, 25-27 Ir štai tą pačią dieną du [mokiniai] keliavo į kaimą už šešiasdešimties stadijų nuo Jeruzalės, vadinamą Emausu. Jie kalbėjosi apie visus tuos įvykius. Jiems taip besikalbant ir besiginčijant, prisiartino pats Jėzus ir ėjo kartu. Jų akys buvo lyg migla aptrauktos, ir jie nepažino jo. O Jėzus paklausė: "Apie ką kalbate eidami keliu?" Tie nuliūdę sustojo. Vienas iš jų, vardu Kleopas, atsakė jam: "Nejaugi tu būsi vienintelis ateivis Jeruzalėje, nežinantis, kas joje šiomis dienomis atsitiko!" Jėzus paklausė: "O kas gi?" Jie tarė jam: "Su Jėzumi Nazarėnu, kuris buvo pranašas, galingas darbais ir žodžiais Dievo ir visos tautos akyse. Jėzus jiems tarė: "O jūs, neišmanėliai! Kokios nerangios jūsų širdys tikėti tuo, ką yra skelbę pranašai! Argi Mesijas neturėjo viso to iškentėti ir žengti į savo garbę?!" Ir, pradėjęs nuo Mozės, primindamas visus pranašus, jis aiškino jiems, kas visuose Raštuose apie jį pasakyta.

V stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS APSIREIŠKIA LAUŽANT DUONĄ.
Lk 24,28-35 Jie prisiartino prie kaimo, į kurį keliavo, o Jėzus dėjosi einąs toliau. Bet jie privertė jį pasilikti, prašydami: "Pasilik su mumis! Jau vakaras arti, diena jau besibaigianti..." Tuomet jis užsuko pas juos. Vakarieniaudamas su jais prie stalo, paėmė duoną, sukalbėjo palaiminimą, laužė ir davė jiems. Tada jų akys atsivėrė, ir jie pažino Jėzų, bet jis pranyko jiems iš akių. O jie kalbėjo: "Argi mūsų širdys nebuvo užsidegusios, kai jis kelyje mums kalbėjo ir atvėrė Raštų prasmę?" Jie tuoj pat pakilo ir sugrįžo į Jeruzalę. Ten rado susirinkusius Vienuolika su savo draugais, kurie sakė: "Viešpats tikrai prisikėlė ir pasirodė Simonui". O jie papasakojo, kas jiems atsitiko kelyje ir kaip jie pažino Jėzų, kai jis laužė duoną.

VI stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS APSIREIŠKIA VIENUOLIKAI MOKINIŲ
Lk 24,36-43 Jiems apie tai besikalbant, pats Jėzus atsirado tarp jų ir prabilo: "Ramybė jums!" Virpėdami iš išgąsčio, jie tarėsi matą dvasią. O jis paklausė: "Ko taip išsigandote, kodėl jūsų širdyse gimsta dvejonės? Pasižiūrėkite į mano rankas ir kojas. Juk tai aš pats! Palieskite mane ir įsitikinsite: dvasia gi neturi kūno nei kaulų, kaip matote mane turint". Tai taręs, jis parodė jiems rankas ir kojas. Jiems iš džiaugsmo vis dar netikint ir stebintis, Jėzus paklausė: "Ar neturite čia ko nors valgyti?" Jie padavė jam gabalą keptos žuvies. Jis paėmė ir valgė jų akyse.
Šviesos kelias. VII stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS SUTVIRTINA TOMO TIKĖJIMĄ.
n 20,24-29 Vieno iš dvylikos - Tomo, vadinamo Dvyniu, - nebuvo su jais, kai Jėzus buvo atėjęs. Taigi kiti mokiniai jam kalbėjo: "Mes matėme Viešpatį!" O jis jiems pasakė: "Jeigu aš nepamatysiu jo rankose vinių dūrio ir neįleisiu piršto į vinių vietą, ir jeigu ranka nepaliesiu jo šono - netikėsiu". Po aštuonių dienų jo mokiniai vėl buvo kambaryje, ir Tomas su jais. Jėzus atėjo, durims esant užrakintoms, atsistojo viduryje ir prabilo: "Ramybė jums!" Paskui kreipėsi į Tomą: "Įleisk čia pirštą ir apžiūrėk mano rankas. Pakelk ranką ir paliesk mano šoną; jau nebebūk netikintis - būk tikintis". Tomas sušuko: "Mano Viešpats ir mano Dievas"! Jėzus jam ir sako: "Tu įtikėjai, nes pamatei. Palaiminti, kurie tiki nematę!"

VIII stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS SUTEIKIA GALIĄ ATLEISTI NUODĖMES.
Jn 20,19-23 Tos pirmosios savaitės dienos vakare, durims, kur buvo susirinkę mokiniai, dėl žydų baimės esant užrakintoms, atėjo Jėzus, atsistojo viduryje ir tarė: "Ramybė jums!" Tai pasakęs, jis parodė jiems rankas ir šoną. Mokiniai nudžiugo, išvydę Viešpatį. O Jėzus vėl tarė: "Ramybė jums! Kaip mane siuntė Tėvas, taip ir aš jus siunčiu". Tai pasakęs, jis kvėpė į juos ir tarė: "Imkite Šventąją Dvasią. Kam atleisite nuodėmes, tiems jos bus atleistos, o kam sulaikysite, - sulaikytos".

IX stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS PASIRODO PRIE TIBERIADOS EŽERO.
Jn 21, 7-13 Tuomet tasai mokinys, kurį Jėzus mylėjo, sako Petrui: "Juk tai Viešpats!" Išgirdęs, jog tai esąs Viešpats, Simonas Petras persijuosė palaidinę, - mat buvo neapsirengęs, - ir šoko į ežerą. Kiti mokiniai atsiyrė valtimi, nes buvo netoli nuo kranto - maždaug už dviejų šimtų mastų - ir atitempė tinklą su žuvimis. Išlipę į krantą, jie pamatė žėrinčias žarijas, ant jų padėtą žuvį, ir duonos. Jėzus tarė: "Atneškite ką tik pagautų žuvų". Petras įlipo į valtį ir išvilko į krantą tinklą, pilną didelių žuvų, iš viso šimtą penkiasdešimt tris. Nors jų buvo tokia gausybė, tačiau tinklas nesuplyšo. Jėzus jiems tarė: "Eikite šen pusryčių!" Ir nė vienas iš mokinių neišdrįso paklausti: "Kas tu esi?", nes jie aiškiai matė, jog tai Viešpats. Taigi Jėzus priėjo, paėmė duonos ir padalijo jiems, taip pat ir žuvies. Tai jau trečią kartą pasirodė mokiniams Jėzus, prisikėlęs iš numirusių.

X stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS PATVIRTINA PETRO VIRŠENYBĘ.
Jn 21, 15-17 Papusryčiavus Jėzus paklausė Simoną Petrą: "Simonai, Jono sūnau, ar myli mane labiau negu šitie?" Tas atsakė: "Taip, Viešpatie. Tu žinai, kad tave myliu". Jėzus jam tarė: "Ganyk mano avinėlius". Ir antrą kartą Jėzus paklausė: "Simonai, Jono sūnau, ar myli mane?" Tas atsiliepė: "Taip, Viešpatie. Tu žinai, kad tave myliu". Jėzus jam pasakė: "Ganyk mano aveles". Jėzus paklausė dar ir trečią kartą: "Simonai, Jono sūnau, ar myli mane?" Petras nuliūdo, kad Jėzus trečią kartą klausia: "Ar myli mane?" ir atsakė: "Viešpatie, tu viską žinai. Tu žinai, kad tave myliu". Jėzus jam tarė: "Ganyk mano avis.

XI stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS SIUNČIA MOKINIUS Į VISĄ PASAULĮ
Mt 28,16-20 Vienuolika mokinių nuvyko į Galilėją, ant kalno, kurį jiems buvo nurodęs Jėzus. Jį pamatę, mokiniai parpuolė ant žemės, tačiau kai kurie dar abejojo. Tuomet prisiartinęs Jėzus prabilo: "Man duota visa valdžia danguje ir žemėje. Tad eikite ir padarykite mano mokiniais visų tautų žmones, krikštydami juos vardan Tėvo, ir Sūnaus, ir Šventosios Dvasios, mokydami laikytis visko, ką tik esu jums įsakęs. Ir štai aš esu su jumis per visas dienas iki pasaulio pabaigos".

XII stotis. PRISIKĖLĘS VIEŠPATS ŽENGIA Į DANGŲ.
Apd 1,6-11 Susirinkusieji ėmė jį klausinėti: "Viešpatie, gal tu šiuo metu atkursi Izraelio karalystę?" Jis atsakė: "Ne jūsų reikalas žinoti laiką ir metą, kuriuos Tėvas nustatė savo galia. Kai ant jūsų nužengs Šventoji Dvasia, jūs gausite jos galybės ir tapsite mano liudytojais Jeruzalėje ir visoje Judėjoje bei Samarijoje, ir lig pat žemės pakraščių". Tai pasakęs, jiems bežiūrint, Jėzus pakilo aukštyn, ir debesis jį paslėpė nuo jų akių. Kai jie akių nenuleisdami žiūrėjo į žengiantį dangun Jėzų, štai prie jų atsirado du vyrai baltais drabužiais ir prabilo: "Vyrai galilėjiečiai, ko stovite žiūrėdami į dangų? Tasai Jėzus, paimtas nuo jūsų į dangų, sugrįš taip pat, kaip esate jį matę žengiant į dangų".

XIII stotis. MOKINIAI KARTU SU MARIJA LAUKIA ŠVENTOSIOS DVASIOS.
Apd 1,12-14 Tuomet jie sugrįžo į Jeruzalę iš vadinamojo Alyvų kalno, buvusio netoliese - kiek leidžiama nueiti šabo dieną. Parėję jie susirinko aukštutiniame kambaryje, kur buvo apsistoję. Ten buvo Petras ir Jonas, Jokūbas ir Andriejus, Pilypas ir Tomas, Baltramiejus ir Matas, Alfiejaus sūnus Jokūbas, Simonas Uolusis ir Judas, Jokūbo brolis. Jie visi ištvermingai ir vieningai atsidėjo maldai kartu su moterimis ir Jėzaus motina Marija bei jo broliais.

XIV stotis. PRISIKĖLĘS KRISTUS SIUNČIA MOKINIAMS ŽADĖTĄJĄ DVASIĄ.
Apd 2, 1-6 Atėjus Sekminių dienai, visi mokiniai buvo drauge vienoje vietoje. Staiga iš dangaus pasigirdo ūžesys, tarsi pūstų smarkus vėjas. Jis pripildė visą namą, kur jie sėdėjo. Jiems pasirodė tarsi ugnies liežuviai, kurie pasidaliję nusileido ant kiekvieno iš jų. Visi pasidarė pilni Šventosios Dvasios ir pradėjo kalbėti kitomis kalbomis, kaip Dvasia jiems davė prabilti.Jeruzalėje gyveno žydų ir pamaldžių žmonių iš visų tautų po dangumi. Pasigirdus tam ūžesiui, subėgo daugybė žmonių. Jie didžiai nustebo, kiekvienas girdėdamas savo kalba juos kalbant.
Po - Tėve mūsų
Tepalaimina jus visagalis Dievas, Tėvas ir Sūnus ir Šventoji Dvasia
Telydi jus Viešpaties malonė, aleliuja, aleliuja.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]