_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
urna, kazanie i 200 notatek 2012-04-28

Może najpierw zacznę od tego, że to już 201 notatka na tym blogu. W tym czasie odwiedzono blog 35,5 tyś. razy.


A co do dnia dzisiejszego, to może wspomnę o dwóch akcjach...


Pierwsza to "Poświęcenie pomnika". W środę, w czasie mojego dyżuru, tuż przed zamknięciem kancelarii wpadły dwie panie. Z tego co zrozumiałem to chciały by poświęcić pomnik. Już nie prosiłem Virginusa, dogadaliśmy pomału szczegóły. Zazwyczaj robimy to w soboty po Mszy. ale Mszy nie chciały, mówią że już była... Potem jeszcze przed wyjściem pytały czy nie będzie problemu jak kobieta przyjedzie po księdza :)? Skądże... Zapisałem w księdze. Ustaliliśmy też że to ja pojadę. Sama jazda pani była już szokiem. Daleki jestem od twierdzenia, ze kobiety nie potrafią jeździć - Aniu, Agato, druga Aniu: jesteście dowodami że tak nie jest, ale dzisiejsza pani zrobiła kilka takich akcji, że rzeczywiście był strach czy dojedziemy na cmentarz sami, czy nas dowiozą :)


Na cmentarzu spotkało mnie małe zdziwienie...


Otóż przy pomniku stoi urna... Niespodzianka... Jak to? Nic nie wspominali o tym, albo przynajmniej nic, z tego co zrozumiałem. Pan zmarł pod koniec stycznia, wtedy była Msza, potem go spopielili, a teraz, jak postawili pomnik, to trzeba pana pochować... Dobrze że jest rytuał... Doprawiłem więc III stację: Przy grobie z obrzędów pogrzebu i poświęciłem pomnik. Po wszystkim rozmawiałem o tym z Virgiliusem. Uspokoił mnie mówił że takie rzeczy, gdzie jak gdzie, ale w Marijampole nie dziwią. Tu wszystko jest możliwe. Przypomniało mi się, że i w Kętrzynie spotkałem się z jedną osobą, która pogrzeb dziecka nazywała "Pokropkiem".


Druga akcja to Msza wieczorna. Zostałem sam, a co za tym idzie mam czytać Ewangelię i kazanie. Kazanie znalazłem koło obiadu... Potem praca z tekstem... czyli usuwanie trudnych słów, zastępowanie ich, skracanie... Potem akcja z czytaniem na głos - tym razem pomagał mi ks. Vitalius. Tekst choć nie mój, był mi bardzo bliski... Poruszał fajny aspekt kapłaństwa, zwłaszcza kwestia grzeszności ludzi i świętości Chrystusa. I wzoru dla nas - Jezusa Dobrego Pasterza. Kazanie dość długie - ok 10 min. - trzy małe strony tekst. To o jedną więcej niż zwykle... Ale ciężko było wyrzucać każde zdanie. Co do samego czytania. Mszę zaczęliśmy jakieś 3-4 min po czasie, bo ciężko było się zebrać ze wszystkim, więc troszkę był już stres. Podobnie w Ewangelii i Kazaniu, najpierw troszkę niepewnie, myślałem nawet czy jeszcze nie opuścić jakiś akapitów, ale jednak się nie poddałem. Dotrwałem do końca. Potem na Mszy już w tekstach znanych na pamięć poczułem się jeszcze pewniej, a zakończyłem małym żartem, co widziałem, że przyniosło dobry efekt... Radość nas wszystkich...


Długi weekend 2012-04-28

Robi się coraz cieplej i coraz piękniej. I to na sam długi weekend. Tym razem może być on naprawdę długi... przy odrobinie wyobraźni i wzięciu wolnego w pon i pt. możemy mieć półtora tygodnia... W Polsce oczywiście. Tu te dni świętami nie są. Zastanawiam się jak spędzę ten czas. A może ktoś ma ochotę wpaść... Jakby co zapraszam na kilka dni. Na poniedziałek są już dwie osoby zapowiedziane. Ale wpadną i polecą. A może ktoś chce przyjechać, to byśmy to jakoś dograli... Wczoraj w nocy stwierdziłem, że stęskniłem się za jakimś fajnym towarzystwem.... Tego mi tu brakuje czasami najbardziej. Obecność gości w domu zawsze jest dodatkową motywacją, i nadaję kolorytu dniom.







Już wiem - życie cudem jest :) 2012-04-26

Miałem być teraz w Polsce. Ale tak wyszło, ze siedzę sobie grzecznie w domu. A to dzięki temu, że udało się wczoraj znaleźć brakujące Pity. Nie lubię tych wszystkich formalności. Nie mam głowy do tabelek itd. Najczęściej też tak chowam różne dokumenty, że potem ciężko jest wszystko znaleźć. I trzeba w ostatniej chwili latać po szkołach i urzędach by załatwiać duplikaty. Tym jednak razem nie było tak strasznie. Po wywaleniu na stół i fotel papierów z podręcznej półki z wszystkim co ważne dwie koperty z pitami się odnalazły...


Troszkę mnie to zmartwiło, bo  miałem już plan na te dwa dni wolne - w południe Bisztynek - urząd, szkoła, odwiedziny dwóch Wojciechów, potem Olsztyn - szwagier Wojciech, spotkanie księży oazowych w seminarium, a może jeszcze Ostróda lub Tomaszkowo? Kto wie... Jutro zaś Bartoszyce i Kętrzyn... Plan był ambitny...


Główny powód i okazja do wyjazdu odpadła... Zamiast tego było wczoraj siedzenie z tabelkami. Ale poszło całkiem nieźle... Już po pierwszym liczeniu wyszedłem na plus.


Rano postanowiłem że nie jadę... Mogłem troszkę odespać noc... Skorzystał z tego proboszcz, bo pojechał do Wilna a ja za niego wziąłem drugą Mszę - wieczorną... Także jej przewodniczyłem, co muszę przyznać dało mi dużo radości. Było nie za wiele osób, i taka niezwykła lekkość... Nie musiałem się skupiać na słowach, poprawnym czytaniu, lecz po prostu modliłem się tym tekstem... Może ta lekkość i radość z tego się wzięła, że dowiedziałem się pół godziny przed Mszą, że znajomy ksiądz, walczący z nowotworem, który był już w stanie tragicznym wczoraj został już wypisany do domu :) To wielki cud. Byłem przy tym, jak lekarze mówili, że zostały mu godziny... A jednak się udało...


Po Mszy pozwoliłem sobie dziś samemu ugotować kolację :) Gosposia - Milda była zaskoczona... Ale już dłuższy czas miałem ochotę na swojskie bezpaprykowe "leczo". Troszkę mięsa, cebulka, pomidory, koncentrat - papryki nie brałem, bo troszkę mało czasu by ją udusić... Chwila i już zrobione... potem sól ziołowa, koniecznie oregano i wyszło wyśmienicie... Milda się troszkę pośmiała, zwłaszcza, że wczoraj kolację gotował ks. Virginius - zrobił kuskus z grzybami... Ale dziś mi smakowało bardziej, może dlatego, że byłem już mocno głodny na coś takiego...







Dyżurny 2012-04-25

Dziś także dyżuruję w parafii. Taki Dyżur to generalnie główne zadanie księży wikariuszy tu na Litwie. U nas wygląda to troszkę. Zazwyczaj w Polsce najwięcej czasu zajmowała szkoła, lekcje katechezy, przygotowanie się do nich, sprawdzanie prac czy inne akcje z nią około szkolne. Tu księża praktycznie nie uczą w szkole, zostawiając to katechetom świeckim.


Co zatem należy do obowiązków księży? Oprócz odprawiania Mszy, to właśnie te dyżury to główny obowiązek. To teraz może jeszcze napiszę na czym polega taki dyżur... Przede wszystkim to siedzenie w kancelarii. Od śniadania do 12:00 i potem po obiedzie (13:00) tak do 18:00. W kancelarii przyjmujemy intencje mszalne, wystawiamy zaświadczenia, załatwiamy sprawy ślubów, chrztów, pogrzebów. Czyli generalnie jak w Polsce. Poza tym ksiądz dyżurujący bierze pogrzeby w tym dniu (ja dziś miałem jeden - o 11:00, to już /albo dopiero/ drugi mój pogrzeb na Litwie). Dziś mieliśmy jeszcze jeden - o 12:00, ale ten wziął już ks. Virginius. Poza tym ksiądz dyżurujący siedzi rano i w południe w czasie Mszy w konfesjonale. W razie czego jedzie też do szpitala, czy do chorych do domu. 


Do tej pory byłem zwolniony z pogrzebów, i ogólnie z dyżurów. Teraz już czas wejść i w te obowiązki. W końcu już prawie 9 miesięcy jestem na Litwie. Tak liczyliśmy, by po roku być już pełnowartościowym (w sensie przydatności duszpasterskiej) kapłanem. A żeby tak było potrzeba praktyki. Po prostu.


Wracając z Rutki rozmawialiśmy troszkę z proboszczem na ten temat. Cieszę się, że jak mi powiedział, do tej pory nikt się nie skarży, że coś jest nie tak, że coś przekręciłem np. na Mszy za ich zmarłych.Wspominaliśmy też moje pierwsze kazanie, po którym dostałem oklaski.  To też jest ważne, że ludzie do tych różnych niedoskonałości podchodzą z wyrozumieniem i potrafią docenić to, że się ktoś stara.


A że dziś dzień z kancelarią, - to może także "zapodam" jedną z piosenek Kancelarii:







św. Jerzy i strach piekielny... 2012-04-24

Wczoraj było wspomnienie św. Jerzego i Wojciecha. Wśród znajomych jest wielu o tym imieniu. Do tego św. Jerzy jest patronem naszego miasta - Marijampole, jest to także drugi patron Proboszcza, który wczoraj obchodził swoje 62 urodziny - to jeszcze taka stara tradycja, że dziecku dawano imię świętego, w którego dniu się rodziło... Jak nie na pierwsze, to przynajmniej na drugie... Proboszcz imienin-urodzin nie robił. Spotkamy się uroczyściej w przyszłą niedzielę na obiedzie.


Po Mszy o 12:00 którą odprawiłem z proboszczem dogadaliśmy się za to, by pojechać wspólnie do Rutki Tartak do ks. Jerzego. Imieniny udane. Był burmistrz, leśniczy, ich małżonki, i jeszcze kilka osób. Księża mieli obiad imieninowy wczoraj, ale nam towarzystwo jak najbardziej pasowało. W czasie rozmów zeszło na tematy stosunków polsko-litewskich. Była okazja znów troszkę się zatrzymać nad tymi nieporozumieniami. Często słyszy się że Litwini nie znają historii i że ją sobie przerabiają po swojemu. Jest to po trosze prawdą, ale i nasze wersje Historii Obojga Narodów są mocno subiektywne i korono-centryczne. Bogatszy o te 9 miesięcy uczenia się Litwy miałem okazję troszkę rzeczy powyjaśniać. Pomyślałem sobie, że i tu na blogu trzeba będzie przygotować taką wypośrodkowaną wersję wspólnej historii. Ale może jeszcze nie dzisiaj...


Po obiedzie i wykonaniu kilku telefonów do Wojtków odwiozłem proboszcza na wieś pod Marijampolem, gdzie robi sobie do czwartku wolne. Tak imieninowo. Ja zaś wróciłem do siebie. Przedwczoraj mieliśmy sobie posiedzieć z ks. Vitaliusem, drugim wikarym. Nasze kontakty do tej pory są mocno oficjalne, może przez to że do tej pory mieszkał osobno, poza plebanią. Od Wielkanocy jest naszym sąsiadem (moim i Virginiusa). Tyle że jakoś w niedzielę wieczorkiem to nam nie wyszło. Jako że była dopiero 20:00 to postanowiłem pójść do niego wczoraj po powrocie z Rutki. Akurat trafiłem na innych gości... Była Irene - organistka, ks. Kanclerz, oraz jeszcze dwójka świeckich parafian. Zadzwoniliśmy jeszcze po Virginiusa i wyszła całkiem przyjemna impreza. Taka parapetówka, albo zaoczne urodziny proboszcza, jak kto woli:) Co do tych świeckich, to chłopaka miałem okazję już poznać - to fotograf, który robił m.in zdjęcia z drogi krzyżowej. Dziewczynę - Agnieszkę - znałem do tej pory tylko z widzenia. Często jest w naszym kościele, bardzo pobożna, śpiewa czasem w scholi.  Okazało się że jest stomatologiem... A ja już jakiś czas się wybieram, tyle że jak przystało na prawdziwego mężczyznę, piekielnie się tego boję i nie lubię... Tyle że już najwyższy czas.  Jako że Agnes dobrze z oczu patrzy to  umówiliśmy się już na przyszły tydzień... :)


Lampion i nasze modlitwy... 2012-04-21

Znowu przyszli. Wczoraj było ich 13 :) Nasza litewska młodzież. Po Mszy św. mieliśmy tak jak co dwa tygodnie adorację i spotkanie. Troszkę było problemu ze śpiewem - bo Jurate nie mogła być, ale za to została p. Irene - organistka. Poczytaliśmy troszkę tekstów z Biblii (o Zmartwychwstaniu), zaśpiewaliśmy kilka pieśni... Zachęcałem też do modlitwy w ciszy w swoich intencjach...


Potem mieliśmy jeszcze spotkanie w salce. Było na nim 11 osób. Pomówiliśmy sobie o sakramentach, o drodze światła (planujemy to nabożeństwo za dwa tygodnie), a na koniec mała niespodzianka... Na białym lampionie każdy mógł wpisać swoją modlitwę do Pana Boga - było to takie nawiązanie do adoracji. Na koniec poszliśmy wspólnie nad Szeszupę (nasza rzeczka) i puściliśmy ten chiński lampion w powietrze. Troszkę było problemów z odpaleniem napędu (rozpałka, która ma nagrzewać balon ciepłym powietrzem nie chciała się zająć, nie wiem - może złapała wilgoci...) ale w końcu poszedł pomału w górę. Frajda była dość duża chyba dla wszystkich. Dla mnie na pewno. :) Nasze modlitwy symbolicznie poszybowały do nieba...


naleśniki gulaszowe i sabotażyści... 2012-04-20

"Człowiek inteligentny nigdy się nie nudzi" - ta mądrość ludowa zawsze dla mnie stanowiła wyzwanie. Bo przecież każdy z nas woli się utożsamiać z inteligencją, mądrością, roztropnością itd. Mnie to od dość dawana motywuje do twórczego spędzania czasu... Zwłaszcza gdy ostatnio było zbyt wiele już leniuchowania... Jak już wspominałem nie raz, czwartek i piątek to moje dni wolne (tzn. w czwartek mam ranną Mszę, a w piątek wieczorną - czyli niby codziennie w parafii jestem, ale między nimi jest te 30 godzin wolnego).


Tylko co robić z tym czasem, by nie marnować go...? W czwartek przed obiadem miałem gościa, był u mnie ks. Szymon z Suwałk. Miła wizyta, troszkę pogadaliśmy, pożartowaliśmy, poplanowaliśmy wakacyjne rekolekcje...


Po jego wizycie ja też wybrałem się w tamtą stronę - najpierw na wymianę oleju i filtrów w Suwałkach, potem nieco dalej, do znajomych - na pyszne naleśniki, bilard, nocne pogaduchy i granie w sabotażystę :) Przy okazji muszę stwierdzić, że kolejna Bisztynianka, którą znam, robi wyśmienite naleśniki. Kiedyś posmakowały mi naleśniki twarogowo-szpinakowe, teraz naleśniki "gulaszowe" - taka naleśnikowa wersja placka węgierskiegom zbójnickiego czy cygańskiego... jak zwał, tak zwał... ale kulinarnie rewelacja. Warto było...


Kancelaria 2012-04-18

Tuż przed świętami było małe przemeblowanie w grafikach. Już jakiś czas temu zbieraliśmy się do zrobienia spotkania, by omówić różne sprawy. M.in. kwestię urlopów oraz dyżurów w kancelarii. Zgłaszałem szefowi, że pomału mogę zacząć wchodzić i w te obowiązki. Ostatecznie tak wyszło, że spotkanie było, gdy ja byłem w Polsce na rekolekcjach. Dyżury w większości wziął ks. Vitalius, (3 dni z 5). Mnie na razie oszczędzili... Do dziś. Ponieważ Vitalius dziś jechał do lekarza, miałem okazję troszkę posiedzieć w kancelarii. Generalnie główne sprawy, które się tu załatwia to pogrzeby, chrzty, śluby, zaświadczenia i intencje. Dziś były to dwa pogrzeby i intencje. Do pogrzebów prosiłem oczywiście jeszcze Virginiusza, umówiliśmy się, że jak coś to mam dzwonić, bo i tak będzie w domu pisał swój doktorat... Ja na razie słucham, obserwuję. Generalnie jest dość podobnie jak w Polsce. Tyle że trzeba troszkę się rozeznać w temacie, zwłaszcza jeśli chodzi o ustalanie kwestii godzin, przyjazdu po księdza, czy wypełniania księgi zgonów. Ludzie wiadomo, różnie to mówią, a zapis musi "mieć ręce i nogi". Nie rak, tylko nowotwór, zawał, udar, zator, wylew itd - całe słownictwo jest dla mnie nowe...


A że dziś dzień z Kancelarią to może na koniec jedna  najbardziej znanych piosenek "Kancelarii" :)







Marnowanie czasu... 2012-04-17

Jak mądrze wykorzystać czas? To chyba jedno z ważniejszych pytań, które sobie powinniśmy codziennie stawiać... Patrząc po sobie, chociażby tylko... dużo mi się myśli nasuwa. Tyle rzeczy można by robić, zrobić, zdziałać. Ostatnio przelatywało mi przez głowę wiele myśli, Szkoda tylko że z większością z nich jest tak jak w jednym z 10 przykazań szczęśliwego człowieka - "Jeśli nachodzi cię ochota na pracę, usiądź i poczekaj aż ci przejdzie..." Widzę że u mnie tak jest, ze po kilku mocno intensywnych dniach nastaje potrzeba błogiego lenistwa... A to też nie jest dobre... Ostatnie moje ambitne plany to - nauka słówek, pisanie dwóch książek :), jazda rowerem (tak dla podniesienia kondycji po zimie) i jeszcze kilka innych... Ale póki co to wszystko tylko pomysły... Trzeba się brać za robotę...


Kazanie jak z rękawa... 2012-04-14

Jak wspominałem  wcześniej na poniedziałek i wtorek miałem mieć homilie. W niedzielę usiadłem i przygotowałem tekst polski, ale były małe problemy z tłumaczeniem... W końcu wygłosiłem dwa razy te same kazanie. Drugie w połowie przetłumaczone pozostało. Liczyłem że wygłoszę je w niedzielę miłosierdzia, ale trzeba by je przerobić... Wczoraj wieczorkiem zgadaliśmy się z Diakonem na fb i dokończył i poprawił tłumaczenie... Ale dalej bardziej ono pasowało na każdy inny dzień oktawy, a nie na II niedzielę wielkanocną...


No i stało się :) 20 min przed Mszą o 10:30 mała zamiana. Mariusz bierze dziś wieczór, a ja mam wyjść teraz wraz z proboszczem i dwoma księżmi (Vladasem i Vitaliusem). Zastanawiali się komu odstąpić zaszczyt głoszenia kazania, to się zgłosiłem wyjmując dosłownie z rękawa gotowe kazanie... Dobrze że je godzinę wcześniej wydrukowałem i włożyłem w rękaw sutanny, żeby sobie na spokojnie w zakrystii pozaznaczać akcenty :). Co prawda nie zdążyłem go dopracować pod tym względem, ale chyba wyszło nieźle... Zwłaszcza, że zacząłem już je w trakcie modyfikować...


Kazanie zamieszczam poniżej...


Jėzus Kristus prisikėlė.Aleliuja. Šventasis Paulius rašė:  Jeigu Kristus nebuvo prikeltas, tai tuščias butu mūsų tikėjimas. Ši tiesa yra mūsų tikėjimo pagrindas. Ne tikėjimas yra tuščias,kapas yra tuščias. Marija Magdalietė, mokiniai grižtantis iš Emauso, apaštalai, apie kuriuos girdime šiomis dienomis Evangelijose, jie sutinka prisikėlusi Viešpatį. Jis ateina pas juos ne tik tam, kad jie tikėtų, bet taip pat žinotų, kad Jėzus gyvas, kad Jis nugalėjo mirtį.


Broliai ir seserys.Po Jo prisikėlimo, Jėzus sakė savo mokiniams:  „Eikite į visą pasaulį ir skelbkite Evangeliją visai kūrinijai.  Kas įtikės ir pasikrikštys, bus išgelbėtas, o kas netikės, bus pasmerktas. Tai didelė atsakomybė ne tik už save ir savo tikėjimą, bet ir už kitus. Šiuos žodžius galime pavadinti - paskutinis įpareigojimas. Tai nėra prašymas, pasiūlymas Kristaus, bet įsakymas.


Apaštalai galėjo šių žodžių galėjo nepriimti už gryną pinigą ir sau ramiai melstis ir nesukti sau galvos. Patys yra kalti, nenorėjo klausyti Jėzaus, nukryžiavo Jį, tai jų problema... Mes įtikėjome, esame su Dievo Motina, su kitais nuostabiais žmonėmis ir mums gerai. O jie patys yra kalti.


Kas būtų atsitikę? Po keturiasdešimt, penkiasdešimt metų, mirus apaštalui Jonui, kuris buvo jauniausias iš jų, pasibaigtų krikščionybė kaip tokia. Ir niekas daugiau neišgirstų apie Kristų, Dievą, kuris taip mus mylėjo, net Jis atidavė savo gyvybę už mus. Visi esame kviečiami taip kaip apaštalai liudyti apie Dievą ir skelbti Evangeliją. Jau du tūkstančius metų apaštalai ir jų mokiniai skelbią tikėjimo šviesą Kristų. Mes jį gavome iš tėvų, senelių, kunigų...dabar mūsų eilė. Viskas priklauso nuo mūsų kaip mes sugebėsime skleisti Gerąją Naujieną kitiems.


Jezus Chrystus Zmartwychwstał. Alleluja. Święty Paweł napisał: Gdyby Chrystus nie Zmartwychwstał, pusta by była nasza wiara... To jedna z podstawowych prawd naszej wiary. Ale to nie wiara jest pusta, to Grób jest Pusty. Maria Magdalena, uczniowie z Emaus, apostołowie, ci wszyscy o których słyszymy w tych dniach w Ewangelii, oni wszyscy spotykają Zmartwychwstałego Pana. On przychodzi do nich po to, by już nie tylko wierzyli, ale wiedzieli, że Jezus żyje, że On zwyciężył śmierć.


Bracia i siostry. Po swoim zmartwychwstaniu  Jezus mówi do uczniów: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu  - kto uwierzy i przyjmie chrzest będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony.  To wielka odpowiedzialność już nie tylko za siebie i swoją wiarę, ale także za innych…  Te słowa w Ewangelii noszą tytuł – ostatni rozkaz. To nie prośba, to nie propozycja – to nakaz Chrystusa. Apostołowie mogli tych słów nie potraktować  poważnie, zamknąć się w wieczerniku, tam się modlić, dbać o siebie nawzajem… Pomyśleć sobie – inni sami są sobie winni… Nie chcieli słuchać Jezusa,  ukrzyżowali go… Ich problem… Myśmy uwierzyli, jesteśmy tu z Matką Bożą z innymi wspaniałymi ludźmi i nam tu dobrze. A oni sami są sobie winni…


Co by się wtedy stało? Po czterdziestu, pięćdziesięciu latach wraz ze śmiercią Jana Apostoła, najmłodszego z nich skończyło by się chrześcijaństwo…  Nikt więcej nie usłyszałby o Jezusie Chrystusie, o Bogu, który tak nas ukochał, że oddał za nas swoje życie… Wszyscy jesteśmy zaproszeni tak jak apostołowie, do świadczenia o Bogu i Jego Ewangelii. Już dwa tysiące lat apostołowie i ich uczniowie głoszą światło wiary w Chrystusa. Myśmy ją otrzymali od naszych rodziców, dziadków, księży... teraz nasza kolej, aby Dobrą Nowinę przekazać następnym...


Pogrzeb... 2012-04-13

Po przyjeździe do domu (czyli na Litwę, na plebanię) dowiedziałem się, że zmarł brat ks. proboszcza. Był 8 lat od niego młodszy. Zmarł niespodziewanie. Szedł ulicą, przewrócił się, zmarł... Zawał. O kurcze.


Wczoraj byliśmy na pogrzebie. Żegnało go 24 księży. Pogrzeb miał miejsce w Kuciunai, jakieś 3 km od polskiej granicy. Już wcześniej opisywałem tę miejscowość... Byliśmy tam pół roku temu przy okazji pogrzebu proboszcza mamy. Teraz najmłodszy z synów spoczął obok niej. Zdecydowanie za szybko...


Chwila w Polsce... 2012-04-13

To że święconki nie ma (albo prawie nie ma) to jeszcze można przeżyć... Ale że lanego poniedziałku? Zamiast tego jest zwyczaj kacania [kaczania] jajek i zawody kto więcej jajek zje... ponoć do 40 dochodzą najlepsi...


Jako że jest nas tu dość dużo na parafii to ustaliliśmy, że w poniedziałek, wtorek i środę możemy się dogadać co do wyjazdów. Ja i Vitalius wzięliśmy wolne w poniedziałek po obiedzie, Virginius zaś wziął wolne po śniadaniu we wtorek... By tak wyszło musiałem wziąć na siebie dwa kazania - w poniedziałek o 9:30 i we wtorek o 18:00. Ok. Myślę że układ dobry. Zwłaszcza że dwa razy powiedziałem to samo kazanie :). Znane już niektórym kazanie ks. Wiszowatego z zajęć z homiletyki - "Więcej..." Ciekawie ono brzmiało po litewsku :).


Po Mszy o 9:30 pospowiadałem na następnej - 10:30 i tak koło 11:00 wpadł mi pomysł by zobaczyć czy nie ma już może obiadu gotowego. W końcu mam jechać po obiedzie, a czy to oznacza, że muszę czekać na wszystkich jeszcze dwie godziny? Obiad był.  A ja 3 godziny później bylem już w Kętrzynie. Odwiedziłem tam Bogusię i Wojtka. Dawno u nich nie byłem. Przypomnieli mi się ostatnio w Wielki Czwartek życzeniami. Postanowiłem więc wpaść choć na chwilkę... Potem jeszcze na chwilę chciałem zajechać do Ziemka i Darii, ale tym razem święta spędzają u Taty. Pogadaliśmy więc chwilę z ich mamą przed domem, a chwile potem z kolejnymi znajomymi, którzy właśnie wracali z kościoła.


Kolejnym punktem podróży był Bisztynek. Odwiedziłem kilka miejsc, i tych, gdzie bywam częściej, ale i takich co pierwszy raz. Głównym punktem programu była kolacja świąteczna z młodzieżą studencką i pracującą :). Cieszę się że mimo, że już nie jestem ich wikarym dalej mnie zapraszają, i dla wielu stałem się kimś bliskim... Czuję się tam bardzo swobodnie. Nasze spotkania to już tradycja, mają też swoje małe tradycje, jak szaszłyki, czy gry... Fajnie wyszło, że nie musiałem na rano wracać do siebie. Był więc czas by po śniadaniu odwiedzić Sławka, a potem spotkać się z młodszą młodzieżą. Rozczarowała mnie tylko ilość tych co przyszli... Była Marta i Magda, Kamil i Ala... Zebrani pod salką przenieśliśmy się więc do Ali do domku. I po półtorej godziny ruszyłem w drogę powrotną...


Wielkanoc na Litwie 2012-04-13

Wielkanoc. Tak jak w Polsce obchody zaczęliśmy już w sobotę wieczorem, gdy po Liturgii Wigilii Paschalnej wpadliśmy z Virginiusem do kuchni na mięso. :) Tak było zawsze u mnie w domu (ach te pieczone boczki i karkówki), tak było w Bisztynku na plebanii (wyśmienite gotowane mięso, bodajże karkówka). Hehe przypomina mi się także jak ze dwa lata temu wpałaszowaliśmy potężne ilości indyka u sióstr S. Fajnie było... Tu mieliśmy czasu naprawdę niedużo... Jakieś 20 min do następnej liturgii... Ale gosposię śmiały się z nas... Mięso musi być...I było...


W czasie wieczornej liturgii Wigilii Paschalnej mieliśmy 3 czytania ze Starego Testamentu. Psalmy między nimi ładnie wykonane - choć jeden z gitarą, co we mnie budziło mieszane uczucia... Przecież jeszcze nie ma Alleluja... Nie wolno... Ale cóż... Mi cały czas w uszach brzmiały melodie z Bisztynka... Wytężałem słuch, a nuż z wiatrem przyleci ta piękna hebraica w Kasi wykonaniu... A nuż usłyszę Agnieszkę, Martę czy Agatkę? Może dosłyszę Hosanna z Kantyku Mojżesza? Dosłyszałem... Słyszałem wyraźnie swoim sercem... Te dźwięki wciąż brzmiały w moim sercu, nerkach i głowie... Rozbrzmiewały z siłą i radością napełniając mnie tym Duchem Wielkiej Nocy...


Rano procesja. Jak w Polsce. Młodzież przysypiająca w ławkach. Tłumy w Kościele i na zewnątrz. Trzy kółka. Nawet "Wesoły nam dzień dziś nastał" takie same, choć po litewsku. Różnica tylko taka, że po Mszy rezurekcyjnej nie było śniadania wielkanocnego u nas. Śniadanie we własnym zakresie, w kuchni... OK. To dlatego, że zaraz druga Msza. Zresztą ja sam ją odprawiam. Nie mówię kazania. Dziś list biskupa. O przeczytanie poprosiłem ks. Kanonika. Nie chciałem kaleczyć ich uszu. Na koniec Mszy śpiewam uroczyste Alleluja. Melodia taka jak w Polsce.


Po Mszy zabieram ks. Władka i ks. Kanonika na kawę do siebie. Mamy jeszcze trochę czasu do obiadu, zanim reszta wróci z Daukszai i Patilczai, gdzie pojechali na rezurekcje  po naszej. Miła atmosfera. Ksiądz kanonik to znany miłośnik sztuki. Sensacją jest mój krzyż. Ręce i nogi Chrystus mu się bardzo nie podobają. Mówi że trzeba oddać go do konserwacji. Gdy mówię że dorobił je konserwator, krzywi się. U nas na Litwie to by nie przeszło...


Na wielkanocnym obiedzie jest nas dużo. Chyba z 12 osób. Ekipa podobna jak w Boże Narodzenie. Oprócz księży jest jeszcze Edmund z Ivetą oraz córkami - syn naszej gosposi. Zaczynamy od stukania się jajkami. kto komu rozbije czubek. Virginius wygrywa ze wszystkimi. Jak później się okazało to nie zasługa jajka, lecz techniki... Trzeba trzymać mocno jajko przy samym czubku. W ten sposób wzmacnia się skorupkę.


Nie ma tu dzielenia się święconką. Generalnie wszystko na stole jest przecież poświęcone... Ot Litwini...


Wielkosobotnia Droga Krzyżowa 2012-04-12






Wielka Sobota to dzień ciszy i spokoju... Zwłaszcza na Litwie... Bo w Polsce byliśmy w tym dniu mocno zabiegani... Próby do liturgii wigilii paschalnej i rezurekcji, święcenia pokarmów co pół godziny itd. Tu dużo rzeczy robią świeccy (kościelny odpowiada za ministrantów, a organistki zajmują się oprawą muzyczną), a święcenie pokarmów prawie nie znane ma miejsce tylko po Mszy Wigilii Paschalnej i drugi raz po rezurekcji.


Co więc robić w Wielką Sobotę? Jest taki zwyczaj, pielęgnowany przez niektórych księży, m.in. naszego proboszcza by nawiedzać "Groby Pańskie". Z tego co zrozumiałem zwyczaj ten wziął się jeszcze z Kowieńskiego seminarium, kiedy to jako klerycy w tym dniu obchodzili choć na krótką modlitwę wszystkie kościoły.


Co roku zmienia się trasa, (dwa lata temu pojechali m.in do Lazdijai, a potem do Polski - Sejny, Suwałki i przez Kalwarię wrócili do Marijampola), ważna jest jednak zasada, że odwiedzamy Pana Jezusa, nie proboszczów.


Wyruszyliśmy  o 10:00 -Ja, Proboszcz  i drugi wikariusz - ks. Vitalius. Parafii pozostał pilnować ks. Virginius, czym chyba nie był zmartwiony :)


Niczym droga krzyżowa, nasza Wielkosobotnia wyprawa liczyła 14 stacji. Przy czym w każdej stacji rozważaliśmy tajemnicę "Złożenie Pana Jezusa do Grobu".


I. Sasnava - kościół zamknięty... pomodliliśmy się na zewnątrz...


II. Skriaudziai - drzwi co prawa otwarte, ale za to krata uniemożliwiła wejście do środka...


III. Veiveriai - udało się. W kościele ma miejsce wystawienie, choć nikogo nie ma. Z zewnątrz pilnuje wszystkiego pracownik porządkujący przed Wielkanocą drogę dookoła kościoła (zdjęcie pod tekstem)



IV. Garliava - przed kościołem spotykamy wikariusza...Grób Pański bogaty w kwiaty




V. Aleksotas - Przedmieścia Kowna... Przy Grobie dyżurują Adoratorki - coś w rodzaju naszych bielinek... Ministranci z ks. Wikariuszem mają próbę




VI. Kowno - Katedra. Grób Pański cały biały, prosty... Jak na katedrę to się nie wysilili stwierdził proboszcz...



VII. Kowno - Jezuici. Dość ciekawy kolorystycznie. Dziwne tylko, że nie ma wystawionego Najświętszego Sakramentu. W kościele trwała próba muzyczna przed Wigilią Paschalną... może dlatego schowali?



VIII. Kowno - kościół Witolda. W środku spotykamy na adoracji księdza Arcybiskupa i ks. Dziekana z Kowna.



IX. Kowno - Kościół Zmartwychwstania (Wotum za odzyskanie w 1918 r przez Litwę niepodległości). Kościół niezwykły, potężny, na jego dachu taras widokowy na kilka tysięcy osób... Robi wrażenie... Grób Pański prosty, ale pięknie zrobiony...





X. Kowno - Petrasiunai. Kościół Kapucynów. Przy grobie całun turyński. Uwagę zwróciły też adoratorki w ciekawych, wielkopostnych uniformach. W parafii spotykamy o. Vincenta, który u nas w Adwencie głosił rekolekcje...




XI. Kowno - Panemune. Grób Pański zrobiono pod głównym ołtarzem. Na adoracji jedna sędziwa adoratorka - mimo znacznego wieku także w uniformie, oraz ksiądz wikariusz.



XII. Rokai. Przedmieścia Kowna. Tu od 12 lat jest już parafia, choć jeszcze nie ma kościoła. Funkcję tę pełni sala należąca do cegielni. Grób Pański jak i sama sala naprawdę ładny.



XIII. Preny - Miasteczko nad Niemnem. Znane mi dobrze z pieszych pielgrzymek do Wilna. Grób zrobiono w bocznej kaplicy.



XIV. Iglauka. Ostatni punkt naszej drogi krzyżowej. Kościół również znany z pielgrzymek. Grób interesujący. Ale jeszcze bardziej zainteresował mnie grill przed kościołem. Idzie postęp. Kiedyś śmieliśmy się, że w Wigilię Paschalną trzeba wziąć ze sobą kiełbaski na ognisko... Tu może warto szaszłyki? :) Nie należę do liturgicznych terrorystów, ale aż się we mnie zagotowało... :)




Po siedmiu godzinach dojechaliśmy do domu. Chwila oddechu (dosłownie - 8 min) i wraz z ks. Virginiusem pojechaliśmy do Patilcai na pierwszą Wigilię Paschalną. Trwała ok 90 min.



i Grób Pański w Patilcai



Potem kolejna u nas... o 20:00. Ta trwała 1:40h. Choć może nie tak uroczysta jak w Bisztynku, ale bardzo piękna. A po liturgii naszła mnie ochota na śpiewanie Alleluja... pół nocy śpiewałem wszystkie znane szlagiery... Fajnie że już święta...


 


Wielki Piątek 2012-04-12

Wielki Piątek - Dzień Męki Pańskiej... Dzień Postu, Modlitwy, Ciszy... Liturgię wieczorną sprawowaliśmy o godz. 18:00. Ale wcześniej, o 15:00 mieliśmy tu u nas w Marijampole Drogę Krzyżową ulicami naszego miasta... Zaskoczyły mnie trzy rzeczy:


ilość wiernych - (naprawdę dużo)
liczba osób zaangażowanych w przygotowanie (każdą stacje dano innej grupie - uczniowie, siostry, harcerze, trzy parafie, itd)
trasa (szliśmy po parkach, podwórkach, przez środek boiska do rugby, głównymi ulicami i dziwnymi opłotkami...)


Przy dwóch stacjach były przygotowane inscenizacje... Czasami mamy takie wrażenie, zwłaszcza w Polsce, że jak my księża sami coś zrobimy to będzie pięknie, lepiej... co najwyżej rozdać teksty, zlecić coś komuś... I nasze Drogi Krzyżowe, nie powiem, są piękne, doniosłe... Ale ta była Niezwykła... Tyle że tu w przygotowanie Drogi zaangażowany był cały sztab ludzi... To oni, świeccy, planowali trasę, prowadzili, zadbali o podział stacji, fotoreportera itd...  Poniżej zdjęcia z fotorelacji zamieszczonej na stronie naszej "białej bożnicy"...



Pan Jezus, Piłat, Prob. Andrzej i Żołnierz  biorą krzyż na swoje ramiona po I stacji...



Nasza droga wiodła m.in. przez rozkopany park nad Szeszupą...



Po tym jak wziąłem krzyż na ramię porządkowy prawie wisiał w powietrzu - ale też chciał nieść...



Tłumy robiły wrażenie, zwłaszcza gdy przechodziliśmy przez centrum miasta... Wielu zabieganych między domem a sklepami zatrzymywało się i ze zdumieniem patrzyło na naszą Drogę Krzyżową



Krzyż łączy nas wszystkich, księży z trzech parafii, wiernych... starszych i młodszych...



Ks. Marius (z Kościoła bł. Jana Pawła II (który dopiero będzie budowany), po lewej pan z Białego Kościoła (to on odpowiadał za trasę) po  prawej chłopak od nas (z Czerwonego Kościoła)


więcej zdjęć


Tarnyste 2012-04-11

Znów troszkę zaległości, które czas nadrobić... Przepraszam więc i biorę się do uzupełnienia bloga...


Zacznijmy od Wielkiego Czwartku. Po  śniadaniu i 3 godzinach snu wybraliśmy się do Vilkaviskis na Mszę św. Krzyżma. Wielki Czwartek to jedyny taki dzień, gdy biskup w asyście swoich kapłanów dokonuje poświęcenia oleju chorych, katechumenów i krzyżma. Zaskoczyła mnie liczba księży. W Olsztynie średnio bywało w katedrze 100-130 księży, co stanowiło 25 proc. duchownych... Tu nas było 82 - tyle że w diecezji nas jest jakieś 120... Generalnie byli prawie wszyscy, co mogli... To znak jedności Biskupa i Prezbiterów.


Wielki Czwartek to także dzień ustanowienia sakramentu Eucharystii i kapłaństwa. W Polsce liturgia Wieczerzy Pańskiej tonie w obfitości laudacji na cześć proboszcza, wikarych... To miło, że pamiętają... Ale w tym Morzu miłości i życzliwości łatwo wtedy zapomnieć, że to Chrystus w Tym dniu (i nie tylko w tym) jest najważniejszy. Chrystus - nie kapłan... "Słudzy nieużyteczni jesteśmy..."  Przecież o to właśnie chodziło Jezusowi, gdy obmywał uczniom nogi... 


"Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy mówicie do mnie: "Nauczycielu", albo,: "Panie", i słusznie tak mówicie, bo jestem. Dlatego jeśli obmyłem wam nogi ja, Pan i Nauczyciel, to i wy powinniście sobie wzajemnie nogi obmywać. Przykład bowiem wam dałem, abyście i wy tak czynili, jak ja wam uczyniłem (J 13,1-15)


Służba... Nie władza... Służba... nie zaszczyty... służba ... nie praca... Choć służba "tarnyste" to trudne słowo...


Tu - Na Liwie znacznie łatwiej było to dostrzec w Wielki Czwartek.. Choć liturgicznie może mniej "wykwintny", teologicznie był znacznie bliższy Liturgii Wieczernika...









   


Kocham... 2012-04-05

Boży szaleńcy... Nie ma rzeczy niemożliwych... Jeśli kochasz... Bo miłość góry przenosi. Oczywiście jest miłość i Miłość... Ta prawdziwa, to nie tylko zachwyt, emocje, egzaltacja... To przede wszystkim obecność... Bycie dla, bycie przy... nie ważne są wtedy dzielące kilometry... Miłość ma różne imiona - jest Eros, Filos i Agape... jest Caritas i Misericordia... Jest wreszcie ta, której na imię "Bóg". - Bóg jest Miłością. Każdy kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga."


Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych - mnieście uczynili... Nikt nie ma większej miłości niż ten, co życie swoje oddaje dla przyjaciół swoich... Kochaj bliźniego jak siebie samego...


Miłość to troska... to myślenie co mogę dać z siebie... I już to jest największą radością i nagrodą... Dla mnie jako księdza, ważne jest także by było to w jakiś sposób ukierunkowane na Chrystusa. Nie wiem jak to wychodzi, ale chciałbym, by w mojej trosce zobaczyć także tego, którego chce być choćby najmniejszym z Uczniów... By było widać, Tego, "który pierwszy nas umiłował". By zobaczyć Boga, który się nad nami pochyla... Bo przecież my jesteśmy jego ciałem - Nasze ręce, to jego ręce...


"Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych,
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę;
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, i dzień pomsty naszego Boga;
aby pocieszać wszystkich zasmuconych,
aby im wieniec dać zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty smutku,
pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu.
Wy zaś będziecie nazywani kapłanami Pana, mienić was będą sługami Boga naszego.
Tak mówi Pan: oddam im nagrodę z całą wiernością i zawrę z nimi wieczyste przymierze.
Plemię ich będzie znane wśród narodów i między ludami - ich potomstwo.
Wszyscy, co ich zobaczą, uznają, że oni są błogosławionym szczepem Pana."


Kocham wielu... Me serce wypełnia miłość i to nie tylko frazes... To prawda... To też jest takie niezwykłe...  W tych relacjach jest oczywiście różnie. Jest ojcostwo, jest braterstwo, jest przyjaźń... jest wreszcie pokrewność dusz... Ale miłość ma przecież różne twarze... Różne twarze i różne imiona... bo miłość nie może być anonimowa... Miłość wszystkich - chce być dobrym i kocham cały świat nie jest jeszcze miłością...  Dziś te twarze stają mi przed oczami i jestem za was Bogu wdzięczny...


jak to śpiewano niegdyś... Kochać to nie zawsze znaczy to samo...







Miłość to dawanie siebie... A niezwykłe jest także to, że wtedy otrzymujemy jeszcze więcej... Dziś też dostrzegam jak wiele dobra się dzieje w moim życiu, dzięki ludziom, których spotykam...


VII chudych lat... 2012-04-04

Data 2.04.2005r godz. 21:37... Ta chwila jakby zatrzymała na jakiś czas świat... I choć świat ruszył z czasem dalej, to już jest inny... Wieczorem w Suwałkach bp Romuald mówił o siedmiu latach tłustych i siedmiu latach chudych... Te które były, pełne różnych tragedii, waśni, problemów, skandali nazwał chudymi... Czas z nadzieją wyglądać nowych siedmiu lat... A może nie tylko wyglądać? Czekać? A bardziej działać? Zwłaszcza w obliczu trudności i wyzwań. Chrześcijanie to żołnierze Chrystusa:


"W końcu bądźcie mocni w Panu - siłą Jego potęgi. Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże - wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świętych i za mnie, aby dane mi było słowo, gdy usta moje otworzę, dla jawnego i swobodnego głoszenia tajemnicy Ewangelii." /Ef 6,10-19/


Warto też dodać (za ks. M. Krulakiem- który rozwijał ten temat w zeszłym roku na COMie), że nie jesteśmy armią obroną... Nie mamy nastawiać się obronę, niczym ostatni bastion, siedząc w okopach i myśląc kto kolejny padnie, kto odejdzie, zdezerteruje... Ze spodniami pełnymi trwogi i niespokojnym sercem... My jesteśmy stworzeni do ataku, jesteśmy armią typowo ofensywną. Na Ataki mamy odpowiadać Kontratakiem, nie myśleć jak się bronić, lecz kogo jeszcze możemy zdobyć dla Chrystusa.


Wspominam dziś Ojca św. i tę jego wielką pracę... Gdy niektórzy mówili mu by już dał sobie spokój z pielgrzymkami, audiencjami, że zdrowie nie te, że wiek nie ten... On się uśmiechał, błogosławił im i szedł uczyć się kolejnych języków... zajęcia z lektorami miał praktycznie do samego końca... Jaki wielki szacunek mają do niego Litwini chociażby, że mówił tu kazania i przemówienia w ich języku... I to naprawdę na poziomie...


Wspominam też czasy mojego dorastania. Nawrócenie, spotkanie Żywego Chrystusa, stworzenie "Wspólnoty" oraz nasz zapał i entuzjazm, jaki wtedy w nas był... akcje z wlepkami w pkp i pks, jutrznie śpiewaną w autobusie, pielgrzymki, ewangelizacje, rekolekcje. W oazie było nas w diecezji ponad 300 - spotykaliśmy się na "adwiforsiażach" i omach w liczbie około 100. Była to wielka moc... Pokolenie JP2. Podobnie Na wydziale teologii w Olsztynie... Przyjęcie 100, a potem nawet 300 osób na I rok teologii dało naszemu miastu wtedy wielki potencjał... I teologia nadała ducha całemu młodemu UWM-owi ... ducha i Ducha... Czy to tylko wspomnienia? Siedem tłustych lat przed? Czy te tłusta lata już nie wrócą...? Czy Syn Człowieczy znajdzie na ziemi wiarę gdy przyjdzie?


Ale wróćmy do 2.04.2012r. . Jak godnie uczcić tę rocznicę? Zastanawiałem się... Po telefonie do ks. Szymona do Suwałk postanowiłem podjechać do nich. Zabrałem ze sobą dn Vitalija z Kalwarii. W końcu też Polak. A my Polacy musimy się trzymać razem :) O 18:00 była Msza u Franciszkanów, a potem marsz życia przez połowę miasta. W kościele św. Aleksandra młodzież miała ciekawy montaż słowno-muzyczny o nauczaniu papieża, a potem pod pomnikiem ok 21:30 odśpiewaliśmy Barkę i oddaliśmy cześć relikwiom bł Jana Pawła II.


Prima aprilis 2012-04-04

W prima aprilis trudno nie zrobić jakiegoś żartu. Choć w tym roku to wypadło akurat w Niedzielę Palmową i przez cały dzień mieliśmy inne rzeczy na głowie, to choć wieczorem wypadało o czymś pomyśleć. Los padł na facebooka. Chwila przeglądania starych zdjęć w zasobach mojego archiwum ... i mam... Wybrałem jedno ze zdjęć z Lubliany (Słowenia) z zeszłorocznych ferii (zdjęcie robione ok. 2 w nocy, na mocno oświetlonej starówce), dodałem w Paincie żółtą wczorajszą datę i wstawiłem z podpisem - Pozdrowienie z Barcelony, gdzie od wczoraj jestem i zostanę na święta... :) Nie wiem czemu akurat Barcelona, ale uznałem że tak będzie zabawnie... A do tego budynki w tle, choć leżące ok 1,5 tyś. km od Barcelony jakby troszkę miały hiszpańskiego uroku.



No  i się zaczęło... Już po chwili pierwsi wkręceni... lajkują, komentują, denerwują się, że nie powiedziałem, zastanawiają się, jak to, czyżbym nie miał co robić na Litwie w święta... Dwie osoby - Ania i Kamil - łapią że to żart, ale po chwili grzecznie już siedzą, nie psując zabawy.


Ja jeszcze dorzucam zdjęcie znalezione przez google - po  zapytaniu w j. hiszp.  "niedziela palmowa - Barcelona" - wyskoczyło całkiem fajne... Co prawda mnie na nim nie ma, ale ktoś je musiał pstrykać :)


Żart trwał ze 4 godziny... Po tym jak wkręciłem także mego brata - kibica Barcy i siostrę zdziwioną, że nic nie powiedziałem... Doszedłem do wniosku, że można już napisać sprostowanie... Zresztą dochodziła już 23:00


Rekolekcje i "Boża paranoja" 2012-04-01

W naszej parafii wczoraj i dziś trwały rekolekcje - głosił je ks. Rimas z Vilkaviskis, dość młody, bystry i mądry kaznodzieja. Doktor teologii. Jak się dowiedziałem od dn Vitalija wykładał on w seminarium dogmatykę. Ustawienie rekolekcji w Niedzielę Palmową ma plus. skorzystało z nich dość dużo ludzi... średnio dziś w kościele było dwa razy więcej niż zwykle... Ze spowiedziami  musieliśmy jednak radzić sobie sami - tzn. ponieważ niedziela - do tego palmowa, nie dało rady liczyć na pomoc okolicznych sąsiadów... Ale że nas przy parafii kręci się aż 10tka, to i z tym było dobrze. Zwłaszcza że spowiadaliśmy na góra trzy konfesjonały. Spowiadaliśmy.. Bo już normalnie jestem wpisany w grafik spowiedzi. Po tych dwóch dniach formułę znam już praktycznie na pamięć... podobnie ogólną naukę. Choć przychodzi czasem ją nieco modyfikować. By jednak nie wpaść w samozachwyt i być pokornym wobec swoich umiejętności wczoraj miałem też ciekawe doświadczenie - z tego co zrozumiałem nie bardzo mogłem rozgrzeszyć... Strach... By nie było nadużycia władzy. Musiałem więc dopytać... Dobrze że można było przejść na angielski... Troszkę zdziwienia penitenta... spowiedź po angielsko-litewsku ale potem radość... Także na Mszy - zwłaszcza przy komunii. Co by było gdyby nie ten angielski? Trzeba brać się za naukę...


Dziś inna sytuacja - podobna. Po raz pierwszy byłem w szpitalu u chorego. Zgłoszenie na plebanię popołudniu i nie ma komu jechać... Biorę więc bursę i jadę. Chory to p. Kazys. Staruszek. Leży na chirurgii. Na mój widok wszyscy wychodzą z sali. zostajemy sami... Chory w ciężkim stanie, ale mówi całkiem mocno... tyle że kompletnie niezrozumiale... Może to przez tlen itd... usiłuje mi coś powiedzieć. Nic a nic nie rozumiem... Przepraszam i narzucam sam rozmowę. Czy chce się wypowiadać? Jakie grzechy? Rozgrzeszenie... Ojcze nasz... Teraz namaszczę? Dobrze? Dobrze. (Namaszczam po cichu po polsku- resztę modlitw odmawiałem po litewsku) Czy chce przyjąć komunię? Tak... Język ma strasznie wyschnięty... ciężko połknąć, więc daję popić wody... Po komunii błogosławię... Zaczynamy też krótką rozmowę... jest już dużo łatwiej... Nie wiem do tej pory co chciał na początku, lecz już po wszystkim opowiada że co I piątek się spowiadał i przyjmował komunię... Dziękuje... Podobnie jego syn i żona...


W czasie rekolekcji ponieważ nie bardzo słuchałem nauk, postanowiłem sam odbyć rekolekcje indywidualne - na podstawie książki "Przyczajony Chrystus ukryty Bóg." Temat ten przywołał ostatnio ks. Adrian, a że już wcześniej się przymierzałem do kupna tej pozycji, nabyłem ją przed tygodniem. Obliczona jest ona na 7 dniowe rekolekcje... Ja zrobiłem to w dwa dni...  może troszkę za szybko... Ale w piątek jedna nauka, a dziś i wczoraj po trzy... jak na rekolekcje przystało... ćwiczenia zostają na później. Bo jest tam dużo ciekawych ćwiczeń medytacyjnych... Aż sam jestem ich ciekaw... jak wyjdą... Polecam wszystkim tę książkę... kupujcie i czytajcie, jeśli macie psychę zaryzykować swoje nawrócenie...


http://gloria24.pl/przyczajony-chrystus-ukryty-bog



e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]