_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Co tu począć ojcze Franciszku? 2012-02-27

Właśnie wróciłem z Suwałk. Po małych przygodach. Oj jak ja lubię takie akcje... Ale może zacznę od początku. Moderator diecezji ełckiej - ks. Szymon zaprosił mnie na Mszę św. z okazji 25 rocznicy śmierci o. Franciszka Blachnickiego. Przyjąłem zaproszenie, choć nie byłem pewny czy będę miał czym pojechać, bo mój samochód nadal na warsztacie... Ale nie robił problemu. Wyjechałem z jakimś 40 min zapasem, tak by się nie śpieszyć... Po drodze zabrałem ze sobą ks. diakona Vitalija z Kalwarii - zgadaliśmy się wczoraj, że chętnie by pojechał. On z urodzenia jest Polakiem z Wileńszczyzny. Lubię go więc w poczuciu odpowiedzialności jako starszy kolega staram się troszkę pokazywać mu nasze polskie duszpasterstwo, a on jako wychowanek neokatechumenatu jest na to otwarty...


Ale wróćmy do jazdy.


Ledwo ruszyliśmy z Kalwarii a tu Zoong. Korek na Via Baltice, (droga z Helsinek do Suwałk i dalej na Warszawę). Nawet nie było jak na nią wjechać... Podszedłem do Kierowcy najbliższego polskiego TIRa i pytam co się dzieje? Wypadek po polskiej stronie koło Szypliszek (czyli korek ma ok 20 km)... Szok. Co tu robić.... Mamy do Mszy jeszcze tylko godzinę... Przez Lazdijai i Sejny nie da rady - za mało czasu... Pomysł by jechać polną drogą wzdłuż Via Baltici aż do Lubovas i tam na Rutkę. Już zacząłem jechać, ale nie do końca jestem pewien czy znajdę tam wjazd na tę drogę... W tym czasie także Vitalij myśli - i wymyślił "telefon do przyjaciela".  Powrót pod kościół i krótka rozmowa z "młodym-gniewnym" znajomym Vitalija. Podpowiada by jechać na Sangrudę i potem polną drogą na Puńsk, a stamtąd można już w Szypliszkach wrócić na Via Baliticę. Jakiś mało przekonany jestem, wolałbym jednak szukać tej drogi na Lubavas, czyli objechać korek po drugiej stronie, ale jednak uległem. Poprosiłem tylko by nas poprowadził do granicy. Trzeba przyznać że młody ma ciężkiego buta, biorąc pod uwagę że prawo jazdy ma dopiero kilka miesięcy. Ciężko mi było za jego czerwonym BMW nadążyć, ale pięknie nas przeprowadził. Sami byśmy na pewno nie poradzili sobie z tej strony.  Gorzej że przy granicy droga nam obca, słabo odśnieżona i trzeba było miejscami zwolnić do 30-40 na godzinę... Zwłaszcza że auto nie moje - pożyczone od proboszcza. Kolejna sprawa to to, że droga na Puńsk to odbijanie kawał na południe, po to by potem znów wracać na Szypliszki - na północ. Patrzę na zegarek i wiem że nie da rady... Telefon do ks. Szymona - zabraknie nam 10 min. Nie ma problemu... Poczekają. Do Suwałk wjechaliśmy 18:01, pod kościołem byliśmy 7 minut później.  W tym czasie jedna z dziewczyn z oazy przedstawiła życiorys ks. Franciszka, puszczono krótką prezentację i odmówiono modlitwę o beatyfikację. Musieliśmy nawet poczekać tak się rozkręcili. Jako że byliśmy w gronie oazowiczów wszyscy uznali to za normalne.


Na koniec wspomnę o kazaniu. Wyszło tak sobie. Chyba ciekawie. Może nieco za długo. Nie pisałem go, tylko wynotowałem kilka cytatów. Reszta z głowy, albo lepiej - z serca. Ciekawie było, gdy tak w pierwszej połowie kazania nagle się przyciąłem... Jakoś nie byłem w stanie ruszyć dalej. Cisza. Postanowiłem więc nie kombinować, zażartowałem i z uśmiechem na twarzy, przy uśmiechach wszystkich zacząłem ten sam wątek ale z innej strony. I poszło.  Miło było zobaczyć wśród wiernych dużo znajomych twarzy. A już niebawem spotkamy się kolejny raz. W niedzielę zacznę u nich rekolekcje.


Gwałtownik Królestwa Bożego 2012-02-26

Jutro przypada 25 rocznica śmierci ks. Franciszka Blachnickiego. Ojciec Franciszek, bo tak go w Ruchu Światło-Życie nazywamy, to był człowiek niezwykłej wiary, konsekwencji i otwartości na Ducha Świętego... To ktoś z innej bajki, zwłaszcza dziś, w dobie subiektywizmu i relatywizmu, ale także w czasach wcześniejszych, w dobie koniunkturalizmu i "niewychylizmu" on był jak bohater z średniowiecznych legend, trochę jak rycerz na białym koniu. Jego charakter, ukształtowany w przedwojennym harcerstwie nie pozwalał mu na żaden kompromis ze złem, jego wierność ideałom "Bóg, Honor, Ojczyzna" dwukrotnie doprowadziła go do uwięzienia, nawet do celi śmierci, ale on nie załamał się ogromem zła, lecz to zło potrafił przekuć w jeszcze większe dobro. Z celi śmierci wychodził mocniejszy, bo świadomość nieuchronnej śmierci pozwoliła mu postawić sobie najważniejsze w życiu pytania i w Bogu znaleźć na nie odpowiedzi.


Był inteligentny, bystry, świetnie zorganizowany. Oddany Kościołowi i Otwarty na Ducha Świętego odczytywał Znaki Czasu i jako jeden z pierwszych w Polsce żył Soborową Odnową Kościoła... W łączności z Rzymem i kolejnymi papieżami szukał drogi Nowej Ewangelizacji i wytyczył ją w Polsce - nadając jej nazwę Światło-Życie.... Człowiek niezwykły, ojciec młodzieży, nauczyciel duszpasterzy, gwałtownik Królestwa Bożego, Wróg nr 2 (po Wyszyńskim) Komunistycznego Systemu... Zdradzony i zabity przez swoich przyjaciół - tajnych współpracowników Wywiadu PRL.


Jest Sługą Bożym - trwa jego proces beatyfikacyjny... Zachęcam by bliżej poznać historię jego życia, historię jego wiary...


Polecam też filmy:












A jak wam się uda to poszukajcie też filmu z TVN  o kulisach śmierci ks. Blachnickiego


pokusty - wyzwanie czy kara boska? 2012-02-26

W dzisiejszej Godzinie Czytań w komentarzu św. Augustyna do Psalmów znajdują się dość ciekawe słowa, które dość jasno pomagają nam zrozumieć Kuszenie Chrystusa na Pustyni i różne pokusy, które nas dosięgają...


"Życie nasze  (..) nie może trwać bez pokusy, ponieważ właśnie postęp duchowy dokonuje się przez pokusy. Ten, kto nie jest kuszony, nie może siebie poznać." I dalej św. Augustyn ukazuję potrzebę tej duchowej walki - "Nikt też nie potrafi osiągnąć wieńca chwały bez uprzedniego zwycięstwa (czyli po naszemu: Nie ma nagrody bez zwycięstwa). Zwycięstwo zaś odnosi się poprzez walkę, a walczyć można jedynie wówczas, gdy się stanie w obliczu pokus i nieprzyjaciela."


Bóg chce nas wychować na Zwycięzców, ale by tak było, trzeba pokusy traktować jak wyzwanie, a nie jak karę boską... "Bądźcie przebiegli jak węże a nieskazitelni jak gołębie.. Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu - w piecu utrapienia" (Syr 2,5)


Przypomina mi się pytanie z ks. Pawlukiewicza - czy Bóg, kurczę, nie mógł nas od razu stworzyć doskonałymi? - Mógł, ale byłoby to troszkę jak kupienie dziecku świetnej strzelanki i wpisanie kodu na nieśmiertelność... Ile tak dali byśmy radę grać? Godzinę?  Dzień? Dwa? - A tak mamy wyzwanie na całe życie... Walczę, więc jestem...


Wielki Post 2012-02-24

„Jeżeli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech mnie naśladuje.” /Łk 9,23/


"Coraz częściej spotyka się opinie, że chrześcijanie to słabeusze,
którzy całą swoją nadzieję pokładają w bajce o istnieniu Boga-człowieka.
Tymczasem czy nie jest właśnie odwrotnie?
Czy wiara we współczesnym świecie nie wymaga przede wszystkim odwagi?
Czy ktoś kto jest tchórzem
jest w stanie świadomie zgodzić się na krzyż wyśmiania, pogardy, szyderstwa?
A Jezus wzywa nas właśnie do dźwigania krzyża sprzeciwu wobec współczesnego świata,
który z coraz większą bezwzględnością łamie Boże przykazania,
w którym liczy się przyjemność,
łatwizna
i niemoralne kompromisy".


To fragment rozważania z mojej dzisiejszej drogi krzyżowej, którą wieczorem odprawiłem wpatrzony w mój krzyż... Postanowiłem wczoraj, że przez ten Wielki Post wrócę do praktyki codziennej drogi krzyżowej. Praktykę tę podjąłem pierwszy raz w Seminarium, a potem już różnie bywało...


40 dni.. i 40 Nocy... 2012-02-22

Wielki Post
"Jest takie czekanie, które już jest spotkaniem
jest taka ciemność, która już jest światłością
jest taka cisza, cisza w której słyszysz Niesłyszalnego..."
Nie zmarnujmy tego czasu...







ach te boobisie 2012-02-21

Dziś ostatki, więc taki filmik zamiast notatki :)







Niedziela i poniedziałek 2012-02-20

Niedziela zaczęła się pechowo. Nasz Altarysta (*Ksiądz Emeryt) Kan. Algimantas miał mały wypadek w drodze do kościoła i z dziurą w nodze wylądował w szpitalu, gdzie założyli mu dwa szwy. Mocno się przy tym wykrwawił. Już jest w domu, ale pewnie tydzień lub dwa będzie włączony z pracy duszpasterskiej. Drugim niedzielnym zdarzeniem było kolejne moje kazanie w Daukszai. Poszło nad wyraz nieźle, widzę też, że ludzie także dobrze to odbierają. Dla mnie to zawsze jest największa obawa. W końcu mam świadomość, ze choć może pod względem językowym wszystko będzie perfect, to jednak gdy przychodzi do czytania, to zawsze coś przekręcę, nie tak zaakcentuję. Dlatego też włożyłem dużo serca, by te kazanie było odpowiednio treściwe. Bazą do niego był tekst z czwartku - O Patriotyzmie. Daukszei to wioska mocno patriotyczna. Do tej pory szczycą się tym, że z wioski wywodziło się 40 partyzantów, a żaden NKWDzista.


Zaraz po Daukszei udaliśmy się do bloku obok plebanii dokończyć kolędę. Ostatnim mieszkaniem  w parafii wspólnie przez nas zwizytowanym było Mieszkanie ks. Mariusa i jego siostry Ilony. Marius, były wikariusz naszej parafii obecnie jest proboszczem nowej parafii i ma budować kościół bł Jana Pawła II. Ilona zaś jest gosposią w kurii biskupiej. Stąd obiad i kolacja były naprawdę na najwyższym poziome. A siedzieliśmy u nich od 14:00 do 21:00. Dobra kolęda. Po powrocie na plebanię była jeszcze okazja troszkę pogadać z księdzem proboszczem. Zaczęło się od pożyczenia auta na dziś, bym mógł skoczyć do Suwałk. Nie było problemu (Przy okazji zrobiłem większe zakupy dla naszej kuchni). Udało się też nam wczoraj przedyskutować trochę spraw duszpasterskich, oraz dogadać rekolekcje oazowe. Sam nawet nie wiem jak to wyszło. Grunt że odda nam na 17 dni w wakacje plebanię na naszej trzeciej parafii - Patilczai. Nie są to może warunki pensjonatowe, ale na rekolekcje dla 20-tki licealistów czy studentów jak znalazł.


Dodam też, że rano babcie z Legionu Maryi porwały mnie na swoje spotkanie. W święta ks. Proboszcz zadeklarował, że od Trzech króli będę ich opiekunem. Do tej pory cały czas nam coś wypadało w poniedziałki - najczęściej jechaliśmy z proboszczem na wizytację. Dziś więc babcie wzieły  sprawy w swoje ręce i przez godzinkę, po porannej mszy, a kosztem śniadania byłem z nimi na modlitwie i formacji. Dopiero koło 10:00 udało mi się je przeprosić, bo jak już wcześniej wspomniałem musiałem jechać do Suwałk. Legion Maryi to Wspólnota naprawę ciekawa... Na przyszłość będę starał się lepiej ich poznać i lepiej wywiązywać się z tego nowego obowiązku opiekuna.


Bądź wola Twoja 2012-02-19

Ostatki... Miałem zaproszenie do Bisztynka na urodziny - 18 urodziny. Niestety obowiązki nie pozwoliły... Obowiązki i problemy z autem. Zamiast do Bisztynka przyszło mi dziś pojechać do Kowna z Ks. Proboszczem i ks. Viktorem. Była tam msza w rocznicę śmierci jednego księdza. Byli obaj nasi biskupi i ok. 20 księży... Cenię sobie to, że proboszcz zabiera mnie wszędzie, że w jakiś sposób, on - cieszący się tak wielkim szacunkiem i poważaniem wprowadza mnie w relacje z kolejnymi księżmi. Miło... Choć dusza moja wyrywała się do Bisztynka. Jeszcze w drodze prowadząc auto proboszcza myślałem, czy nie dałoby rady jednak jakoś tam dotrzeć... Kiedyś powtarzałem, że pieniądze to nie problem, jeśli są potrzebne to się znajdą, a jak się nie znajdą, to widocznie nie były tak koniecznie potrzebne... Choć może to dla kogoś dziwnie brzmieć, ale to się sprawdza. Sam tego wiele razy doświadczałem.  Tą sentencję mogę dziś sparafrazować i odnieść do urodzin... jeśli miałbym tam być, to nie patrząc na przeciwności, bym tam dotarł, skoro jednak się nie udało, to widać moja obecność tam nie była niezbędna... Mam nadzieję, że bawili się świetnie. Ja ten wieczór ostatkowy też jakoś spędziłem... Życie płynie dalej... Nie wszędzie można być, nie zawsze trzeba spełniać wszelkie swoje zachcianki... To także uczy pokory. Bądź wola Twoja...


Miłość, Wiara i Wiedza... Czyli sto pytań do Bierzmowańców 2012-02-18

Trzecia Adoracja za nami. I tym razem było też około dwudziestu kilku osób... Między innymi była garstka młodzieży przygotowującej się do bierzmowania. Adoracja trwała ok 30 min. Temat - Miłość. Już poprzednio wpadłem na pomysł, by fragmenty z Biblii dawać do czytania młodzieży... Ja prowadziłem modlitwę, oraz krótkie rozważanie - Czym jest miłość... Jako dodatek tym razem były świece porozstawiane na ołtarzu - zarówno podgrzewacze, jak i takie cienkie - prawosławne świeczuszki.


Po adoracji było spotkanie dla młodzieży, z głównym akcentem na bierzmowańców... Tak jak mi poradził proboszcz, ponieważ uczą się wszyscy angielskiego, spotkanie było po angielsku... Myślę że było to dla nich coś nowego... Taki inny, dziwny kontakt... Zrobiłem z nimi temat Wierzę w Boga... Kiedyś robiłem to w Kętrzynie z niezłym skutkiem... Proste pytania o wiarę, okazują się być trudne... W kogo wierzysz? W Boga? Jakiego Boga? Ilu Bogów? Jeden czy trzech? Co to znaczy? Kim jest Bóg Ojciec? Co o nim możemy powiedzieć? A Jezus Chrystus? A Duch Święty? Kto był Matką Jezusa? Kto Ojcem? Gdzie się urodził? Kiedy? Gdzie zmarł? W jaki sposób? Po co? Dlaczego? Dziesiątki podstawowych pytań, które pomagają troszkę uporządkować naszą wiedzę o Panu Bogu... Bo jak można kochać kogoś, kogo się nie zna... Jeśli kocham to chcę wiedzieć o tym kogo kocham wszystko... To mi na tym zależy...


Jezus - Patriota czy kosmopolita? 2012-02-16

Dziś obchodzimy na Litwie Dzień Niepodległości. 16. lutego 1918r. czyli ponad pół roku przed nami udało im się dzięki pomocy Niemiec zakończyć 123 lata niewoli i rozbiorów.


Już kilka dni temu umówiłem się z proboszczem, że wygłoszę kazanie. W sumie pomysł zrodził się już w niedzielę, gdy byliśmy w Daukszai. Proboszcz mówił, ze chce za tydzień mówić tam kazanie o Niepodległości... Ja sobie też pomyślałem, że ciekawie by było, gdybym ja, troszkę z innej strony też coś ludziom o Niepodległości powiedział.


Mszę wieczorną miałem razem z ks. Mariuszem. Było ok 20 osób. Nie za wiele. Gdy po przeczytaniu Ewangelii zostałem na ambonie widziałem zdziwienie w oczach niektórych... Pewnie czytając troszkę kaleczyłem ich język, więc patrzyli wzrokiem mocno niepewnym... O co tu biega... Ale już chwilę później widziałem, że nastał w nich spokój i zaciekawienie... Tak mniej więcej po tym, jak zacząłem mówić za co kocham Litwę... "Nie tylko za piękno kraju, bo moja rodzinna Warmia jest równie wspaniała... Ale za piękno ludzi, za ich otwartość, dobroć, życzliwość..."


W kazaniu wychodząc ze zdania św. Pawła: Nie ma już Greka, ani żyda, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus", poruszyłem temat braterstwa nas - ludzi różnych narodów. Te chrześcijańskie braterstwo wynika z trzech religijnych przesłanek:


1) Bóg stworzył wszystkich ludzi
2) Jezus Chrystus umarł i zmartwychwstał za grzechy wszystkich ludzi
3) Bóg szykuje w niebie miejsce dla wszystkich, nie tylko dla Litwinów (czy Polaków), choć to oczywiście nie oznacza że wszyscy z zaproszenia skorzystają.


Po tym wszystkim postawiłem pytanie: Czy w takim razie narody są nam jeszcze potrzebne? I czy Jezus był patriotą czy może kosmopolitą?


Patriotyzm Jezusa ukazałem w oparciu o znajomość historii i tradycji, miłość do ludzi, a także do miejsc z nim związanych. Szczególnym fragmentem był tu oczywiście płacz Jezusa nad zburzeniem Jerozolimy, zapisany w Ewangeliach.


Pokazałem także jego otwarcie na innych, (syrofenicjanka, setnik rzymski i samarytanie), to że miłość do narodu nie musi oznaczać nacjonalizmu, lecz powinna nieść Szacunek i miłość do innych, bo przecież wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga.


Tu zamieszczam wersję pełną i oryginalną (kazanie tym razem pisałem sam i to od razu po litewsku - poprawiał je potem ks. Vitalius - ale było zaledwie kilka błędów...):


Broliai ir sesės, Lietuvos patriotai. Šiandien minime skaudžius ir džiaugsmingus jūsų istorijos įvykius. Lietuvos respublika buvo atkurta po šimto dvidešimt trijų metų Rusijos vergijos. Aš noriu džiaugtis kartu su jumis. Nors aš esu Lenkas, bet Lietuva man patinka ir Ji yra mano širdyje. Lietuva yra gražus kraštas. Aš buvau čia tiek daug kartų, kad norėjau čia gyventi ir dirbti. Kas sužavėjo mane? Ne tik gamtos grožis. Mano gimtinė – Varmija irgi yra puikus kraštas. Kas sužavėjo mane? Gerumas ir atviraširdiškumas žmonių, palankumas, nuoširdumas …


Mes krikščionys, visi esame broliai. Šventasis Paulius rašė: Čia jau nebėra nei graiko, nei žydo, (...) nei barbaro, nei skito, nei vergo, nei laisvojo, bet visa ir visuose – Kristus. Ką tai reiškia? Pirma: Dievas sukūrė visus žmones: ne tik žydus, graikus, lenkus, lietuvius. Antra: Jėzus Kristus buvo prikaltas prie kryžiaus ir kėlėsi iš numirusių nes norėjo išganyti visą pasaulį. Trečia: Jezus sakė: “Mano Tėvo namuose daug buveinių. Antraip argi būčiau sakęs: ‘Einu jums vietos paruošti!’?” Dangus, tai vieta, kuri yra dėl visų, nors ne visi jai priklauso. Ar tai reiškia, kad mūsų tautos nėra svarbios? Ne. Yra svarbios, yra labai svarbios. Jėsus – Dievas, tapo žmogumi, priėmė kūną ir su juo priėmė tautybę. Kai mes skaitome Evangeliją matome, kaip Jėzus mylėjo savo tautą, jos istoriją, tradiciją. Prieš savo mirtį prie Jeruzalės, išvydęs miestą, Jėzus verkė jo ir sakė: Jeruzale, Jeruzale! Tu žudai pranašus ir užmuši akmenimis tuos, kurie pas tave siųsti. Kiek kartų norėjau surinkti tavo vaikus, kaip višta surenka savo viščiukus po sparnais, o Tu nenorėjai!


Jėzus mylėjo savo tautą, bet kai žmonės iš kitų tautų (pavyzdžiui: sirofenikietė, Romos šimtininkas, samarietis) prašė pagalbos, Jis ir jų išklausė ir padėjo.


 Jėzus pasakė visiems, taip pat ir mums : „Jei kas nori eiti paskui mane, teišsižada pats savęs, teneša savo kryžių ir teseka manimi. Jėzus mus moko mylėti savo tėvynę, bet taip pat mylėti ir vertinti kitas tautas, nes mes visi esame Dievo vaikai. Amen.


Przychodzi ksiądz do lekarza 2012-02-15

To nie nowa wersja starych żartów, lecz wczorajsza rzeczywistość... miałem o tym napisać już wczoraj, ale wieczorem byłem pod takim wrażeniem "Róży", że bez sensu byłoby zaczynać nowy wątek.


W nocy z poniedziałku na wtorek znów pojawiły się u mnie zmiany na skórze na górnej części twarzy, zwłaszcza w okolicach oczy... Identycznie jak po świętach Bożego Narodzenia. Wtedy udało się to po tygodniu zaleczyć smarując kremem Cutibaza i Maścią Rumiankową, ale skoro znów po półtora miesiąca pojawiły się te problemy, tym razem trzeba iść do lekarza. Tylko gdzie go znaleźć i jak się dogadać.. Po krótkim rekonesansie w internecie dowiedziałem się, że Dermatolog to -Odos Ligu Gydytojas. Jeszcze trzeba gdzieś znaleźć "Kabinetas" - znalazłem jeden na ul. Kowieńskiej i dwa (w tym samym miejscu) na ul. Kościelnej. Przyjmuje kobieta i mężczyzna z ukraińskim nazwiskiem. Decyzja - idę na Kościelną, bliżej. W poczekalni jedna kobieta z dzieckiem, ale już wychodzą... Pytam się czy ktoś jest w środku, które drzwi... Na drzwiach napis, że przyjmują po rejestracji telefonicznej... Aha. Drzwi się otworzyły doktor zaprosił i pyta się o rejestrację... Mówię po litewsku, że właśnie teraz chciałbym się zarejestrować... Przy okazji daję mój piękny dokument ubezpieczenia, oraz pytam czy możemy rozmawiać po angielsku lub po polsku... Po polsku "ciut" - po rosyjsku lub ukraińsku, a jeśli po angielsku to popołudniu z żoną... Po wypełnieniu ankiety - lakarz wpisał mnie u nich w przychodni jako Slavomir Brevčinskij. Po formalnościach przechodzimy od razu do oględzin... Chwila rozmowy po litewsku ze spolszczonymi rusycyzmami i dwie recepty - tabletki i maść, którą przygotuje mi jedna apteka. Nadal nie wiem co jest przyczyną uczulenia, ale po wieczornym smarowaniu brązową i śmierdzącą maścią jest dziś już troszkę lepiej... Wizytę u lekarza uznaję za bardzo udaną...


Rosa pulchra est 2012-02-14

Róża jest piękna... To było chyba pierwsze zdanie jakie nauczyłem się 15 lat temu po łacinie... Dziś jestem świeżo po obejrzeniu filmu "Róża" i muszę przyznać że i ten film jest piękny... Choć może zamiast słowa piękny warto użyć słowa "wybitny", "wyjątkowy", "niezwykły". Nie tak dawno widziałem (*o czym zresztą także tu pisałem) film "W ciemności" - polskiego kandydata do Osacara . Ten bije go na głowę...


Wybraliśmy się do kina w Suwałkach razem z proboszczem. Wspomniałem mu kilka dni temu o tym filmie, jakoś mimo chodem, a że urodził się 2,5 km od polskiej granicy, nie wiele lat po tych wydarzeniach  to i historia była dla niego ciekawa. Chciał ją obejrzeć. Może dzień wybraliśmy niezbyt dobry, dziś w kinie było multum ludzi - wiadomo Walentynki, ale nie było to aż tak wielkie utrudnienie...


Jestem mocno duchowo i historycznie wrośnięty w Warmię i Mazury. Choć moi rodzice byli tam przyjezdnymi, to te ziemie dla mnie stały się Ojczyzną, ojcowizną... A jej bolesna historia, po części moją historią... W filmie widać ten wielki ból jaki ziemi i ludziom zadała wojna. Widać jak w imię wolności ojczyzny gwałci się i tłamsi jej dzieci, jak ludzie którzy przez niemców uznawani byli za polskie świnie stają się teraz hitlerowskimi świniami... A że to niemcy - to znaczy że można ich bezkarnie okradać, bić, gwałcić...


W tym wszystkim dwoje ludzi, którzy zupełnie odnaleźć się nie potrafią, - były polski partyzant, i polska mazurka wdowa po niemieckim żołnierzu - odnajdują siebie i wspólnie próbują przetrwać to, co mimo pokoju jest gorszym niż wojna...


Dla Warmiaków i Mazurów wojna tak naprawdę zaczęła się dopiero w 1944 i trwała do 1947-49 gdy wielu z nich, także uważających się wcześniej za polaków nie wytrzymało "lekcji miłości" zgotowanej im przez rodaków... Chyba na kilka dni mam tematu do przemyśleń... Nie wszystko zrozumiałem, nie wszystko uchwyciłem... Do filmu będę pewnie jeszcze musiał wrócić... Do filmu i do opracowań na jego temat... Bo warto... Ze względu na brutalność polecam osobom pełnoletnim...



bez auta... 2012-02-13

Życie bez auta (mam nadzieję że nie za długo) ma także plusy. Zwłaszcza finansowe... Ten miesiąc będzie pewnie na plusie... To co tu na Litwie dostajemy to nie są jakieś kokosy, jakieś  400 zł na dwa tygodnie, a koszty paliwa i utrzymania auta to znaczna część mojego budżetu. Co prawda musiałem dziś odmówić ks. Jerzemu pomocy w Rutce Tartak, ale sobie poradzi... A póki co chyba Pierwszy raz się zdarzyło, że przy okazji otrzymania mojej mini pensji z poprzednich dwóch tygodni zostało mi jeszcze połowę :). Gorzej będzie, jak przyjdzie płacić za naprawę samochodu. Mam nadzieję że z wypłatą z ubezpieczenia nie będzie problemu... Ale kto wie... Coś muszę na wszelki wypadek odłożyć.


Poza tym jak na osobę chwilowo bez auta na brak jazdy nie narzekam. Trzeci dzień z rzędu robię za kierowcę ks. Proboszcza. W sobotę i niedzielę byliśmy na naszej drugiej (z trzech) parafii - Daukszai na Mszach, a dziś mieliśmy wizytację dziekańską na wiosce w sąsiedniej parafii. Tamtejszy proboszcz - Remigiusz - jest jednym z sześciu  kapelanów policji na Litwie, i jako jeden z czterech księży w naszej diecezji nosi brodę. Pozostali to ja, ks. Mirosław (Polak z Alytusa) i diakon Vitalius (Polak z Wilna, obecnie pracuje w Kalwarii).  Ach ci Polacy. Co ciekawe ks. Remigiusz dość dobrze mówi po polsku. Jak się wydało później w rozmowie, choć uważa się za Litwina, to jego mama wywodziła się ze spolonizowanej litewskiej szlachty i w swoim domu mówiła po polsku... dopiero później przeszli na litewski...


Wracając do jady autem, jutro znów będzie okazja pojeździć sędziwą Toyotą Picnic ks. proboszcza. Zaproponowałem mu wyjazd do Suwałk do kina na Różę. I bardzo chętnie na to przystał... Jedzie z nami także Virgilius i być może Edukas - szef parafialnej firmy pogrzebowej... Proboszcz i Edek mówią dość dobrze po polsku, Virgilius nie... Ale mam nadzieję, że film się wszystkim spodoba... mówią że to arcydzieło... Pożyjemy - ocenimy...


Rekolekcje 2012-02-11

Sobota spokojna. Troszkę zimno, ale nie jest źle. Rano wykorzystałem moment i dopytałem proboszcza o możliwość wygłoszenia trzecich rekolekcji w Wielkim Poście. Zaproszenie przyszło od ks. Leonarda z Sątop już jakieś półtora tygodnia temu, ale ciężko było wybrać dobry moment. :) Najpierw goście, potem zamieszanie z autem... teraz proboszcza nie było ze dwa dni... Wreszcie krótka rozmowa i nie ma problemu. Marszruta na Wielki Post będzie więc wyglądać tak, że najpierw od II niedzieli jestem w Suwałkach, potem do IV Niedzieli w Sątopach, a na koniec po V niedzieli w Lidzbarku Warmińskim. Trzeba będzie przygotować troszkę nowych nauk, zwłaszcza do Sątop. Najlepsze że tuż po naszej rozmowie dzwoniła do mnie Ela O. z Ośrodka w Nowym Kawkowie, czy nie wziąłbym jak w zeszłym roku Wielkopostnej Oazy Modlitwy. Nie da rady. Ale obiecałem im pomóc ją zorganizować. W zeszłym roku nieźle to wyszło. Mam nadzieję że i tym razem wypali. Pytanie tylko czy znajdzie się ksiądz i chętni animatorzy, bo uczestników będzie wielu na pewno...


W południe ogłoszono, że Stolica Apostolska mianowała nowego biskupa w Koszedarach - idzie tam bp pomocniczy  Jonas z Kowna. Papież mianował też nowego biskupa pomocniczego w Telszach. Został nim o. Linas z Kretyngi - Bernardyn. Bardzo młody - ma 39 lat.


Dziecko - cud czy bariera? 2012-02-10

Wczorajszą notatkę wkleiłem na fb, to może dziś zróbmy odwrotnie.


U jednej z moich koleżanek pojawił się ciekawy cytat z p. Środy... pod znaczącym tytułem jaki Iwonka nadała "JAPIERDZIELE"


"Posiadanie małego dziecka w wieku dwudziestu lat jest - dla większości młodych, nieprzygotowanych ludzi - poważną przeszkodą w ich życiowych planach i rozrywkach. Dziecko to nie - cud, tylko bariera. Jest nieznośne, ryczy, domaga się opieki, ciągłej krzątaniny. Nie ma - w moim przekonaniu - czegoś takiego jak instynkt macierzyński, gdyby był, każda kobieta odczuwała by nieustającą potrzebę opieki nad swoimi dziećmi. Tak jednak nigdy nie było i nie jest. Znacząca większość kobiet kocha swoje dzieci, ale nie z powodu instynktu lecz wyuczonej wrażliwości, empatii, troski. Instynkt mają wyłącznie zwierzęta, nie kobiety. " (M.Środa)


i oto kilka głosów w naszej dyskusji...


IWONKA - pierwszą ciążę zaszłam w wieku lat 20... oj biedne moje dziecko... że też jeszcze żyje...


MONIKA - nie no to ja chyba nie kobieta jestem tylko zwierzę...


X - Skoro dziecko jest barierą, to trzeba je usunąć. Może to nie po katolicku, ale szkoda że p. Środy nie usunęli....


AGNIESZKA - a ja się zgadzam z p.Środą dla WIĘKSZOŚCI młodych ludzi -nieprzygotowanych dzieci są dramatem -patrz wydarzenia ostatnich dni a ile jest podobnych dramatów nienagłośnionych?ja nie wiem czy to instynkt ale wydaje mi się,że moje dziecię powiłam z czystego egoizmu później przyszła miłość itd....a czy to nieprawda,że dzieci są nieznośnie? nie uważam,że rodzicielstwo jest tylko piękne... chyba jestem okrutna...dobra idę zarabiać na lepsze życie dla mojego ssaka;))


X - Dyskusję z p. Środą trzeba by zacząć od ustalenia pojęć. Bo już samo to jest problemem. Czy jest instynkt macierzyński czy nie? Mówi ona o empatii, wrażliwości, troskliwości - a czym to jest jak nie instynktem macierzyńskim... Tego nie da się wyuczyć... Kobieta, czy ojciec uczy się oczywiście od swoich rodziców, czy innych wzorców, (także negatywnych - jakim nie być) ale to nie są tylko wyuczone zachowania... Egoizm? Oczywiście, często jest takie pragnienie - chcę mieć dziecko... to taka niedojrzałość... Ale przy dziecku szybko człowiek zaczyna dojrzewać do prawdziwej miłości. Co się zaś tyczy "większości nieprzygotowanych młodych ludzi" to pani Środa i środowiska z nią związane przez XX lat robią co mogą, by byli oni jeszcze bardziej nieprzygotowani do rodzicielstwa, proponując naukę technik seksualnych, i antykoncepcji zamiast odpowiedzialności... A dziś dziwią się że ci, co im uwierzyli w dziecku zamiast "cud" widzą "barierę"




Być ojcem... 2012-02-09

Dzień za dniem leniwie goni... bardzo leniwie. Wyjazd ostatnich gości pozostawił dużą pustkę. Nawet się tego nie spodziewałem. Najbardziej brakuje wspólnej modlitwy. To była wielka radość, że przez ten poprzedni tydzień pewnie ze 30 godzin brewiarzowych (jutrzni, nieszporów, komplet, godzin czytań) odmawialiśmy wspólnie, z podziałem na chóry, ciesząc i rozkoszując dusze modlitwą...


Ciężko teraz wrócić znów do brewiarza sam na sam z Bogiem. Nawet przy śniadaniu dziś wraz z Vitaljusem i Kanonikiem podobny temat wisiał w powietrzu... Co prawda nie temat wspólnej modlitwy... Nie wiem nawet czy oni wiedzą, że nasza młodzież oazowa tak lubi i ceni tę modlitwę... Mówiliśmy bardziej o ojcostwie w kapłaństwie... O tym, jaka to radość być nie tylko księdzem ale i TATĄ - Duchowym/Duchownym tatą...


Ta relacja ojcowska, zwłaszcza dziś w dobie zabiegania rodziców jest bardzo niezwykła. Mówi o niej ks. Pawlukiewicz i wszystkie jego warmińskie klony, mówi p. Pulikowski, ja też nie raz mówiłem... Ale najważniejsze to nie mówienie, lecz przeżywanie tego... Przeżywanie i odkrywanie.


Ojciec to nie tylko ten co da życie. To nie tylko ten, co da nazwisko, co zarabia na rodzinę... Choć jest to ważne, to jednak nie wszystko... Ojciec to także ten, co przytuli, co powie do córki "Moje Słonko", "Mój Skarbie", co wysłucha, łzę otrze, pośmieje się i pomilczy gdy trzeba... Co syna pochwali, odpyta co w szkole,w domu, wśród przyjaciół. To ten co syna poprosi o pomoc w męskich pracach, a córkę w domowych obowiązkach, a potem legnie wraz z dziećmi na tapczanie by po wszystkim odpocząć i zasnąć wtulonym w czasie wspólnego rodzinnego oglądania filmowych hitów czy słuchania muzyki. Tata to ten, który jest przewodnikiem wycieczki, co wszystko (lub prawie wszystko) wie, pokaże i wytłumaczy. A po całym dniu zwiedzania zabierze na obiad czy kolacje...


Piotr powiedział do Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą”. Jezus odpowiedział: „Zaprawdę powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.” /Mk 10,28-30/


Fajnie jest być ojcem. To co było i jest to nie tylko słowa, lecz szukanie sposobów, by tę pochodzącą od Boga Ojcowską Miłość dawać na co dzień...







P.S. Dziś - po pół roku zawiesiłem mój krzyż w salonie. Do tej pory stał w sypialni... Nie było odpowiedniego dla niego kołka czy gwoździa, a nie chciałem robić nowej dziury, nie wiedząc ile tu będę mieszkał. Ponieważ jednak widzę, że na tym pierwszym próbnym roku raczej nie pozostanie, postanowiłem że jednak trzeba go powiesić. I zawisł. To dla mnie też ważne, bo jest to jakieś odejście od tymczasowości...


sobotnio-niedzielne atrakcje 2012-02-06

W niedzielę wróciłem z Polski ok 3:00 rano. Była więc chwila by się przespać, lecz zbyt mało by się wyspać. Na śniadanie i Mszę o 8:30  jednak wstałem dość sprawnie. O 9:30 mieliśmy gościa - księdza biskupa Rimantasa. Tak jak zapowiedział, od tego roku co miesiąc chce w jedną niedzielę odprawić u nas Mszę z wiernymi.


Wczoraj miałem także drugą Mszę - w Daukszai o 12:30, a po niej po raz pierwszy na Litwie prowadziłem pogrzeb. Jeszcze w karawanie wraz z panem z firmy pogrzebowej szybko powtarzaliśmy modlitwy do przeczytania. Nie wiem jak wyszło, pewnie tak sobie, wydaje mi się, że w aucie szło lepiej niż potem przy grobie, zwłaszcza że trzeba było mówić dość głośno, bo nie było mikrofonu. Pogrzeb w ogóle wyszedł dość skromnie. Tu jest troszkę inaczej niż w Polsce. Widać było olbrzymią oszczędność - trumna z pomalowanej płyty, rodzina i sąsiedzi sami nieśli trumnę, zasypujący grób też jakoś mniej uroczyście i profesjonalnie. Nie wiem... Jakoś dziwne to wszystko było, w porównaniu z Polską.


Mocno wymarzłem na pogrzebie. W sobotę odwożąc młodzież też. Mieliśmy małą przygodę z autem. Ponad 4 godz. (z czego dwie na mrozie) czekałem na pomoc Assistance, holowanie i auto zastępcze. Generalnie nic poważnego, poszła szyba, dwie opony i plastiki na zderzakach, ale trzeba je było odstawić do warsztatu. Dobrze, że nieco ponad tydzień temu wykupiłem nowe AC i Assistance. Dzięki temu jest dużo łatwiej w różnych zimowych niespodziankach.


Wymrożenie skutkuje tym, że już wczoraj wieczorem byłem podziębiony, a dziś jeszcze bardziej. Zwłaszcza mam problemy z gardłem oraz z jedną stroną szyi - czuję jakbym złapał wilka, jakby mnie przewiało. Trzeba się kurować. Oczywiście naturalnie - cebula, zioła, miód, a za dwie godziny idziemy się wygrzać do ruskiej bani. Troszkę się człowiek wypoci. Naturalna medycyna zawsze była mi bliższa niż tabletki i antybiotyki. Zobaczymy czy wystarczy by mnie znów postawić na nogi.


miedzy stoikiem, a katolikiem 2012-02-05

Już kiedyś mówiono mi, że jestem niepoprawnym stoikiem. Mało jest sytuacji, które potrafią wytrącić mnie z równowagi, zdołować, wkurzyć... Nie wiem skąd to się bierze, ale dalej widzę, że jest we mnie dużo tego dla wielu dziwnego spokoju. Cokolwiek by się nie działo, nie ma się co martwić czy wkurzać. Złość, gniew, walenie głową w mur nic nie zmienią... A skoro tak, to szkoda na to zdrowia i czasu. Zamiast martwić się tym co tracę, lepiej skupić się na tym, co przez to mogę zyskać, bo przecież Bóg nawet z najgorszego zła potrafi wyprowadzić wielkie dobro...


"Choćbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę bo ty jesteś przy mnie
Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą"


Nie raz tego doświadczałem, więc może stąd ten spokój... Wszystko to tylko marność... W obliczu tego co najcenniejsze... Bóg dał, Bóg wziął, niech imię pańskie będzie pochwalone...


sen, modlitwa i rock & roll 2012-02-04

Tydzień z gośćmi dobiega końca. Miły to czas, zupełnie inny też, niż poprzednie wizyty moich "dzieci". Może dlatego, że zima... Do tego przyszły mocne mrozy..., że najchętniej siedziało by się w domu... Poniedziałek i wtorek spędziliśmy objazdowo - zwiedziliśmy Kowno (pn) oraz Wilno i Troki. W Wilnie jak zwykle urzekły nas siostry Jezusa Miłosiernego swoją gościnnością i taką niezwykłą bezpośredniością. Zwłaszcza siostra Michaela. Na początku naszej znajomości, kilka lat temu ta bezpośredniość wprawiała mnie w konsternację, mnie wielkiego faceta, bądź co bądź mocno bezpośredniego w relacjach z ludźmi... Z nimi nie ma możliwości, ani potrzeby na czarowanie, kurtuazję i grzecznościowe ściemy. Krótka piłka. I to jest tam niezwykłe.


Ich gościnność sprawiła też mały problem. Po Mszy byliśmy umówieni na zwiedzanie Uniwersytetu Wileńskiego z przewodnikiem. Niestety siostry nie chciały przyjąć tego do wiadomości, bo  gdy odprawialiśmy, s. Marta zrobiła dla nas obiad. Głupio się czułem wystawiając do wiatru przewodniczkę. Pierwszy raz mi się to zdarzyło, i jakoś ciężko to było mi zaakceptować... Nie lubię takich sytuacji.


Następne dni - środa, czwartek i piątek spędzaliśmy w domu, na modlitwie, zabawie, jedzeniu, spaniu i oglądaniu filmów... Wszystko w dużym wymiarze, choć w dziwnej i niecodziennej kolejności :) Choć do rekordu z Sylwestra - wstanie młodzieży o 15:00 było jeszcze daleko... 


Wczoraj mieliśmy adorację. Druga po litewsku. Przygotowana przeze mnie z trochę mniejszym rozmachem niż dwa tygodnie temu, ale ciężko się było zebrać do pisania scenariusza i szukania jakiś pomysłów. Jeszcze w piątek pomógł mi troszkę Diakon Vitalij z Kalvarji, tłumacząc pośpiesznie przesłane przez facebooka rozważanie. Frekwencja młodzieży znów nie oszołomiła - mrozy. Ale wraz z dorosłymi co pozostali po Mszy było znów ponad 20 osób. Fajnie. Wśród młodzieży była też dwójka dorosłych już prawie dzieci kościelnego - Petrasa: Ania i Antoni, oraz ich znajoma - Edyta. Wraz z Ireną, naszą organistką, przygotowali troszkę śpiewów. My - ja, Ziemek, Wera i Marta też coś przygotowaliśmy, między innymi jedną piosenkę po litewsku - "Vieszpatie, tu viska żinai, tu żinai kad Tave myliu". - Panie ty wszystko wiesz, ty wiesz że cię miłuję. Piękny kanon w "stylu" Taize. Dało to wielką radość naszym litewskim braciom i siostrom ze wspólnej adoracji. Po modlitwie udaliśmy się tak jak dwa tygodnie temu na spotkanie. Ponieważ wszyscy mówili po angielsku - angliszkai kalba stała się językiem oficjalnym spotkania. Było naprawdę uroczo.


Teraz trwają porządki. Za chwilę wracają do Polski, bo już w poniedziałek szkoła...


P.S. Jutro mam pierwszy pogrzeb w języku litewskim... na wiosce w Daukszai.


Goście 2012-02-01

W niedzielę pierwszy raz od dawna w naszym kościele była Msza po polsku. A to z powodu gości - ks. Pawła, Ziemka, Weroniki i Marty. Przyjechali dość późno - już po rozpoczęciu ostatniej Mszy, więc odprawiliśmy jeszcze jedną, specjalnie dla nich, bo przed wyjazdem nie zdążyli być. Ponieważ po wieczornej Mszy był jeszcze koncert to wszystko się jeszcze przedłużało. Szkoda mi było Antanasa, który zastępował kościelnego, że nie dość że musiał siedzieć w zakrystii dodatkową godzinę przez koncert, to jeszcze teraz... Starałem się więc by wszystko szło sprawnie.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]