_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Zaległości z wczoraj - I dzień pobytu... 2011-12-31

Na piątek, po moim powrocie z Polski, umówiony byłem z proboszczem, że jedziemy do Patilčai. Tam - dzień przed Sylwestrem, grupa parafian organizowała dla siebie zabawę na pożegnanie starego roku... Z jednej strony tak dziwnie - ja raczej jestem przyzwyczajony do zabaw sylwestrowo-noworocznych, a tu dzień wcześniej... - ale po wszystkim muszę przyznać, że to był ciekawy pomysł. Trochę mnie przerażało to, że jedziemy aż na 3 godziny, zwłaszcza że moi goście mieli w tym czasie zostać sami... Proboszcz rzucał różne pomysły: by ich zabrać z nami (pomysł padł, bo troszkę za młodzi), bym z nim i z Virgiliuszem nie jechał, tylko ich zawiózł i odebrał (tego ja nie chciałem, w końcu się wcześniej zobowiązałem). Ja dałem lepszy pomysł... - Jedziemy, jak mieliśmy, a ja im zorganizuję zajęcie -> sprzątanie mieszkania, zwłaszcza łazienki :) Przyjemne z pożytecznym :) przy czym cała przyjemność po mojej stronie... Zwłaszcza że zabawa była przednia...


Trzeba przyznać, że mieszkańcy Patilčai potrafią się bawić. Świętnie się sami zorganizowali. Było jedzenie, tańce, skecze, prezenty, quizy, bajki, przebieranie i wiele innych :) kopalnia pomysłów na kolejne oazy. Biorąc pod uwagę, że to byli generalnie ludzie od 30 do 70 lat, to trzeba przyznać że inicjatywy mieli więcej niż nie jedna młoda dusza :)


Na koniec (nasz koniec), już bliżej 22:00 niż planowanej 21:00 ustaliliśmy, że w imieniu kapłanów ja zabiorę głos. Zdecydowałem się zacząć po litewsku, a potem przejść na angielski, by Virgilius tłumaczył - Tak łatwiej. Mogłem co prawda po polsku, ale nie chciałem proboszcza fatygować tłumaczeniem z polskiego, poza tym uznałem że będzie to bardziej politycznie poprawnie :)


Mniej poprawnie wyszło chwilę później, gdy ubierając się w kurtki jeden z panów w kontekście sporów Polsko-Litewskich walną w moją stronę tekst, że "Wilno jest Wasze" czekając na moją reakcję :). Wszyscy zamarli a ja odpaliłem "A Suwałki wasze" - Tak, tak... i Augustowia :). Zgoda... - on na to... A ja dalej: "To co, możemy się w takim razie zamienić :) - I śmiech...


Miałem nadzieję że nie przegiąłem, tu trzeba być delikatnym, ale i proboszcz i Virgilius mieli ze mną z tego dobry ubaw i gratulowali refleksu... Z zaczepkami trzeba krótko...


Gdy do domu wpadłem po 22:00 troszkę jeszcze posiedzieliśmy, by w końcu zabrać się za oglądanie "Incepcji" - I w ten sposób dzisiejsza noc była wyjątkowo krótka... A ta zapowiada się na wcale nie gorszą... :)


Wszystkie drogi porowadzą do Kawkowa 2011-12-30

Świąteczne dni wolne zaprowadziły mnie dziś do Nowego Kawkowa:) Dla niewtajemniczonych - to szczególne dla mnie miejsce, mała wieś na Warmii, gdzie mieści się dom diecezjalny Ruchu Światło-Życie. Od 15 lat bywam tu na rekolekcjach oazowych. Ale rano nawet bym o tym nie pomyślał...Dla mnie samego to było zaskoczenie...


W związku ze świętami do mojego wolnego czwartku i piątku dostałem od proboszcza kilkanaście godzin dodatkowych i zamiast dziś po mszy o 8:00 rano, to mogłem pojechać już wczoraj po obiedzie. Skorzystałem z tego z radością, zwłaszcza że w tym dniu na Litwie był u mnie ks. Karol. I jak obiad jedliśmy u mnie, tak kolację zjedliśmy już u niego - w Kętrzynie. A od rana odwiedzałem Bisztynek i Troszkowo, ciesząc się z dobrej pogody i świetnych warunków do jazdy. Po odwiedzinach przyjaciół czas przyszedł na rodzinę - do siostry do Olsztyna dojechałem chwilę po 19:00. Miałem tam zostać na noc, zwłaszcza że miała być też moja babcia... miała... lecz jak się okazało nie wiadomo czemu zdecydowali się wcześniej wrócić po świętach do siebie na Śląsk.


Już w drodze do Edyty i Wojtka (siostra i szwagier) pojawiła się myśl by na noc jednak pojechać dalej - i tak dotarłem do naszego domu oazowego w Nowym Kawkowie. Miała się tu odbywać oaza sylwestrowa... niestety nie wypaliło... było tylko kilka osób... Ale widać tak miało być... Z radością wpadłem o 21:00 na adorację, a potem była okazja na wspólne rozmowy i jak się okazało, to nie przypadek że tu jestem... Bogu dziękuję za wszystkie dzisiejsze spotkania :)


Jutro droga powrotna - przez Olsztyn, Bisztynek, Suwałki - na Litwę. O 17:00 muszę być na swojej mszy:) wracać będę nie sam - na Sylwestra będzie u mnie Marta, Ania Kamil i Damian :) Już się cieszę :)


Kazanie Marka Grechuty 2011-12-27

Grechuta to jest gość... jako że ja dziś padnięty, to niech on przemówi... Zamiast notatki - dziś jego piosenka - o wolności... Tu na Litwie czuję mocno tę wolność... Ale wolność jest dla ludzi mądrych...


tekst piosenki tu:


Gdy widzisz ptaka w locie jak wolny jest
Jak płynie sobie, aż po nieba kres.
Wiedz - niebo bywa pełne wichrów i burz
A z lotu ptaka już nie widać róż.

Bo wolność - to nie cel lecz szansa by
Spełnić najpiękniejsze sny, marzenia.
Wolność - to ta najjaśniejsza z gwiazd
Promyk słońca w gęsty las, nadzieja.

Wolność to skrzypce z których dźwięków cud
Potrafi wyczarować mistrza trud.
Lecz kiedy zagra na nich słaby gracz
To słychać będzie tylko pisk, zgrzyt, płacz.

Bo wolność - to wśród mądrych ludzi żyć
Widzieć dobroć w oczach ich i szczęście.
Wolność - to wśród życia gór i chmur
Poprzez każdy bór i mur znać przejście.

Wolność lśni wśród gałęzi wielkich drzew
Które pną się w słońce każda w swoją stronę.
Wolność brzmi jak radosny ludzi śmiech
Którzy wolność swą zdobyli na obronę -

Zwycięstwa, mądrości, prawdy i miłość
Spokoju, szczęścia, zdrowia i godności.
Wolność to diament do oszlifowania
A zabłyśnie blaskiem nie do opisania.

Wolność to także i odporność serc
By na złą drogę nie próbować zejść.
Bo są i tacy, którzy w wolności cud
Potrafią wmieszać swoich sprawek bród.

A wolność - to królestwo dobrych słów,
mądrych myśli, pięknych snów,
to wiara w ludzi.
Wolność - ją wymyślił dla nas Bóg
aby człowiek wreszcie mógł
w niebie się zbudzić.







Muzyka- Radość - Obecność 2011-12-27

Muzyka - to modlitwa uszu :) a może i nawet serca. Niezwykłe jest to, jak wiele piosenek jest odpowiedzią na nasze pytania, albo jeszcze inaczej, wyraża nas i nasze emocje... Tak było wczoraj, gdy jadąc autem słuchałem trochę Zetki.... co piosenka w radio, to przed oczami mój własny teledysk: znajome twarze, znajome miejsca, znajome sceny rozświetlały szarość tego, co za oknem...


Radość - Ta prawdziwa, to nie tylko śmiech, żarty, opowiadane kolejny raz, więc już prawie perfekcyjnie zagrane - gestem i głosem, choć tak się do nich na co dzień tęskni :) To także radość porażki w Sabotażystę, gdy w zamian można zobaczyć jak uśmiecha się czyjaś dusza :) To pies pod świątecznym stołem i kot pod choinką. I gołąbek jedzony na spółkę, choć już ciało i rozum mówią nie, ale co tam... Są święta...


Obecność - to największa radość - to proste słowa, fajnie że jesteś :). To ciepły dotyk czyjejś dłoni, gdy coś opowiada i kilometry które w jednym momencie, gdy włączona kamera facebooka przestają mieć znaczenie. To dom, gdzie nie trzeba pukać, i rozmowy, dla których warto odstąpić kolejne minuty snu...







Kucios - new version 2011-12-25

Wigilia za nami... taka polsko-litewska, bo dzięki fb, youtube znaczną część tego dnia spędziłem w Polsce. Pomysł z filmikiem z życzeniami ot tak jakoś się pojawił - chyba dzięki temu, że jedna z osób z miesiąc temu nauczyła mnie używać kamerki :) mnie to jakoś nie kręciło wcześniej - zadowalałem się pisaniem. A jak był już pomysł, to po kilku minutach mój salon zamienił się w studio nagraniowe - kamerka marki "Real" robiła za kamerę, a lampka nocna z sypialni - za dodatkowe oświetlenie :) potem jeszcze chwila szukania odpowiedniej muzyki - i wpadła mi w ręce wspaniała płyta, nagrana jakieś 3-4 lata temu przez wspaniały zespół -Szalone Małolaty, którym towarzyszyłem w ich sukcesach i dorastaniu, gdy pracowałem w Kętrzynie.


Może dużo się rozpisałem o filmie, ale to dla tego, że coś co wydawało mi się takim dość banalnym - okazało się dla wielu osób ważne... I to mnie po  części mile zaskoczyło. Ks. Karol, napisał mi, że już wie, że jednak będę z nimi na Wigilii. Długo nie mogłem załapać, upierając się, że pomimo tych 5 lat wspólnego obchodzenia wigilii tym razem nie dam rady - ale on uparcie twierdził, że tak... I odtworzył z komputera moje życzenia dla wszystkich domowników w czasie kolacji. W drugim bliskim mi domu, tam gdzie zwykłem wchodzić bez pukania :) też film odtwarzano dla babci, która się o mnie pytała, a jeszcze inna osoba, mówi że się wzruszyła, bo nie widzieliśmy się jakieś 10 lat... Uwierzyć nie mogłem - jakbym wiedział, to bym się do tego filmiku bardziej przyłożył... Film ten, bez mojej wiedzy, choć nie bez mojej radości, został też umieszczony na portalu miejskim Bisztynek24.pl.  Fajnie... Kto by pomyślał...


cdn


Ze względu na obowiązki w parafii nie skończyłem postu... Wracam więc do tego, co wcześniej pisałem...


Wigilia za nami... bardzo podobna do polskiej. 12 potraw, bez mięsa - choć przez cały czas śmieliśmy się z Edkiem (syn gosposi) że duże talerze pod małymi to na gęsi lub indyki, które widzieliśmy, że na święta zostały kupione... Niestety. Pojawiły się one na stole dopiero następnego dnia :) W czasie Wigilii dominowały ryby i sałatki, a duże talerze były potrzebne dopiero na podawane na końcu kluski z makiem na ciepło. W między czasie można też było zjeść zupkę - kuciuki zalewane mleczkiem makowym - ich przysmak. Nie było za to naszego przysmaku - czerwonego barszczu zwanego tu burakos rosolas :) Podobnie nie było pierogów zwanych tu kołdunami... Choć na Litwie pojawiają się na Wigilii.Do stołu nas siadało 13 osób: Księża, mama i siostra ks. Mariusza, oraz Gosposia z Synem, jego żoną i dwoma wnuczkami :) Było więc bardzo rodzinnie. Podobnie na obiedzie w I dzień świąt.


Wracając do Wigilii. Była to moja druga wigilia tego dnia. O 11:30 byłem także na Wigilii dla samotnych, robionej przez parafialny Caritas. Było ok 20 pań. Proboszcz miał w tym czasie pogrzeb więc wysłał mnie, bym zaczął wszystko w jego imieniu, a on dojdzie. Było to dla mnie wyzwanie, ale udało się pomodlić z nimi, przeczytać specjalną modlitwę - wprowadzenie i złożyć wszystkim życzenia - oczywiście po litewsku. Radością moją było, że przy nich udało się kolejny raz przełamać i rozmawialiśmy dużo po litewsku. O pracy, dzieciach, Polsce... Proboszcz na koniec oznajmił, że od Trzech Króli mam zostać opiekunem wspólnoty Legion Maryi. To taka elitarna :) jednostka modlitewna litewskich babć, coś w stylu róż różańcowych. Zobaczymy. Cztery z nich mówią po polsku - jedna ze łzami w oczach, łapiąc mnie za rękę, powiedziała, Panie księdzu, ja jestem Polaczka... prosiła mnie bym ją nauczył modlić się po polsku bo już nie pamięta... Dałem jej moją starą książeczkę do I komunii . Była przeszczęśliwa i obiecała się za mnie modlić... Przyda się ta modlitwa, przyda...


Gdzieś pomiędzy świętami baławanków, a Bożym Narodzeniem 2011-12-23

Prawie wszyscy w Polsce i wielu na świecie szykuje się do Świąt, choć nie wszyscy będą obchodzić święta Bożego Narodzenia... Dla niektórych będą to święta zimowe, dla innych święta bałwanków i reniferków... dla innych święta rodzinne... Cóż tak bywa. Przynajmniej my pamiętajmy, co tak naprawdę mamy świętować...


Dziś reszta notatki w formie video - Biorę przykład z prymasa, prezydenta, a nawet prezesa Lato :) A co... my gorsi?







*Piosenka "Hej hej" wykonana przez wspaniały zespół - "Szalone Małolaty" - moich przyjaciół z Kętrzyna


cały mój świat... 2011-12-22

Po dwóch dniach w Rutce wróciłem do siebie na noc, i wczoraj znów wieczorem przyszło mi jechać do Rutki. x Jerzy prosił by przyjechać, bo miał dodatkową intencję do odprawienia. Ok. Śmiałem się, że ludzie nie zdążą ode mnie odpocząć. Jerzy znów śmiał się że wyszedł trzeci dzień rekolekcji... Tym razem jednak bez kazania. Po Mszy umówiłem się z wikarym z Wiżajn by podjechać w gości do dwóch suwalskich wikariuszy - Adama i Marcina. Marcin nie dawno wrócił z misji w Peru. Był tam dwa lata... Wrócił dość szybko, jak zrozumiałem z powodów zdrowotnych. Mnie na moich "misjach" pod tym względem łatwiej. Klimat ten sam, zwyczaje gastro-kulturalne podobne...


Moje "misje" :) Jadąc przez ściany mgły uświadomiłem sobie, że słowa z mojego obrazka prymicyjnego


"Stałem się wszystkim dla wszystkich,
aby pozyskać przynajmniej niektórych.
Wszystko czynię dla Ewangelii,
aby mieć w niej swój udział."


teraz, na Litwie nabierają też nieco innego wydźwięku... Będąc w Kętrzynie, czy w Bisztynku, słowa dla wszystkich odnosiło się przede wszystkim do mojej parafii, lekko może zahaczając o pojedyncze domy w Biskupcu, Olsztynie, Tomaszkowie czy Ostródzie... Dziś te słowo "wszyscy" rozrosło się znacznie bardziej, a ja jestem gotów stawać się wszystkim dla Ewangelii zapominając o granicach, podziałach i przydziałach... Moją parafią może być cały mój świat...







Rekolekcje w Rutce-Tartak 2011-12-20

Dwa dni rekolekcji w Rutce za nami. Był to bardzo przyjemny czas. W poniedziałek i wtorek miałem po dwie nauki dla dorosłych (10:00 i 17:00) oraz jedną dla dzieci (11:45).  Za motyw przewodni wziąłem słowa Ojca św. bł. Jana Pawła II z Fides et ratio: "Wiara i rozum  są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego". Droga do Boga prowadzi zarówno przez Wiedzę (ją symbolizuje Rozum), jak i przez Wiarę (ją symbolizuję Serce)... To nie przeciwności, lecz dwa wielkie dary, które pomagają nam w tej drodze... Jak się łatwo domyślić, oprócz nawiązanie do papieża, nawiązywałem także do reklam pewnego dostawcy internetu...


Pierwszy dzień był więc o Rozumie - o potrzebie poznawania naszej wiary, poznawanie Boga (Jeśli kocham, to chcę znać tego, kogo kocham, chce się go uczyć na pamięć... znać jego pragnienia, marzenia, przeszłość...)


Drugi dzień był o Sercu, czyli o doświadczeniu Boga, poza rozumowym. Trochę nawiązywałem do mistyki, ale w takim powszechnie dostępnym wydaniu... Czyli jak można sercem dostrzec, że Bóg jest i mu na nas zależy...


W spotkaniach z dziećmi ciekawie wyszło z Biblią. Jedna z ochotniczek - Natalka - czytała nam Pismo św. po litewsku i po angielsku... Dla kogoś, kto nie zna tych języków to co słyszy może się wydawać głupotą. By to zrozumieć, trzeba poznać język... Podobnie z Bogiem, warto poznać język, którym Bóg do nas przemawia...


„Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna".


Nagrałem nauki dla dorosłych na tel. Trwają one po 30 minut. Niestety jakość nagrania, zwłaszcza pierwszej homilii jest dość słaba... Chciałem je wrzucić na blog, ale może to sobie jeszcze odpuszczę... jak ktoś by mocno chciał, to można się do mnie zgłosić na prv.


Kucios, Kaledos ir Naujųjų metų naktis 2011-12-18

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia - czyli nasze litewskie "Kaledos" - poprzedzi je Wigilia - [Kučios]. Przez ostatnie lata przyzwyczaiłem się, że ten tak rodzinny wieczór spędzam z dala od moich bliskich. Mimo to święta były dla mnie bardzo rodzinne dzięki mojemu przyjacielowi - ks. Karolowi. Zaczęło się to  w Kętrzynie, jego rodzinnym mieście, gdy po święceniach on trafił na parafię w Olsztynie, a ja do św. Katarzyny w Kętrzynie. On i jego rodzice zaprosili mnie wtedy do siebie - do swojej rodziny... Od tamtej pory puste nakrycie na ich stole czekało na mnie... Było to bardzo dla mnie niezwykłe... To było takie namacalne doświadczanie tego, że poprzez święcenia stajemy się braćmi... że święcenia stają się więzią silniejszą niż krew...


Gdy po dwóch latach odszedłem z Kętrzyna do Bisztynka zaproszenie nadal pozostawało aktualne. Za pierwszym razem nie pojechałem w Wigilię, zostałem z proboszczem i gosposią, którzy przyzwyczaili się, by ten czas spędzać w naszej "plebanijnej rodzinie". I choć było prawie jak w domu - Proboszcz niczym ojciec, gosposia (ma już 83 lata i jest dla proboszcza niczym matka) no i ja - taki przyszywany wnuczek :) Ale to nie było to samo... Prawie robi wielką różnicę... Za rok naciskałem już mocniej na proboszcza, by robić wigilię wcześniej (ok 16:00 - wraz z pierwszą gwiazdką) a po godzinie przeprosiłem i pojechałem na 18:00 do Kętrzyna - do Karola... w kolejnym roku tak samo... Dziś po tych pięciu latach wiem, że nie będzie to już możliwe... Choć Karol, jak co roku ponowił zaproszenie, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Święta jednak będziemy obchodzić tu... 


Jak będzie? Zobaczymy. Dziś podejrzałem grafik, więc wiem, że będę mieć moje dwa dni wolne 29 i 30.12. - jeśli nie będzie śniegu to podjadę odwiedzić choć chwilę Karola i jego rodziców, ks. Pawła, Bisztynek i Olsztyn, gdzie u mojej siostry na święta ma być babcia i dziadek... W Święta będzie więc  po kapłańsku - po świętach - rodzinnie...


Pozostaje jeszcze kwestia Sylwestra... Po wczorajszych moich przemyśleniach, postanowiłem rzucić dziś  temat w eter... Będę na pewno siedział tu - na parafii... Ale nie muszę sam... Jeśli ktoś z moich przyjaciół, znajomych czy dzieci chce, to zapraszam... Spokojnie mam miejsce dla 3-4 osób... a jeśli z drugim autem (jakby się zdecydowała jakaś starsza ekipa zmotoryzowana) to nawet do 9 osób mogę przyjąć u siebie... Sylwester na Litwie może być o tyle niezwykły, że tu już inna strefa czasowa.... daje to duże możliwości... jak na przykład witanie Nowego Roku dwa razy :)


Jeśli byłbym w Polsce do 30.12 rano, to mogę nawet od razu 4 os. zgarnąć... W drugą stronę trzeba by 1.01 wracać - tyle, że PKSy nie jeżdżą. Ale wydostać się od nas można. Sprawdzałem, że jest opcja jazdy z Ełku pociągiem... A do Ełku jakoś damy radę...


Pomysł rzucam i czekam na propozycję... A póki co jadę dziś do Rutki-Tartak. Tam jutro rano zaczynam głosić drugie w tym "sezonie" rekolekcje adwentowe. Polecam siebie i tę parafię waszym modlitwom.


Rekolekcyjny misz-masz, czyli o dzięciołach, kocie i Maximie 2011-12-17

Rekolekcje adwentowe w Polsce mają swoją specyfikę. Przyjeżdża jakiś dobry kaznodzieja, pojawia się zastęp okolicznych proboszczów, zwartych i gotowych by zmierzyć się z "bezmiarem grzechów", które niczym potok będą im się przelewać przez uszy... Gdy spowiednicy wchodzą do kościoła często nagle w głównej nawie robi się pusto, bo wszyscy ruszyli pod ścianę, do ustawionych tam konfesjonałów, lub na tak zwane "dostawki" czyli dodatkowe miejsca spowiedzi... Spowiedzi adwentowe to specyficzny gatunek spowiedzi... Ludzie się śpieszą, bo kolejka... księża się śpieszą, bo kolejka... Czasem nawet jako kapłan odradzałem co pobożniejszej młodzieży spowiedź w czasie rekolekcji... Kiedy indziej, kiedykolwiek, tylko nie wtedy... Bo wtedy łatwo się rozczarować, jeśli w spowiedzi oprócz odpuszczenia grzechów szukasz także wsparcia, rozeznania, porady, nauki... spowiedź "hurtowa" tego nie przewiduje... Jak powtarzał jeden z kolegów - księży "dzięciołów" od nauki jest rekolekcjonista.


Tu na rekolekcjach jest inaczej. Dziś zaczęliśmy nasze adwentowe skupienie. Prowadzi je o Vincent z Kowna, Kapucyn. Przyjechał z grupą trzech świeckich misjonarzy (po szkole Nowej Ewangelizacji) , oraz jednym chłopakiem, który się dopiero do tego przyucza. Tłumów nie było. Ale i tak proboszcz zrobił dość sprytnie, wyznaczając rekolekcje na sobotę i niedzielę oraz ustawiając na Mszę po 2-3 intencje rocznicowe za zmarłych. Dzięki temu zawsze to kilkadziesiąt osób więcej na każdej Mszy. Ojciec Vincent mówi dość żywiołowo, często żartując, a jednocześnie przekazuje dużo ważnych treści... W ucho mi wpadła historia kota, którego dwa dni temu trzy razy z kościoła siłą musieli wyprowadzać, gdy w miasteczku Miroslavas głosił rekolekcje... Kot choć nierozumny, instynktownie garnął się do Pana Boga, ludzie rozumni, ten instynkt często zatracili... zagłuszyli...


Między Mszami panowie głosili świadectwa, wiem że jeden z nich jest kryminalistą... 15 lat w więzieniach spędził... ale to ma już za sobą... Dzięki Bogu. Każdy dostawał oklaski... Słyszałem też, że w miedzy czasie chodzili po Maximie i Rimi (supermarkety) i zapraszali na rekolekcje. Ponoć w sklepach tłumy ludzi... ostatni weekend przed świętami... Może choć jedna, dwie rodziny przyjdą jutro, bo ich panowie w sklepie zaprosili... Zobaczymy... Cieszę się, że im się chciało... Bo to nie łatwe, zwłaszcza dzisiaj...


Spowiedzi na rekolekcjach na Litwie dużo mniej. Nie ma 45 min. kolejek, nie ma księży z sąsiednich parafii. Na każdej Mszy siedział jeden lub dwóch księży i tak do połowy kazania miał co robić... To nie wiele w porównaniu z Polską. Pocieszeniem jest jednak fakt, że tu co weekend mamy dużo osób do spowiedzi, więc jakoś to się w czasie rozkłada... Kto chce, ten skorzysta... Za innych na siłę się nie zbawimy...







Ridder Marchia 2011-12-16

Właśnie zakończyłem oglądanie Władcy Pierścieni -wersja rozszerzona. Zabierałem się do I części już ze dwa tyg. temu, ale ze względu na ciągłe zalatanie i zmęczenie, co zacząłem oglądać, to już zasypiałem.


Teraz, w związku z tym, że postanowiłem moje dni wolne (czw-pt) przesiedzieć w domu i poświęcić na odpoczynek, pranie, przedświąteczne porządki i naukę języka, nareszcie przyszła dobra okazja... Władca Pierścieni to film niezwykły, ale dziś, po tych 8 latach od nakręcenia nie robił na mnie już takiego wrażenia jak kiedyś... Co trzeba jednak przyznać, to widoki na Nowej Zelandii są niezwykłe. Tak jak przed laty, tak i dziś z Krain Śródziemia najbliższy mi jest chyba Rohan - Ridder Marchia... Do tego ta muzyka obrazująca Rohan, jest taka niezwykła...







Przy okazji przypomniałem sobie o Hobbicie. Jackson go ponoć kręci... W przyszłym roku ma być premiera... Rzuciłem więc okiem w google i trochę jestem niepocieszony... liczyłem, że tak jak LotR będzie to w okolicy Wielkanocy... Niestety - dopiero na przyszłe Boże Narodzenie...


samochód znów jedzie... 2011-12-14

Auto znów sprawne. Koszty były tym razem niewielkie - zaledwie 130 lt czyli jakieś 170 zł. Cieszę się, że jednak nie zdecydowałem się zostawiać samochodu w Wa-wie lecz odpaliliśmy go na zaciąg i wróciłem zrobić go tu, u siebie. Pewnie warszawscy mechanicy zdarli by ze mnie znacznie więcej, (tam, gdzie byliśmy w Wawie majster mówił nawet o 400-500 i to w ciemno). A ja bym jeszcze się pewnie cieszył, że to i tak tanio... Z tego co dogadaliśmy się po polsko-litewsku poszedł starter?? czyli... no właśnie... chyba rozrusznik tak nazywają... tak by mi wychodziło... chyba że to jakaś część rozrusznika... ale ja się na tym nie znam... Najważniejsze, że auto jest już gotowe do drogi... A jutro moje dwa dni wolne :) tym jednak razem siedzę w domu. Za dużo ostatnio już było wyjazdów... A w przyszły poniedziałek i wtorek znów ruszam na rekolekcje, więc nie ma co przeginać... Chyba że popołudniu do Suwałk podskoczę  na dwie, trzy godzinki:)


Religia mi tego zabrania... 2011-12-13

Może jeszcze napiszę dziś kilka słów... Miałem mieć dziś sam Mszę - tę w południe. W związku z tym pomyślałem by przygotować kazanie... Kazanie to może wielkie słowo, kilka zdań refleksji nad Ewangelią i dwa zdania podsumowania. Co prawda mógłbym nie mówić  nic, ale chciałem po raz pierwszy coś z ambony powiedzieć. Gdy przed dwunastą podszedłem na chwilę do Virgiliusa, by rzucił okiem na te moje wypociny okazało się że proboszcz wczoraj zmienił troszkę grafik i dopisał Virgiliusa do koncelebry ze mną. Więc już się nie upierałem... oddałem mu głoszenie kazania :)


Dziś także poznałem ciekawy zakamarek naszej plebanii. Banię (czyli coś w rodzaju sauny). Słyszałem o niej wcześniej, ale dłuższy czas nie korzystaliśmy z niej do zeszłego tygodnia. Tydzień temu nie byłem, ale dziś już udało nam się korzystać z niej w trójkę: Proboszcz, Virgiliusz i ja. To najlepsza rzecz, której Litwini nauczyli się od Rosjan.


Ostatnia z dzisiejszych atrakcji to telewizor. Już na początku proboszcz mnie namawiał na telewizję, ale się stawiałem, twierdząc że religia mi zabrania (taki stary żart). Trochę mnie przycisnął w czasie moich imienin, miesiąc temu, twierdząc że łatwiej będzie się uczyć litewskiego. Uległem, podkreślając (żart) że czynię to pod posłuszeństwem. Dziś pod drzwiami Edmundas (syn gosposi) zostawił mi telewizor, więc pierwszy raz leżę sobie przed telewizorkiem. Pozdrawiam.


Rekolekcje w Jeleniewie 2011-12-13

Jeleniewo to niewielka miejscowość na pograniczu polsko-litewskim. Mieści się tu XIX wieczny drewniany kościół, w którym na strychu mieści się 5 tyś. kolonia nietoperzy - (chodzi dokładnie o nocka łydkowłosego).  Tamtejszy proboszcz, ks. Tadeusz zaprosił mnie poprzez ks. Jerzego z Rutki-Tartak na rekolekcje adwentowe. Rekolekcje to może wielkie słowo - tak naprawdę to był bardziej dzień skupienia i spowiedzi... Mieliśmy trzy Msze - 10:00, 12:00 i 18:00. Na Mszę w południe miały przyjść dzieci ze szkoły. Miały... Nie miła niespodzianka. Z powodu problemów w komunikacji na linii proboszcz-dyrektor-wójt dzieci zostały na lekcjach. W kościele było ok 60 dorosłych oraz czwórka dzieci: Paulina (9l.), Julka(8), Jakub(ok6) i Dominik(ok 2) (W połowie kazania przyszło jeszcze jedno dziecko z mamą, ale nie poznałem już jego imienia). Sytuacja mnie troszkę zaskoczyła i zastanawiałem się co robić... Kazanie do dzieci? czy do dorosłych...? Postanowiłem trochę to połączyć, kładąc  jednak akcent na dzieci, bo przecież to nie Julki czy Pauliny wina, że reszta dzieci ze szkoły nie przyszła... Była więc okazja z dziećmi trochę pogadać, poznać się, próbowałem też namówić Paulinę by rozbić młotkiem szklaną kulę z aniołkiem, by sprawdzić czy śnieg w niej zamknięty to naprawdę śnieg :). Ostatecznie się nie zdecydowała..., dzięki czemu aniołka dostała w prezencie.


Nauki mówiłem na temat poznawania Pana Boga, poznawania wiary. O tym, że jeśli kogoś kochamy, jeśli coś jest dla nas ważne, to zależy nam na tym, by wiedzieć jak najwięcej... Z wielką radością i energią, zwłaszcza na Mszy na 12:00, a potem wieczorem, gdy przyszło wiele dzieci po lekcjach na mszę dla dorosłych, próbowałem przekazać im ten zapał i zaszczepić pragnienie wyrwania się z chrześcijańskiej apatii, z grona niedzielnych katolików, którzy zatrzymali się na poziomie katechizmu do I komunii.


Po południu przez przeszło dwie godziny mogliśmy sobie posiedzieć i pogadać z ks. proboszczem. Okazało się, że to były oazowicz, który nawet przez dwa lata mieszkał z ks. Blachnickim w Lublinie :) Dużo rozmawialiśmy o braterstwie kapłanów. Ostatnio trochę się nad tym zastanawiałem, czy to w dzisiejszych czasach indywidualizmu i w nas nie umiera, ale po tym dniu stwierdzam, że nie... przynajmniej tu, w Suvalkiji... Tuż przed kolacją podskoczyłem też na chwilę do Restauracji Pod Jelonkiem, do p. Janka i p. Marysi. P. Marysia wiedziała już że jestem, bo jedna ze znajomych po Mszy dziecięcej wpadła do nich na kawę zdać relację... I  ponoć opowiadając kazanie aż wpadła w słowotok, i ni jak nie dało jej się przerwać...


Po tych rekolekcjach znam już wszystkich księży z najbliższego mi dekanatu (Suwałki-Północ). Bardzo mili i życzliwi kapłani. Ks. Tadeusz już teraz zaprosił mnie na rekolekcje wielkopostne w 2013 roku (sic!) i pytał czy przy różnych okazjach nie chciałbym czasem pomóc mu w parafii, czy go zastąpić...


o pierwszym kazaniu, rozruszniku i Nowym Świecie - czyli zaległości z minionego tygodnia 2011-12-11

Szykuję się coraz bardziej do pierwszego kazania... Te, które zamieściłem - pogrzebowe przetłumaczył dla mnie Mariusz, kiedy je wykorzystam, nie wiem... Bo pogrzebów na razie mało i nie ma potrzeby mnie angażować. Ale już we wtorek mam znów mieć Mszę samodzielnie, więc może zrobię niespodziankę i powiem krótkie kazanie - samemu. Ewangelia jest o dwóch synach, których ojciec prosił by pracowali w winnicy, jeden powiedział że mu się nie chce, ale poszedł, drugi odwrotnie... Nie będę szalał z długością kazania, lecz w kilku słowach coś zasygnalizuję...


Dziś odstawiłem auto do warsztatu. Znowu. Tym razem padł rozrusznik... Stało się to we czwartek, w Ostrołęce...  Te auto jest jakieś pechowe... Od początku, czyli od roku non stop coś trzeba robić... średnio co dwa miesiące jakaś grubsza robota... Na Litwie zawiodło mnie drugi raz... Trzeciego mu chyba nie wybaczę....


Czwartek i piątek była jeszcze ładna pogoda... nie spodziewałem się tego, więc pojechałem jeszcze na moje dni wolne do Warszawy. Zatrzymałem się tym razem u kuzyna - Piotra. Cieszę się, że mogliśmy trochę pogadać, zwłaszcza że z powodów rodzinnych znamy się dość słabo, bo kontakty w latach ubiegłych były mocno ograniczone. Spotkaliśmy się po prawie 15 latach pół roku temu na pogrzebie, i chciałem go znów odwiedzić... Miałem też okazję wpaść wieczorem do jednego z Warszawskich Akademików :) na półgodzinną herbatkę z byłymi uczennicami z Kętrzyńskiego Ogólniaka i również na półgodzinną herbatę i postawioną )tym razem mnie) pizzę do Dominium - z jedną bisztynianką :)


Ciekawym doświadczeniem była też Msza z ławki... Nie szedłem już odprawiać (rano miałem Mszę u siebie). Poszedłem do spowiedzi, wysłuchałem kazania, poszedłem do komunii jak zwykły wierny... Korzystając z tego, że można przyjąć Pana Jezusa dwa razy dziennie... Byłem też na chwilę w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym i na spacerze Traktem Królewskim. Lubię Warszawę, zwłaszcza zimą, gdy rozświetlają ulice tysiące dekoracji świątecznych... Jest piękna... A Nowy Świat wygląda w tym czasie sto razy lepiej niż Oxford street. Możemy być dumni z naszej stolicy. Jedno, co mi się nie podoba to sztuczna choinka. Bez sensu. Myślę że za te pieniądze mogli mieć naprawdę pięknego tatrzańskiego świerka czy nawet alpejską jodłę... Szkoda...


Wracając do auta... Dobrze że udało się je odpalać na zaciąg, bo inaczej byłaby bieda. W piątek po powrocie nie udało się już go wstawić do warsztatu, podobnie w sobotę... Dopiero wieczorem proboszcz załatwił ze swoim mechanikiem wizytę na poniedziałek. A ponieważ za chwilę jadę na rekolekcje, które jutro głoszę w Jeleniewie, to musiałem je odstawić dzisiaj... Jeszcze był problem, jak się dostać do tej parafii... to tylko 50 km. Śmieliśmy się z proboszczem, że rower mój stoi... :) ale odradzał mi z powodu pogody... Miałem kilka pomysłów, ale postanowiłem poczekać do wieczornej Mszy... i właśnie był tel. od ks. Jerzego... Za godzinę będzie :) On to się ze mną ma... Albo inaczej... oni wszyscy się ze mną mają :)


Dziś będzie po litewsku... 2011-12-09

Mano pirma homilia :)


Aciu labai, kun. Marius.


 


Ar tikite Dievą? Šį svarbų klausimą Paskutinės Vakarienės metu apaštalams uždavė Viešpats. „Tikite Dievą“ – tikėkite ir mane! Mano Tėvo namuose daug buveinių. Jeigu taip nebūtų, būčiau jums pasakęs (Jn 14, 1 – 2)“. Ar mes tikime Dievą ir tai ką Jis mums kalba apie dangų, apie amžinąjį gyvenimą? Jėzus labai dažnai dangų lygina su puota, kurioje, kaip vestuvėse, kiekvienas turime savo vietą. „Einu jums vietos paruošti! Kai nuėjęs paruošiu, vėl sugrįšiu ir jus pas save pasiimsiu, kad jūs būtumėte ten, kur ir aš“ (Jn 14, 2 – 3). Kur yra Dievas, kur yra šventieji, ten kur ir daugelis mūsų brolių ir seserų jau yra nukeliavę ... ir lakia mūsų ...


Visi esame pakrikštyti, visi esame tikintys... nuo jaunystės žinome, kad mirtis nėra mūsų gyvenimo pabaiga, žinome jog po mirties yra amžinasis gyvenimas. Kaip ir žinome tai, bet vis tik esame žmonės, ir kažkaip labai prisirišame prie mūsų žemiško gyvenimo, ir labai sunku yra nuo jo atsiskirti... taip kaip sunku atsisveikinti su savo artimaisiais. Lyg manytume, kad šis gyvenimas yra tikresnis, o amžinasis... lyg paguodos prizas, gyvenimas ne iki galo... lyg atsarginis variantas.


O šv. Paulius mums kalba visiškai atvirkščiai... „Ko akis neregėjo, ko ausis negirdėjo, kas žmogui į mintį neatėjo, tai paruošė Dievas tiems, kurie jį myli“ (1 Kor 2, 9). O šv. Jonas dar prideda, kad ten danguje „...nebebus mirties, nebebus liūdesio nei aimanos, nei sielvarto, nes kas pirmiau, tas praėjo“ (Apr 21, 4). Tikrai tai nebus gyvenimas prastesnis, kaip tik pilnesnis... Ir tai mums atskleidžia Švenčiausia Mergelė Marija, kuri būdama danguje, nuolat yra kartu su mumis, ir tai galime matyti iš daugkartinių Jos apsireiškimų. Jos neriboja nei laikas, nei žmogiškas kūnas. Taip pat ir šventieji, mūsų mirusieji, būdami kartu su Dievu, taip kartu yra ir su mumis. Ir tai nevienas žmogus, po savo artimųjų mirties asmeniškai pajutę.


Kaip pradžioje minėjau, kiekvienas turime savo vietą danguje. Kiekvienas iš mūsų anksčiau ar vėliau stosime Dievo akivaizdon. Šiandien  pagalvokime apie savo gyvenimą, ar einu teisinga kryptimi? Ar neeikvoju savo dienų, kurias man duoda Dievas, veltui? Kad ir mes patys, laikui atėjus, galėtume užimti vietą danguje su mūsų artimaisiais, ir kad vieta ilgam neliktų tuščia....


Troszkę wierszy... 2011-12-07

Była prośba o te moje stare wiersze... na pewno nie będę wrzucał strony z wierszami jeszcze raz do sieci... ale może na blogu od czasu do czasu coś zamieszczę... Dziś niech będą to następujące:












URWAĆ SIĘ Z ŁAŃCUCHA


Urwać się światu z łańcucha
Jednym susem przeskoczyć przez mur
Jaki wytyczono mi już za młodu
Gdzieś pomiędzy fałdami mózgowia
A odrobiną zdrowego rozsądku


Poszerzać swoje horyzonty
Tak jak Kolumb przepłynąć
Poza ludzkie wyobrażenia
Błędne gdyż nie zweryfikowane
Przez domorosłych filozofów życia


Być samodzielnym
W pełnym tego słowa znaczeniu
Wolnym od przesądów praojców
Otwartym na nowe


Cokolwiek miałoby to znaczyć


 



KUNDEL PO PRZEJŚCIACH


Odszedłem za daleko
Poza zasięg łańcucha tradycji
Ja uwiązany do pala
Ogniwami świętych kanonów
Wierny stróż


Łańcuch pękł
Zbyt słabe było ogniwo wiary
Drzewo poznania dobra i zła
Straciło ostatnie zielone liski nadziei
A w palenisku duszy wygasła miłość
Zresztą już od dawna
Tliła się jedynie leniwie


Zbyt dużo wody
Zbyt dużo łez
Zbyt dużo
jak dla mnie...


Nie z każdej opresji
Można wyjść suchą nogą
Więc wracam potulnie
Jak przemoczony pies


Ja - kundel po przejściach


 



Z DRUGIEJ STRONY KRZYŻA


 Jest jeszcze miejsce
Na krzyżu
Te z drugiej strony
Już bez stalowych gwoździ
I bez cierniowej korony


Chcesz wierzyć w Boga
Prawdziwie
Bez wątpliwości
Ukrzyżuj tam swe ambicje
I namiętności


 


PRAGNIENIE


Pragnę znów usłyszeć
Ten głos co w ogrodzie
Wołał mego ojca
By wyszedł z ukrycia
Gdy po raz pierwszy
Poczuł co to wstyd


Adam - Boża podobizna


 



ZABRAKŁO CZASU


Zabrakło mi
Tych kilku
Zmarnowanych minut


Tych co uciekły przez palce
Tych co łzy wypłukały
Tych których nigdy nie miałem
Tak naprawdę


Zabrakło czasu
By zostać świętym
Już dziś


SZUKAĆ BOGA


Szukajcie Jego oblicza
Czytając Święte Pismo
Szukajcie Jego oblicza
Nic więcej
To wszystko



P.S. Coby unikać nadinterpretacji tym co dawno mieli lekcje polskiego na temat poezji przypominam, iż osobą mówiącą w wierszu jest podmiot liryczny, nie autor...


mikołajki 2011-12-07

Wczoraj był dzień św. Mikołaja. Troszkę inny niż co roku. Bez prezentów... Ani ja nie robiłem, ani inni mi nie robili. Nie wiem, czy jest tu zwyczaj taki, by szykować buty... Sam też sobie nie robiłem żadnych prezentów, uznałem, że przecież nie o to chodzi. O prezenty zadbam na Boże Narodzenie. Święci są od tego, by u nich szukać wstawiennictwa oraz by byli dla nas przykładem życia. Mówiłem o tym w kazaniu w Rutce-Tartak. Św. Mikołaj więc ma być dla nas także wzorem, człowieka otwartego na innych... Sprowadzenie tego tylko do prezentów byłoby wielkim nieporozumieniem...


Języka obca to trudna języka :) 2011-12-05

Dużo ostatnio myślałem o nauce języka... wielu rzeczy nie pamiętam z podstawówki... Dawne czasy. Wiem, ze było dużo lekcji i dużo pracy włożonej w to byśmy mówili mniej więcej poprawnie, często nawet się nad tym nie zastanawiając. Wiele rzeczy wydaje nam się normalnych, prostych, wręcz oczywistych...


Zupełnie inaczej jest, jak się jest obcokrajowcem. Wtedy już nawet niezauważalne dla nas na co dzień skróty stanowią poważny problem. Nie mówiąc o obocznościach, dwuznakach i pseudo-dwuznakach (np. marznąć) niemych literach (G[h]ana) itd. Dopiero w obcym kraju widać, jak wiele to było pracy, włożonej w pierwszych latach naszej edukacji... To że widzę św. i bez zastanowienia mogę przeczytać to jako święty... ale także jako święta, świętych, świętej, świętemu, święci - wystarczy niekontrolowany rzut oka na dalsze słowa... W całym czytaniu po litewsku tego właśnie najbardziej nie lubię... Czy oni muszą wszędzie wpisywać tyle skrótów:)?? Bo skrótów nauczyć się mały problem, ale rozwijać je w odpowiednie przypadki... to już wyższa szkoła jazdy...


Przed każą Mszą, zawsze sprawdzam sobie teksty i je ewentualnie rozpisuję, by nie być zaskoczonym i nie kaleczyć na poczekaniu języka... Choć mam świadomość, że długo zupełnie wyeliminować się tego nie da... Dziś Vitalius mocno mnie komplementował za poranną Mszę... Mówił, że bardzo dobrze czytana... Nie wiem... Części stałe już sam słyszę, że dobrze, udaje mi się wpaść w tę samą melodię języka co oni...ale nie ma się co dziwić w końcu już czytałem lub słyszałem jak inni czytają jakieś 150 razy w ciągu tych 4 miesięcy. Z modlitwami prezydencjalnymi (w adwencie inne na każdy dzień, w okresie zwykłym - inne w każdym tygodniu) pewnie jest troszkę gorzej... 


Czasem sobie myślę, że fajnie byłoby to usłyszeć tak, jak oni to słyszą... czy przypominałbym choć trochę mówiącą po polsku Taylor







 


czy może bardziej Brooke







P.S. Dodam na koniec że to już 111 notatka na moim blogu. Wczoraj liczba wejść od powstania bloga przekroczyła 15 tyś.


Go West - Go East 2011-12-04

Dziś w Polsce obchodzi się dzień modlitw za Kościół na Wschodzie... Na naszym Wschodzie, czyli w byłych krajach radzieckich. Do tych państw zalicza się Białoruś, Litwa, Łotwa i Estonia, Ukraina, Rosja i Mołdawia, Kazachstan, Tadżykistan, Kirgizja, Uzbekistan i Gruzja. Czasy komunizmu oznaczały tu często zamykanie kościołów, mordowanie lub wywózkę na Syberię kapłanów, zamykanie seminariów, rozwiązanie zakonów... Masową laicyzację. Dziś można usłyszeć niezwykłe świadectwa ludzi, którzy mimo to się nie poddali władzy... Ks. Proboszcz opowiadał chociażby jak przez 8 lat prosił co roku państwo o zgodę by mógł pójść do seminarium. Inni opowiadali, jak w parafiach, gdzie nie było księdza, a kościół zabrano gromadzono się potajemnie w domach, kładziono na stole przykrytym białym obrusem ornat i czytano teksty Mszy św. - Missa sicca... "Sucha Msza". Sytuacja zmieniła się dopiero po upadku związku radzieckiego. Choćby nasza diecezja nareszcie mogła otworzyć seminarium i szybko przybyła grupa młodych, zdolnych i oddanych Kościołowi księży...


Dziś, dwadzieścia lat później jest już z jednej strony lepiej, bo udało się nadrobić lata trudności, ale z drugiej strony seminarium znów trzeba było zamknąć, bo po otwarciu granic UE wielu młodych ważne decyzje zostawia na później, goniąc za pracą, w USA, UK, Holandii, Irlandii... Z Litwy na zachód wyjechało ok 500 tyś ludzi... Warto zaznaczyć, że przy 3,5 mln populacji to jest 1/7 mieszkańców... Jest to poważny problem... Dla wielu z nich Zachód - to postsowiecki sen o dobrobycie, prawie jak z piosenki legendarnego niegdyś zespołu Pet Shop Boys:







Gdy tak wielu (tych zazwyczaj zaradniejszych) pragnie "Go West", warto dziś zatrzymać się też nad tymi co ruszyli na Wschód, aby być z tymi co pozostali...


Do krajów postsowieckich wyjechało z Polski 700 księży, i 550 sióstr zakonnych. To naprawdę duża liczba. Z Warmii jest nas trzech... Ja na Litwie, ks. Husak na Łotwie, a ks. Migrała na Ukrainie. Jest jeszcze ks. Szymerowski w Gruzji, ale on po podziale diecezji jest na stałe wpisany do diecezji ełckiej, choć już chyba wtedy był zagranicą... 


Pracy jest tu dużo... polecam wam to wszystko, pamiętajcie dziś o Wschodzie w waszych modlitwach..


Poniżej troszkę więcej informacji o dzisiejszym Dniu pamięci o Kościele na  Wschodzie....


http://www.archwarmia.pl/aktualnosci/2011/grudzien/duchowa-wymiana-i-realna-pomoc 


Boże Błogosław Internet... 2011-12-03

Amerykanie mają swoje God bless America, Anglicy - God save the Quin, a ja dziś niczym obywatel World Wide Web chciałbym rzecz Boże Błogosław Internet... Jedni twierdzą, że internet to zło... trochę racji mają, bo zła jest tu wiele i to w najgorszych gatunkach... ale jest tu także wiele dobra. Internet nie jest ani zły, ani dobry... To narzędzie, które w naszych rekach może budować i niszczyć, rozwijać i ogłupiać, zniewalać, ale i wzbijać się na wcześniej dla nas niedostępne szczyty... To nasze okno na świat, okno które jednak nie może nam tego świata zasłaniać...


Dziękuję za dzisiejsze rozmowy na gg i fb... Zresztą nie tylko dzisiejsze... Praktycznie codziennie jest okazja z kimś pogadać... Czasami są to osoby, z którymi już dawno nie było okazji się spotkać, z innymi to prawie jak codzienność, jak rozmowa rodziny przy wspólnym obiedzie... w domu, po pracy... O tym co w szkole, o świętach, o rodzinie, samotności, problemach, tęsknocie... o tym, czym żyjemy... litewskim, modlitwie, pieniądzach, o tym co było... i o tym, za czym tęsknimy i o czym marzymy... Nasze nocne Polaków rozmowy...


Dziś znalazłem także w internecie, dokładnie na mojej skrzynce mailowej stary plik... jakiś czas temu już go opłakiwałem licząc, że wraz z kradzieżą komputera - rok temu - zginął na zawsze... A jednak żył jeszcze utajony na mojej skrzynce wśród prawie 1000 wiadomości, jakich nie skasowałem w ciągu 8 ostatnich lat... To plik z moimi wierszami, pisanymi przez 3 lata - od 2003 do 2005 roku... Myślałem, że pozostał mi po nich tylko tomik stojący u mnie na półce, którego nie miałem już sił i chęci na nowo wklepywać w komputer... a jednak te moje niepozorne rymy nadal żyją w swojej zdigitalizowanej formie bytowania... cieszę się...


I chcę się dziś z wami jednym z nich podzielić...


TĘSKNOTA


Tęsknię za tobą
Do nocnych spotkań
Twarzą w twarz
Sam na sam
Ty i ja
Do cichych słów
Do słodkich łez
Namiętnych pocałunków
Gdy klęcząc
U mych stóp
Gładziłaś moją twarz
Szepcząc
Kochanku mój
Dziś w nocy
I na zawsze


Moja modlitwo


 


No i może jeszcze jeden....


SENTENCJE


Nie każde jabłko
Napełni twe zmysły słodyczą
Nie musisz poznać wszystkiego
By sobie udowodnić
Że jesteś człowiekiem


I tak te najprostsze sprawy
Bywają niepoznawalne


Nie wskakuj w ogień
Nawet jakby wszyscy wskoczyli
Nie jest bohaterem ten kto spłonął
w rozpaczliwym skoku w samozagładę


Nie wierz zbyt mądrym sentencjom


Nie wszystkie drogi
Prowadzą do Rzymu


Przedświąteczna wizyta 2011-12-02

Męczące były te dwa dni... Wykorzystałem okazję, że nie ma jeszcze śniegu i skoczyłem do rodziców... Z Litwy to troszkę dalej - 500 km. Ale potem, bliżej świąt już nie będzie takiej okazji. W czwartek wieczorem odwiedziłem też moją chrześniaczkę: 3,5 letnią Julię. To córka mojego kuzyna - Wiesia. Nie jestem przykładnym ojcem chrzestnym, rzadko bywam w tamtych stronach, a jak się pojawię, to na chwilę. Ale staram się o niej pamiętać :) Tym razem się nawet mnie nie bała... Można już było sobie troszkę pogadać...


Co zaś się tyczy domu i rodziców... Nadal nie czuję, by tam był mój dom... Dla wyjaśnienia rodzice przeprowadzili się tam, gdy ja już bylem na swoim... więc nie jest to dla mnie wyjazd do domu, lecz bardziej w gości... Mój dom to Frombork, Kętrzyn, Bisztynek, Marijampole... Ale nie Przyłęki... Byłem tam krótko... już o 6:30 musiałem wracać, by dziś na wieczorną mszę zdążyć... W sumie byłem u nich tylko 10 godz. z czego 6 to sen...


Dziś 30 lat zespołu Lady Pank - pół dnia w aucie - pół dnia z radiem... może więc jako uzupełnienie notatki dam jedną z ich piosenek...







e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]