_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Dosyć ma dzień swojej biedy 2011-11-30

Zacznę może od słów Jezusa:


"Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.  Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?  Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.  Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy"  (Mt 6, 25-34)


To są słowa, które przez długi czas mi przyświecały... I do tej pory przyświecają... Choć czasem to trudne, zwłaszcza jak gonią terminy, jak wychodzą niespodziewane awarie, czy nagle okazuje się, że coś jest inaczej, niż sobie planujemy... No właśnie... my planujemy. Ja zdecydowanie wolę odgadywać i szukać planów Pana Boga, niż głowić się nad swoimi własnymi rozwiązaniami, z których później i tak nie wiele wychodzi...


Tak często planujemy mocno do przodu, że nie potrafimy dobrze wykorzystać DZISIAJ. I zapatrzeni w jutro, marnujemy kolejne dzisiaj, jakie otrzymaliśmy od Boga. Czasem miałem problem, jak odróżnić to co ode mnie oczekuje Bóg, od tego co ja sobie wymyślę... Na początku było to trudne, bo my bardzo lubimy ustawiać sobie innych pod nasze plany. Może więc być pokusa, by i Boga w te nasze gierki próbować wplątać... Do tego dochodzą emocje, a wiadomo... jeśli czegoś chcemy, to uruchamia się w nas wiele mechanizmów, które próbują nasze pomysły racjonalizować... Odróżnienie jest jednak możliwe. Bóg, jako Najwyższe Dobro chce naszego Dobra. Czyli to, co jest jego wolą musi być obiektywnie dobre i najlepsze...  Problem w tym, że zło często próbuje udawać dobro... stąd trzeba szukać "badać duchy", przewidywać skutki, ale przede wszystkim - wybierać to, co Bóg wybrałby na moim miejscu...


Odsyłam do ciekawego artykułu na ten temat - związanego z ignacjańskimi ćwiczeniami duchowymi


http://mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-123.htm


Rekolekcje o sercu... 2011-11-29

Obiecałem troszkę więcej napisać o rekolekcjach. Była to andrzejkowa oaza modlitwy. Nasz Dom "Zacheusz" w Nowym Kawkowie zapełnił się dość ładnie - było tam nas mniej-więcej 50 osób. Za przygotowanie rekolekcji odpowiadał ks. Adrian. To on wybrał temat i life-motive - "Zabiorę Ci Serce Kamienne i dam Ci Serce z Ciała... Niestety z przyczyn już wspominanych wcześniej mógł być z nami tylko w piątek, kiedy to wygłosił konferencję na temat "To, co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu" wytyczając tym rekolekcjom kurs - kurs na Serce. Wieczorem poprowadził jeszcze adorację i odwiozłem go do domu, by mógł dojść do siebie po wypadku... Rekolekcje były jak sztafeta.Po Adrianie przejąłem moderowanie do soboty do 15:30, potem sobotę kończył ks. Paweł Z. wprowadzając do deuterokatechumenatu 14 osób, organizując potupajkę andrzejkową i wieczorną adorację. Doszły mnie słuchy, że wyszło świetnie, gratuluję... Nie na darmo ks. Paweł miał swego czasu ksywę Organizator.


A z czym przyszło mi się zmierzyć? Miałem dwa kazania i jedną konferencję.


W piątek Ewangelia opowiadała o figowcu. Nawiązując do słów Jezusa "A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo" (Mt 24,32) - przeprowadziłem porównanie figi i winorośli oraz nas samych i nasze serca... winorośl, winnica nie chroniona murem, troszkę zachęca, kusi by "każdy przechodzień skubał jej grona" (Ps 80,13). Figowce są pod tym względem bardziej przezorne, i to co najcenniejsze chronią w centrum figi pod grubą skórką, My też musimy jak figowiec, umieć niektórym pokazać "figę" Nie każdego byłe chłystka wpuszczać w to co najcenniejsze... Serce ma być miejscem naszej osobistej, wyjątkowej relacji z Panem Bogiem... Boga nie zastąpi nam nic, ani żona, ani chłopak, ani nawet najlepszy przyjaciel czy najlepszy ksiądz... Są rany, które może zabliźnić tylko On...


Wątek ten rozwinąłem jeszcze w sobotę w drugiej konferencji... "Dla kogo bije moje serce?". Mowa była o tym, że różne rzeczy nas nakręcają, niczym stare budziki... Ale to nakręcenie jest czasowe... Taki zegarek potrzebuje ciągłego pobudzania... Mówiłem o Sercu, że choć są tam dwie komory i dwa przedsionki, to jednak jest miejsce tylko dla jednej osoby... Boga... Że Bóg jest Bogiem zazdrosnym - "Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je..." (Mt 10,37n). Miłość do Boga musi być na pierwszym miejscu... i dopiero z niej ma wypływać miłość do innych... "Miłujcie się wzajemnie, jak ja was umiłowałem" (J 15,12) oraz "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili" (Mt 25,40). To jedyna recepta, by praca, dziecko, egoizm nie przysłonił nam tego, co najważniejsze...


W sobotnim kazaniu na Mszy, której przewodniczył ks. Mederator Diecezjalny miałem też okazję wrócić do wspomnianego serca i drzewa... A ponieważ mowa miała być o budowaniu wiary na mocnym fundamencie, zacząłem od streszczenia wszystkiego w słowach, że aby serce było żywe, aby pałało miłością, musi być mocno zakorzenione w Bogu... On jest jedynym fundamentem... Zakończyłem zaś słowami o. Blachnickiego - "Tylko żywy człowiek może przekazywać życie", tylko ten kto żyje żywą, autentyczną wiarą, może innych do tej wiary prowadzić... W między czasie było jeszcze jakieś 30 min. przykładów i refleksji, które tu, w tym telegraficznym skrócie opuszczę...


Dziękuję wam, którzy tam byliście, za wspaniały czas... A tych, którzy nie byli, pozdrawiam, i choć w ten sposób chciałbym z wami się podzielić tym co przeżywaliśmy...


rekolekcje andrzejkowe 2011-11-28

Od piątku cisza na blogu, ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje, co warto by wspomnieć... Wręcz przeciwnie. Działo się tyle w realu, że nie sposób było w virtualu to na bieżąco opisywać... Zresztą nie było jak, bo w tych dniach praktycznie nie korzystałem z Internetu. Ponieważ jest już późno /albo wcześnie - dochodzi 2:00/ powiem tylko tyle, że w środę - po wypadku kolegi-księdza okazało się, że trzeba pomóc poprowadzić rekolekcje... w czwartek wieczorem uzyskałem zgodę proboszcza, a 12 godzin później ruszyłem do Nowego Kawkowa, przez Bisztynek (gdzie wypatrzył mnie nawet znany miejscowy paparatzzi - przy okazji składam mu życzenia z okazji Andrzejek, (Andrzeje mają dobrze imieniny mają dwa razy - jedne były w ostatnią sobotę przed Adwentem i drugie będą 30.11.). Rekolekcje, choć spontanicznie, lecz chyba bardzo owocnie przeprowadziliśmy, zmieniając się we trzech księży. Każdy wniósł coś od siebie, A Duch św. czuwał, by to miało ręce i nogi... Dziś o 10:00 wróciłem do domu. I tyle na razie... jutro będzie troszkę więcej...


niezwykłe... 2011-11-24

W dzisiejszej rozmowie na gg przeczytałem ciekawe słowa...


- Dla księdza wszystko jest niezwykłe...


Zgadza się... w wielu codziennych sytuacjach nagle dostrzegam coś, co mnie:
zastanawia,
inspiruje,
cieszy
zachwyca
pobudza
motywuje
zadziwia
zmusza do rewizji wcześniejszych sądów...
co po raz kolejny pokazuje, że w życiu naszym nie ma przypadków...


Wystarczy mieć "Oczy szeroko otwarte" by w zwyczajności dojrzeć niezwykłość, a na zgliszczach zła, kiełkujące dobro...


By zamiast skupić się na porażce (na czym zależy Złemu), otworzyć się na dobro... Bo przecież to nie do Zła należy ostatnie słowo...







Ta piosenka już jakiś czas wpadła mi w ucho... niech więc leci... jako ilustracja...


Świąteczne dodatki do mojej sałatki... 2011-11-24



Ostatnio pewna z kolei córka baba jagi :) w rozmowie o blogu zwróciła uwagę, że mieszam gatunki... A i owszem... czynię to nawet celowo, tak by blog nie był tylko zbiorem opisów śniadań i obiadów na Litwie, czy moich wyczynów za kierownicą... Ani samych pobożnych kazań... Tak jak i ja nie jestem tym co jem, tym gdzie jeżdżę, ani tym co piszę... To i wiele innych, wszystko zmieszane tworzy dopiero sałatkę - ks. Sławek...


Dziś do tej sałatki dorzucili się autorzy filmu Listy do M. Właśnie wróciłem z Suwałk, gdzie miałem okazję obejrzeć ten niezwykły film...Czuję, że już za rok, a potem przez wszystkie następne Kevin sam w domu będzie miał mocną konkurencję. Już dawno nie widziałem tak dobrego polskiego filmu.  Porównanie z Kevinem nie bierze się znikąd... W listach do M. mamy trójkę małych Kevinów: Julkę, Kacpra i Kostka, którzy choć jako chyba jedyni w filmie nie spotykają się ze sobą, to jednak na swój sposób wywracają do góry nogami życie wszystkim pozostałym bohaterom... Święta to magiczny czas, czas gdy ludzie stają się lepsi, a ten film w jakiś sposób właśnie o tym opowiada... Wszyscy aktorzy są wspaniali... Zagrali bardzo równo, co jest niezwykle ważne przy konstrukcji filmu, gdzie zamiast jednej fabuły, mamy cztery odrębne historie, które wzajemnie się ze sobą splatają w ten cudowny, wigilijny dzień... Ach te święta... To już za równo miesiąc...


 


 


 


 


 


 


 


 


Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie... 2011-11-23

Dziwne były te ostatnie dni... Czas późno-jesienny ciągnie się leniwie, co chyba i mi się udzielało... Byłem jakiś rozdarty, znużony i sam nie wiem... Dużo z tego, co działo się wcześniej, we mnie i koło mnie jakoś zaczęło teraz na mnie oddziaływać... Zauważyłem że ostatnie dni moim głównym miejscem bytowania stało się łóżko, wokół którego toczyło się realne i wirtualne życie... Wczoraj powiedziałem sobie dość... Trzeba się ogarnąć... grubo po północy włączyłem kilka piosenek z płyty Pascha 2Tm2,3

















Co prawda rano ciężko było wstać, ale pilnuję dziś brewiarza, bo ostatnio było znów troszkę z tym gorzej... od tego trzeba zacząć...


Ciekawy fragment był w dzisiejszej Godzinie Czytań:


Bp Makary pisał - "Biada drodze, po której nikt nie chodzi i nie słyszy się na niej głosu człowieka; staje się bowiem kryjówką dzikich zwierząt. Biada duszy, jeśli Pan nie przechadza się w niej, jeśli Jego głos nie odpędza duchowych srogich zwierząt zła i przewrotności! Biada domowi, jeśli w nim nie mieszka właściciel! Biada ziemi, jeśli zabraknie rolnika, który by ją uprawiał! Biada okrętowi, gdy brak mu sternika, albowiem miotany falami i nawałnicą, zginie na pewno. Biada duszy, jeśli nie ma w niej prawdziwego Sternika, Chrystusa! Owładnięta ciemnością wzburzonego morza, miotana falami pożądań, wstrząsana jakby gwałtowną burzą przez duchy nieczyste, ulegnie w końcu ostatecznej zagładzie.


Biada duszy, jeśli zabraknie jej Chrystusa, który uprawia ją starannie, aby mogła wydać dojrzałe owoce ducha, bo opuszczona, pełna cierni i chwastów, zamiast przynosić owoce, zostanie wydana na spalenie, i zginie. Biada duszy, w której nie mieszka Chrystus! Porzucona, wydaje zepsutą woń pożądliwości i staje się przytuliskiem wad."


Skojarzyło mi się to z jeszcze jedną piosenką...







Dużo rzeczy do przemyśleń na dziś i najbliższe dni... Czasem potrzeba takiego kopa... co wybije z pewnego letargu..


 


Brewiarze... 2011-11-22

Co raz bliżej adwent... W niedzielę w ogłoszeniach mowa była już o Roratach i rekolekcjach... Ciekaw jestem, jak to wygląda tu, na Litwie... Będą to nowe doświadczenia. Chyba ze spowiedzią rekolekcyjną im jeszcze nie będę pomagać, ale kto to wie... Za chwilę Andrzejki. Ciekaw jestem ile osób będzie w Kawkowie. Plan rekolekcji, zamieszczony na stronie oazy wygląda ciekawie i dość okazale... Nie wiem czy dam radę być... Chciałbym, ale to nie ode mnie zależy.


Nowy Rok Liturgiczny przywitamy na Litwie szczególnym wydarzeniem. Właśnie po 50 prawie latach od Soboru Watykańskiego II i wprowadzeniu języków narodowych do liturgii udało się wydrukować Brewiarze w języku litewskim. I tom jest już dostępny. Trwało to bardzo długo z różnych powodów... Jednym z nich była liczba księży- ok 700 na całej Litwie. Wielkie prace przy tłumaczeniu zaczęły się na dobre 20 lat temu...Do tej pory księża odmawiali brewiarz w j. łacińskim, polskim, włoskim lub angielskim... Był też mały brewiarz - jutrznie i nieszpory wydane po litewsku w USA, wśród tamtejszej ?? lithuanii?? (na usta cisnęło się słowo Polonii). Największy problem był z Godziną Czytań... Większość tekstów nigdy nie była tłumaczona na litewski...


Koszt brewiarza to 80 lt. Potraktuję to jako prezent dla siebie na gwiazdkę :)


Ojczyzna potrzebuje Towarzyszy... 2011-11-20

Dziś w Polsce nie ma już Towarzyszy... W sumie dobrze... Ale z drugiej strony...


Ponieważ mam tu ostatnio dużo czasu, więc często siedzę i myślę, i tak się ostatnio zastanawiałem troszkę nad sobą, innymi, światem. W słowie Towarzysz kryje się jakaś wielka moc... Moc nieco ukryta przez konotacje polityczne, ale jakże ważna... Zwłaszcza dziś, gdy "Towarzyszy" brakuje... Mamy Guru, Liderów, Szefów, Przewodników, Nauczycieli, Mistrzów... A Towarzyszy Niet...


Czasem zastanawiam się, czy w ciągu ostatnich lat nie popełniałem tego błędu, że czasem starałem się być bardziej Formatorem, niż Towarzyszem... Formator, niczym garncarz, chce nadać materiałom kształt, piękny, szlachetny i pożyteczny... Tyle że właśnie... pracuje z materiałem... a ludzie to coś więcej... Może w niektórych przypadkach tego człowiek nie dostrzegał... Zamiast być jak Garncarz, co lepi z prochu Ziemi, lepiej być jak Rafał-Azariasz, lub jak ten pies z Księgi Tobiasza... Zamiast szukać gotowych recept, lepiej pomóc samemu odkryć Prawdę i nią się zachwycić...Odkryć Drogę do Prawdziwej Ojczyzny i w tej Drodze przez Życie Towarzyszyć.... Nasza Ojczyzna bardziej niż Formatorów, potrzebuje dziś Towarzyszy...




Trochę o ostatnich dniach... 2011-11-18

Dziś jest troszkę więcej czasu, więc może nieco uzupełnię informacje z ostatnich dni... od wtorku nasi dwaj proboszczowie - ks. Józef i ks. Mariusz (z nowotworzonej par. bł. Jana Pawła II) są w Krakowie... A jedna gosposia, Albina - w szpitalu... Zostaliśmy więc: ja, Virgilius, Vitalius, kanonik i Milda (druga gosposia). Na ten czas nazbierało się też spraw do załatwienia, wśród których na pierwszy miejscu było ubezpieczenie auta. W niedzielę się skończyło OC, więc trzeba to było załatwić. Nadal pozostaję na polskich blachach i papierach, przynajmniej ten pierwszy rok... potem zobaczymy... Wyliczenie mieliśmy już zrobione wcześniej, ale nie miałem jak pojechać wcześniej do biura, w Kętrzynie, które mi tego pięknie pilnuje. Mogłem co prawda załatwić to w Suwałkach gdziekolwiek, ale skoro od 3 lat pięknie mi to załatwiała p. Agatka z Kętrzyna, tak że zawsze jestem zadowolony w 150% to grzechem by było nie dać im na tym zarobić...


Wykonałem więc w poniedziałek rano telefon i dzięki Bogu udało się załatwić wszystko od ręki... chwilę później skan polisy miałem na poczcie elektronicznej. To powinno wystarczyć na razie... A pieniądze? Było kilka opcji, - konto, kętrzyńscy znajomi... ale była też opcja, że spokojnie mogę zapłacić, jak przyjadę po oryginał...


Najbliższa taka możliwość była ze środy na czwartek... tym razem z powodu wyjazdu proboszcza mogłem wyjechać dzień wcześniej, ale też już w czwartek na wieczór musiałem być na Mszy... (normalnie mam wolne od czwartku 8:30 do piątku 17:00)... W środę mam jeszcze popołudniu lekcję litewskiego, więc ruszyłem dopiero po 16:00. (czyli polska 15:00)... Na trasie od granicy do Suwałk trwa wymiana asfaltu..., codziennie zmienia się tam sytuacja i nigdy nie wiadomo co nas czeka aktualnie, tym razem to wszystko na tyle mnie opóźniło, że zdecydowałem się po drugim staniu odbić w bok i przebić się przez "Szwajcarię" (góry i doliny Suwalskiego Parku Krajobrazowego) na równoległą drogę przez Jeleniewo... Zachód słońca w tych okolicach był niesamowity, miałem się nawet zatrzymać, by porobić zdjęć, ale szkoda było czasu... Zachód słońca miał także negatywne skutki... trzeba było mocno zwolnić, zwłaszcza że na licznych zakrętach było trochę niespodzianek, jak nieoświetleni piesi i rowerzyści... Że ci ludzie nie mają rozumu...


Przez Kętrzyn przeleciałem 18:15... czyli już ponad godzinę po zamknięciu biura... Trudno... z trasy rozmawiałem z p. Agatką że zajadę w drodze powrotnej - w czwartek... na 19:00 miałem być w Bisztynku, poprzedniej parafii... rzuciłem młodzieży temat, i postanowiliśmy się spotkać na salce... przyszło ok 20 osób... Niektórych nie widziałem już od wyjazdu... Trochę drętwy był początek, było widać duże podziały między nimi, ale potem chyba było już lepiej... Tęsknię za nimi i oni chyba trochę za mną tęż, jeśli się nie mylę... Było nawet ciasto upieczone na tę okazję... Ja założyłem za to koszulkę, którą od nich pół roku temu dostałem, i kupiłem litewskie cukierki Koruny...


Po godzinie wpadłem jeszcze na kawę do proboszcza. Bardzo go i gosposię szanuję i dziwnie by było, gdybym choć trochę z nim nie posiedział... Gosposia, p. Regina - już po osiemdziesiątce,  zrobiła kolację. A mi przyszło ruszać dalej... Wpadłem jeszcze na pół godzinki do jednej rodzinki w Bisztynku i na drugie pół godzinki do Troszkowa, a potem ruszyłem dalej - do Lidzbarka, gdzie miałem przenocować. Mój kolega kursowy ks. Paweł (Władek) wraz z drugim wikariuszem - ks. Dominikiem czekali już na mnie... i z nimi była okazja, by troszkę posiedzieć... Z Pawłem widziałem się w sumie nie dawno, wpadłem na 30 min po uroczystościach w Olsztynie. Tyle że wtedy było to tak mocno w biegu...


Rano odprawiliśmy Mszę, zjedliśmy śniadanie i w drogę - ja do Kętrzyna, Paweł do szkoły... Po drodze zatrzymałem się jeszcze na chwilę w Bisztynku w szkole i u jednej, bardzo dobrej parafianki, p. Reni... Będąc chwile w mieście ciężko wszystkich odwiedzić. Leżało mi na sercu, że poprzednio tylko się minęliśmy w Kościele i nie miałem czasu w napiętym grafiku :) by choć na trzy słowa zajść...


Ubezpieczenie odebrałem ok 11:30... Przy okazji wywiązała się ciekawa rozmowa, bo choć p. Agatka nie była moją parafianką, to jej mama i owszem... i jej mama do tej pory pamięta mnie z kolędy i kazała pozdrowić... Ledwo dotarły pozdrowienia, a tu przez okno widzimy, że mama idzie osobiście :) Było więc dość wesoło, a że p. Agata pochwaliła się, że za miesiąc jedzie po gości do Wilna (odebrać z lotniska) koniecznie nalegałem by wpadła na kawę... Zobaczymy.


Przez jakiś czas przechodziła mi myśl by nie jechać jeszcze do domu... by zrobić sobie troszkę wolnego... Na wieczór miałem zaproszenie do Seminarium w Olsztynie na spotkanie księży oazowych... inny ksiądz prosił bym zajechał na chwilę... Przeleciała myśl by zadzwonić do ks. Żydrunasa - kanclerza, czy by mnie nie zastąpił, bo o 17:00 mieliśmy 3 intencje, (dla mnie i dla Virgiliusa i Vitaliusa, Vitaliusa miała być już druga, bo z kanonikiem rano odprawiał)... Ale odpuściłem. Byłem godzinę przed czasem... ogarnąłem się, i co ciekawe w zakrystii okazuje się, że jest nas o jednego za dużo... Przyszedł jeszcze ks. Vladek - emeryt który w weekendy u nas pomaga, bo mówił. że proboszcz mu coś przed wyjazdem wspominał... Przeszła mi myśl przez głowę, że niepotrzebnie wracałem... Ale tuż po kolacji okazało się, że wcale nie...


Więcej nie mogę powiedzieć, tylko tyle, że toczyła się wielka walka o życie, i będąc tak daleko, potrzeba było by być blisko... Był to kolejny epizod walki, jaką kiedyś podjąłem i jaką toczę... na różnych polach... i wszelkimi metodami, korzystając w z wszystkiego co jest... Dziękuję też tym, którzy wczoraj walczyli z nami ...







Zachwycić się... 2011-11-17

Miało być zupełnie o czymś innym...
A znów będzie o tym, że to Bóg jest Panem wszystkiego...


 


że jego działanie jest niezwykłe i nieprzewidywalne...
że każdego dnia nas potrafi zaskoczyć...
a już naprawdę majstersztykiem jest to,
jak wykorzystuje nas,
w tej swojej układance
jaką jest Królestwo Niebieskie
- tu na ziemi
i w przyszłości...


Nie chcę Panie, zbawiać świata, to Twoje zadanie...
Daj mi tylko jak najlepiej wykorzystać tu i teraz, które mi dajesz...


Codzienne zjednoczenie się kapłana
z Chrystusem Sługą




Panie, Jezu Chryste, mój jedyny Mistrzu,
który mnie wezwałeś już w łonie Matki, pociągnąłeś za sobą,
uczyniłeś swoim umiłowanym uczniem
i doprowadziłeś do tej chwili trwania w świętym powołaniu.
Ty z miłości ku Ojcu, w Duchu Świętym uniżyłeś się
posłuszny Jego woli, i wyzbyłeś się wszystkiego
aż po śmierć krzyżową, i zostałeś wywyższony
w chwale zmartwychwstania.
Przyjmij także dzisiaj mnie całego na służbę,
abym wstępował coraz doskonalej w Twoje ślady.
Z miłości ku Tobie; dla zbawienia Braci, moich Bliskich
i całego świata? przyjmuję mój krzyż: służby, trudu
i cierpień dzisiejszych z wiarą i nadzieją, że przez to wszystko
mogę się okazać Twoim sługą, i nawet w tym, co niepomyślne
i nieudane, mogę być uczestnikiem Twojego zbawczego krzyża
i Twojego zwycięstwa.
Zwyciężaj we mnie nad moim egoizmem, ambicją i samowolą.
Prowadź mnie tylko Twoją drogą.
Nie daj mi tracić czas i siły na to,
co nie byłoby Twoją wolą, wedle której prowadzisz
mnie do pełni zbawienia i życia,
jak doprowadziłeś oddaną Ci całkowicie Służebnicę Pańską,
Maryję, Twoją Matkę.
Nie daj mi unikać zadań będących próbą mojej słabości,
ale daj podjąć je zaraz z wiarą i nadzieją, że to Duch Święty
mnie do nich namaścił i posłał.
Nie daj, bym uciekał od ludzi, którzy mnie potrzebują,
ani zajmował sobą ludzi, których ja potrzebuję.
Spraw, abym im służył z wielkodusznym poświęceniem
jako samemu Tobie, który w nich do mnie przychodzisz
i abym był dla nich, świadomie i mądrze,
znakiem Twojej obecności i Twojej nieskończonej miłości
pragnącej ich wyzwolenia.
Nie daj mi nade wszystko oderwać się od Ciebie,
który w tym wszystkim na moje współdziałanie czekasz.
Zachowaj mnie mocą Twojego Ducha w miłości Twojej
aż do końca, przez wierny udział
w Twojej nieustannej Modlitwie
i Eucharystycznej Ofierze, ofierze całego siebie
dla Ojca
z Tobą
w Duchu Świętym. Amen.


informacje kontaktowe 2011-11-16

Ostatnio była taka sytuacja, ze nie można się do mnie było dodzwonić na polski numer... Tak się złożyło, że w roamingu po 3 telefonach skończyły się po prostu środki i nie mogłem odebrać żadnej rozmowy, a doładowanie z konta też było chwilowo niemożliwe... Jakby co podaję więc mój drugi - litewski numer, na który też można dzwonić... jest troszkę drożej dla was, za to jak jestem na Litwie to jest cały czas dostępny:


+37060352873 to w sieci Pyldyk [odłam Tele2]


można też łapać mnie na gg 3704959 a


albo na maila slawoslaw@o2.pl


Numer polski jest już czynny, ale generalnie korzystam z niego jak jestem w kraju...


Tak jak chociażby dziś od 16:00  do jutra do 15:00 - pozdrawiam was


Opony... 2011-11-15

Co prawda nie ma jeszcze śniegu, ale już zazwyczaj około 1. listopada zmieniałem opony na zimowe... Ponieważ koła czekały w garażu zamkniętym na klucz, a klucz był u Mariusza, który z nami na plebanii nie mieszka jakoś ciężko było się zabrać do akcji "zima". Przymrozek w piątek i wieczorne skrobanie szyb przed powolnym powrotem z Suwałk do Marijampole były dla mnie ostrzeżeniem i przypomnieniem... W Poniedziałek więc postarałem się już o klucz i wrzuciłem koła do bagażnika... Na pojechanie do warsztatu zabrakło czasu, z powodu lekcji litewskiego... Dziś rano przy śniadaniu w rozmowie pojawił się  akurat temat zmiany kół... Dowiedziałem się że już od 5 dni łamię prawo, bo na zmiana jest obowiązkowa, i po 10 listopada jazda na letnich jest tu karana mandatem. Ale ja i tak chciałem to zrobić...


Jeżdżąc po mieście jakiś czas temu przypadkiem zauważyłem zakład wulkanizacyjny. Ponieważ był bardzo blisko, i wyglądał na dość sprawny (nowy budynek, trzy stanowiska,  5-6 mechaników) wszedłem do środka, i zcząłem wcześniej przygotowaną rozmowę: As noriu tikrinti ir pakeisti ratu... Gdy pan się coś zaczął dopytywać już było nieco gorzej więc przeprosiłem że As kalbiu siek tiek, i powtórzyłem tikrinti ir pakeisti...


Po poprzedniej zimie gumy były w dość dobrym stanie, nie zdarłem ich za bardzo, ale felgi już nie koniecznie... Jedna felga wymagała pukania młotem, dwie opony puszczały powietrze i trzeba było je poprzekładać, a przy okazji wyszła dziura... i było jeszcze klejenie... potem wyważanie, zmiana i gotowe. Zastanawiałem się czy nie zedrą za mnie, korzystając, żem Polak, ale cena 70 lt raczej nie za duża jak na tę robotę... Najbardziej się cieszę, że udało się to zrobić na miejscu, że nie poszedłem na łatwiznę i nie wiozłem kół na zmianę do Suwałk... Zwłaszcza że po południu musiałem tam jechać do banku i do Rutki na Mszę... Trzeba sobie tutaj radzić...


dukaczem być... 2011-11-14

Dzień spokojny... W sumie poza lekcją litewskiego nie wiele się działo... Na litewskim po sprawdzeniu pracy domowej zajęliśmy się czytaniem... Chociaż czytanie to duże słowo... Bardziej wypadałoby użyć wyrazu dukanie... To że większość wyrazów jest nowa, nieznana fonetycznie wymaga kombinowania, sklejania tych wyrazów z pojedynczych odczytanych dźwięków, do tego dochodzi jeszcze zgadywanie akcentu i ta niepewność... czy to aby tak... Po pierwszej stronie bolały mnie już oczy... Ale pani była niemiłosierna... Przeszliśmy początek Biblii - Raj,  Adomas i Eva[Jewa] oraz Kainas i Abelis... I po tym, jak zauważyłem że na pierwszej stronie nie odpuści było już troszkę lepiej...  Choć mam świadomość jak wiele jeszcze potrzeba wprawy do normalnego, płynnego czytania...


Na koniec dodam podziękowania za ważne dla mnie rozmowy dni ostatnich na gg, fb i nk oraz piosenkę...







i jeszcze mała reklama...




Ojczyznę trzeba kochać i szanować... 2011-11-13

Dwa dni temu, w dniu Niepodległości ks. Proboszcz złożył mi życzenia :) z okazji naszego, polskiego święta... To było rano, w zakrystii. Dziś, także w zakrystii, wróciliśmy do tamtej rozmowy... Ponieważ ogląda on w miarę regularnie polskie wiadomości pytał się czy nie byłem w Warszawie rozrabiać... Nie byłem, choć szczerze powiem miałem ochotę tam jechać, zwłaszcza po tym, jak widziałem co dzieje się w czasie przygotowań  do marszu, jak niektóre środowiska lewicowe próbują zablokować tą inicjatywę... Już wtedy powiedziałem proboszczowi, że w Warszawie będę burdy i że może być źle...Całym sercem byłem za Marszem Niepodległości...







Dziś przyszło mi się tłumaczyć  za władze Warszawy, policję kiboli i  lewaków... Bo proboszcz stwierdził że już niczego nie rozumie... Kto kogo bił, dlaczego... Kto jest dobry, a kto zły... Kto jest faszystą, a kto nie... Ciężko to wszystko ogarnąć nam, a jeszcze trudniej ludziom z zagranicy, którzy nie wiedzą i nie pamiętają o niechęci do LPR, nie rozróżniają partii politycznych w Polsce ani nie są w stanie zrozumieć różnicy w patriotyzmie Dmowskiego i Piłsudskiego ... Więc po 15 min wywodu doszliśmy tylko do tego, że winna jest Bufetowa, która zalegalizowała Kolorową, w tym samym czasie i na trasie Marszu...


Przykro jest patrzeć na to, jak władze i media podgrzewały atmosferę, a jeszcze bardziej przykro, że trzeba się tu za granicą za nich wstydzić...


w Betanii 2011-11-11

W Suwałkach, w Domu rekolekcyjnym Betania prowadzę od czwartku rekolekcje oazowe.  Uczestnicy to grupa 20 osób, dorosłych związanych z Oazą, ale także z innymi Ruchami. To dla mnie dość nowe, ale bardzo piękne doświadczenie. Głosiłem już rekolekcje dla dzieci, młodzieży, dla szkoły katolickiej, głosiłem misje parafialne i rekolekcje adwentowe czy wielkopostne. W związku z obecnością samych dorosłych, a jednocześnie z kameralnością jak na wcześniejszych Oazach Modlitwy nie bardzo potrafiłem to sobie wyobrazić... Plan zbudowaliśmy w oparciu o liturgię godzin (jutrznie i nieszpory z konferencjami), Msze św., adoracje, dwa spotkania w grupach. Wszystkich nauk będzie siedem... pięć już za nami.  Jutrzejszy dzień w związku z pracą w parafii poprowadzi już ks. Szymon, moderator diecezjalny ełcki, a ja dojadę dopiero popołudniu na Mszę i zakończenie...


Treść, jak już wspominałem oscyluje wokół tematu przebaczenia.


I nauka - Człowiek stworzony do życia w harmonii z Bogiem i ludźmi...
II nauka - Szatan jako Przeciwnik, Nieprzyjaciel i Oskarżyciel
III nauka - Boże Miłosierdzie czyli cierpliwość i wierność Boga względem narodu wybranego i względem nas
IV nauka - O tym czy Bóg zna się na ludziach - nawróceni święci...
V nauka - Syn Marnotrawny


na jutro zostało jeszcze jak wybaczyć bliźnim oraz jak wybaczyć samemu sobie...


Dwa spotkania w grupach oparte są o przypowieści o Synu Marnotrawnym (piątek) i o kąkolu (pszenica i chwasty) - sobota.


Szczególnie cieszę się z dzisiejszej adoracji krzyża. Dwójka parafialnych animatorów muzycznych wsparła nas i czułem się, jakbyśmy się znali zawsze. Jedno spojrzenie i już piosenka... do tego taka, o jakiej myślę... Tak dobrze to mi się w Kawkowie udawało rozumieć chyba tylko z Asią J.


Przebaczenie 2011-11-10


Od dziś do soboty prowadzę rekolekcje w Suwałkach w domu rekolekcyjnym Betania. Jest to Oaza Modlitwy dla Dorosłych Ruchu Światło-Życie (Domowy Kościół, Studenci, Diakonia). Zatrzymujemy się nad tematem Przebaczenie i pojednanie... Proszę o modlitwę o dobre owoce tego czasu...


x Sławek


biogos, globus i Beyonce 2011-11-09

Cztery dni radości... Nawet popsuty Mudek nie przyćmił jej... Bo przecież nie zrobił tego specjalnie... Trzy pierwsze dni imienin opisywałem już wcześniej...


Ostatnim elementem imienin było przyjęcie dla księży - w poniedziałek wieczorem. Było nas ośmiu... Najpierw była kolacja na dole, potem cześć druga - u mnie... była okazja troszkę lepiej się poznać i spędzić czas w mniej formalnej atmosferze. Cieszę się że był wśród nas ks. Żydrunas, kanclerz kurii, którego od kiedy poznałem bardzo lubię i szanuję... Był także ks. Jerzy, oraz nasi księża domownicy. Marius wcześniej wspominał by zrobić imieniny po polsku. Wyszło z tym troszkę zamieszania, bo proboszcz polecił gosposiom wszystko przygotować, a gdy ja dowiozłem polskie produkty, one nieco były zakłopotane... A postarałem się w Suwałkach o bigos, krokiety, schabowe, i trochę pieczonego boczku i karkówki... Wraz ze specjałami pań kucharek jedzenia mieliśmy na trzy dni... Jeszcze dziś obiad był wspomnieniem imienin :)


Na górze w czasie rozmów pozwoliłem sobie też troszkę puścić zdjęć na projektorze. Dzięki temu mogli poznać moich bliskich, moje "dzieci" i moich przyjaciół... I może trochę bardziej mnie, który bądź co bądź dla wielu z nich jestem trochę zagadką...


Wczoraj jedna z osób podzieliła się ze mną tą piosenką...







Dziękuję, zwłaszcza jak wczytałem się w tłumaczenie tekstu...


i dla ciebie zamieszczam zdjęcie, takie prawie Heliou, mam nadzieję, że trochę tej mojej aureolki jest....


z aureolą


jak rumakować, to tylko w doborowym towarzystwie... 2011-11-07

Jednym z największych pragnień współczesnych ludzi jest pragnienie niezależności. Niezależności, samodzielności... wolności... Niezależność traktowana jest jako największy skarb. A ja powiem inaczej... Już kiedyś odkryłem, że zależność od innych może być skarbem jeszcze cenniejszym...


Kiedy w piątek moje popsute auto stało pod Lidlem, gdy z minuty na minutę kurczył się czas, jaki nam pozostał, i docierało do nas że cała misternie zaplanowana ramowa koncepcja imienin legła w gruzach, wtedy też zaczęliśmy doświadczać tego błogosławieństwa, jakim jest życzliwość i dobroć ludzi...  Udało nam się dotrzeć na wspaniały obiad, udało się odstawić samochód do warsztatu, znajomy ksiądz przyjechał po nas do Suwałk i odwiózł nas do Marijampole, a następnego dnia dotarł do nas jeszcze jeden gość imieninowy - Wojtek, i to samochodem, więc problem poruszania się po Litwie w sobotę i niedzielę sam się rozwiązał...Dzięki temu w sobotę mogliśmy popołudniu być w Wilnie i cieszyć się piękną pogodą... Martwiły mnie jeszcze koszty naprawy, na które nie byłem przygotowany, ale dziś po północy udało się zebrać potrzebną sumę...


Dziękuję wszystkim,  którzy pozwalają mi na nowo uwierzyć, że potrzebujemy siebie wzajemnie...







Szczególne podziękowania: ks. Józefowi, ks. Mariuszowi, p. Jasiowi i jego małżonce, ks. Jerzemu, Wojtkowi, Agacie i Milence...


No i skończyło się rumakowanie... 2011-11-06

W piątek w jednej z rozmów padł ten tekst... padł co prawda w zupełnie innym kontekście, i nie dotyczył mnie, lecz tak sobie myślę że i dla mnie może być dobrym wstępem do podsumowania piątku... Zbliżały się moje imieniny... Koncepcja ich obchodzenia zrodziła się już dawno, była cała masa pomysłów... kilka dni siedziałem i szykowałem się by zorganizować wszystko na trzy dni - piątek - niedziela dla moich gości... Początkowo zakładaliśmy że może być nawet 8 osób ze środowiska Bisztynecko-Biskupieckiego... Ale tak wyszło, że ostatecznie do Suwałk pojechałem po dwie: Agatę i Milenkę. Plan był taki, że odbieram je z dworca, jedziemy na obiad do znajomych pod Suwałkami, potem wspinamy się na górę Cisową w Suwalskim Parku Krajobrazowym i jedziemy na 17:00 na Mszę do Mariampla... I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że po odebraniu dziewczyn i przejechaniu dwóch ulic pod Lidla zerwało się sprzęgło w samochodzie... I skończyło się rumakowanie...


ciąg dalszy... 2011-11-03

Jako pewne uściślenie, poprzedniego wpisu postanowiłem dziś jeszcze dopisać kilka słów... Wspominałem o sytuacji spotkania ze śmiercią... Ja miałem dwa takie dość mocne zdarzenia:


- raz gdy jadąc samochodem z Bydgoszczy (od rodziców) do Olsztyna,  w okolicy miejscowości Zawady (koło Starych Jabłonek) z naprzeciwka jadącego tira zaczęły nagle wyprzedzać dwa kangoo. Zauważyli mnie za późno... Jeden miał szansę zdążyć przede mną... drugi, to było pewne - nie zdąży... Droga tam jest dość wąska, do tego ogrodzona metalowymi  barierami... Widziałem zdziwioną twarz kierowcy tira, widziałem napięcie na twarzy kierowcy czerwonego  kangoo... Zjechałem do krawędzi asfaltu, tak samo tir... Ale to nie wiele dało... Byłem przekonany że zabraknie z pół metra byśmy się minęli we trzech...A jednak


- drugi raz było pływając w czasie sztormu w Bałtyku, fale były dość mocne i była to dodatkowa frajda... Do czasu gdy uświadomiłem sobie że nie mam już gruntu i woda mnie znosi... Rozpocząłem walkę ale było naprawdę ciężko, zwłaszcza, że przy większym pływaniu zaraz zaczyna mi brakować powietrza... A jednak...


Ten spokój w takich chwilach był dla mnie samego pewnym zaskoczeniem... Nie wiem na ile on płynie z głębokiej wiary, a na ile może z tego, że w takich chwilach naprawdę dzieje się z człowiekiem coś niezwykłego... Przede wszystkim w pewnym momencie człowiek doświadcza swojej bezsilności, wie że już więcej nic zrobić nie może... I wtedy zostaje tylko nadzieja... i czekanie... Na Jego ruch...







śmierć - szczególny dar... 2011-11-02

Generalnie człowiek chciałby żyć długo i szczęśliwie... Na naszą śmiertelność patrzymy jak na przekleństwo, na zło, które gdy dotyka nas choćby pośrednio odbieramy jako niesprawiedliwość...


Lat temu z dziesięć czytałem pierwszy raz Silmarillion - dość trudną, lecz bardzo ważną powieść Tolkiena. To w sumie nawet nie jest powieść, to zbiór opowiadań, układających się w coś w rodzaju biblijnej przypowieści... Teraz sięgnąłem po tę książkę ponownie. I tak jak wtedy, tak i dziś zachwyciło mnie u Tolkiena nieco inne spojrzenie na ludzką śmiertelność... Książka przedstawia ją jako dar... Szczególny dar... Elfy tego daru pozbawione często go zazdrościły nam ludziom, żyjąc przez wieki i obarczone ciężarem wiedzy i odpowiedzialności usychając z tęsknoty za tym, co minęło...



Non omnia moriar... nie wszystek umrę... Życie nasze jest wieczne... A śmiertelność jest darem, dzięki któremu można wejść w jego nieskończenie lepszy wymiar...


Wczoraj dzięki Bogu 230 pasażerów samolotu uniknęło realnego niebezpieczeństwa pośpiesznego przejścia na tamten świat... Jakie były ich myśli, gdy od delikatnego przycupnięcia na ziemi 60 tonowej maszyny dzieliły ich ostatnie sekundy? Ksiądz obecny na pokładzie dzielił się w telewizji, ze udzielił wszystkim ogólnego rozgrzeszenia... Co sam przeżywał, nie chciał wyciągać przed kamerę, zaznaczając że to nie miejsce i czas. Szacunek. Był w nim spokój... Gdy sam miałem podobne zdarzenia, będąc w realnym niebezpieczeństwie śmierci, ten spokój też był we mnie... I słowa Bądź wola Twoja. Nie wszystko od nas zależy. A czego nie mogę zmienić, zawsze mogę przyjąć jako dar... szczególny dar...


By za życia nie stać się grobem... 2011-11-01

Zacznę może od tego, że to już trzy miesiące bloga. Przedwczoraj ilość wejść przekroczyła 10 tyś.


Przeglądając pierwsze notatki widzę jak ten blog się zmienia wraz ze mną... Czasem na lepsze, czasem na gorsze... Ale ma  być on jakimś odzwierciedleniem tego co myślę, robię, czym żyję... Zresztą kilka dni temu uświadomiłem sobie, że ten kolorowy ekran monitora to mój kawałek Polski... kawałek kraju, języka, ludzi, których kocham... nk, gg, fb, blog... wirtualne narzędzia bardzo namacalnie pozwalają mi będąc tu, na Litwie, być jednocześnie także tam... wśród swoich... w domu... u siebie...


Te kilka dni bez internetu mocno to mi pokazały... może nawet za mocno, bo byłem trochę jak zbity pies, co nie wie gdzie znaleźć sobie miejsce... jak się ułożyć, by nie bolała egzystencja...


Niegdyś miałem zwyczaj składać przyjaciołom i moim \"dzieciom\" życzenia z okazji Wszystkich Świętych... wczoraj też o tym myślałem, ale gdy usłyszałem nawzajem zastanowiłem się... Nad tą moją świętością... na ile w jej stronę się zbliżam... na ile żyję nią, na ile uświęcam moją codzienność, a miłość, prawda i dobro są podstawowymi motywami... Świętość to nie wyobcowanie, nierealność... jest ona jak najbardziej możliwa i realna... to życie Ewangelią w praktyce...







Trzeba się będzie troszkę ogarnąć i zmobilizować... Nie żeby było źle, ale widzę że może być dużo lepiej... zwłaszcza z osobistą modlitwą i z nauką języka... Postępy są i cieszą, ale jednocześnie mam świadomość, że nadal jest to za mało... i porównując z Bisztynkiem nie mogę się tłumaczyć że nie mam czasu... Bo jest go aż nadto... Dziś w myślach śmiałem się do siebie, że szkoda iż nie ma tu nikogo, kto by mnie codziennie zagonił do nauki... do pracy do obowiązków... przypilnował, jak matka dziecko, żona męża... prefekt kleryka... Ale przecież nie oto chodzi...


Na koniec  wspomnę może jeszcze o procesji... Była ona wieczorem. Prowadził ją bp Józef (emeryt) z drugiego kościoła na stary cmentarz... ludzi było dość dużo. Po ciemku, ze zniczami, dość licznie, miała swój urok i sprzyjała modlitwie... Pięć stacji z modlitwami... Uwagę moją zwróciły szczególnie groby księży i sióstr zakonnych... wszyscy chowani są razem na bardzo prostych grobach. Za cały pomnik służą duże identyczne drewniane krzyże, a na nich drewniana tabliczka i wyryte imię, nazwisko i  rok śmierci... nic więcej... Prosto i na temat...


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]