_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
już jestem... 2011-10-31

Przepraszam za kilka dni ciszy na stronie... Związane to było z dwoma zdarzeniami: 1) popsuciem komputera (środa), 2) wyjazdem do Olsztyna (czwartek-piątek).


1) Komputer, który mam, jest już troszkę wysłużony. Dostałem go w prezencie od kolegi, tydzień po tym jak mi w zeszłym roku mój własny ukradli... Ach te rekolekcje :) i sympatyczny pan złodziej, co to umył po sobie szklankę... :)  komputer służył Karolowi kilka lat, teraz służy też dość dobrze mi, ale czas robi swoje... W środę w kuchni pokazywałem jakieś zdjęcia ks. Vitaljusowi (na fb) i rozładowała się bateria... gdy chciałem go uruchomić później z kabla już nie szło... nie szło też w awaryjnym, ani nie poszło formatowanie... Nie widział twardego... pierwsza więc myśl że spalony twardy lub Ram... Sam jednak nie dam rady... A tu komuś dać też nie bardzo... liczyłem że podrzucę w Olsztynie klerykom, ale akurat rozjeżdżali się na wszystkich świętych... Potem sobota i niedziela.... bez komputera... i wreszcie dziś udało się popołudniu skoczyć do Suwałk. Wczoraj u Vitaliusa na chwilę wpadłem na internet i znalazłem gościa, który reklamuje się jako pogotowie komputerowe w Suwałkach... Mijając przejście graniczne zadzwoniłem do niego i 25 min później wziął ode mnie laptopa pod Kauflandem. Trzy godziny później oddał mi go sprawnego pod Stokrotką - skasował mnie bardzo delikatnie - 40 zł. Okazało się, że to nie wina HDD, lecz padł Bios. były też problemy z partycjami... Udało się że nawet nie straciłem plików...


2) Wyjazd do Olsztyna był bardzo udany. Głównym celem było wzięcie udziału w piątkowych uroczystościach z okazji doktoratu honoris causa ks. Abp Ziemby. Jednym z walorów przemawiających za jego przyznaniem były zasługi Arcybiskupa dla współpracy polsko-litewskiej. Na prośbę ks. Proboszcza, który był jednym z zaproszonych gości, pojechałem w jego imieniu. Tak się złożyło, że w tym czasie była w Olsztynie także moja siostra z Niemiec, więc pojechałem już w czwartek, i mogliśmy się spotkać u drugiej siostry, by omówić troszkę spraw... Czas wykorzystałem bardzo intensywnie... w drodze do Olsztyna odwiedziłem Kętrzyn i Bisztynek, a w drodze powrotnej Lidzbark W., Bisztynek (drugi raz) i Rutkę Tartak. Dużą radość dało mi spotkanie znajomych sprzed lat: Basi i Iwonki. Nasze drogi się gdzieś porozchodziły kiedyś... Znaliśmy się w sumie jako zupełnie inni ludzie niż dziś... ale miło tak zupełnie nieplonowanie spotkać się i choć przez chwilę wrócić do tamtych czasów... I w jednym i w drugim przypadku, choć nie widzieliśmy się ponad 5 lat, to nie czułem zupełnie tego... To też jakoś było w tym wszystkim niezwykłe...







Delegacja 2011-10-28

Pozdrawiam z Olsztyna. Jestem tu drugi dzień. Reprezentuję moją nową diecezję na uroczystościach w starej. Przy okazji odwiedzam troszkę znajomych. Pozdrawiam wszystkich i dzięki za miłe spotkania...


Święto Sera 2011-10-25

Wczoraj obchodziliśmy Święto Sera. Nie było to żadne święto kalendarzowe, ani nic w stylu Międzynarodowego Dnia Łapania Za Kolano, czy Olsztyńskiego Święta Latawców... O święcie tym nie pisały żadne gazety, ani nie mówiła eReMeFka. Było to nasze własne, tradycyjne już święto. Organizuje je raz w roku ks. Kan. Kajackas - emeryt. W tym dniu zaprasza księży do siebie na "kawę", której towarzyszy degustacja serów. Mieszka samotnie w bloku, niedaleko nas. Jest on emerytowanym profesorem historii, liturgiki i historii sztuki. Gdy wszedłem do domu poczułem się troszkę jak w muzeum. Trzy pokojowe mieszkanie pełne jest obrazów i rzeźb, skrzętnie skupowanych po antykwariatach i pchlich targach. Wiszą one jak w galerii, tworząc specyficzny klimat miejsca. W salonie na równie zabytkowym, drewnianym, elipsowatym stole stanowiącym komplet z sofą i jednym z krzeseł stał talerzyk z przygotowanymi serami. Trudno mi wymienić wszystkie, lecz prym wiodła będąca na samej górze włoska gorgonzola, oraz znajdujący się na samym dole ser żydowski, o specyficznym intensywnym smaku. Poza nimi był jeszcze brie, żółty litewski, i jakiś pomarańczowy (dość miękki). Wszystkie bardzo smaczne. Ten w sumie dość niewielki talerzyk z przekąskami spokojnie wystarczył dla nas, sześciu dorosłych mężczyzn (ja, proboszcz, Marius, Virgilius, Vitalius i Kanonik), stanowiąc dobry pretekst do przeszło czterech godzin rozmowy... Wiele było tematów, wspomnień, stwierdzeń, ale jedne z ważniejszych to te, że dobrze jest w tym naszym kawalerskim życiu trzymać się razem.


Przeprosiny z fb 2011-10-23

Po prawie roku nieobecności na facebooku postanowiłem kilka dni temu się z tym portalem przeprosić. Początkowo tak na próbę. Zdziwiło to wielu, jako że w środowisku miałem opinię mocno anty. Ale miałem swoje powody, tak jak teraz mam swoje powody by wrócić. Powód by wrócić do tego portalu społecznościowego był prosty - zależało mi by śledzić na bieżąco sytuację po wyborach i obserwować co się dzieje w kwestiach składania protestów wyborczych... A że na stronach internetowych wszystko działo się z opóźnieniem, więc postanowiłem patrzeć na fanpage Nowej Prawicy itp.


Do tego zauważyłem, że facebook w tym czasie się już troszkę uspokoił w kwestiach jakby to powiedzieć - seksistowskich... Odchodziłem bo miałem dość aplikacji badoo i innych, dzięki którym co chwilę dowiadywałem się o bzdurnych pytaniach typu czy Ania uważa, że Sławomir na seksi tyłek, lub Czy Wojtek sądzi że Marta przespała by się z kimś dla pieniędzy itd... Oj, w pewnym momencie naprawdę to przestało być śmieszne i zabawne, zwłaszcza, że aplikacja nie wie, czy zestawiane osoby są księżmi, zakonnicami, rodziną, czy nieletnim dzieckiem...  Stawało się to wręcz żałosne i powiedziałem sobie, że nie mam zamiaru się w to bawić...


Po powrocie w świat fb dostrzegłem także przywilej tego, że w przeciwieństwie do nk.pl jest to świat międzynarodowy. Znalazłem już pierwszych z moich litwinów w tym wirtualnym świecie i mam nadzieję, że dzięki temu można będzie ich lepiej poznać (widziałem już choćby zdjęcia z wakacji drugiego z wikariuszy :) i można będzie też coś o sobie opowiedzieć... Stąd wczorajszy dzień upłynął pod znakiem aktualizacji i dodawania zdjęć... Trochę się zeszło czasu, mam nadzieję, że mnie to nie uzależni...


Kosciół jest pięć razy be - J. Senyszyn 2011-10-22

Pamiętam jedną z konferencji ascetycznych, pewnie z 10 lat temu wygłosił do nas w seminarium o. Kazimierz. Wspominał o rozmowie z pewną młodą dziewczyną, która nieco zmartwiona, a może bardziej rozczarowana, pytała go dlaczego klerycy tak chętnie rozmawiają o filmie, sporcie ożywają na temat dobrej muzyki..., a milkną, gdy przychodzi rozmawiać o wierze i Chrystusie...


Inny ksiądz wspominał kiedyś na wykładzie, jak odwiedzał kolegę (też księdza) w Stanach. Próbuje z nim rozmawiać o Kościele, o jakimś artykule ostatnio przeczytanym, stara się znaleźć jakiś dobry temat, gdy ten wreszcie bezceremonialnie i prosto mówi mu: Stasiu! Wiesz, teologia mnie w ogóle nie interesuje...



/Andrea del Sarto, „Dysputa o Trójcy”, olej na desce, 1517, Pałac Pitti, Florencja/


Dziś po przedpołudniowych Mszach wywiązała się u nas na obiedzie zażarta dyskusja... Zaczęło się od tego, czy wiarę można udowodnić czy nie..., a głównymi dyskutantami byli Virgilius i Vitalius... Gdy rozgorzały emocje ciężko mi było wejść w słowo, a i oni zaczęli tak szybko mówić że już kompletnie nic nie rozumiałem poza teologicznymi terminami. Ponieważ obiad się skończył, a argumenty nie zaproponowałem przeniesienie się do mnie na kawę (dobrze wyszło, że przed obiadem przy sobocie posprzątałem nareszcie dolny pokój i łazienkęCool). Dalej rozmowa się rozwijała... A wraz z rozwojem dochodziły dodatkowe języki... angielski i rosyjski, a po zmianie tematu na sprawowanie sakramentów, zwłaszcza Eucharystii i Spowiedzi, nawet polski i łacina... Najwięcej trudności sprawiało tłumaczenie na litewski problemów związanych z ważnością i godziwością sprawowania sakramentów... Za Chiny nie byłem w stanie przełożyć tego na angielski... Wtedy przydała się łacina... i prefacja, gdzie przecież pada słowo Dignus... i jakoś poszło... Tematów było wiele i sam się nadziwić nie mogłem, że wszystkie teologiczne i około-teologiczne...


Kiedyś czytałem na blogu p. J. Senyszyn:
"Przepraszam za Kościół katolicki w Polsce.
Za to, że – jak napisałam kilka lat temu - jest pięć razy be.
Bogaty,
bezkarny,
bezideowy,
bezduszny
i bezczelny"


Antyklerykalizm nie bierze się z niczego…
Nie daj nam Panie, byśmy kiedyś się tacy stali. Amen.


JP2 2011-10-22

Dziś, w przeddzień wspomnienia bł. Jana Pawła II braliśmy udział w poświęceniu krzyża i placu pod budowę kościoła nowej mariampolskiej parafii. której patronem jest właśnie Jan Paweł II. Pogoda piękna, nawet sobie takiej nie wyobrażaliśmy. Dopisali także wierni. Było ok. 100 osób. Poświęcenia dokonał nasz ks. Biskup Rimantas Norvila. Po poświęceniu w domu kultury odbyło się jeszcze spotkanie artystyczno-naukowe poświęcone Janowi Pawłowi II i Bożemu Miłosierdziu, a potem Msza w Bazylice.





Pod znakiem Fos-Zoe 2011-10-21

Czwartek, mój wolny dzień dobiega końca... Nie jechałem gdzieś dalej, bo jutro mamy uroczystości papieskie w mieście. Postanowiłem tylko po południu skoczyć na chwilę do Suwałk. Na pocztę, do banku, do sklepu... tradycyjna rundka...


Postanowiłem też odwiedzić ks. Szymona z par. bł. Anieli Salawy w Suwałkach. Byłem u niego już trzeci raz na te trzy miesiące... To doświadczony oazowicz i przyjaciel Litwy... Ma u siebie w parafii dom rekolekcyjny. Wraz z nim i jego wikariuszem odprawiliśmy wieczorną Mszę. Zachwycił mnie jego kościół - od razu czuć w nim oazowe umiłowanie liturgii. Duży, jasny... Zakrystia z tyłu kościoła, więc każda Mszą zaczyna się od procesyjnego wejścia... Są ministranci, są świeccy czytający czytanie, modlitwę wiernych, przynoszący dary, czy odmawiający kolejne tajemnice różańca... Prawdziwe świece, miodowo-woskowy paschał, wyznaczone miejsce przewodniczenia, a przy tabernaculum Ewangeliarz... Moją uwagę zwróciły konfesjonały, piękne, murowano-drewniane, zamykane by dać komfort spowiedzi penitentom...


Szczególnie ciekawy jest główny ołtarz... Zamiast tradycyjnego krzyża w centrum (piękny duży krzyż znajduje się w bocznej kaplicy gdzie stoi jeden z konfesjonałów) umieszczona wielka figura Chrystusa Zmartwychwstałego... a z jej dwóch stron drewniane światki (nawiązanie do popularnych w regionie pni rzeźbionych w różne figury...) Po prawej stronie pień przedstawia u dołu św. Piotra i św. Jana idących do grobu, wyżej dziewięciu innych apostołów, którzy podobni do siebie, wyginają się z pnia na różne strony, a najbardziej chyba wygina się św. Tomasz, który umieszczony na wysokości Jezusa Chrystusa wyciąga w jego stronę palec, by włożyć w rany... Ponad nimi dwie niewiasty - Maria Magdalena i Maria Kleofasowa (pewnie?). Drugi pień to najpierw św. Paweł z mieczem (naprzeciw Piotra i Jana), powyżej młoda dziewczyna klęka przed Chrystusem (dedukuję że bł. Aniela Salawa) ponad nią dwóch mężczyzn - zapewne uczniowie idący do Emaus, (a może Nikodem i Józef z Arymatei, ale raczej ci pierwsi)... Na samej górze - Maryja Matka Kościoła...


Przed Mszą troszkę pogadaliśmy sobie i mam dwa zaproszenia... Jedno na poprowadzenie rekolekcji oazowych dla dorosłych w dniach 10-12.11.2011 na temat "Przebaczenie"... Drugie na rekolekcje parafialne w Wielkim Poście... Cieszę się z tych zaproszeń, zwłaszcza, że mam teraz trochę czasu by się do nich przygotować. W poprzednich latach już troszkę głosiłem ich...  W Brzozie Bydgoskiej, dwa razy w Wozławkach, w Rozdrożu, Leginach, Unikowie, Drogoszach i Nowym Kawkowie, w Gdańsku - Cieszę się, że poprzedni proboszcz - ks. Bartusik nigdy nie miał nic przeciwko temu i sam mi jedne z nich nawet załatwił :) Cieszę się i dziękuję, bo dobrze mi się z nim przez te trzy lata w Bisztynku pracowało.


Trudny język 2011-10-19

Litewski to trudny język, a dwie godziny tygodniowo  jakie mam tu w Marijampole to troszkę mało. Liczyłem na troszkę więcej, ale uczy mnie dziewczyna na co dzień pracująca w szkole, wiec nie bardzo ma czas by po lekcjach przychodzić tu do nas na specjalne zajęcia dla mnie... Liczyłem początkowo, że uczyć mnie tu będzie jakaś emerytka, która codziennie ma więcej wolnego czasu, wtedy może by było łatwiej... Ale jest, jak jest... Z czytaniem jest coraz lepiej, choć dalej ciężko mi wyczuć skaczące po całych wyrazach litewskie akcenty... Dalej stwierdzam, że moje słownictwo litewskie jest mocno ubogie... cały czas brakuje mi wyrazów, a postanowienie by uczyć się codziennie 10 nowych na razie nie zrealizowane... Do tej pory nie ruszyliśmy z nauczycielką gramatyki, a to co umiałem z lekcji w Olsztynie, po pół roku jakoś mocno się miesza...


Ale są też i pozytywy. Dziś na lekcji pracowaliśmy nad Opowiadaniami biblijnymi ... W książce dla dzieci nie interesowały mnie jednak teksty, lecz miałem patrząc na obrazki opowiedzieć co widzę... O Adomasie i Ievie, o Kainasie i Abelisie, Moze, Mariji itd... I po kilku próbach to nawet zaczęło iść... Kombinowałem jak mogłem, ale to chyba o to ma w tym chodzić, by nie poddawać się i nie łamać, że tak mało znam słów, lecz robić, co mogę, by przekazać tę treść tak jak potrafię... i poszło... A potem jeszcze próba rozmowy z nauczycielką na temat tego, czego od niej oczekuję... I choć było znów ciężko, i złość, że nie mogę się po ludzku (polsku lub angielsku) dogadać, i choć nauczycielka chciała już wołać Viegiliusa, by tłumaczył jej z angielskiego na litewski, postanowiłem by tak szybko się nie poddawać i jeszcze raz  próbowałem naszkicować swoje oczekiwania... i poszło...


Trudny ten język, zwłaszcza jak się człowiek przez kilka lat odzwyczaił od nauki... Ale trzeba się mobilizować... szkoda czasu...


Dziś więc uczę się 15 słów (pięć więcej niż sobie postanawiałem, a co mi tam - niech to będą zwierzęta, bo ostatnio mi nie szło):


paukštis - ptak
katė - kot

šuo- pies
arklys- koń
asilas - osioł
karvė - krowa
avis - owca
ožka - koza
kiaulė - świnia
drugelis - motyl
bitė - pszczoła
pelėda - sowa
kirminas - robak
žuvis - ryba
gyvatė - wąż






Bobisie śpiewają... 2011-10-18

Jedna z piosenek z niedzielnego koncertu w Olsztynie...


O koncercie pisałem kilka dni temu....







[*] I rocznica Madzi... 2011-10-17

angelWierzę w istnienie aniołów... Nie takich małych pucułowatych, nie smukłych blondynów z gęsimi skrzydłami... Taki dziecinny sposób patrzenia na pierwsze stworzenia, naszych starszych, duchowych (bezcielesnych) braci sprawił, że wielu wiarę w istnienie aniołów stawia na równi z wiarą w krasnoludki... A jednak... Oni są... Duchy czyste, nieśmiertelne, oddane Bogu, a także ludziom...


Równo rok temu miał miejsce wypadek... z mojej Mazdy Premacy niewiele zostało... głupota moja, głupota innych... warunki pogodowe... Trasa krótka... 10 km w jedną stronę... O 7km za dużo... Tak było... trudno było to przewidzieć...  Tym co zaskakuje, i zachwyca jest to, że nikomu nic się nie stało... A po ludzku patrząc szanse na taki finał były niewielkie... Dzień wcześniej, w sobotę mieliśmy wspaniały koncert ewangelizacyjny, by uczcić Jana Pawła II... Był to szczególny czas modlitwy, przeżywaliśmy to jak rekolekcje...  Ci co zostali na niedzielę, rano byli na Mszy o 9:00 i mieliśmy jechać na ognisko vel grilla nad jezioro... Mieliśmy...


Bóg potrafi prosto pisać po naszych krzywych liniach... I tak, jak my, niepozorni... często jesteśmy narzędziami w jego rękach, tak i Oni - Nieśmiertelni, są, by służyć i strzec...


To nie pierwszy raz, gdy wierzę, że doświadczyłem ich opieki... Wcześniej było Morze Bałtyckie, i wariat jadący wprost na mnie na krajowej 16... Wtedy też różnie to mogło się skończyć... Ale jestem i mam nadzieję wciąż uczę się na błędach..., które oni korygują jak potrafią...


Co mi w duszy gra... 2011-10-15

Dziś byłem na koncercie z okazji 80 lat Cukrowni w Marijampole. Nasz Plac Czerwony :) zamienił się w miejsce koncertów. Tłumy ludzi, piwko, stoiska... jak w Bisztynku na dożynkach... (do Kortowiady troszkę brakowało). Klimat fajny, nawet ok 22:00 dużo rodzin z dziećmi. Grały jakieś gwiazdy litewskie, mniej lub bardziej znane, ale podobało mi się, choć rozumiałem co drugie słowo... Jak przyszedłem śpiewał jeden chłopak i dwie młode dziewczyny. Początkowo myślałem, że one robią tylko chórki, ale potem on już skończył, a one ciągnęły dalszą część koncertu przez kolejne 5-6 piosenek, do następnego wykonawcy, śpiewającego  w stylu Krzysztofa Krawczyka, a ubranego w stylu Wiśniewskiego. Występ tych wcześniej mi się bardziej podobał... A jak zaśpiewali "We will we will rock you" to... gdzieś tam w środku ta muzyka mocno we mnie rozbrzmiewała...







Przyznam się szczerze, że nie znam się na muzyce... Znam się troszkę na filmie (w podstawówce byłem trochę takim warzywkiem przyklejonym codziennie na 6 godzin do telewizora, teraz już od po nad 3 lat nie mam telewizora, ale lubię czasem coś obejrzeć na komputerze lub w kinie) , na książkach (może to pasja po ojcu, który z powodu utraty wzroku musiał przerwać naukę w liceum księgarskim), znam się troszkę na wierszach, które  nie tylko czytałem, recytowałem, ale i przez kilka lat pisałem... Ale na muzykę jakoś w młodości nie miałem czasu...a moja znajomość w tej kwestii ograniczała się tylko do Elektrycznych Gitar i Grzegorza Turnaua... A potem jeszcze był Gawliński i jedna jedyna piosenka, którą jego znałem... O sobie samym...







Dziś staram się to troszkę nadrabiać, zwłaszcza dzięki licznym podróżom....Szczególne zasługi ma w tym Trójka, która najczęściej towarzyszy mi od kiedy zrobiłem prawo jazdy. W domu nie mam praktycznie żadnych płyt muzycznych (wyjątkami są prezenty - jedna Arki Noego i jedna zespołu Rozdroże), w aucie też dwie: Czerwony Tulipan i 40 i 30 na 70 (tę pożyczyłem kiedyś w Warszawie by się po nocy nie zabić jak wracałem do siebie - do tej pory nie oddałem :) Ale jest za to internet, więc nadrabiam zaległości...


A i jeszcze muszę wspomnieć o jednej ważnej dla mnie piosence - "prześladowała" mnie przed święceniami... "Żałuję, że cię znałam"... Gdzie się nie ruszyłem, co nie włączył się radiobudzik... wszędzie ona leciała... Ach ten 2005 rok...


A wy? jeśli macie jakieś fajne piosenki, które coś dla was znaczą, podzielcie się tym ze mną... z chęcią posłucham i poczytam o tym, co w duszy wam gra...


Tu moja "Playlista"


Z tamtej płyty Turnaua było wiele fajnych, które znałem na pamięć, ale piosenka dziś dla mnie nabiera nieco innego znaczenia...







To też lubiłem i lubię...







Moja prześladowczyni...







a na KONIEC coś z nieoddanej płyty... (miała być "Dwie drogi" 40 i 30 na 70 ale nie widzę jej na Youtube, więc daję to... a jak chcecie to sobie i tamtą możecie znaleźć tyle że mp3)







Mocni w wierze... 2011-10-14

W obliczu fundamentalizowania się środowiska antyklerykalnego potrzebna jest jeszcze większa mobilizacja nas wszystkich - dla których wiara jest ważna, którzy mają dość szydzenia z modlitwy, religii, krzyża... Świetnym projektem olsztyńskim są koncerty Mocni w Wierze...




Miło jest zobaczyć wiele znajomych twarzy... Widzieć że ludzie, z którymi przed 5-10 laty spotykaliśmy na wydziałach UWMu, na różnych imprezach świeckich i kościelnych dziś mają tak wiele do powiedzenia...







Tekst piosenki niech będzie dla każdego z nas wezwaniem do jeszcze większej mobilizacji...


A kto może i chce zobaczyć i usłyszeć na własne oczy i uszy... może wybrać się 16.października do Olsztyna (Hala Uranii)



Zamiast notatki... 2011-10-14


Przyjdź, Duchu Święty,
Przemień nasze wewnętrzne napięcie w święte odprężenie.
Przemień nasz niepokój w kojącą ciszę.
Przemień nasze zatroskanie w spokojną ufność.
Przemień nasz lęk w nieugiętą wiarę.
Przemień naszą gorycz w słodycz Twej łaski.
Przemień mrok naszych serc w delikatne światło.
Przemień naszą obojętność w serdeczną życzliwość.
Przemień naszą noc w Twoje światło.
Przemień zimę naszych dusz w Twoją wiosnę.
Wyprostuj nasze krzywe drogi. Wypełnij naszą pustkę.
Oczyść nas z pychy. Pogłębij naszą pokorę.
Rozpal w nas miłość. Zgaś w nas zmysłowość.
Spraw, abyśmy widzieli siebie, jak Ty nas widzisz,
Abyśmy mogli poznać Ciebie, jak to obiecałeś;
I byli szczęśliwi według słowa Twego:
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.


ile może kosztować szczęście...?? 2011-10-12

krystianWielu z moich znajomych słyszało pewnie o niezwykłym chłopaku - Krystianie. Poznałem go jakieś 7-8 lat temu w czasie Pieszej Pielgrzymki do Wilna. Pochodzi z Gołdapi, niewielkiego miasta na granicy polsko-rosyjskiej. Krystian od urodzenia cierpi na dziecięce porażenie mózgowe... Objawia się to tym, że nie chodzi, ma problemy z mówieniem, czasami wykonuje jakieś nieskoorynowane ruchy, jego ręce i nogi powykręcane są w różne strony... Widok takich osób czasami przeraża, nie wiemy jak z nimi być, rozmawiać... głupio nam prosić by kolejny raz powtórzyli coś, bo nie byliśmy wstanie zrozumieć... Czasami w innych budzi się litość i współczucie... Czasami strach...


Tamta pielgrzymka była dla mnie niezwykła. Bo oto z dnia na dzień jako młody kleryk poznawałem niezwykłość Krystiana, jego walkę z chorobą, walkę z ograniczeniami fizycznymi, wreszcie walkę o to, by być traktowanym jak człowiek normalny...


Któregoś razu w środku pielgrzymki szliśmy sobie koło Stakliszek. Jedna z dziewczyn narzekała, że bolą ją nogi, bo ma duże bąble ... Krystian uśmiechnął się i zażartował, że go bolą koła :) - Jak chcesz, Krystian to możemy ci twoje bąble też przekuć... - szybko palnąłem... Żart, jak żart... Jedni zamarli, inni się gorszyli, a myśmy się śmieli... Bo jak widziałem, Krystian często miał dość traktowania go jak innego, obchodzenia się jak z jajkiem, a jego choroby jak tematu tabu...


Na wózku miał napisane "Anioł Podróżnik" i jak wspominała jego znajoma - Regina, dla wielu był on takim Aniołem... Był miedzy innymi zaangażowany w organizację Lednicy 2000, pojawiał się na wielu innych katolickich "akcjach". Pamiętam jak 26 maja 2006 roku ok 8:00 wychodziłem z Metra na pl. Bankowym... Tłum ludzi - idziemy do parku przy pl. Piłsudskiego na Mszę z papieżem Benedyktem XVI. Wtem słyszę za sobą krzyk "Saaeeek! Saaweek!!!" odwracam się, a tam Krystian... Bardzo chciał być na pielgrzymce i dopiął swego. Dogadał się ze znajomymi, którzy pomogli mu przesiąść się w Olsztynie, z innymi, którzy odebrali go w Warszawie i był...


To co podziwiam w nim to jego pokonywanie barier... mimo dużych problemów rodzinnych i trudnej choroby skończył normalną szkołę, mając niewładne ręce nauczył się pisać na komputerze, skończył studium informatyczne, założył własną firmę komputerową DziubCom.pl, a co chyba najbardziej ważne... znalazł wspaniałą dziewczynę, która potrafiła pokochać go, a nie tylko litować się nad nim i są szczęśliwym małżeństwem...


Kilka dni temu dostałem od Krystiana maila... Otóż jest szansa, by pokonać jego chorobę... a to za sprawą wszczepiania pompy baklofenowej, która bezpośrednio do rdzenia kręgowego podaje specjalne leki, hamujące skurcze, będące przyczyną wykręcania całego ciała, problemów z mową i wszelkich innych objawów tej choroby. Dużo czytałem o tej metodzie leczenia, i jest ona dla niego niezwykłą szansą... Szansą za którą niestety NFZ nie chce płacić... Koszt takiej pompy, koszt normalnego życia, o które Krystian walczy już  prawie trzydzieści lat to ok. 30 tyś. zł plus po 1000 zł za leki... Własną pracą w swojej firmie komputerowej Krystian zarabia na utrzymanie siebie i żony, ale na taką operację nie jest w stanie sam zebrać... Stąd prośba do mnie i do was:


Przy pomocy Fundacji „Pomóż Dorosnąć” – Organizacji Pożytku Publicznego zbieram środki finansowe na moje leczenie – aktualnie na zakup pompy baklofenowej, która może usprawnić rehabilitację.



Jeżeli możecie i chcecie mi Państwo w tym pomóc, to bardzo proszę o przekazanie 1 % podatku dochodowego na rzecz Fundacji. W tym celu należy na ostatniej stronie PIT-u w części „Wniosek o przekazanie 1% podatku na rzecz OPP” wpisać numer KRS 0000203456, a w pozycji „Cel szczegółowy” wpisać: „na leczenie Krystiana Wasilewskiego”.
Natomiast dla tych z Państwa, którzy mogą i chcieliby wspomóc mnie darowizną - podaję dodatkowo również nr konta bankowego Fundacji: 21 1090 1694 0000 0001 1008 2174 FUNDACJA POMÓŻ DOROSNĄĆ, Al. Kalin 30, 05-500 Piaseczno.  Przy darowiznach wystarczy wpisać w tytule przelewu "na leczenie Krystiana Wasilewskiego".


P.S. Jakby ktoś chciał mogę przesłać artykuły na temat tej metody leczenia...


Teksty te można też znaleźć w internecie np. http://www.zdrowie.med.pl/artykul/index.php?aid=23


Kiedy staję przy mikrofonie... 2011-10-11

Są takie momenty, że dech człowiekowi zapiera, że ciśnienie skacze, a nogi dygoczą... Różne są tego powody: czasem zauroczenie, zachwyt, strach, zmęczenie, napięcie... U mnie tak było ostatnio z innego powodu... Już ze dwa tygodnie szykowałem się by pierwszy raz przewodniczyć Mszy św. po litewsku... ale zawsze to uczucie wygrywało... Dziś rano warunki były prawie idealne, mało ludzi, brak intencji (jak poprzekręcam coś, to jest szansa, że ludzie nie wpadną z awanturąCool) i ks. Żidrunas - kanclerz kurii, którego wsparcie i mocno trzymane kciuki dużo dla mnie znaczą... No i poszło... Generalnie naprawdę nieźle... Dukałem tylko prefację, bo tej co czytałem, praktycznie nie ćwiczyłem... Części stałe i modlitwy prezydencjalne poszły dobrze, Ewangelię jeszcze lepiej (przeczytał ją za mnie ks. Vitalius)... A dziesiątek koronki do bożego Miłosierdzia, odmawiamy go po każdej Mszy, - ks. Żidrunas...


Gdy zszedłem do zakrystii zebrałem gratulacje... zarówno od moich współcelebransów, jak i od proboszcza, Virgiliusa i ks. kanonika, którzy po nas mieli odprawiać... Ks. Proboszcz śmiał się, że to moja litewska prymicja. W sumie tak... Nie miałem tylko dla nich obrazków prymicyjnych i nie udzielałem im specjalnego błogosławieństwa :)


To jakiś kolejny etap w mojej pracy tu... postanowiłem, że muszę zintensyfikować swoją naukę języka... do tej pory skupiałem się na nauce czytania... teraz muszę dołożyć jeszcze codzienne uczenie się słówek... choćby po 10 dziennie...


Sabotaż w noc wyborczą... 2011-10-10

Po dwóch dniach wyborczej i blogowej ciszy czas na napisanie choć kilku słów... Do podstawowego dylematu: na kogo głosować? doszedł drugi: gdzie głosować... Do ambasady polskiej w Wilnie daleko - ok 140 km... Bliżej do polskiej granicy (30 km) i dowolnych obwodów z woj. podlaskiego lub warmińskiego... Proboszcz dał mi na wybory prawie dobę wolnego (do dziś do południa) więc po obiedzie wsiadłem w auto i ruszyłem na zachód w poszukiwaniu pierwszego lepszego lokalu wyborczego w warmińsko-mazurskiem. Tak trafiłem do położonej 25 km od Suwałk wioseczki Cimochy leżącej na granicy województw.


Po spełnieniu obowiązku, by dobrze wykorzystać resztę czasu postanowiłem podjechać jeszcze 120 km do Białegostoku  do Kasi i Łukasza. Akurat u Kasi na weekend przyjechała z Warszawy Agatka. Zrobiliśmy jej niespodziankę i umówiliśmy się, że spotkamy się "przypadkowo" na mieście. Konspiracja pełną gębą zaowocowała niezłym ubawem... "Zobacz jaki ten facet na ławce podobny do Sławka" :)


Chwilę później spontanicznie postanowiliśmy odwiedzić także Sokółkę, w której miał miejsce trzy lata temu cud podobny do tego z 1400 roku z Bisztynka. Przewodnikiem był nam Łukasz, który stamtąd pochodzi. W bocznej kaplicy w złoconej monstrancji fragment Najśw. Sakramentu fizycznie przemienionego w Ciało Pańskie wystawiony jest do adoracji. Chwila modlitwy... Jeszcze tam kiedyś wrócę na spokojnie...


sk


Tymczasem trzeba wracać do miasta, odwieść Agatę na pociąg... Po pełnym emocji rajdzie do Białego (z postojem w prawosławnej cerkwi), pakowaniu i biegu na dworzec w hali dworca, 10 min przed odjazdem pociągu zapada decyzja... No dobra... pojadę rano... Mamy więc jeszcze dodatkowe 9 godzin :)


sb


  Zjedliśmy kolację (pyszne sałatki paryskie- ciekawy wynalazek), pobujaliśmy się po mieście z Kasią za kierownicą, pogadaliśmy, aż wreszcie przed północą zdecydowaliśmy się zagrać w grę planszowo-karcianą "Sabotażysta". Warunki instrukcji (skończone 8 lat) spełnialiśmy, a i gra spełniła pokładane w niej oczekiwania i dała nam dużo radości... Potem jeszcze nad ranem odprowadziliśmy Agatkę na dworzec i na dwie godziny można było nareszcie położyć się spać... Na 12:00 (polska 11:00) muszę być u siebie...


 


 


 


 


Do przemyślenia przed głosowaniem... 2011-10-07

Zanim zacznie się cisza wyborcza polecam do obejrzenia i przemyślenia swojego głosu... Zwłaszcza tych, co nie chcą iść na wybory...







http://polskawbudowie.info/ tu troszkę informacji, które mogą pomóc przypomnieć sobie 4 lata rządów Platformy...


dodam też że piszę to jako osoba prywatna, nie ex kathedra...


Śpieszmy się kochać ludzi... 2011-10-07

Nazbierało się kilka spraw do załatwienia więc wolne, jakie mam od czwartku rana do piątku wieczorem postanowiłem wykorzystać na wyjazd na Warmię. Motorem wyjazdu była w sumie informacja od mamy, że pytała się o mnie fromborska policja... Dzwonili do rodziców bo ich koledzy z Bartoszyc nie mogli sobie poradzić ze znalezieniem mnie. W sumie nie dziwie się...


Adres mam na Frombork,
rodzice mieszkają pod Bydgoszczą.
W ZUS i Urzędzie Skarbowym (wbrew temu co twierdzą niektórzy księża też płacą podatki)  figuruję w Bisztynku,
w spisie wyborców w Kętrzynie,
adres do korespondencji mam w Suwałkach,
a tak naprawdę nigdzie tam mnie zastać nie można...


Tak to z tymi księżmi bywa... a sprawa szła o zdjęcie mojego auta i nieznacznie przekroczoną prędkość... pół roku temu... Ponieważ nie zależało mi na ukrywaniu się i ciąganiu po sądach, po rzeczowej i sympatycznej rozmowie zdecydowałem się przyjąć mandat w wysokości 100 zł :)


Po drodze odwiedziłem też dwóch księży dziekanów: Ks. Stanisława w Kętrzynie i ks. Janusza w Korszach. Ks. Stanisławowi zmarł dzień wcześniej wuj - także ksiądz, były rektor seminarium - prof. Władysław Turek. Bardzo zacny kapłan, oddany Bogu i ludziom... Zmarł praktycznie w kościele, gdzie w drodze do siostry zaszedł na chwilę na modlitwę... miał 78 lat...


W Bisztynku byłem ok 16:00. Troszkę posiedzieliśmy z proboszczem, potem odprawiłem Mszę wieczorną wraz z ks. wikariuszem, a jeszcze później zrobiliśmy nalot na dom jednej z moich "córci" - było nas u niej 12 osób... Bardzo dziękuję wam za ten wspaniały czas...


mm


Przed spaniem przyszły jeszcze inne, bardzo mi bliskie "córcie" z którymi,  tak jak prawie codziennie (przed wakacjami) usiedliśmy na schodach pod plebanią by dzielić się tym co dla nas ważne... by cieszyć się tym wieczorem i sobą... Choć wiele się zmieniło od tamtych dni, to jednak wczoraj ... było tak, jakbym tam był cały czas... Może dlatego, że w jakiś sposób tam cały czas po części jestem... tam została ta duża część mnie...


Gdy dziś wróciłem do Marijampole i zasiedliśmy z proboszczem do kolacji, pytał: - jak droga, gdzie byłem... Mówię - W Bisztynku... - To chyba twoje Sventuji Sveso) święte miejsce? - Nie, to mój drugi dom...


Ale wróćmy do Bisztynka... Dziś jeszcze udało mi się po porannej Mszy podjechać na chwilkę do naszych sióstr Katarzynek... Zależało mi na tym... Bardzo wdzięczny im jestem za te 3 lata wspólnego życia duchowego ze sobą i obok siebie w Bisztynku... Pamiętam o nich w modlitwie...


Chciałem jeszcze wykorzystać okazję i odwiedzić w Olsztynie moją siostrę - Edytę, a także Karolcię oraz seminarium... (kl. Pawła, kl.Adama, nowych przełożonych... Ale patrząc na czas, który tak szybko się kurczył musiałem zredukować plany... Telefon w rękę i ostatecznie podjechałem tylko do Biskupca (okazało się, że Karolcia jednak zjechała już do domu na weekend).


Potem jeszcze powrót do Bisztynka do szkoły, gdzie musiałem dopełnić formalności w związku z moim odejściem z nauczania religii. Odebrałem więc świadectwo pracy, książeczkę zdrowia i zaległe Rmułki, trochę pogadaliśmy z dyrektorem, nauczycielami i z uczniami (akurat była długa przerwa) i przyszło mi wrócić do domu... Wszystko trochę szybkie i szalone, ale cieszę się że tyle spraw udało się pozałatwiać... A jeszcze bardziej, że znów mogłem wielu bliskich memu sercu widzieć... W końcu Litwa to nie Afryka... Do Mariampola jest bliżej niż do Warszawy...


pogranicze... 2011-10-05

Dziś znów miałem okazję popracować wśród Polaków: zastępowałem ks. Jerzego w Rutce-Tartak, 8km od litewskiej granicy. Miałem Mszę św. i różaniec. Msza była w intencji bardzo sympatycznej rodzinki... O błogosławieństwo dla piątki ich dzieci... Michała, Ali, Emilii, Marii i Piotra? (chyba nie przekręciłem imion). Pozwoliłem sobie nawet powiedzieć kazanie, zatrzymując się nad tematem wychowania dzieci... że wychowanie to nie tylko zapewnienie utrzymania i wykształcenia... Kanwą refleksji była Ewangelia o Marcie i Marii.


Odwiedziłem także mieszkającego w sąsiedniej wiosce p. Bolka, bardzo życzliwego i zaradnego gospodarza, zajmującego się produkcją kilkunastu gatunków sera, oraz sympatyczną p. Marię z sąsiedniej miejscowości, która wraz z mężem Janem nieco na odludzi prowadzi zajazd "Pod jelonkiem". P. Marię poznałem w poniedziałek, gdy byliśmy u niej w gościach z ks. Jurkiem... Dziś, jak wszedłem czułem się u nich jak u starych znajomych.... Sprawdza się powiedzenie "Przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi..." p. Maria już na wstępie powiedziała mi, że po tym, jak od niej pojechaliśmy wraz z mężem Janem pojechała do kina na Bitwę Warszawską. I nie uwierzy ksiądz... Siedzę w tych śmiesznych okularach, a tu widzę jak wchodzi ktoś bardzo podobny do księdza... Jak dwie krople wody... Szturcham męża, no zobacz... Jaki podobny... Oboje uznali...


W poniedziałek... Aha... też mi się podobał ten film.... :) Wchodziłem jako jeden z ostatnich i ja ich już nie zauważyłem, bo sala była nabita po brzegi... Było się dziś  z czego pośmiać... Rozmawialiśmy sobie też trochę o kuchni, m. in. o surówkach, sałatkach gotowaniu na rekolekcjach, o pierogach, cepelinach i wreszcie także zeszło na placki żmudzkie... A co to jest? Pytają? Opisałem w kilku słowach jak potrafiłem Żemaitisy, p. Maria znika na chwilę i po 5 min na stole ląduje "farszynka" Ano właśnie sobie dziś robiliśmy coś podobnego, do tego o czym ksiądz mówi... tyle że my to tu nazywamy Farszynkami... Nazwa jak nazwa, a danie wyśmienite... Polecam...



 



A wybory coraz bliżej... 2011-10-05






Alleluja i do przodu... 2011-10-04

Pytacie się co u mnie słychać... Jest dobrze... W sumie już jestem tu na Litwie dwa miesiące. Pierwszy - sierpień - to był czas typowo wakacyjny... we wrześniu pomału trzeba było załatwiać formalności i jakoś przyzwyczaić się, że tu jest trochę inaczej niż w Polsce. Teraz zaś najważniejsza to kwestia nauki języka. Liczyłem że będę mieć tu więcej lekcji. Mam 2 tygodniowo... to nie dużo. Na pierwszy rzut poszły kwestie wymowy. I czytanie, by wreszcie zacząć odprawiać Mszę samodzielnie, nie tylko w koncelebrze. Nie jest to takie łatwe, zwłaszcza, ze przyznam się że sam mało ćwiczyłem, ale postępy już są... Już ze trzy razy się przymierzałem by samemu przewodniczyć po litewsku, ale za każdym razem mnie zatykało i panikowałem... Może jeszcze nie teraz... może następnym razem... Nie wiem... Boi się człowiek co ludzie pomyślą, jak zacznę dukać i przekręcać niemiłosiernie wyrazy... Ale jakoś trzeba...


Tak jak trzeba zacząć rozmawiać po litewsku. Nie tylko czytać. Często radziłem sobie polskim i angielskim. Ale jestem dumny, ze od biedy dogaduję się już po litewsku. w ostatnim czasie były takie trzy sytuacje, o których wspomnę...


Pierwsza, gdy musiałem kupić litewską kartę sim do tel. Aż mnie zatkało, jak młoda ładna czarnulka :) z salonu Tele2 na pytanie Galime kalbati angliskai odpowiedziała NE... i jakoś się dogadaliśmy, co do taryf, wyboru jakiegoś ładnego numeru i sposobu zasilania konta... 


Drugi raz było, jak przyszli odnośnie chrztu... Co prawda ciężko mi było samemu pospisywać, ale jakoś się dogadaliśmy i zawołałem Virgiliusa, który resztę załatwił...


Trzecia sytuacja miała miejsce dzisiaj, gdy okazało się że potrzebne jest moje zdjęcie legitymacyjne... Nie mam żadnego przyzwoitego, więc już miałem jechać do Suwałk, ale myślę sobie, może jednak poszukam coś na miejscu... W internet wpisałem "fotografas marijampole", potem jeszcze kilka innych zapytań aż wreszcie znalazło mi kilka adresów... Dwa na Kauno gatve, więc się tam udałem... Rozmowa poszła lepiej niż myślałem, on mnie zrozumiał, ja jego... i udało się. Po dziesięciu minutach miałem już zdjęcia, które jutro można będzie wysłać do Wilna w celu kończenia sprawy mojego ubezpieczenia zdrowotnego...


Do pięknego mówienia w języku litewskim długa droga, ale kolejne kroki na niej zrobione... Jak mówi jeden znany redemptorysta... Alleluja i do przodu...


Wojna trwa... 2011-10-04

Iść? nie iść...? Iść? Nie iść? Po przeczytaniu pierwszych recenzji przeszła mi ochota na oglądanie "1920 Bitwa Warszawska". Tak się jednak złożyło, ze byłem wczoraj wieczorem na chwilę w Polsce, odprawić Mszę w Rutce Tartak (parafia leży 8 km od granicy). Stamtąd już do Suwałk rzut beretem, więc podjechałem. Seanse co chwila, tyle że miejsc prawie nie ma... Zaskoczyła mnie frekwencja, sala pękała w szwach. Wybrałem miejsce z boku, jedne z ostatnich wolnych, nie licząc rzędu pod samym ekranem...


Jak miałbym ocenić film? To, co rzuca się bardzo w oczy to mnogość gatunków. Film zaczyna się jak musical, wręcz po pierwszych 30 min byłem wręcz zdziwiony ilością piosenek i typowo musicalowym klimatem... Piosenki stare i dobrze znane, typu Przybyli ułani, czy Maruśka, ale wykonane w stylu Moulin Rouge miały swój urok... Chwile potem czar paryskiego kabaretu prysł i zaczął się romans w stylu Potopu oraz Ogniem i Mieczem: stepy szerokie i zagubiony żołnierz niczym Kmicic nie potrafi się odnaleźć ani wśród Polaków ani wśród Czerwonych... Gdy Czekista Bykowski (świetna rola Ferencego) wyleczył go już z komunizmu, korzystając z totalnego rozbicia kilkutysięcznej armii przez trzy polsko-amerykańskie dwupłatowce (ajeroplany) pozostanawia porzucić czerwoną kompanię... ale za jakiś czas błąkający się bez oddziału Jan-dezerter znów trafia w ręce Armii Czerwonej. Z odsieczą przychodzi mu dzielny Bohun Domagarov. Jak to dobrze, że Żebrowski-Skrzetuski wypuścił kilka wieków wcześniej by błąkał się po ukraińskich stepach. O tm że to jest podstarzały Bohun, a nie jakiś tam Kryszkin świadczy nawet jego rzewna pieśń do której przygrywa sobie na czymś a la bałałajka...


Gdy Jan wraca do Warszawy kończy się romans i zaczyna patriotyczna sieczka, poprzedzona pełną mobilizacją całego kraju. Sieczka krwawa, naturalistyczna, w której Ola-Natasza jest mocno aktywna, w przeciwieństwie do Jana i innych żołnierzy, którzy co prawda walczą, ale jakoś bez przekonania... W moim zdaniem źle zmontowanej bitwie, jest kilka scen godnych wspomnienia, takich smaczków, pokazujących że nie wszystko musimy traktować zbyt poważnie... Wśród nich trzeba wymienić zmianę rządu Grabskiego na Witosa, oderwanego od wideł, czy nadawanie na radzieckich częstotliwościach Biblii, tak by zagłuszać ich radiostacje i nie dać Armii Czerwonej ściągnąć posiłków spod Zamościa...


Czy film mi się podoba? Po powyższych uwagach może kogoś zaskoczę, ale generalnie tak... Mnogość gatunków sprawiła, że film się nie dłużył, dobra muzyka i pewna lekkość filmu sprzyjała jego oglądaniu (bardzo przeszkadzały mi za to efekty 3D, które zdecydowanie zaliczyłbym do minusów tego filmu). Ciekawym zagraniem Hofmana był brak głównych bohaterów. Można powiedzieć, że film ciągnęło kilkanaście różnych postaci, lepszych i gorszych, ale tworzących razem całkiem zgrany klimat. Olbrychski, jak na Wilniuka przystało zaciągał, Natasza jak na aktorkę kabaretową śpiewała i z gracją się ruszała (choć scenę z CKMem mogli sobie darować, bo jak to ktoś powiedział, wyglądała bardziej jak reklama pasty blend a met...) Nawet Szyc mi nie przeszkadzał, choć przy Ferencym-Bykowskim, czy Jerzym Bończaku albo nawet przy czerwonoarmijnych politrukach wychodził dość przeciętnie...


Czy warto iść na ten film do kina? Pewnie tak... Jeśli oczywiście  będzie się potrafiło niektóre rzeczy przyjąć z przymrużeniem oka...


Na kogo głosować? 2011-10-02

Dzisiaj o polityce... Już za tydzień wybory... A ja jestem w kropce... Kompletnie nie wiem jak wykorzystać swój głos. Głosować będę na pewno... Mam już zaświadczenie do głosowania w dowolnym miejscu, więc albo pojadę do Wilna do ambasady - niestety na całej Litwie  na 250 tyś. Polaków mamy tylko jeden lokal wyborczy. Fakt, że większość nie ma polskiego obywatelstwa, bo Litwa broni się rękami i nogami przed podwójnymi paszportami, ale w ten sposób do lokalu mam 150 km. Mogę też podjechać do granicy... Nie wiem czy w Budzisku jest lokal, ale w Szypliszkach na pewno - w ten sposób miałbym o ponad 100 km bliżej.. Tyle że wybierałbym nie z listy 19 - warszawskiej tylko z suwalskiej, czy białostockiej... jakoś tak...


Ale to aż tak istotne nie jest. Ważniejsze jest na kogo? Zazwyczaj dzieliłem głosy pomiędzy ludzi, których znam... Dla moich znajomych nie będzie pewnie tajemnicą jak zdradzę, że generalnie z LPR, PiS (rzadko), PO i PSL... np. W zeszłych wyborach parlamentarnych postawiłem krzyżyki na Radka Króla z PSL (do Sejmu), na p. Ośkę z LPR (nie jestem pewien) i rektora Góreckiego z PO do Senatu - wszystkich znam i cenię... Dziś przy 900 mld zadłużeniu kraju, w obliczu sondaży i wzrostów PiS i Palikota,  balansowania na granicy progu PSLu, oraz  nie przekraczania progu przez Nową Prawicę nie wiem kogo wybrać... Wiem tylko na kogo nie będę głosował...  Przeglądając listy wyborcze w suwalskiem wpadł mi w oczy pewien klip... i cały czas mnie nurtuje... A może jednak....







Trochę mi to dało do myślenia... może jednak dać ten głos na Nową Prawicę... tylko czy innym go wtedy nie zabraknie...Pytanie jest także czy te wybory po cyrkach przy rejestracji list  nie zostaną unieważnione...


Na pewno za jakieś 10 dni będzie w Polsce gorąco...


Prawdziwy Hardcore 2011-10-01

Zaczął się październik. Trochę niepostrzeżenie, zwłaszcza, że pogoda dziś była nawet lepsza niż pod koniec sierpnia. Po prawie dwóch tygodniach z urlopu powrócił Vitalius. To on prowadził też pierwsze nabożeństwo różańcowe. Bo przecież październik to miesiąc różańca, także tu - na Litwie. Frekwencja wiernych była niespecjalna, może ze 30 osób. W Bisztynku pewnie więcej, choć w przeciągu ostatnich lat w Polsce widziałem, że spada liczba biorących udział w tym nabożeństwie... Co za tym stoi? Pewnie brak czasu i nieznajomość tej modlitwy. Do różańca trzeba dojrzeć. Ktoś może zapytać po co odmawiać 5 razy Ojcze nasz i pięćdziesiąt Zdrowasiek, nie lepiej zamiast tego choć przez chwilę pomodlić się swoimi słowami...


popeJeśli by sprowadzić Różaniec tylko do tego, to rzeczywiście lepiej... Ale prawdziwa modlitwa różańcem to zdecydowanie coś więcej niż tylko powtarzanie wciąż tych samych słów. My mamy się skupiać nie na słowach modlitw, lecz na treściach rozważanych tajemnic, Mamy w czasie gdy nasze usta może trochę bezwiednie wypowiadają słowa zdrowasiek cały czas myślami być przy Tajemnicach życia Chrystusa i Maryi, wchodzić jeszcze głębiej, i głębiej, by jakby przenieść się, duchowo zjednoczyć w tych konkretnych tajemnicach...


Modlitwa różańcowa tak postrzegana, to nie ludowy folklor, lecz najgłębsza teologia i droga do doświadczenia Boga... To Duchowy Hardcore dla więcej niż średnio-zaawansowanych katolików...


Słyszałem anegdotkę o jaśnie oświeconych teologach, którzy przyszli prosić papieża Jana Pawła II o uporządkowanie niezdrowej, ludowo-katolickiej mariologii... Przespacerował się z nimi  po watykańskich ogrodach, wysłuchał, a na koniec uśmiechnął się i dał każdemu różaniec ze swoim apostolskim błogosławieństwem...



Inna z anegdotek (bardziej nawet żart) głosi, że część księży spodziewała się, że papież w roku jubileuszowym 2000 zniesie celibat. A tu zong. Dołożył pięć kolejnych tajemnic różańca...


 Dziś mamy ich wszystkich 20... Ale słyszałem o ciekawej metodzie... Można różańcem rozważać więcej, scen z życia Maryi i Chrystusa... Gdy ci ciężko, możesz modlić się tajemnicą kuszenia na pustyni, czy uzdrowienia trędowatego. Gdy masz poczucie grzeszności możesz rozważyć tajemnicę zaparcia się Piotra i zdrady Judasza, albo wsłuchać się w szum chodzącego po jeziorze Jezusa... Możesz udać się z uczniami do Emaus, lub jak Maria Magdalena usłyszeć z Jego ust swoje imię, czy wtedy rozpoznasz w Nim Chrystusa, czy nadal będziesz sądzić, że to tylko ogrodnik...


Warto też wspomnieć, że ta modlitwa jest bardzo owocna... pomaga się wyciszyć, otworzyć na Boga, otworzyć na innych, gdy modlisz się w ich intencjach... 


To niezwykła broń, warto za nią chwytać... i walczyć... Co zaraz i ja idę czynić...


 


 


 


 


 




e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]