_Blog slawoslaw - e-blogi.pl
_blog {Slawoslaw}
Historia vitae magistra est... 2011-09-30

Historia jest nauczycielką życia... Ale dzisiaj złe czasy dla oświaty. Mało kto szanuje nauczycieli, także tę szczególną nauczycielką - Historię... Wielu ludziom wydaję się, że przecież są bardziej potrzebne rzeczy niż wiedza... Czy aby na pewno? Wspominam dziś tych, którzy pasją historyczną mnie niegdyś zarazili: p. Zbyszka, p. Piotra i p.Wojciecha, a w seminarium ks. Alojzego i ks. Andrzeja. To oni pokazali mi, że historia może być pasjonująca, że historia to jak odkrywanie nowych kontynentów, to nie suche uczenie się nazwisk i dat, lecz szukanie związków między wydarzeniami i układanie ich w coraz szerszy łańcuch przyczynowo-skutkowy, to cały czas szukanie odpowiedzi na pytanie dlaczego? coraz głębiej i głębiej...


Mało znamy historię... Najczęściej znamy ją z filmów i seriali... Jednym z takich seriali jest Czas honoru. Oglądałem kiedyś pierwszą i drugą serię, ale potem jakoś przestałem... zabrakło czasu. Ponieważ teraz tego czasu mam aż nadto postanowiłem do niego wrócić. Ciurkiem obejrzałem przez dwa dni wszystkie odcinki trzeciej i pierwsze czwartej serii. Serial ciekawy, choć co mnie rozczarowuje, to praktycznie w całości fikcyjny... Fikcyjne wydarzenia, akcje, ludzie... Oddaje może tamten czas i klimat, lecz szkoda, że tak mało w nim autentycznych postaci, które przecież spokojnie można odtworzyć ze wspomnień i dokumentów...


Amerykanie ze swoją 200 letnią historią potrafią znacznie lepiej sprzedawać ją pod szyldem Hollywood. Wszyscy słyszeliśmy o Pearl Harbor, gen. Patonie,  o Ivo Jimie czy Lądowaniu w Normandii.


Nam to samo idzie topornie... A przecież tematów nie brakuje. Po głowie mi chodzą gotowe do nakręcenia filmy - o Stanisławie Skalskim  (Cyrk Skalskiego - niesamowity polski dywizjon lotniczy z Afryki), o kurierach przez zieloną granicę (jak choćby o Stanisławie Marusarzu, takim Adamie Małyszu okresu międzywojennego) czy o żołnierzach wyklętych Łupaszki. Świetnym filmem mgła by być Operacja Ostra Brama (o zwycięskiej lecz tragicznej próbie oswobodzenia Wilna). Jeden warunek - by nie brał się za to Hoffman.


Chciałem się wybrać do kina na Bitwę Warszawską 1920... Ale po zwiastunach i pierwszych recenzjach nie wiem czy mam jeszcze na to ochotę... Nie przekonuje mnie Natasza "Rambo" Urbańska w tego typu produkcji... Jeszcze nad tym myślę... Puki co wczytuję się w historię Legionów, gen. Sosnkowskiego, Tuchaczewskiego i ks. Skorupki i inne pokrewne tematy...












Zamiast notatki... 2011-09-29

Generalnie nie słucham hip-hopu  ale polecam treść...







Linus 2011-09-28

Wtorek 19:00 - O tej porze przez jakiś czas mieliśmy w Bisztynku spotkania lektorów. Wczorajszy wtorek - to dzień patrona naszej parafii, św. Wincentego. Postanowiłem więc zaprosić tutejszych lektorów na jakąś okazyjną kawę. A że godzina pasowała to i tu mieliśmy się spotkać o 19:00. I spotkaliśmy, choć w nieco mniejszym gronie niż się spodziewałem. Dwóch Antanasów (Antków) nie dotarło, był tylko Linus. Ale cieszę się z tego spotkania. Linus ma 18 lat i głowę pełną pomysłów. I pełną pytań. A spotkanie z nowym wikarym było dobrą okazją by się poznać... Ja opowiadałem o Bisztynku, o oazie, o polskich seminariach i służbie ministranckiej, on - o Madrycie, o śpiewaniu i o tutejszej młodzieży. Fajnie było tak sobie trochę posiedzieć, pogadać. Oczywiście po angielsku. Na litewski jest jeszcze troszkę za wcześnie.


Mam nadzieję, że przy kolejnej okazji więcej nas będzie na kawie...


ofiara 2011-09-26

Jakiś czas temu znalazłem scenariusz Teatru Słowa. Był to projekt zrealizowany w 2004 r. przez szóstkę studentów UWM, w tym także przeze mnie. Spektakl składał się z trzech aktów, których treść wypełniły nasze wiersze i piosenki...


Wśród tych, co mi zapadły w serce, był między innymi ten...


Katedra
ofiara
i Baranek

A my jak złote cielce
idziemy po biały opłatek
nie dostrzegamy Ciała
przemykamy obok Krwi
odsłoniętej z mroków
Starego Przymierza
ja-
lud kapłański
spoglądam na ołtarz
codziennie
pozwól więc uwierzyć
że z mąki i wody
może powstać życie


Autorem wiersza jest Marcin Kwiatkowski a nosi on tytuł - Ofiara...


Fest 2011-09-25

Fest - czyli odpust. Imieniny parafii. Naszym gościem, który przewodniczył uroczystej Mszy św. był bp Józef Żemajtis, poprzedni ordynariusz naszej diecezji, który tę parafię powołał, 21 lat temu poświęcił, a 10 lat temu - konsekrował. Dziś także po Mszy młodzieżowej postanowiłem na chwilę zakręcić się na chórze. Schola była w mocno osłabionym składzie - zaledwie 3 osoby (wszystkich jest koło 10). Postanowiłem choć trochę zagadać. Bałem się jednak mojego litewskiego, nie chciałem używać polskiego, więc póki co rozmowy po angielsku... Jak to dobrze, że mnie prawie siłą uczyli tego języka w Liceum. Dzięki ci Aniu! Nawet niedawno, na zjeździe absolwentów III LO wspominaliśmy to - Ania, gdy do nas do szkoły przyszła, była niewiele od nas starsza i musiała nieźle się namęczyć, by nas zmusić do jakiejkolwiek dyscypliny i odrabiania lekcji...


Po odpuście podobną rozmowę uciąłem sobie z dwoma lektorami. Mają wpaść, z trzecim, którego dziś nie było, na jaką "kawę" we wtorek. Może zbierzemy też dziewczyny i coś się ruszy.


kupić sobie dziecko... 2011-09-24

Na różnych blogach w ostatnich dniach przewijały się tematy świadomego macierzyństwa, antykoncepcji, aborcji i wiele innych. Pojawiały się różne stare, sto razy odświeżane argumenty i chyba te dyskusje tak naprawdę nic nie zmieniły... Bo zazwyczaj dyskutanci, stający w szranki są odporni na argumenty.  Wśród dyskusji nad programem wyborczym Palikota  (darmowa antykoncepcja) pojawiło się pytanie czy 40 złoty miesięcznie to dużo by nie mieć dziecka (koszt pigułek). Może dla niektórych tak, dla wielu pewnie nie... Ja dziś chcę odwrócić kota (nie PaliKota) ogonem i zapytać czy 30 dolarów amerykańskich to dużo by mieć dziecko w Afryce?


Dla niektórych może tak. Ale są pewnie tacy, którzy mogliby sobie na to pozwolić... Zwłaszcza, że można  wybrać sobie konkretne, prawie jak z katalogu :) (oczywiście to tak trochę żartem) W tytule napisałem "kupić sobie dziecko", chodzi jednak tak na poważnie o coś troszkę innego... chodzi o to by kupić dziecku przyszłość, by pomóc nie tylko okazjonalnie bezimiennej grupie czarnych "boobisiów", ale by pomóc konkretnym dzieciom...



Takim, jak chociażby Isaak Karani, którego zdjęcie zamieszczone jest obok... Na stronie z informacją o możliwości adopcji napisano o nim i jego rodzinie:


"...Do rodziny dotarliśmy, gdy odwiedzaliśmy jedną dziewczynę objętą projektem. Została ona bowiem przygarnięta przez sąsiadkę po tym jak rodzice porzucili ją i jej rodzeństwo. Kobieta ta jest babcią dla Isaaka i jego starszego rodzeństwa, ale wychowuje dzieci, gdyż ich matka, a córka tej kobiety uciekła od męża, a później sama przestała zajmować się swoimi dziećmi. Tylko ośmioletnia Anjela jak do tej pory poszła do szkoły,  a Isaak i pięcioletni Emmanuel nie poszli jeszcze do szkoły, gdyż babcia jest bardzo uboga i nie stać jej na posłanie chłopców do szkoły. Biorąc pod uwagę to, że kobieta w swym niedostatku pomaga nie tylko swoim wnukom, ale również opuszczonym przez sąsiadów dzieciom, postanowiliśmy pomóc jej i dzieciom i całą trójkę objąć programem adopcyjnym..."


 


Wiele podobnych dzieci ma już swoich opiekunów, wiele czeka na tych, którzy okażą im serce i pomocną dłoń...


Można także pomóc dzieciom w Pakistanie (ostatni link) tam koszt jest troszkę mniejszy - 50 zł, trochę mniejszy jest też zakres pomocy... Ale cel jest szczytny...


Zapraszam na strony:


http://dziecidoadopcji.blogspot.com/
http://oaza-adopcjanaodleglosc.blogspot.com/
http://adopcjaserca.blogspot.com/


Dodam jeszcze na koniec Modlitwę Ojcze nasz w języku suahili... Wielu pewnie ją zna...







Z- Bawić się... 2011-09-23

W jednej z rozmów ostatnich dni usłyszałem, że będąc na misjach, mam zapomnieć o ludziach, którym do tej pory służyłem, zapomnieć o Bisztynku, o Kętrzynie, może także oazie? Dziwne to były słowa, w których czuję kompletnie niezrozumienie tego co robię.


Gdybym zapomniał, o tych trzech, dwóch czy piętnastu latach mego życia, gdybym będąc tu na Litwie, i szykując się do pracy tu, zapomniał o tym co za mną, to byłbym kłamcą. Bo przecież nie po to stałem się dla niektórych "Ojcem" by teraz im powiedzieć - było, minęło. Już nie mam czasu bawić się w tatę...


Bawić się... To chyba ważne dziś słowo. Za dużo mamy ludzi, którzy się bawią. Bawią w małżeństwo, bawią w pracę, bawią w chrześcijaństwo. Bawią w oazę. A gdy przychodzą trudności, problemy, zmęczenie, odwracają cię i z miną obrażonego dziecka idą się bawić czymś/kimś innym...


Brakuje ludzi, którzy potrafią, to co robią, robić do końca... Być wiernym sobie i zobowiązaniom, jakie na siebie biorą. Bo życie to nie zabawa. To odpowiedzialność...


Wczorajszy dzień to czas niezwykłych spotkań... Centralna Diakonia Misyjna... Poznałem Marcina, który "żyje odpowiedzialnością" za Ewangelizację, spotkałem Martę i Kasię? (chyba tak miała na imię), które w Chinach - nielegalnie, ukrywając się przed komunistyczną władzą, która kilka dni wcześniej porwała i aresztowała biskupa, posługiwały na rekolekcjach - operacja nosiła kryptonim Made in China. Spotkałem Jarka, który nie mając nic, poza odwagą, czasem i silną wiarą po raz drugi pojechał do Kenii do by zadbać o afrykańskie dzieciaki, dla których pomoc materialną koordynuje Diakonia Misyjna Ruchu Światło- Życie. Poznałem innych, dla których oaza jest czymś więcej niż zabawą...


Nasze życie nie jest po to byśmy mieli się nim bawić... lecz abyśmy dali się z"bawić"... siebie i pomogli Bogu zbawić innych...


Co więcej bym chciał tu napisać  niech wyrazi piosenka...


Wielkiego miasta krzyk,
obudził się i znikł...
zdjął z powiek łuski snu
i pognał do gwiazd co tchu...


...poczułem wtedy broń,
Anioła bratnią dłoń..
nie będę się więcej bał,
Aniołów wokół mam...







litewska oaza 2011-09-21

Znalazłem dziś link do blogu o oazie na Litwie. Jestem w trakcie czytania kilku lat zapisków. Kto chce, może się dołączyć... http://oaza.blogas.lt/


Trzeba dziś, bo jutro mogę nie mieć czasu :)


 


moderator


tu na zdjęciu ks. Aleksander Suchocki (Łomża) , nasz generał - ks. Adam Wodarczyk, ks. Szymon Klimaszewski (Suwałki) i ksiądz którego nie znam (może to być ks. Paweł Chudzik z Wilna) Zdjęcie z maja tego roku, gdy generał był tu w gości... Miesiąc później rozmawialiśmy o mojej przyszłej pracy na Litwie...


5 tyś. wejść... 2011-09-20

Mija pięćdziesiąt dni od zamieszczenia blogu w sieci. Liczba wejść pewnie dziś przekroczy pięć tysięcy... Wczoraj po dwóch rozmowach dużo sobie na ten temat myślałem i próbowałem jakoś podsumować ten czas, oceniając plusy i minusy prowadzenia blogu.


Przede wszystkim zauważyłem, że blog to nie to samo co pamiętnik. Że czasem ciężko jest napisać dosłownie to, co by się chciało... Z jednej strony ze względu na znajomych, którzy to czytają, na swoją prywatność i prywatność innych, przyjaciół, gości, z drugiej strony ze względu na to, że ktoś kto nas nie zna, nie wszystko jest w stanie zrozumieć... Przez jakiś czas nie na wszystko może zwracałem uwagę, lecz ceniąc sobie te głosy może warto troszkę zmienić podejście do niektórych spraw. Jeszcze jakiś czas myślałem o moich Bisztyniakach, z którymi każda rozmowa zaczynała się od pytania: Co u księdza słychać? - można było wtedy odesłać do tej strony, ale jak to powiedziała jedna osoba...  


Ale to chyba fajniej usłyszeć jakieś choćby jedno, dwa zdania zaadresowane dla mnie konkretnie, niż zaczytywać się w bezadresowy wywód - dla każdego i dla nikogo konkretnie... :) może wtedy nawet ja dam, rade ;)


Od dziś więc troszkę się na blogu pozmienia... mniej będzie o podróżach, śniadaniach, a więcej tak pod refleksję... z pisania pamiętnika-codziennika nie zrezygnuję, ale zostawię go już dla siebie... pod poduszkę...


Na nowy początek - piosenka dla wczorajszych rozmówców...










U kamedułów 2011-09-19

Mszę dziś odprawiałem o 10:30 z ks. Mariuszem i ks. Proboszczem. Był to pogrzeb żony dobrego znajomego naszego ks. Proboszcza. Śp. Elwira miała zaledwie 57 lat. Zmarła jak zrozumiałem na nowotwór.


Po obiedzie miałem czas wolny. Zastanawiałem co robić, bo jakoś ciężko mi tak siedzieć tu w domu. Jako że pogoda jest dziś dość ładna, postanowiłem podjechać do pobliskiego, położonego po polskiej stronie granicy klasztoru o. kamedułów w Wigrach. Dziś jest to już były klasztor... Ale jeszcze czuć w nim tego ducha pustelni... Zwłaszcza że jest już po sezonie, więc turystów praktycznie nie było... Największe wrażenie zrobiły na mnie cele mnichów.


dziedziniec


Domki ustawione w 4 szeregach, każdy z ogródkiem były przez wieki miejscem gdzie ludzie wybierali zupełnie inny styl życia. Gdzie był tylko Bóg i oni. W 1999 roku był tu w czerwcu Ojciec święty. W pokamedulskim kościele odprawiał nabożeństwo czerwcowe. W kaplicy bocznej, gdzie trwa całodzienna adoracja stoi ten sam stary, zabytkowy klęcznik, na którym każdy, tak jak 12 lat temu papież może uklęknąć i zatopić się w modlitwę...


klęcznik


Pod kaplicą, kiedyś będącą kapitularzem, miejscem spotkań zakonników znajduje się krypta, gdzie po śmierci ich ciała były zamurowywane w kolejnych niszach. Takich nisz jest 48. Chowano ich bez trumny, zawiniętych w całun. Na cegłach pisano jedynie imię, wiek i rok śmierci zmarłego. Pisano to węglem. A gdy nisze się zapełniły, to przenoszono kości najwcześniej pochowanego do zbiorowej mogiły, a w jego miejsce chowano kolejnego. Miejsce te po dziś dzień skłania do refleksji nad sobą samym...


wigry


Z Wigier, gdzie spędziłem pewnie ze dwie godziny przez Suwałki podjechałem wieczorem do znajomej z pielgrzymek na Litwę - Marty. Mogliśmy się nareszcie spotkać po dłuższym czasie. Może kiedy się do mnie tutaj na Litwę wybiorą ... Zapraszałem, tak jak wszystkich. Gość w dom, Bóg w dom. Sam wiele razy doświadczam tej wielkiej gościnności ludzi względem mnie i cieszę się, jak mogę, na ile potrafię się odwdzięczyć...


I tak warto żyć... 2011-09-18

Wieczór zapadł, a z nim zapadła cisza w moim mieszkaniu na ulicy Witolda 33a, którą zakłóca jedynie stukot klawiszy komputera i szeptane przez głośniczki piosenki zespołu Raz Dwa Trzy...A ja siedzę i próbuję podsumować ten dzień... Asia wstała podziębiona. To efekt basenu i niesuszonych włosów. Pośpiech nie jest najlepszym doradcą. Mam troszkę wyrzutów sumienia. Jak ją widziałem przez ten dzień chodzącą na pół gwizdka to mi jej tak szkoda było... :) Dziś mogła sobie pospać dłużej niż wczoraj, bo do południa ja byłem mocniej zajęty - w końcu niedziela... A że to robotna dziewczyna to troszkę i o mieszkanie zadbała...


Po Mszy na 12:00 był obiad - po powrocie proboszcza z Ukrainy wypadało by był bardziej uroczysty. Zeszło się nam dwie godziny. Było nas siedmiu księży. Wszyscy dostaliśmy od proboszcza drobne suveniry - namagnesowane obrazki z Jałtą :)


Po obiedzie wraz z Asią ponudziliśmy się czekając przyjazdu reszty gości. Dotarli do nas około 17:00. Bardzo chcieli podjechać na cepeliny więc udaliśmy się do odkrytej miesiąc temu Cilipica. Tym razem był problem. Zostały im tylko 2 porcje. Dobraliśmy więc innych dań: blinów i kołdunków. Ponieważ czas leciał nieubłaganie, ja musiałem na 30 minut zniknąć - aby pomóc na Mszy na 18:00 i wróciłem z powrotem.


Gdy już pojechali, a ja dotarłem na plebanię - miałem okazję jeszcze poznać mamę i siostrę (z rodziną) Virgiliusa. Przyjechali z okolic Kowna w gości. Posiedzieliśmy trochę przy stole, choć ja byłem tak pełny, że nic już nie miałem siły zmieścić. Ale spotkanie było dość udane, zwłaszcza że uświadomiłem sobie znaczące postępy mojego litewskiego. Z dnia na dzień jest coraz lepiej ze zrozumieniem oraz z przełamywaniem się w mówieniu. Często jeszcze posiłkuję się angielskim lub polskim, ale już też udaje mi się wyrazić to, co myślę korzystając z tej ograniczonej liczby słów jakie znam... A to dobry znak...


Powrót lata... 2011-09-17

Po kilku dniach jesiennych, gdy chłód tak mocno dawał o sobie znać, dziś wróciło  lato... może to za sprawą gości... Martwiłem się troszkę jak się pomieścimy, ale okazało się, że nie było problemu... W sypialni było jeszcze naprawdę dużo miejsca, spokojnie weszły by jeszcze ze trzy materace :) ale to już by pewnie była przesada, przynajmniej dla pozostałych mieszkańców plebanii...Ja spałem pod oknem, na moim materacu z Bisztynka, na którym przez ostatnie trzy lata spałem... to jedyny "mebel" przeze mnie na Litwę przywieziony - i bardzo dobrze... przydał się dziś...


Po nocnym siedzeniu nie było nawet problemu wstać... telefon ustawiłem na 7:50 i już przy pierwszym dzwonieniu byłem na nogach... Zdziwiony byłem że "salon" czyli rodzice Marty i dziadki - już dawno są na chodzie... jeszcze tylko dobudzić młodzież z sypialni , zjeść śniadanie (słabo im szło bo nikt jakoś specjalnie głodnym nie był) i można było iść na 9:00 na Mszę. Oczywiście po litewsku, lub jakby kto powiedział po litwińsku :) Potem chwila zwiedzania miasta, banku i sklepu i goście pojechali. Została tylko Asia. Śmiałem się,  że ma się szykować na pracę - sprzątanie, zmywanie i prasowanie...


Ok. 12:00 pojechaliśmy do Druskiennik na basen. Harmonogram wyglądał podobnie jak 6.09. z ks. Zygmuntem i ks. Jackiem. Najpierw basen, potem obiad w tej samej restauracji (dobre i tanie Cepeliny), a w drodze powrotnej Liszkiawa. Nie zachodziliśmy tylko już do kościoła i na plebanię, coby nie siać zamętu... Zresztą śpieszyłem się na Mszę o 18:00.


Tę Mszę odprawiał proboszcz i Virgilius. Proboszcz wrócił właśnie z urlopu. Chwilę posiedzieliśmy przy kolacji, by omówić sprawy bieżące (w tym nauka litewskiego) oraz posłuchać wrażeń z Ukrainy... Przez dwa tygodnie urlopu to co najbardziej rzuciło mu się w oczy to bieda...ceny jak u nas na Litwie (i w Polsce) a ludzie zarabiają tam jedną trzecią tego co tu...


Wieczorem razem z Asią obejrzeliśmy jeszcze jeden z moich ulubionych filmów... Forrest Gump. Hit z 1994 roku. Pamiętam jak bylem na tym w nieistniejącym już kinie Fregata we Fromborku... Asi wtedy jeszcze nie było na świecie...







Goście 2011-09-16

Znów mój dom zapełnił się gośćmi... W sumie jest nas 8 osób... Jest Marta z rodziną (rodzice, rodzeństwo i dziadkowie) oraz Asia... Jadą do Wilna i przy okazji są u mnie. Dziadkowie Marty pochodzą z tamtych rejonów.


Wcześniej, po obiedzie byłem na spacerku. Najpierw na zakupach... potem poszukać jakiejś litewskiej sim karty. Miał być omnitel - jak proboszcz i większość na plebanii, ale że chwilowo mieli tylko na abonament, to poszedłem do Tele2 - w tele2 ma biskup i kurialiści. W Omnitelu można było się dogadać po angielsku - w tele2 było gorzej. Młoda dziewczyna ni w ząb nie łapała o co chodzi. Przyszło więc nam rozmawiać na migi i na kartce papieru. Numer podam już jutro... bo jeszcze sam go się nie nauczyłem...


Pod maximą (sklep) jakiś gość wjechał mi w auto przy parkowaniu... Siedziałem w środku... nawet nie wyszedł z auta... tylko przez otwartą szybę przeprosił... w sumie nic poważnego ale tak głupio... machnąłem więc na to ręką... Jak obejrzałem to jemu bardziej zderzak się porysował


Dzień jak codzień... 2011-09-15

I przyszła jesień... a przynajmniej pogoda typowo jesienna... doszło to do mnie wczoraj, gdy jadąc autem widziałem spadające liście na maskę samochodu... Dziś znów deszcze, nawet grad... i ten chłód przejmujący...


Dzień minął wyjątkowo spokojnie... w sumie nic się nie działo... Poza wstawieniem prania i porządkami... No i siedzeniem w internecie... może nawet zbyt wiele... Jutro będzie inaczej. Od jutra zaczynam się uczyć...


Wizyta na komisariacie... 2011-09-14

policijaO 10:00 rano udałem się do Żidrunasa do Kurii. Mieliśmy razem pójść do urzędu migracyjnego. No i dziesięć minut później wylądowaliśmy na wojewódzkim komisariacie policji... Bo właśnie tam, przy jak ja to nazywam "placu czerwonym" mieści się wydział migracyjny. Żidrunas przygotował wszystkie papiery już wcześniej, nawet zrobił ksero paszportu i dowodu osobistego, więc mi pozostało tylko wypełnić jeden druczek i dwa razy się podpisać.


Zastanawiałem się jak będzie wyglądało to spotkanie. Myślałem sobie o jakimś urzędniku w średnim wieku, w garniturze, rozmowie ewentualnie kwestionariuszu prawie jak w podaniach o wizę do USA w stylu czy nie jesteś terrorystą, nie byłeś karany, czy masz rodzinę w krajach arabskich, dlaczego chcesz mieszkać na Litwie... Całe spotkanie trwało z 7 min. i miało miejsce w małej klitce 2mX4m gdzie przy dwóch biurkach siedziały naprzeciw siebie dwie kobiecinki zasypane segregatorami innych spraw... Z całej rozmowy z nimi najistotniejsze było by zapłacić 42 lity na poczcie i przynieść odcinek, to jeszcze dziś pójdzie sprawa do ministerstwa i za 5 dni będzie najpierw pismo, a potem karta tymczasowego pobytu.


Po obiedzie miałem pierwszą lekcję litewskiego... Oj różnica z lekcjami u p. Joli kolosalna. Dziwnie jakoś. Najgorsze, ze nauczycielka ni w ząb nie mówi po polsku ani po angielsku. I na starcie wszystko źle. Jakbym niczego nie umiał... To się czyta ej... "ej" - nie "ej" tylko "ej"  - ej i tak dalej... Godzinę posiedzieliśmy w kancelarii - proponowałem u mnie przy kawie... byłoby wygodniej, ale co tam... I najlepsze, że dowiedziałem się, iż kolejna lekcja za tydzień... spodziewałem się, że ruszymy z lekcjami dużo częściej... tak z 4-5 razy w tygodniu... No nie wiem... trzeba się będzie chyba samemu brać za naukę...


Dziś jakoś inaczej... 2011-09-13

Zaczęło się rano. Najczęściej odprawiam Mszę o 8:00 lub drugą, o 8:30... Dziś miałem mieć 12:00 razem z ks. kanonikiem. Ale i tak byłem przed 8:00 w zakrystii by spotkać kurialistów: ks. Żidrunasa (kanclerza) lub Gintautasa (viakriusza generalnego). Przyszli obaj dołączyć się do koncelebry. Chodziło o dogadanie spotkań dziś i jutro... Dziś o 11:00 w czasie konferencji pastoralnej miałem bardzo przyjemne spotkanie z Gintautasem - dostałem na dobry początek małą kwotę na urządzenie się..., jutro natomiast z ks. Żidrunasem mamy nareszcie pójść załatwiać czasowe pozwolenie na prace i prawo pobytu na Litwie w urzędzie migracyjnym. Przy okazji konferencji wysłuchałem pierwszego wykładu - była to relacja z pobytu 204 osób z naszej diecezji na światowych dniach młodzieży w Madrycie. Zaskoczyło mnie to, że naprawdę dużo zrozumiałem, zwłaszcza, że przemówieniu towarzyszył pokaz multimedialny, w którym dużo rzeczy było napisane...


Po 45 min podjechałem do nas do kościoła na Mszę, a potem skoczyłem jeszcze na chwilę do salonu Omnitela - muszę wreszcie pomyśleć o litewskiej komórce. Nie wiem tylko, czy na kartę, czy na abonament? Gość, który mnie obsługiwał dość dobrze operował j. angielskim, więc rozmowa jakoś szła, choć mój przypadek dla nich jest dość niecodzienny i wymagał konsultacji z Wilnem - generalnie nie sprzedają tel. na abonament obcokrajowcom. Słyszałem o tym już wcześniej od Mariusza, ale okazało się, ze nie do końca... Po  rozmowie tel. z centralą pan sprzedawca poinformował, że jeśli mam kartę stałego pobytu (lub tymczasowego) to mogę także nabyć tel. na abonament. Zdecydowałem się więc że poczekam do jutra, lub do rozpatrzenia podania, bo pomimo wielkiej przychylności litewskich urzędników do Kościoła, pewnie nie załatwimy tego od ręki...


Popołudniu skoczyłem więc jeszcze na chwilę do Suwałk. Kilka dni szukałem jakiegoś Dual Sima. Już mam - kupiłem Samsunga C6112. Dość ciekawy model, bardzo podobny do mojego dotychczasowego - Samsung D900i. Tylko muszę mu dokupić mocniejszą baterię, bo to co dali w standardzie to śmiech na sali. Z Suwałk skoczyłem jeszcze do Rutki-Tartak zastąpić ks. Jurka, bo prosił mnie wczoraj. Ponieważ miałem chwilę czasu zatrzymałem się przy Górze Cisowej. Wspominałem o niej wcześniej. Widok z niej jest niezwykły. na kilkadziesiąt kilometrów... Jest to samotny "Szczyt" wybijający się z doliny pełnej jezior.... Ach te Mazury Garbate - ślicznie jest tu... 


Msza w Rutce z okazji 25 lecia małżeństwa Krystyny i Krzysztofa. Starałem się ją odprawić uroczyście, choć było nas zaledwie 15 os. Po Ewangelii głodny głoszenia Słowa Bożego zdecydowałem się powiedzieć kazanie - takie trochę ślubne. Widziałem, że odbiór był dobry. Ludzie lubią słuchać o miłości...


Jadąc autem słyszałem ciekawą piosenkę. Nie wiedziałem kto to śpiewa... Po przyjechaniu do siebie wpisałem w google i szok...Zaskoczyło mnie, że to śpiewał Kult...







Suwałki 2011-09-12

Oj ciężko było dzisiaj wstać... zasnąłem koło 4:00 a już 7:30 trzeba było być na nogach... bo o 8:00 Msza... Oczy same się jeszcze zamykały... Po Mszy jeszcze 30 min drzemki na dospanie i już było lepiej.... potem śniadanie i spacer po Mariampolu z gośćmi z Polski - ks. Karolem i ks. Pawłem. Trasa tradycyjna nad Szeszupę, Prospekt Basanoviciusa i Bazylika. Na koniec Maxima - takie litewskie Tesco.


Miałem mieć dziś lekcje litewskiego, ale ciężko coś nam się zebrać... odłożone spotkanie na środę. Karol z Pawłem pojechali do Druskiennik na basen, ja zaś wykorzystałem okazję i skoczyłem do Suwałk na przegląd auta. Jutro kończyła się ważność badania więc już był czas. Samochód zdał egzamin, choć sam widzę, że jest troszkę rzeczy do zrobienia... ale to muszę dać gdzieś na warsztat, gdzie mają auto zastępcze... nazbierało się takich drobniejszych i większych spraw...


Będąc w Suwałkach skoczyłem też na chwilę do ośrodka oazowego Betania, gdzie ks. Szymon prowadzi oazę studencką. Jest tam Marlena z Ostródy, która kiedyś była ze mną na OND. Miło było się chwilę spotkać, choć nie chciałem im za bardzo przeszkadzać, bo właśnie mieli zacząć spotkanie w grupach... to jest ich 14 dzień rekolekcji.


Z Pawłem i Karolem umówiliśmy się że się spotkamy w Rutce-Tartak u ks. Jurka. Zanim tam dojechałem najpierw wróciłem na chwilę do Mariampola, ogarnąć się, pokazać na parafii, zobaczyć czy czego nie zapomnieli... Z wylotu Suwałk zabrałem ze sobą stopowiczów - sympatyczną parę z Czech - studentka pedagogiki specjalnej i student filologii angielskiej. Jadą do Helsinek. Rozmawialiśmy po angielsku, ale dla śmiechu w końcu przeszliśmy na polski i czeski. Naprawdę było sympatyczniej.


Po 30 min w domu znów do Polski - do Rutki-Tartak. Tam okazuje się, że nie ma prądu i pada pomysł by pojechać na kolację do Suwałk... Przyjemna polska restauracja z tradycyjną kuchnią... Ks. Jerzy to człowiek niezwykle towarzyski i dla nas młodych, w wielu sprawach może być przykładem. Przede wszystkim we wchodzeniu w fajne zdrowe relacje z innymi... Po polskiej 20:00 pożegnaliśmy się - Karol i Paweł ruszyli na Warmię, ja odwiozłem Jurka. Po drodze jeszcze krótkie spotkanie z policją - ciemno już, a oni jechali za nami, Widzę tylko czyjeś ostre światła,  nawet myślałem by im kiwnąć coby wyprzedzali, ale podwójna... może pójdą za chwilę... a tu nagle koguty.... Już myślałem, ze przeoczyłem jakieś ograniczenie... miałem z 70-80 km/h Ale okazuje się, że nie... Zwracają uwagę na latający tylni zderzak, a raczej plastikowy fartuch, który się rozpada i jak to w wakacje stwierdził ktoś, wygląda jakby ksiądz się odpychał nogami. Powiedziałem, że wiem i że to zrobię w najbliższym czasie, ale jeszcze coś marudził dopóki nie rozpoznał swojego proboszcza, ks. Jurka. Uśmiechnął się, ładnie pożegnał i poszedł...


Późno już... 2011-09-12

Późno już, albo może lepiej wcześnie... bo właśnie minęła 3:00. Niedziela zaczęła się pechowo. Zaspał kościelny, ludzie nas zaalarmowali pół godziny przed Mszą że nie mogą wejść. My najpierw mieliśmy problem znaleźć klucze, potem jak do mnie i Vitalija doszedł Marius był znów problem z otwarciem głównych drzwi -p zaciął się zamek. na 7 min przed Mszą kościelny je wyważył i poddenerwowany tłum mógł wypełnić świątynię po brzegi. Warto wspomnieć o obiedzie i o naszych dyskusjach o Litwie, Unii Lubelskiej i odsieczy wiedeńskiej. Ks. kanonik, tak jak ja jest historykiem kościoła. Ciekawie się z nim rozmawia po angielsku. Vitalij nieco cieńszy z angielskiego przysłuchiwał nam się tylko.


Na kolacji znów dalsze rozmowy z Virgiliusem - także po angielsku. Opowiadaliśmy sobie dowcipy... Coś nowego... Zwłaszcza, że ciężko to tak tłumaczyć na bieżąco. Na koniec Vitalij stwierdził, że mówię dziwnie po angielsku - że to jakiś german-english. Ciekawie, bo on znowu zaciąga w russish-english... Ale dogadać się można, choć kanonik i Virgilius są od niego dużo lepsi...


ok .północy przyjechali do mnie goście - Ks. Karol i ks. Władek. Trochę pobłądzili... potem musieliśmy się szukać po mieście... ale wreszcie się udało. Po trzech godzinach rozmów idziemy spać... jutro (dzisiaj)  też jest dzień...


Spokój... 2011-09-10

Dzisiejsza sobota jakaś spokojna... Proboszcz na urlopie, Vitalij pojechał z pielgrzymką (dwa autokary) do Szydłowa - to taki litewski Gietrzwałd, miejsce objawień Matki Bożej.


szydlow



Na parafii zostaliśmy z Mariusem i Virgiliusem. Pracy, mimo że to sobota, było niewiele. I ludzi w kościele malutko. Aż dziwne...W wakacyjne soboty przychodziło dwa lub trzy razy więcej ludzi. Na dwóch pierwszych Mszach nie było nawet kazania, bo zaledwie garstka osób... Na trzeciej Marius powiedział kilka słów, gdyż była trochę więcej... tak gdzieś połowa kościoła...


Niespodziewanie na tę trzecią Mszę nie dotarł ks. Wiktor nasz emeryt, który miał z Mariuszem i z ks. Władkiem mieć koncelebrę. Ponieważ siedziałem w zakrystii, więc wyszedłem za niego odprawić. Całą Mszę zastanawiałem się czy mu się nic nie stało. Nigdy mu się nie zdarzało, aby zapomniał. Jest już koło 80-tki i po dwóch zawałach... Ale chętnie nam pomaga, na ile jeszcze może....


Jutro uroczystości w Gietrzwałdzie. Pamiętam... Łączę się z tymi, którzy juto zgodnie ze 134 letnią tradycją idą pieszo by się pokłonić Matce Bożej... Mam nadzieję, że pogoda będzie piękna, bo już dziś dochodziły do mnie głosy, że od Ustki po Giewont jest pięknie... u nas też ciepło i słonecznie...







Mistrz painta powraca... 2011-09-09

Jak się człowiek nudzi to różne rzeczy przychodzą do głowy. Coby więc sobie zorganizować czas, wczoraj i dziś siedziałem troszkę w starych zdjęciach... Owocem tego niech będzie filmik dedykowany braciom kapłanom z oazy warmińskiej, a dla was, niech będzie on okazją do modlitwy za nich (za nas).







Nasze dwa światy się przenikają... Księża są przecież "z ludzi wzięci i dla ludzi ustanowieni"...


Bardzo mocno bolało mnie, że w tym roku był problem z poprowadzeniem rekolekcji wakacyjnych. Ale mam nadzieję, że teraz będzie już lepiej. Zwłaszcza, że ostatnio na Powakacyjnym DW było księży dość dużo. Także kalendarz pracy rocznej ustalony przez DDJ wydaje się pozwalać mieć taką nadzieję...


Gdy patrzę w przeszłość, widzę tak wielu księży którzy wywodzą się z oazy... księży, którzy tak jak ja wiele jej zawdzięczają. Dziś często pochłania ich codzienna praca duszpasterska, a rozgrzeszeniem próbuje być wymówka, że u mnie nie ma oazy, więc nie mam dla kogo tego robić... I tak łatwo wpaść w błędne koło, bo jak nie ma księży to nie ma oazowiczów, a jak nie ma oazowiczów, to i kolejnym księżom się nie chce...


Przypomniały mi się słowa, jakie powiedział bodajże o. Sławomir R. na jednym z naszych burzliwych spotkań Unii Kapłanów Chrystusa Sługi na początku roku. Trzeba przestać traktować oazy jako hobby.... a zacząć jak normalną i co najważniejsze bardzo efektywną pracę duszpasterską. Wielu księży chciałoby coś robić, ale nie mają pomysłu i wiedzy... Oaza daje nam dobry i sprawdzony sposób na pozyskiwanie ludzi dla Chrystusa, daje konkretne materiały i narzędzia. Właściwie prowadzona, jest gwarancją, że powstanie Wspólnota, a nie tylko grupka wzajemnej adoracji...


Nie rezygnujmy z tego... "Stałem się wszystkim, dla wszystkich, aby pozyskać przynajmniej niektórych... Wszystko czynię dla Ewangelii, aby mieć w niej swój udział..."  Te słowa mogą wydawać się trochę na wyrost... ale warto walczyć o ideały... Boże prowadź nas...


Film na niepogodę... 2011-09-08

Pogoda dalej niespecjalna, zwłaszcza popołudniu, sprzyjała by leżeć w łóżku i słuchać muzyki... Już dawno się tyle nie nasłuchałem... Na tapetę poszedł: Dżem, Demono i SDM. Gdy tak się wsłuchiwałem w kolejne piosenki jakoś udzielał mi się ten melancholijny klimat... Postanowiłem więc przygotować film... Film dla siebie, na niepogodę, cokolwiek ta niepogoda może znaczyć....







Aha... Dodam jeszcze, że na prośbę niektórych w końcu zgoliłem moją misjonarską brodę, zostawiając tylko to, do czego się przyzwyczaiłem w Bisztynku...


P.S. Wieczorem przed Mszą zagadnął mnie pierwszy Polak-Litwin z naszej parafii i prosił o spowiedź po polsku... Zaskoczył mnie, zwłaszcza że o spowiedź po polsku prosił po litewsku... Dodał, ze mu łatwiej w języku rodzinnym... Miło... A jednak są tu jacyś Polacy...


Spotkanie w kurii 2011-09-07

Kolejny dzień pada... Pewnie u was w Polsce też... Szkoda mi Agaty, która planowała jechać na kilka dni w góry... poprzednio już pogoda pokrzyżowała jej plany... Ciekawe czy teraz się zdecydowała, czy nie...


Dzisiejszy dzień pomimo pogody uważam za bardzo dobry. A to dzięki rozmowie z biskupem. O 12:30 stawiłem się w kurii. Polskim zwyczajem w sutannieWink, co tu jest rzadkością i od razu zostało zauważone i bp Rimantas zupełnie niepotrzebnie przepraszał, że on tylko w garniturzeSmile.


Rozmowa dotyczyła kontraktu, jaki trzeba przygotować... ciężko było się zebrać przez cały miesiąc z powodu urlopów. Ale wreszcie jakiś wstępny projekt został przygotowany... Przejrzeliśmy to, omówiliśmy troszkę zagadnień, zwłaszcza kwestia ubezpieczenia zdrowotnego i społecznego (emerytalnego). Może być z tym troszkę problemów ze względu na prawo litewskie, które daje takie ubezpieczenie automatycznie wszystkim księżom - obywatelom Litwy. Księży Nie-litwinów prawie tu nie ma, więc czekamy jeszcze na ekspertyzę prawną, co ze mną, gdy otrzymam od państwa zgodę na pracę i na pobyt czasowy...


Omówiliśmy także sprawy finansowe. W porównaniu z Polską jest tu zupełnie inaczej. Intencje są podobne jak w Polsce, lecz proboszczowie potrącają za jedzenie, ogrzewanie, oraz część na pensję gospodyni... (w zeszłym miesiącu było to przeszło połowę tego co dostałem). Biskup zaproponował, że w pierwszym roku, dopóki nie opanuję języka na tyle, by móc prowadzić śluby i pogrzeby (wtedy będzie także w pensji poza intencjami część z jura stolae) koszty utrzymania weźmie na siebie... Zaskoczyło to mnie , bo rozmawialiśmy o tym z proboszczem,ale nie spodziewałem się, że będzie to w całości (obecnie 750 litów, a zimą ok. 1000). Na początek mam też dostać zasiłek na zagospodarowanie... To wszystko jest dla mnie o tyle ważne, że pozwoli normalnie funkcjonować... W zamian mam pomagać w kurii w przygotowaniu tekstów, pism i różnego rodzaju kontaktach w języku polskim. 


Po tej dobrej i owocnej rozmowie przyszedł czas na równie dobry obiad z biskupem, kanclerzem i wikariuszem generalnym, przygotowany przez siostrę ks. Mariusa.


Po obiedzie jeszcze chwilę posiedzieliśmy już z samym kanclerzem nad tekstem kontraktu. Trzeba go będzie wysłać do Polski więc przesłaliśmy go na moją skrzynkę a ja w domu go przetłumaczyłem i po 30 min. miał go już ładnie zredagowanego, czym go chyba zaskoczyłem.W tę stronę... z litewskiego na polski jest mi dużo łatwiej... w drugą, będzie trzeba jeszcze trochę popracować...


Południowa Litwa... Dzukija 2011-09-06

Rano o 8:00 odprawiliśmy Mszę św. w większym niż zwykle składzie... było nas przy ołtarzu aż 6 - Kanclerz i Vikar General,  Ja i Kanonik, oraz nasi goście: ks. Zygmunt i ks. Jacek. To była dla nich chyba pierwsza Msza po litewsku więc podpytywałem jak się czuli... Nie było źle. Podobały się śpiewy organistki i ornaty... i porządek w kościele... Rzeczywiście do piękna liturgii tu księża przykładają dużą uwagę... Potem zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do Druskiennik. Tam mieści się jeden z najsłynniejszych w Europie Aquaparków...



Spędziliśmy tam dwie godziny mocząc się w wodzie, korzystając z saun i jakuzzi. Potem był obiad w pobliskiej restauracji która zaskoczyła nas naprawdę przystępnymi cenami, jak na tego typu uzdrowisko...


W drodze powrotnej zajechaliśmy do Liszkiawy, 8 km od Druskiennik, gdzie nad wysokim brzegiem Niemna górują dwa wzgórza: zamkowe i kościelne...


liszków


Tamtejszy proboszcz ugościł nas wspaniale, oprowadził po klasztorze-hotelu, kościele i poczęstował kolacją. Zrobił duże wrażenie swoją otwartością i gościnnością, która im bardziej na wschód, tym jest coraz większa... Wrażenie też zrobił ogrom prac remontowo budowlanych, które zamieniły zrujnowany klasztor i kościół we wspaniały obiekt kulturalno-rekreacyjno-religiny.  Jeśli do tego dodać, że wioska Liszkiawa liczy dziś tylko 32 os. to widać, że cała praca to wielki osobisty wkład ks. Proboszcza.


Tu na koniec dam jeszcze link do panoramy tego cudownego miejsca (widok z góry zamkowej):


http://www.panoramas.lt/m_katalog.php?&p_id=318&lg=2


nowy tydzień 2011-09-05

Dziś na pierwszy plan wysunęły się dwa wydarzenia.


Najpierw, po obiedzie - rozmowa z proboszczem... Ważna i wyczekiwana ze względu na sprawy organizacyjne. Ciężko było nam się zebrać do tego przez cały miesiąc. Główne tematy to przede wszystkim finanse i sposób funkcjonowania parafii. Jest tu troszkę inaczej jak w Polsce, ale wiele się dało poustalać. Wykorzystałem okazję i jednocześnie domówiłem kwestię wyjazdów na rekolekcje adwentowe i wielkopostne. Także z Litwy mam taką możliwość. Powiedziałem też o moim kredycie za samochód... i o tym, że póki co, gdyby nie koledzy to bym nie miał się z czego utrzymać...  :) Wiem, że już wcześniej poprzez Marka, któremu o tym wspominałem doszło to do niego i trochę się chyba zmartwił, i bał cobym się nie spakował i nie wrócił do Polski. Daleki jestem od tego i chyba go uspokoiłem, zwłaszcza, że jak to lubię powtarzać pieniądze to nie problem... to tylko środek... Rozmowa była dość konkretna i potrzebna. Była to też ostatnia dobra okazja, bo dziś, chwilę później proboszcz jechał na dwutygodniowy urlop na Ukrainę.


Drugim wydarzeniem wartym wspomnienia byli goście... koło 12:00 odwiedził mnie ks. Jerzy, wracając z Wilna, a wieczorem ks. Prałat Klimczuk i ks. Jacek Gonder - obaj z archidiecezji warmińskiej. Ks. Klimczuk był moim profesorem w seminarium i pierwszym proboszczem. U niego w św. Katarzynie w Kętrzynie spędziłem pierwsze dwa lata kapłaństwa. Cieszy mnie ta wizyta. Gdy ostatnio (dwa tygodnie temu) go odwiedzałem nie spodziewałem się, że tak szybko skorzystają z zaproszenia. Wielu traktuje to jak kurtuazję. A tu w sobotę dzwonił, a dziś już są. Odbyliśmy spacer po mieście, poszliśmy na kolację do Pizza Jazz, a teraz idziemy spać... Jutro w planach ranna Msza i Druskienniki.


P.S. ks. Jacek prosił by na blogu napisać, że po spacerze zrobił mu się odcisk... Cóż trzeba będzie jutro nogi wymoczyć...


Co za weekend... cz. 4 - zastepstwo 2011-09-05

Na początku tygodnia zastanawiałem się, gdzie spędzę niedzielę. W rozmowie z proboszczem odnośnie wyjazdu na sobotę na zjazd absolwentów prosiłem oto by w niedzielę nie koniecznie wyznaczał mnie na 8:00 rano, lecz tak 12:00 lub 18:00, co bym odespał. On śmiał się i dał mi całą niedzielę wolną, bo było komu nas zastąpić. Skoro tak, to zastanawiałem się, gdzie tu w Polsce wprosić się na parafię :) Różne myśli przeleciały przez głowę, ale głupio tak... najrozsądniej byłoby pomóc w Bisztynku, pomyślałem, lub gdzieś w okolicy... A tu nagle w środę pojawił się ks. Jurek z Rutki i mówi że miał na niedzielę zaproszenie do Wilna, lecz chyba nie pojedzie bo nie ma kto go zastąpić...


I tak w niedzielę rano o 8:00 pojawiłem się w Rutce-Tartak. Kościół przypomina łódź. Zbudowano go jakieś 20 lat temu... Byłem tam jakieś 10 lat temu pierwszy raz na pieszej pielgrzymce do Wilna. Cała okolica jest niezwykła... Nazywają ją Karpatami Północy, Mazurami Garbatymi lub nawet Górami Sudawskimi. I rzeczywiście... jest jak w górach.


cisowa góra


Na Mszach zaskoczyła mnie liczba wiernych... zwłaszcza rano. Do spowiedzi też było bardzo dużo...  na 9:00 pewnie koło 20 osób... Powiedziałem kazanie o grzechach cudzych - czyli o tym, że jak ktoś grzeszy, a ja na to pozwalam, akceptuję to, lub nie reaguję... to mogę też mieć grzech... oczywiście są różne sytuacje, ale generalnie nie może być przyzwolenia na zło... Jesteśmy za siebie odpowiedzialni. Przekazanie tych myśli zajęło mi pewnie ze 20 min. Aż sam byłem zdziwiony, że się tak rozgadałem... Na drugiej mszy było już ponad pięć minut krócej... A między mszami miałem okazję się zdrzemnąć...


droga


Po obiedzie wróciłem do Marijampole, ale już nie przez przejście graniczne Budzisko, lecz drogą szutrową, wijącą się malowniczo przez pola i lasy... Granicę przekraczałem pomiędzy Poszeszupiem, a Lubovlas. Droga ta do Rutki Tartak jest krótsza ok. 10 km, ale tak kręta, że chyba już sobie ją odpuszczę... Czasowo nie warto.


Co za weekend... cz. 3 - ślub 2011-09-05

Czas  kończyć relacje z weekendu... już wczoraj nie miałem siły, dlatego ślub i niedzielę zostawiłem sobie na dzisiaj...


W sobotę o 16:30 w Bisztynku Tomek i Agnieszka udzielili sobie sakramentu małżeństwa, a my byliśmy tego świadkami (ja nawet świadkiem urzędowym). Mszę św. odprawialiśmy we dwóch: ks. Zbyszek i ja. Zbyszek miał też kazanie, a ja przewodniczyłem liturgii sakramentu małżeństwa. W kazaniu mowa była o trzech sposobach podejścia do małżeństwa. Za kanwę refleksji posłużyły czytania wybrane przez młodych, m.in. historia Tobiasza i Sary. W czasie wesela rozmawialiśmy o tym w gronie przyjaciół, bo akurat zaskoczyło mnie takie ujęcie tej biblijnej miłości.


Ślub i wesele były nieco inne niż zawsze. Nie było kamerzysty, marsza weselnego, dywanu, alkoholu na przyjęciu. Zabawę prowadził wodzirej Wojtek, z firmy Szymona Puławskiego Wodzireje.p. Przyjęcie było w mojej ulubionej (jedynej) restauracji w Bisztynku - w Marysieńce :) Ciekawe jest też to, że siostra Agnieszki - Ania (świadkowa) dwa tygodnie wcześniej tęż wzięła ślub. Oboje - Tomek i Aga należą do wspólnoty Ruchu Światło-Życie. Widać było to w przygotowaniu wszystkiego. Wśród gości oazowicze stanowili także pokaźną grupę. Dziewczyny: Agata, Milena, Kasia i Asia (bliźniaczka) przygotowały wspaniałe śpiewy na Mszę św. Lubię ich słuchać. Adrian i Damian - posługiwali przy ołtarzu, a fotograf jak się okazało to także oazowicz. Na przyjęciu weselnym siedziałem koło oazowiczki z Suwałk, zresztą cały nasz kąt był mocno oazowy. Cieszę się że spotkałem tez Iwonkę -dawną znajomą z oazy, której już wieki nie widziałem. Szkoda tylko, że nie zdążyliśmy pogadać, bo szybko zebrali się z mężem uśpić dzieci...


Jak to dobrze, że wesele trwa do rana. Dzięki temu mogłem w międzyczasie bez większych wyrzutów sumienia zmyć się na chwilę w gości. Najpierw podjechałem na 19:00 na spotkanie oazowe wspólnoty w Bisztynku - bardzo ważne, bo młodzież dzieliła się swoimi świadectwami z przeżycia rekolekcji wakacyjnych. W tym roku brało udział w rekolekcjach 20 os. z naszej parafii. To duża zasługa p. Ani. Cieszę się, że ona tam jest i działa. Albo inaczej. Że Bóg przez nią działa. Pomimo chorób, braku sił, wielu trudności. Jestem Bogu za nią bardzo wdzięczny i nieco spokojniejszy, bo praca formacyjna już za tydzień rusza pełną parą.


Po godzinie podjechałem jeszcze w gości do Doroty i Darka. Umówiliśmy się, że zaproszą także Dorotki rodziców, dobrych przyjaciół wspominanego wcześniej ks. Jerzego z Rutki-Tartak. Dorota i Darek to jedna z tych rodzin, które po trzech latach w Bisztynku są mi bardzo bliskie. Przy okazji uznałem, ze czas na wesele wrócić w stroju mniej oficjalnym. Sutannę zdjąłem i poszedłem do auta po koszulę z koloratką. Niestety zoong. Została rano w Lidzbarku. Dobrze, że tuż przed wyjazdem wrzuciłem do auta jeszcze jedną koszulę z kołnierzykiem - czerwoną, świeżo zdjętą z suszarki. Dorotka mi ją pięknie odprasowała i choć trochę dziwnie się czułem, to jednak uznałem że to lepsze rozwiązanie niż T-shirt lub tańce w sutannie...


Na wesele wróciłem ok 22:00. Zabawa już się rozkręciła. Była okazja trochę potańczyć, poskakać, a przede wszystkim spędzić ten czas z ludźmi, którzy są mi tak bliscy. I nawet moja czerwona koszula mnie w ich towarzystwie nie krępowała, nawet śmiałem się w duszy, że pasuje do czerwonej kreacji Agatki, która po starej znajomości Wink poświęciła mi troszkę tańców.


Wesele skończyło się po 4:00. Miałem jeszcze chwilę czasu więc całą bandą przenieśliśmy się do Agatki i jej siostry Milenki, gdzie nasza część gości nocowała. Gdyby nie to że 5 godz. później miałem mieć zastępstwo na parafii 200 km od Bisztynka, zostałbym choć chwilę się przespać... A tak przy kawie strong (4 łyżeczki) posiedziałem do piątej i ruszyłem w drogę... Po kilku postojach i kilku sytuacjach w których mój anioł stróż się przypominał :) ok 8:00 dojechałem do Rutki. Tam już na mnie czekano ze śniadaniem. Potem jeszcze zimny prysznic i można odprawiać pierwszą niedzielną Mszę.


Co za weekend... cz. 2 - zjazd absolwentów 2011-09-04

W sobotę mieliśmy XX-lecie III LO w Elblągu... Bardzo ważne było dla mnie tam być... Atmosfera tej szkoły była niezwykła. Pamiętam jak wpajano nam, że jesteśmy najlepsi, wyjątkowi, elitarni... Mocna była rywalizacja między I II i III elbląskim liceum... A my byliśmy zawsze dumni z naszej szkoły - naszego III LO im. Salamandry Plamistej [w 1999r. przemianowanego na Liceum im. Jana Pawła II]. Ta duma sprawiała, że często wracaliśmy w szkolne mury... zwłaszcza na początek i koniec roku szkolnego na apelu obok grzecznych szkolniaków często stała pokaźna grupa "kolorowych" absolwentów. Stąd jakiś dziwny niepokój mi towarzyszył, gdy na liście absolwentów z mojego rocznika widziałem gwiazdki potwierdzające obecność zaledwie czterech osób...ale zacznijmy od początku...


Rano wraz z Pawłem i Karolem i towarzyszącym nam ks. Proboszczem zjedliśmy śniadanie i ruszyłem w drogę. Pojechałem tradycyjnie na Braniewo, a potem na Berlinkę. Lubię tę trasę, choć jest troszkę dalej niż przez Pasłęk... Pod Kościołem Bożego Miłosierdzia byłem pół godziny przed czasem. Program zjazdu obejmował Mszę - kazanie mówił ks. Maciej Nowak, katecheta z 3LO. Potem Gala w Kinie Światowid, na koniec z 40 min poślizgiem przenieśliśmy się na poczęstunek i spotkanie mniej oficjalne do szkoły...


Frekwencja absolwentów była kompromitująca... z mojej klasy spotkałem się jedynie z Rafałem, dr filologii klasycznej i Łukaszem, naszym wybitnym anglistą...  Na gali wielkie wrażenie zrobił na mnie film uczniów II klasy - Lekcja wg. Ferdydurke Gombrowicza - niesamowity talent aktorski i świetny montaż... Spokojnie można by to puścić w TV jako dobry off. Kolejną rzeczą szczególną był Polonez przygotowany przez p. Pawłow. Takiego pięknego układu jeszcze nie widziałem. Z przemówień dyrektora zaskoczyło mnie stwierdzenie, że 80 proc. absolwentów szkoły mieszka za granicą... Los Angeles, Genewa, Singapur, Hawana, Paryż, Rzym, Londyn - nasi absolwenci są wszędzie...


Wracając do frekwencji... pod szkołą rozmawialiśmy o tym z naszym historykiem - p. Wojtkiem... szukaliśmy winnych... informacji było bardzo dużo... kto chciał, to przyjechał, choćby z końca świata... Wśród winnych pojawili się facebook i nk.pl i to że przez kontakty internetowe dziś wielu po prostu nie jest spragnionych spotkania. Wiedzą na bieżąco, co u kogo słychać. w dyskusji stwierdziłem, że mimo wszystko ja tego nie rozumiem... p. Wojtek dodał, że on rozumie, choć w żaden sposób nie akceptuje.



Przypomniał mi się zjazd z przed 10 lat. Wtedy atmosfera była lepsza i potrafiliśmy chyba bardziej się sobą cieszyć... 


Cieszę się, że spotkałem się przynajmniej z tymi, którym zależało, choć i tu pozostał we mnie niedosyt... znów presja czasu... musiałem wcześniej się urwać i lecieć  na 16:30 do Bisztynka... - na ślub...







Co za weekend... cz. 1 2011-09-04

Po trzydniowej przerwie czas nadrobić zaległości... Jak wspominałem był to weekend w Polsce, do tego dość intensywnie przeżywany.


 


Piątek
W sumie mógłbym już ruszyć rano, po Mszy na 8:00, nawet proboszcz podpowiadał, że jak chcę to mogę jechać, ale z ks. Żidrunasem - kanclerzem ustaliliśmy, że jak się uda to do południa załatwimy sprawy w Urzędzie Imigracyjnym... Powiedziałem, że będę w pogotowiu do południa. Chyba jednak nie wyrobił się, bo nie zadzwonił. 10 minut przed 13:00 pojechałem więc do Polski.


Pierwszy etap podróży to Rutka-Tartak. Odwiedziłem tamtejszego proboszcza, ks. Jerzego. Musiałem na niego chwilkę poczekać, bo skoczył po obiad... Mieliśmy okazję znów trochę pogadać, zwłaszcza, że nasze kapłańskie szlaki często się krzyżują w wielu nam bliskich miejscach i domach. Po obiedzie skoczyliśmy także do jego znajomych produkujących wspaniałe sery... Jerzy namawiał mnie by poczekać do wieczora, bo miał za trzy godziny miał być u niego  nasz wspólny znajomy z rodziną, ale byłem już umówiony w Bisztynku... Z kartonem pełnym zakupów po trzech godzinach w Rutce ruszyłem dalej.


W Bisztynku byłem praktycznie punktualnie. Po Mszy św. wieczornej zaplanowaliśmy spotkanie oazowe. Było nas ok 15 os. Chwile posiedziałem z proboszczem, chwilę z nimi, na chwilę skoczyłem tez do Troszkowa do p. Wiesia i jego rodziny... Ciągle pod presją szybko uciekającego czasu i miałem jakiś wielki niedosyt i nawet żal do siebie samego, że nie mogę im wszystkim poświęcić tyle czasu, ile bym chciał...


Na noc byłem w Lidzbarku. Tam czekali na mnie moi kursowi: ks. Paweł i ks. Karol oraz ks. Dominik - pracujący razem z Pawłem na parafii. Tu już nie było limitu czasu... jedyne co nas ograniczało to siły... Siedzieliśmy, aż pierwszy zasnął w fotelu... :) A było co opowiadać... Każdy z nas miał w tym roku dużo ciekawych przeżyć i podróży... Z moich kolegów księży od święceń Paweł i Karol są mi najbliżsi... Dziękuję im za wszelką życzliwość i pomoc... zawsze...







[jadąc autem wpadła mi w ucho ta piosenka... zacząłem myśleć nad jej słowami... gdy na drodze za zakrętem... płyniemy przez wielki Babilon... w korowodzie zmysłów... nim się ogień w nas wypali... obyśmy zawsze byli... NIEPOKONANI...]


Kuciany 2011-09-01

Wczoraj siedziałem do późna... w sumie bez sensu... koło drugiej uświadomiwszy sobie, że rano trzeba wstać i że będzie ciężko, wyłączyłem komputer i poszedłem spać do salonu. Na tamtym łóżku łatwiej się obudzić :). Rano, 10 min przed Mszą bylem w zakrystii. I zdziwienie. W związku z pogrzebem skreślili mnie z koncelebry :), bo nie mieliśmy intencji i miały to być "dantisy". Skoro jednak już byłem, to dołączyłem się do Virgiliusza i odprawiłem swojego "dantisa" (ostatniego z tych co dostałem w Bisztynku) .



Do Kučiūnai wyjechaliśmy o 10:30. Ta rodzinna wioska ks. proboszcza i jego mamy leży zaledwie 2 km. od polskiej granicy, niedaleko przejścia Ogrodniki. Zaskoczyła mnie liczba księży. Było nas prawie 30... I pełen kościół wiernych. Pogrzeb był piękny. Przewodniczył Mszy ks. Józef - mój proboszcz. 



Ciekawy jest kościół w tej wiosce: zaczęto go budować przed wojną... po wojnie zaniechano... na 50 lat... dopiero jak Litwa odzyskała niepodległość można było go dokończyć. Tyle że popełniono jakieś błędy i teraz wieża kościoła się przekrzywiła... Do tego odpada z niej tynk... W środku, choć kościół młody (20 lat) to widać wilgoć... Ciekawy ołtarz, wzorowany na barok, ale szczególnie piękna droga krzyżowa... - dość duże obrazy dobrego artysty...


Cmentarz położony kawałek za wioską. W sosnowym lesie. Piękne, stare sosny pomiędzy mogiłami dodają uroku.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]